Tusk Watch

Obserwujemy jak Polska zmienia się w drugą Irlandię

| |
| Log in |

Archiwum: 'Polityka miłości stosowana' Kategorie


Ścierwolityka

Wysłane przez: admin w dniu: 14/05/2012

Nie po raz pierwszy zobaczyliśmy posła Niesiołowskiego obrażającego, obelżywego, uciekającego się do przemocy wobec dziennikarzy – w piątek wobec niezależnej producentki i reżyserki Ewy Stankiewicz, której usiłował wyrwać kamerę. Krzyczał do niej: „Won stąd!”, a do zebranych posłów miał wołać: „PiS-owskie ścierwo”. Nie po raz pierwszy padły też epitety pod adresem naszych kolegów. „Ziemkiewicz, Wildstein, Zaremba, Mazurek czy Karnowscy. To są pisowskie lizusy” – powiedział poseł PO w rozmowie z portalem Gazeta.pl.

Do niedawna puentowaliśmy podobne objawy prostactwa kpinami, a dziennikarze sprzyjający koalicji rządzącej kontratakowali – PiS-owscy też potrafią być niemili.

Pewnie rację mają ci, którzy twierdzą, że arogancja jest ponadpartyjna. Antoni Macierewicz, Janusz Palikot – to wszystko ta sama liga. Bezczelność elit władzy. Zamkniętego środowiska ludzi przekonanych o swojej nietykalności. Posłów takich jak Niesiołowski, którzy swój wybór zawdzięczają pokracznej metodologii systemu wyborczego, gdzie do minimum ograniczona została odpowiedzialność przed wyborcami, a punkty i miejsca na liście partyjnej dostaje się za właśnie za lizusostwo, panie pośle. Za odgrywanie roli szalonego staruszka. Okładającego laską po kostkach przechodniów, w czasie kiedy kieszonkowcy mogą robić swoje. Odwracającego uwagę od debaty politycznej, protestów, głosów organizacji społecznych, dziennikarzy zadających niewygodne pytania. To człowiek, w którym jest nieporównanie więcej służalczości niż u jakiegokolwiek dziennikarza, którego znam.

Żałosne upartyjnienie, którego nijak nie da się porównać z konserwatywnymi, ale stabilnymi, poglądami Roberta Mazurka, Piotra Zaremby, Rafała Ziemkiewicza, po wielokroć demaskującymi hipokryzję zarówno PO, jak i PiS. Dziennikarzy „Uważam Rze” Jacka i Michała Karnowskich, Bronisława Wildsteina, którym na pewno nie można przypisać wiotkości poglądów posła Niesiołowskiego. Uczciwość, wierność wartościom to nie są dziś cechy polityków.

Ale pal licho idee. Tu chodzi o zwykły polityczny oportunizm. Polityk, którego dziś nie sposób złapać na jakiejkolwiek merytorycznej wypowiedzi, okazuje się głosem sumienia największego ugrupowania w parlamencie. Im mniej ma wyborcom do zaproponowania, im mniej sam rozumie z tego, co dzieje się wokół, tym staje się agresywniejszy i tym silniejsza staje się jego partyjna pozycja. Chamskie odzywki, a od niedawna przemoc mają przykryć ich intelektualną bezsilność, a służalstwo gwarantować im comiesięczną wypłatę w Sejmie, na którą na wolnym rynku pracy pewnie nigdy by nie zasłużyli.

Skoro poseł użył już słowa „ścierwo”, to może dobra okazja, żeby ukuć nowy termin w polskiej polityce – „ścierwolityka”. Służalstwo wobec politycznych bossów doprowadzone do granic upodlenia. Deptanie godności przeciwników politycznych czy dociekliwych dziennikarzy w zamian za stanowiska w rządzie czy miejsca w parlamencie. Jedyną pożywką ścierwolityki jest rozgłos. Oni już swoją godność dawno zastawili za stanowisko, także nie boli ich oburzenie wyborców i zniesmaczenie ulicy. Wszystko, z czego muszą się rozliczyć, to liczba prostackich zachowań na partyjne zamówienie. (Tomasz Wróblewski)

Kategoria: Media (po)mogą, Pitery, niesioły i inne palikoty, Polityka miłości stosowana | Komentarze: 2

Znowu dorsz za 8,50…

Wysłane przez: admin w dniu: 19/03/2012

Jeśli zapowiedź, iż przed złożeniem wniosku o postawienie Kaczyńskiego i Ziobry przed Trybunałem Staniu PO będzie jeszcze konsultować się z konstytucjonalistami oznaczać ma nie tylko odwleczenie sprawy, ale skazanie jej na śmierć gdzieś w szufladzie, to trzeba tę decyzję ocenić pozytywnie.

