Tusk Watch

Obserwujemy jak Polska zmienia się w drugą Irlandię

| |
| Log in |

Archiwum: 'Smoleńsk' Kategorie


Tusk kłamie, czyli kto rozdzielił wizyty

Wysłane przez: admin w dniu: 20/04/2012

Premier Donald Tusk powiedział na dzisiejszej konferencji prasowej, że katastrofa smoleńska obrasta “kłamstwami” tych, którzy chcą wmówić Polakom, że była ona “wynikiem zamachu i spisku”. Wśród tych rzekomych kłamstw Tusk wymienił “tezę o rozdzieleniu wizyt” premiera i prezydenta w Katyniu w kwietniu 2010 r.

Odnosząc się do “tezy o rozdzieleniu wizyt” w Katyniu, Tusk powiedział: Prezydent Kaczyński nie przewidywał, nie miałem żadnego takiego sygnału, ani takiej informacji, że zamierza wspólnie ze mną lub z rządem obchodzić rocznicę katyńską. Jeśli zatem pozwolić sobie na tezę, której ja nie podzielam, że doszło do rozdzielenia wizyt to precyzyjnie nazwałbym tak. Po ustaleniu, że jest wizyta premiera polskiego rządu na zaproszenie premiera rosyjskiego rządu, by wspólnie uczcić ofiary katyńskie, pojawił się także konkretny projekt drugiej wizyty.

Przypominamy więc premierowi, jak doszło do rozdzielenia wizyt:

1.09.2009 r. – Na molo w Sopocie, choć oficjalny plan przewidywał spotkanie w hotelu, rozmawiali w cztery oczy (po niemiecku) premierzy Tusk i Putin. Szczegóły ustaleń nie zostały ujawnione, lecz rzecznik rządu Paweł Graś wyjawił, że po raz pierwszy rozmawiano o obchodach katyńskich.

27.01.2010 r. – Kancelaria Prezydenta rozesłała – m.in. do MSZ i ambasady Rosji – pisma informujące, że Lech Kaczyński planuje udać się do Katynia. Nie podano w nim daty wizyty.

Koniec stycznia 2010 r. – Tomasz Arabski, szef Kancelarii Premiera, który odgrywał kluczową rolę w całej operacji rozdzielenia wizyt, spotkał się z przedstawicielami władz rosyjskich. Nie są znane szczegóły jego spotkań z Rosjanami, lecz wiadomo, że Arabski prowadził z nimi nieoficjalne rozmowy. Wbrew procedurom były one prowadzone bez świadków i nie były protokołowane.

3.02.2010 r. – Putin w rozmowie telefonicznej zaprosił Tuska na spotkanie w Katyniu. Data 7 kwietnia została ustalona kilka dni później, jednak prezydent Kaczyński nie został o tym poinformowany. Widać więc, że ogłoszenie decyzji o spotkaniu Putin-Tusk nastąpiło PO, a nie PRZED zadeklarowaniem przez prezydenta Kaczyńskiego chęci wyjazdu do Katynia.

20.02.2010 r. – Rosjanie cały czas udawali, że nie wiedzą nic o zamiarach prezydenta Kaczyńskiego. Ambasador Rosji w Polsce Władimir Grinin publicznie skłamał, że nie otrzymał pisma Kancelarii Prezydenta z 27 stycznia. Dopiero gdy Kancelaria Prezydenta zadeklarowała, że dysponuje potwierdzeniem odbioru pisma przez ambasadę FR, Rosjanie przyznali się do otrzymania listu. „Byliśmy przyzwyczajeni do tego, że jesteśmy poddawani atakowi ze strony mediów czy polityków PO, ale włączenie się ambasady rosyjskiej w ten spór było już czymś całkowicie niesłychanym” – skomentował Jacek Sasin z Kancelarii Prezydenta.