Bo decyzja o wycofaniu się z pomysłu, aby ponad pięć lat po zmianie władzy represjonować czołowych przedstawicieli opozycji, których w międzyczasie kolejne prokuratury i sądy oczyszczały z kolejnych podnoszonych przez obecnie rządzących zarzutów, jest niezależnie od przyczyn jej podjęcia decyzją dobrą. Tak jak dobre jest każde działanie bądź zaniechanie, łagodzące niszczącą kraj polsko-polską wojnę polityczną.

Stwierdziwszy to, zastanówmy się jednak nad przyczynami jej podjęcia.

Choć ostatnio rządzący dają nam kolejne przykłady braku komunikacji i chyba po prostu bałaganu, panującego w najwyższych kręgach obozu władzy (najnowszy przykład to stwierdzenie Jacka Rostowskiego, że nie zna pomysłu wprowadzenia odpisu podatkowego na Kościół) to mimo wszystko nie wierzę w to, aby inicjatywa Rafała Grupińskiego powstała naprawdę poza wiedzą Donalda Tuska. Skoro tak, to zasadne jest pytanie: dlaczego premier najpierw „wszedł w temat”, by po paru dnach z niego wyjść?

Można oczywiście powiedzieć, że cel i tak został osiągnięty. Bo w sytuacji spadających sondaży troszeczkę podsyciło się przygasający ogień „wojny ze strasznym PiS-em”, która przez kilka lat niosła Platformę, a nie trzeba było płacić kosztów autentycznego procesu przed Trybunałem Stanu. Chodzi przede wszystkim o możliwość powstania wrażenia, że Kaczyński i Ziobro są ofiarą prześladowań i nagonki. To by było z punktu widzenia PO ryzykowne, bo Polacy bywają przekorni.

Ale nie sądzę, aby była to główna przyczyna. Chociażby dlatego, że punkty zdobyte na podsyceniu atmosfery wojny łatwo mogą być utracone na skutek wrażenia niezdecydowania. Na skutek czego najbardziej antypisowscy wyborcy mogą łatwo poszukać sobie bardziej odpowiadających ich emocjom politycznych alternatyw.

Myślę, że istotną częścią odpowiedzi jest zachowanie Jarosława Gowina. Stanowczość, z jaką urzędujący minister zapowiedział, iż nie poprze wniosku swojego klubu, była bowiem zwiastunem poważnych kłopotów dla Tuska. Platforma i tak nie jest już tym monolitem, który pamiętamy sprzed niewielu lat. I tak w partii entuzjazmu mało, a sam premier nie jest już w niej postrzegany jako oczywisty motor zwycięstwa. W tej sytuacji lepiej nie zadrażniać wewnątrzpartyjnych stosunków.

Tak czy inaczej, zwolennicy rozliczenia IV RP mają kolejny powód do goryczy. Spodziewali się – wreszcie! – trybunałów, sądów doraźnych i ostatecznej demaskacji strasznych tajemnic kaczystowskich lochów, a zostali – jak zwykle – z kolejną edycją słynnego dorsza za 8,50… (Piotr Skwieciński)

Kategoria: Co tam Panie w koalicji, Donaldu, Donaldu..., Media (po)mogą, Polityka miłości stosowana | Komentarze: 5

Wpisy usunięte z profilu KPRM na Facebooku nie były wulgarne

Wysłane przez: admin w dniu: 26/01/2012

Nie pięć tysięcy, a 7774 - tyle wpisów internautów przeciwnych umowie ACTA usunęła kancelaria premiera ze swojego profilu na Facebooku. Takie informacje - które zaprzeczają twierdzeniom Centrum Informacyjnego Rządu - otrzymaliśmy od firmy zajmującej się monitorowaniem serwisów społecznościowych. Wbrew twierdzeniom rządowych urzędników, zdecydowana większość usuniętych wpisów nie była wulgarna.

Według firmy Fanpage Trender, z profilu KPRM na Facebooku usunięto w trzech wątkach 7774 posty, zamieszczone przez 3226 osób (tzw. unikalnych użytkowników).

Firma dokładnie prześwietliła wpisy także pod kątem wulgaryzmów. A to dlatego, że w piśmie, które otrzymaliśmy od Centrum Informacyjnego Rządu, urzędnicy tłumaczyli, że posty zostały usunięcie właśnie z powodu wulgaryzmów. Gdy założyliśmy nasze profile w serwisach społecznościowych, podjęliśmy decyzję, by było to miejsce wymiany poglądów i informacji. Dotychczas rzeczywiście tak było. Niestety, od kilku dni, niektóre osoby wypowiadające się w komentarzach nie stosują się do standardowo przyjętej netykiety, m.in. piszą wulgaryzmy i spamują. Dlatego zdecydowaliśmy, że posty łamiące zasady netykiety będą usuwane - przekonywali urzędnicy.

Analiza firmy, która się z nami skontaktowała, wykazała jednak, że te twierdzenia nie mają potwierdzenia w rzeczywistości. Wulgarne komentarze stanowiły jedynie ułamek wszystkich usuniętych postów - dokładnie 1,49 procent. Dla Jana Zająca z Fanpage Trender wniosek jest oczywisty: To pokazuje, że nie potrzeba ACTA, żeby wypowiedzi w internecie były cenzurowane. Co więcej, pokazuje to przede wszystkim, że kancelaria premiera ewidentnie mija się z prawdą w oficjalnych wyjaśnieniach, które przekazuje opinii publicznej. (rmf24.pl)

KŁAMSTWA, KŁAMSTWA I JESZCZE WIĘCEJ KŁAMSTW… Ta ekipa kłamie nawet przez sen.

Kategoria: Analiza, Media (po)mogą, Polityka miłości stosowana | 1 Komentarz

Kazany nie było, Błasika nie było

Wysłane przez: admin w dniu: 21/01/2012

Na opisane w dzisiejszej Rzepie “wątpliwości” związane z tym czy i kto rozpoznał na nagraniach głos generała Błasika trzeba spojrzeć w szerszym kontekście, sięgając pamięcią do tego co się działo zaraz po opublikowaniu nieszczęsnych rosyjskich stenogramów. Bo przecież już wtedy było wiadomo, e coś tu bardzo nie gra. Generał Błasik nie był bowiem ani pierwszym, ani jedynym “błędnie” rozpoznanym.

Przypisane wtedy dyrektorowi Kazanie wypowiedzi “No to mamy problem” i “Na razie nie ma decyzji prezydenta, co dalej robić” posłużyły - jak pamiętacie - do sformułowania hipotezy o winie prezydenta, do którego rzekomo miała należeć decyzja, ewentualnie jej brak - tak czy owak, to właśnie te słowa Kazany, uzupełnione słowami rzekomo pijanego Błasika, pozwoliły zbudować i utrwalić smoleńską narrację w której głównym winnym katastrofy był prezydent Kaczyński.

Jakby ktoś chciał dzisiaj szukać Kazany w najnowszych stenogramach krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych, to uprzedzam - szkoda czasu. Kazana z ostatecznej wersji stenogramów zniknął, zupełnie jak Błasik. Błędem jest więc traktowanie (nie)obecności Błasika w polskich stenogramach jako jakiejś tam “rozbieżności” ze stenogramami rosyjskimi, nie w przypadku gdy w tajemniczych okolicznościach pojawiają się i znikają dwa ważne głosy, dziwnym trafem oba obciążające prezydenta, i w obu przypadkach nie wiadomo przez kogo rozpoznane. Za to świetnie wiadomo komu i do czego służące.