23.02.2010 r. – Po raz pierwszy pada oficjalnie data 10 kwietnia. W pilnym piśmie do Kancelarii Prezydenta MSZ stwierdza, że obchody odbędą się tego właśnie dnia i zwraca się o niezwłoczne i ostateczne „potwierdzenie gotowości Prezydenta RP do uczestniczenia w tych uroczystościach i przewodniczenia delegacji polskiej”. Pismo MSZ to wyraźna próba wymuszenia na Lechu Kaczyńskim oficjalnej deklaracji wylotu 10 kwietnia.

2.03.2010 r. – Prezydent wciąż jednak wstrzymywał się z potwierdzeniem tej daty, czekając na deklarację premiera Tuska. Do akcji włączył się więc 2 marca ówczesny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Wysłał do Kancelarii Prezydenta pismo z prośbą o „umożliwienie posłom skorzystania z miejsc w samolocie”. Była to zapewne kolejna próba nakłonienia Lecha Kaczyńskiego do potwierdzenia daty 10 kwietnia. Tym razem udana, gdyż Kancelaria Prezydenta zwróciła się o rezerwację przelotów samolotem specjalnym Tu-154M do Smoleńska na 10 kwietnia.

3.03.2010 r. – Natychmiast po otrzymaniu tej informacji Donald Tusk ogłosił, że Putin zaproponował mu spotkanie 7 kwietnia. Od tego momentu stało się jasne, że obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej będą przebiegały dwuetapowo – najpierw z udziałem premiera, a trzy dni później prezydenta.

17.03.2010 r. – Tomasz Arabski jedzie do Moskwy, gdzie spotka się z Rosjanami, lecz nie w tamtejszym MSZ, ale w restauracji. Rozmówcą Arabskiego był Jurij Uszakow, prawa ręka Władimira Putina. Uszakow to absolwent słynnego Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych – MGIMO, kuźni kadr wywiadu zagranicznego KGB.

Poniżej dokument ukazujący kłamstwo Tuska i udowadniające, że MSZ wiedział o planach Lecha Kaczyńskiego. Podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Mariusz Handzlik informuje o planach głowy państwa Andrzeja Kremera z resortu spraw zagranicznych. Pismo pochodzi z 27 stycznia 2010 r. (niezalezna.pl)

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Smoleńsk | Komentarze: 6

Czuchnowski grozi świętującym rocznicę

Wysłane przez: admin w dniu: 11/04/2012

Gdy brak argumentów, gdy ma się świadomość, że środowisko zamotało się we własne kłamstwa pozostają groźby. I właśnie do tej metody ucieka się obecnie „Gazeta Wyborcza”, która piórem Wojciecha Czuchnowskiego zaczyna już grozić środowisku „Gazety Polskiej”. I nie ma co lekceważyć tych gróźb pamiętając, że środowiska zwolenników kłamstwa smoleńskiego mają już krew na rękach.

Metoda opisu wydarzeń jest w przypadku „Gazety Wyborczej” zawsze ta sama. Znajduje się jakiś napis, którego treść może się nie podobać (chociaż akurat te przytaczane przez Czuchnowskiego nie są przesadnie ostre, a i opinie uznawane za skandaliczne specjalnego skandalu nie wywołują), a potem wzorem mistrza Adama Michnika opatruje się je ostrym, oskarżającym i emocjonalnym komentarzem, który ma w czytelnikach wywołać wrażenie, że zło czai się u bram.

Tym razem owym złem jest środowisko „Gazety Polskiej”. A zarzuty jakie mu się stawia aż mrożą krew w żyłach. „Organizatorami smoleńskich miesięcznic i rocznic są środowiska skupione wokół tygodnika ”Gazeta Polska”. Odpowiadając na pytanie, ”kto zyskał na tragedii”, należy wskazać właśnie w ich stronę. Po 10 kwietnia 2010 r. osiągnęli rynkowy sukces - zwielokrotnili sprzedaż swojego pisma, uruchomili dziennik. Chwilami wydaje się, że podporządkowali sobie nawet Jarosława Kaczyńskiego” - opisuje Czuchnowski. I niestety nie wyjaśnia, dlaczego stworzenie dziennika ma być zbrodnią? Nie jest też jasne, co złego jest w zwielokrotnieniu sprzedaży, które opiera się na tym, że „GP” była jednym z nielicznych mediów drukowanych, który zwyczajnie szukał informacji o katastrofie, a nie zadowalał się przedrukami z postsowieckiej propagandy?