Po tym jak okazało się, że w “kokpicie” znaleziono 13 osób, ale niekoniecznie załogę, dotychczasowa narracja się posypała i trochę potrwa zanim uda się sklecić nową. Gdybym miała obstawiać, spodziewam się powrotu wątku “rozmowy braci”. Na tym etapie to chyba ostatnia deska ratunku, i zdaje się ktoś ją właśnie wyciągnął z lamusa. Wprost właśnie “dotarło” do informacji z…czerwca 2010, wtedy to Dania oficjalnie odpowiedziała polskim śledczym, że nie dysponuje nagraniem ostatniej rozmowy braci Kaczyńskich. (…)

Dzisiaj dowiadujemy się, że rozmowy braci nie poznamy, w każdym razie nie oficjalnie. Nie dałabym jednak głowy za to, że nie zaczną się pojawiać przecieki z tego “co o rozmowie wiemy ale zdradzić źródeł nie możemy”. W ostateczności zaś będzie można w najlepsze spekulować co też by na tym nagraniu było, gdyby ono było. A kto wie, może nawet jest, tylko Dania się nad nami ulitowała? Jestem pewna, że “sekta smoleńska” coś wymyśli, i gdyby nie to, że moi współobywatele ciągle jeszcze te kłamstwa kupują, nawet bym się cieszyła na gimnastykę jaką będą teraz musiały wykonać tuzy prorządowego dziennikarstwa. Kazany nie było, Błasika nie było, rozmowy nie będzie. Jak lżyć, panie premierze? (Kataryna)

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Media (po)mogą, Polityka miłości stosowana | Brak komentarzy »

Zatrzymani za transparent - powtórka z PRL

Wysłane przez: admin w dniu: 21/05/2011

Bartosz Michalczyk i Filip Nowak – dwaj młodzi mieszkańcy Opola zostali dzisiaj zatrzymani przez funkcjonariuszy BOR w czasie wizyty prezydenta Bronisława Komorowskiego na Opolszczyźnie. Młodzi ludzie zamierzali w ramach obywatelskiej akcji zaprotestować przeciwko akcji ABW w mieszkaniu Roberta Frycza, twórcy satyrycznej strony internetowej AntyKomor.pl

Na Górę Św. Anny, gdzie Bronisław Komorowski uczestniczyć miał w otwarciu muzealnej wystawy, Michalczyk i Nowak przynieśli ze sobą transparent ze słowami „Przyszła pora na AntyKomora. Wolność słowa jest niezdrowa”.

Jak tłumaczą, chcieli w ramach obywatelskiego protestu wyrazić swoje zdanie wobec represji, jakie spotkały autora satyrycznej strony w sieci. – Staliśmy spokojnie z boku i nie wznosiliśmy żadnych haseł. Bardzo szybko podeszło do nas kilku cywilnych funkcjonariuszy i zażądało dokumentów. Nie wylegitymowali się, ale podejrzewamy, że byli to funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu – relacjonuje Bartosz Michalczyk w rozmowie z Niezależną. pl.

Zatrzymanym mężczyznom nie pozwolono udać się na miejsce uroczystości z udziałem prezydenta Komorowskiego. Mężczyźni zostali wraz z transparentem przewiezieni do komendy policji w niedalekiej Leśnicy. – Wszystko trwało bardzo długo, a policjanci dzwonili do dyżurującego prokuratora z pytaniem, czy treść naszego transparentu nie obraża głowy państwa – opowiada Michalczyk. Decyzją prokuratora, obu mężczyzn zwolniono po około godzinie. Policjanci dali im jednak do zrozumienia, że ponowne rozwinięcie transparentu może grozić poważniejszymi konsekwencjami.

Fakt zatrzymania Bartosza Michalczyka i Filipa Nowaka potwierdza policja. - Zostali doprowadzeni na komendę i zwolnieni, bo prokurator nie dopatrzył się w ich czynie znamion naruszenia prawa - mówi w rozmowie z portalem Niezależna.pl młodszy aspirant Beata Kocur z Komendy Powiatowej Policji w Strzelcach Opolskich. (niezalezna.pl)

Kategoria: Polityka miłości stosowana | Komentarze: 15

AntyKomor.pl zamknięty po wizycie ABW

Wysłane przez: admin w dniu: 20/05/2011

Funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego weszli do mieszkania właściciela strony o 6 rano. Przeszukali je i zarekwirowali m.in. laptopa. Sprawdzili też piwnicę. 25-latkowi oznajmiono, że działania te mają związek z obrazą prezydenta. Przestraszony interwencją ABW, właściciel strony AntyKomor.pl, zdecydował się ją zamknąć.

O zamknięciu serwisu AntyKomor.pl zawiadomił redakcję Kontakt 24 anonimowy internauta. Informację o wizycie funkcjonariuszy potwierdziła zaś rzeczniczka ABW Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska. Udało się nam skontaktować z autorem i właścicielem strony.

“We wtorek o godzinie 6 rano obudzili mnie funkcjonariusze ABW” - zaczyna opowiadać Robert. Powołując się na pismo z prokuratury informujące, że domena AntyKomor.pl zarejestrowana jest na niego, poinformowali go, że na stronie AntyKomor.pl znajdują się materiały, które obrażają Prezydenta Polski. ABW, oprócz laptopa, zarekwirowało dyski twarde i inne nośniki pamięci.

Sam autor interwencją funkcjonariuszy był zaskoczony, bo jak twierdzi, strona miała charakter satyryczny.

Na AntyKomor.pl Robert dokumentował m.in. wpadki Bronisława Komorowskiego. Pojawiały się też złośliwe fotomontaże, czy flashowe gry. Wszystkie zdjęcia i filmiki były materiałami znalezionymi w internecie. “Zdjęcia zapisywałem na dysku, usuwałem komentarz, nanosiłem swoje logo, dopisywałem swój komentarz” - mówi 25-latek. Czasami do właściciela strony zgłaszali się autorzy gier z sugestią zamieszczenia ich na AntyKomor.pl. Jeśli - zdaniem studenta - pasowały do charakteru strony, pojawiały się w serwisie.

“Była to satyra polityczna. Czasem ostra, ale nigdy wulgarna”- przekonuje Robert w rozmowie z nami. I zapewnia, że forum działające przy stronie było moderowane przez niego osobiście. Publikował - jak twierdzi - wybrane komentarze, a usuwał te wulgarne, obrażające prezydenta. Po odwiedzających stronę oczekiwał “konstruktywnej krytyki”.

Mieszkaniec Tomaszowa Mazowieckiego sam podjął decyzję o zamknięciu strony. Pytany, dlaczego się na to zdecydował, powiedział: “nie mam zaplecza finansowego ani prawnego, by ryzykować konsekwencjami, jakie może pociągać za sobą wizyta ABW”.”Wystraszyłem się”- przyznaje.

Robert stworzył stronę dwa dni po wyborach prezydenckich. Dziennie odnotowywał, jak twierdzi, około 300-400 wejść. (tvn24.pl)

Kategoria: Polityka miłości stosowana | Komentarze: 17

A jednak można o szóstej rano walić w drzwi…

Wysłane przez: admin w dniu: 12/05/2011

A jednak można kolbami w drzwi załomotać o szóstej rano, wrzasnąć - Policjaaaaaa!!!!! - powalić domowników na glebę, a następnie na oczach przerażonej rodziny wywlekać delikwenta do aresztu.

Można przy tym nawet się pomylić i wywlec Bogu ducha winnego człowieka, zamiast inkryminowanego kibola Starucha. Gdyby ów wywleczony o świcie z przerażenia popełnił samobójstwo, nikt by komisji śledczych nie powoływał.

Wolno też, a jakże, angażować na miejsce akcji kamery, a filmami raczyć spragnioną wrażeń opinię publiczną.

Wszystko to wolno, pod warunkiem, że robi to Platforma Obywatelska, a nie Prawo i Sprawiedliwość. Gdyby podobne akcje przeprowadzał PiS, spotkałyby się one z powszechnym potępieniem, jako okrutne i złe.

Dla uznania dopuszczalności, a nawet chwalebności takich akcji musi być tez spełniony warunek, że zatrzymywani w ten sposób osobnicy nie są sławnymi lekarzami, posłami Platformy Obywatelskiej ani byłymi ministrami Sojuszu Lewicy Demokratycznej, tylko bezrobotnymi szalikowcami z blokowisk.

Wolno też podwoić, czy nawet potroić liczbę kontrolowanych bilingów, do prawie półtora miliona w ciągu roku, również pod warunkiem, że dzieje się tak w państwie pod rządami Platformy Obywatelskiej. Te podsłuchy stanowią pochwały godny wyraz troski państwa o bezpieczeństwo obywateli.

Co innego w państwie rządzonym przez PiS - wtedy trzykrotnie rzadsze podsłuchy stanowiły wyraz autorytaryzmu, opresji i państwa policyjnego. (Janusz Wojciechowski)

Kategoria: Polityka miłości stosowana | Brak komentarzy »