Dalej też jest po gazetowyborczemu. Dużo mocnych przymiotników i czasowników, które jasno pokazują stan emocjonalny piszącego. „We wtorek i w poniedziałek ze świętoszkowatym uśmiechem podjudzali tłum, by krzyczał jeszcze mocniej” - grzmi Czuchnowski, nie wyjaśniając jednak, czym różni się uśmiech świętoszkowaty od zwyczajnego, i na czym polegać miało podjudzanie (panie Czuchnowski, czy przypadkiem stosowanie takich słów nie jest antysemityzmem?). A na koniec zachowuje istotę swojego przekazu posuwając się już do groźby. „Widok tych władców dusz pod Pałacem i ambasadą przypomniał mi scenę zebrania rewolucjonistów z ”Biesów” Dostojewskiego, w której wykłada się teorię ”puszczania dreszczy” w lud, ”tak by jedni zaczęli pożerać drugich”. To właśnie oni robią. Z krzyżem w ręku i modlitwą na ustach rozpętują nienawiść między Polakami. Kiedyś ta nienawiść obróci się przeciwko nim” - oznajmia cyngiel z „Gazety Wyborczej”.

Te słowa można by traktować oczywiście jedynie jako publicystyczny chwyt, gdyby nie jeden drobny fakt. Otóż ponad rok temu też mówiono o rozpętanej przez PiS nienawiści, która zwróciła się przeciw PiS-owi. Jej ofiarą był Marek Rosiak. Czuchnowski zaś otwarcie wskazuje, że następne ma być środowisko „Gazety Polskiej”. Jeśli komuś rzeczywiście stanie się krzywda, jeśli wywoływana takimi tekstami nienawiść do części polskiej opinii publicznej rzeczywiście zwróci się przeciw środowisku „Gazety Polskiej” Czuchnowski nie będzie mógł udawać, że nie ma krwi na rękach… (Tomasz Terlikowski)

Kategoria: Media (po)mogą, Smoleńsk | Komentarze: 2

NIK: w 2008 r. Szef Kancelarii Premiera bezpodstawnie odmówił prez. L. Kaczyńskiemu samolotu

Wysłane przez: admin w dniu: 01/02/2012

Tomasz Arabski odmówił bezpodstawnie prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu samolotu, gdy ten w 2008 r. chciał lecieć do Brukseli - ustaliła Najwyższa Izba Kontroli

Zdaniem NIK Arabski, podejmując decyzję w sprawie lotu Lecha Kaczyńskiego, potwierdził, że był koordynatorem lotów VIPów, w tym do Smoleńska. Wcześniej szef KPRM utrzymywał, że nie odpowiadał za lot z 10 kwietnia 2010r.

“Rz” dotarła do niepublikowanych dotąd ustaleń Izby, które znajdą się w końcowym raporcie z kontroli organizacji lotów najważniejszych osób w państwie, w latach 2005 - 2010. Wynika z nich, jaka była rola Kancelarii Premiera podczas organizacji podróży do Smoleńska 10 kwietnia 2010 r. Kontrola rzuca też nowe światło na głośne wydarzenie sprzed trzech lat.

Chodzi o wyjazd Lecha Kaczyńskiego do Brukseli w październiku 2008 r. na spotkanie unijnych przywódców i spór, jaki mu towarzyszył. Prezydentowi odmówiono wtedy rządowego TU154 M, jak i mniejszych jaków40, które były w 36. specpułku wożącym VIPów. Ówczesny szef Kancelarii Premiera Tomasz Arabski twierdził, że maszyny są potrzebne do zabezpieczenia delegacji, której przewodniczy premier. Ostatecznie Lech Kaczyński poleciał wyczarterowanym od LOT boeingiem 737, za co Kancelaria Prezydenta zapłaciła ok. 160 tys. zł.

NIK ustaliła, że 36. specpułk w kluczowym dniu miał “techniczną możliwość wykonania przelotu do Brukseli”. W dyspozycji były wtedy dwa jaki40, z czego można wnioskować, że nie istniały przeszkody, by je udostępnić prezydentowi. Kontrola NIK potwierdziła, że odmowną decyzję podjął szef Kancelarii Premiera. Zdaniem NIK - zgodnie z porozumieniem regulującym zasady przewozu VIPów -”nie miał podstaw do takiej odmowy”.

Dlaczego Izba badała tamtą sprawę? Ponieważ odnosząc się do podróży Lecha Kaczyńskiego do Smoleńska w 2010 r. szef KRMP twierdził, że nie koordynował jej. W przesłanych NIK zastrzeżeniach minister Arabski utrzymywał, że uczestniczył w przygotowaniach wizyt, które dotyczyły tylko premiera. Kontrolerzy zbadali więc też inne wyjazdy. Fakt, że szef KPRM podjął decyzję w sprawie wyjazdu do Brukseli, to dowód, że Kancelaria Premiera brała udział - jako koordynator - w organizacji wyjazdu do Smoleńska.

Według NIK są na to i inne dowody. Koordynatorem nazywa Kancelarię Premiera zarówno instrukcja organizacji lotów o statusie HEAD (taki status miał lot do Smoleńska), jaki i kluczowe w tej sprawie porozumienie z 2004 r. między instytucjami uprawnionymi do korzystania z lotnictwa transportowego.

Dowódcy 36. specpułku i BOR twierdzili, że zamówienia m.in. z KPRM składano za późno i niekompletne, co utrudniało przygotowanie lotów. Tak było według NIK w całym badanym okresie. Dlatego zarzuca nierzetelność kolejnym szefom KPRM.

Jakie znaczenie będzie miał raport NIK dla ustalenia odpowiedzialności wysokich urzędników za przygotowanie wizyty w Katyniu - co bada prokuratura? Nie wiadomo. Śledczy przeanalizują dokument.

Z ministrem Arabskim “Rz” nie udało się skontaktować. (Rzeczpospolita)

Kategoria: Pitery, niesioły i inne palikoty, Smoleńsk | 1 Komentarz

Smoleńskie kłamstwa zaczynają palić jak rozżarzone kamienie

Wysłane przez: admin w dniu: 30/01/2012

W weekendowych audycjach politycznych skomentowano każde słowo z antyamerykańskich tyrad Palikota, oceniono każdą rządową wrzutkę propagandową o tym jak żyje nam się świetnie. No, niektórym na pewno, choć z tego co osobiście widzę i odbieram, to o pracę dawno nie było tak ciężko, a na rynku nieruchomości tak martwo. Ale skoro jest lepiej, naród zadowolony - to OK, tylko się cieszyć.

Tym razem jednak ważniejsze jest to, czego nie komentowano (a jeśli już to niezwykle pobieżnie) - o sypaniu się smoleńskiego kłamstwa. Temat to niewygodny bo w tych właśnie audycjach często utrwalano i powielano nieprawdy, na poważnie brano najgłupszą nawet wrzutkę rosyjskiej agentury wpływu (”tak lądują debeściaki” itp. kłamstwa). Wielu ma więc powody by teraz o Smoleńsku milczeć.

Nawet więc ujawnienie kolejnej porcji taśm Klicha, ze zdaniami wskazującymi na zaplanowaną od początku manipulację najważniejszym śledztwem w sprawie największej tragedii po 1945 roku, nie powoduje trzęsienia ziemi.

I trzeba sobie powiedzieć szczerze, że nic jej już nigdy nie spowoduje - prawda o Smoleńsku będzie przebijała się powoli, krok po kroku. Tam gdzie pęka jedna bariera kłamstw i manipulacji, tam natychmiast - tylko kilka metrów dalej - tworzona jest nowa zasłona dymna, kopane są kolejne propagandowe umocnienia. I kłamie się od nowa. Trudno. Nie ma innego wyjścia jak krok po kroku bić się o prawdę, pytać, zestawiać fakty. Obnażać fałsz. Czy tak będzie bez końca? Nie, choć długo.

Trzeba się niestety liczyć także z tym, że nawet oczywiste nieprawdy będą jeszcze przez jakiś czas powielane przez najbardziej zatwardziałych propagandzistów. Przykładem niedawne radiowe wystąpienia Radosława Markowskiego i Janiny Paradowskiej, twierdzących wbrew podstawowym ustaleniom, że piloci tupolewa w Smoleńsku… lądowali.

Ale mimo wszystko wyraźnie widać, że uparta presja, praca nad odsłonięciem tego co naprawdę wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku, ma wielki sens. Pracę tę wykonują dziennikarze, eksperci, politycy (wbrew szyderstwom wielką rolę pełni tu Zespół Parlamentarny Antoniego Macierewicza). Za wcześnie by ogłaszać sukces, ale jest już dziś pewne, że kiedyś także i rządowi dziennikarze będą nas przekonywać, że oni nigdy w tę rosyjską wersję, powieloną potem zasadniczo przez komisję Millera, nie wierzyli. Z wyjątkiem Paradowskiej, Markowskiego i ludzi “Wyborczej” oczywiście, oni zdania nie zmienią nigdy.

Ale większość smoleńskie kłamstwa zaczynają już dziś palić jak rozżarzone kamienie. Jeśli w końcu dołączą do tych, którzy odrzucają manipulację i domagają się prawdy, to dobrze. (Michał Karnowski)

Kategoria: Media (po)mogą, Smoleńsk | Brak komentarzy »

W miejscu kokpitu… nie było pilotów

Wysłane przez: admin w dniu: 19/01/2012

Informacje otrzymane od prokuratorów wojskowych podważają kolejne dowody na obecność gen. Błasika w kabinie pilotów Tu-154

Wojskowa prokuratura poinformowała “Rz” o tym, gdzie znaleziono ciała członków załogi samolotu, który rozbił się 10 kwietnia pod smoleńskiem. Obalają one teorię według której w kabinie oprócz załogi przebywał dowódca Sił Powietrznych gen. Andrzej Błasik. Opierała się na rozpoznaniu jego głosu i miejscu znalezienia jego zwłok w sektorze pierwszym, obok ciała nawigatora Artura Ziętka.

– W sektorze tym znaleziono także 12 ciał i fragmentów ciał innych ofiar. Jedno z tych ciał należało do członka załogi (chodzi o nawigatora - red.) – poinformował „Rz” ppłk Zbigniew Rzepa, rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej.

Co więcej, okazuje się, że w tym sektorze nie znaleziono zwłok pilotów Arkadiusza Protasiuka i Roberta Grzywny oraz mechanika Andrzeja Michalaka. – Ciała pozostałych członków załogi znaleziono w sektorach 2 i 3 – informuje Rzepa.

W ubiegłym tygodniu “Rz” ujawniła, że w ekpertyzie wykonanej przez krakowski Instytutu Ekspertyz Sądowych, nie przypisano żadnej wypowiedzi z kokpitu Błasikowi. Czy ta informacja, która podważa obecność gen. Błasika w kokpicie? – Moim zdaniem nie – mówił wczoraj “Gazecie Wyborczej” Jerzy Miller, były szef komisji badającej okoliczności katastrofy. – Wiadomo, czyje ciała znaleziono w kokpicie. Sektor pierwszy to kokpit. I wśród znalezionych tam ciał był gen. Błasik.

Adwokat wdowy po gen.Błasiku Bartosz Kownacki: – Te informacje dowodzą, że to, co mówi Jerzy Miller nie jest spójne. Sam fakt znalezienia jednego ciała przy drugim nie upoważnia do stwierdzenia, że dana osoba była, lub nie, w kokpicie.

Dziś premier Donald Tusk po spotkaniu z członkami komisji Millera ma podjąć decyzję czy wznowić jej prace. (Cezary Gmyz)

Kategoria: Media (po)mogą, Smoleńsk | Komentarze: 2