Tusk Watch

Obserwujemy jak Polska zmienia się w drugą Irlandię

| |
| Log in |

Archiwum: 'Pitery, niesioły i inne palikoty' Kategorie


Polityka, poezja plus Twitter, czyli kompromitacja

Wysłane przez: admin w dniu: 03/02/2012

Niektórzy politycy chcieli zabłysnąć w sieci przy okazji śmierci noblistki. Najczęściej kończyło się wpadkami

Największą wpadkę zaliczyła wicemarszałek Sejmu Wanda Nowicka (Ruch Palikota). Jeszcze w środę wieczór, tuż po pojawieniu się w mediach informacji o śmierci Wisławy Szymborskiej, na Twitterze napisała: “Coraz mniej wielkich ludzi – najpierw Havel, teraz Wisłocka”. Michalina Wisłocka, autorka poradników seksuologicznych, zmarła w 2005 r.

Wpis Nowickiej wywołał lawinę ironicznych komentarzy, wytykano m.in., że dzięki niej powiedzenie “nieważne, co mówią, byle nie przekręcano nazwiska”, nabrało całkiem nowego znaczenia. Wicemarszałek szybko skasowała wpis i przeprosiła za pomyłkę.

Mimo to znalazła naśladowców. Były lider SLD Grzegorz Napieralski zaliczył noblistkę do grona pozytywistów. “Dziękuję za wiersze, które były taką dawką pozytywizmu” – napisał na Twitterze. Później tłumaczył, że chodziło mu nie tyle o pozytywistów ile pozytywy.

Inny działacz SLD Łukasz Naczas z Gniezna czym prędzej doszukał się wspólnych korzeni z noblistką i podzielił się tym z internautami, wyznając, że zmarła jest kuzynką jego babci.

“Oj, milczenie bywa złotem. Myśl nie tylko na wczoraj, nie tylko na Twitterze i nie tylko w polityce” – wytykała na Twitterze posłanka Agnieszka Pomaska (PO), sama znana z internetowych przemyśleń, których głębia stała się już przedmiotem licznych żartów i anegdotek.

Złotej myśli Pomaskiej nie wziął sobie do serca Janusz Palikot, który na stronie ugrupowania ogłosił, że w hołdzie zmarłej poetce ogłasza dzień bez polityki, a politycy jego ugrupowania mieli unikać mediów.

Sama Szymborska polityki nie unikała, m.in. w 2010 r. była członkiem Komitetu Honorowego kandydującego wówczas na prezydenta Bronisława Komorowskiego. (Rzeczpospolita)

Kategoria: Pitery, niesioły i inne palikoty | Brak komentarzy »

NIK: w 2008 r. Szef Kancelarii Premiera bezpodstawnie odmówił prez. L. Kaczyńskiemu samolotu

Wysłane przez: admin w dniu: 01/02/2012

Tomasz Arabski odmówił bezpodstawnie prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu samolotu, gdy ten w 2008 r. chciał lecieć do Brukseli - ustaliła Najwyższa Izba Kontroli

Zdaniem NIK Arabski, podejmując decyzję w sprawie lotu Lecha Kaczyńskiego, potwierdził, że był koordynatorem lotów VIPów, w tym do Smoleńska. Wcześniej szef KPRM utrzymywał, że nie odpowiadał za lot z 10 kwietnia 2010r.

“Rz” dotarła do niepublikowanych dotąd ustaleń Izby, które znajdą się w końcowym raporcie z kontroli organizacji lotów najważniejszych osób w państwie, w latach 2005 - 2010. Wynika z nich, jaka była rola Kancelarii Premiera podczas organizacji podróży do Smoleńska 10 kwietnia 2010 r. Kontrola rzuca też nowe światło na głośne wydarzenie sprzed trzech lat.

Chodzi o wyjazd Lecha Kaczyńskiego do Brukseli w październiku 2008 r. na spotkanie unijnych przywódców i spór, jaki mu towarzyszył. Prezydentowi odmówiono wtedy rządowego TU154 M, jak i mniejszych jaków40, które były w 36. specpułku wożącym VIPów. Ówczesny szef Kancelarii Premiera Tomasz Arabski twierdził, że maszyny są potrzebne do zabezpieczenia delegacji, której przewodniczy premier. Ostatecznie Lech Kaczyński poleciał wyczarterowanym od LOT boeingiem 737, za co Kancelaria Prezydenta zapłaciła ok. 160 tys. zł.

NIK ustaliła, że 36. specpułk w kluczowym dniu miał “techniczną możliwość wykonania przelotu do Brukseli”. W dyspozycji były wtedy dwa jaki40, z czego można wnioskować, że nie istniały przeszkody, by je udostępnić prezydentowi. Kontrola NIK potwierdziła, że odmowną decyzję podjął szef Kancelarii Premiera. Zdaniem NIK - zgodnie z porozumieniem regulującym zasady przewozu VIPów -”nie miał podstaw do takiej odmowy”.

Dlaczego Izba badała tamtą sprawę? Ponieważ odnosząc się do podróży Lecha Kaczyńskiego do Smoleńska w 2010 r. szef KRMP twierdził, że nie koordynował jej. W przesłanych NIK zastrzeżeniach minister Arabski utrzymywał, że uczestniczył w przygotowaniach wizyt, które dotyczyły tylko premiera. Kontrolerzy zbadali więc też inne wyjazdy. Fakt, że szef KPRM podjął decyzję w sprawie wyjazdu do Brukseli, to dowód, że Kancelaria Premiera brała udział - jako koordynator - w organizacji wyjazdu do Smoleńska.

Według NIK są na to i inne dowody. Koordynatorem nazywa Kancelarię Premiera zarówno instrukcja organizacji lotów o statusie HEAD (taki status miał lot do Smoleńska), jaki i kluczowe w tej sprawie porozumienie z 2004 r. między instytucjami uprawnionymi do korzystania z lotnictwa transportowego.

Dowódcy 36. specpułku i BOR twierdzili, że zamówienia m.in. z KPRM składano za późno i niekompletne, co utrudniało przygotowanie lotów. Tak było według NIK w całym badanym okresie. Dlatego zarzuca nierzetelność kolejnym szefom KPRM.

Jakie znaczenie będzie miał raport NIK dla ustalenia odpowiedzialności wysokich urzędników za przygotowanie wizyty w Katyniu - co bada prokuratura? Nie wiadomo. Śledczy przeanalizują dokument.

Z ministrem Arabskim “Rz” nie udało się skontaktować. (Rzeczpospolita)

Kategoria: Pitery, niesioły i inne palikoty, Smoleńsk | 1 Komentarz

Polska w zasypie

Wysłane przez: admin w dniu: 31/01/2012

Poważnym kandydatem na inwestycję symbolizującą jakość i profesjonalizm rządów Platformy był dotychczas Stadion Narodowy, który dopiero otwarto (z opóźnieniem oczywiście). Koszmarnie drogi, z dachem, który nie zasuwa się podczas mrozów, dręczony niedoróbkami i otoczony bałaganem. Teraz wyrosła mu poważna konkurencja: tunel na skrzyżowaniu ulicy Puławskiej i budowanej właśnie południowej obwodnicy Warszawy.

Tunelem miała biec Puławska, jedyne bezpośrednie połączenie podwarszawskiego Piaseczna (i wielu mniejszych satelitarnych miejscowości stolicy), tak aby potężny ruch lokalny w stronę Warszawy i z powrotem nie grzązł na skrzyżowaniu z nową ekspresówką. Otóż tunel zostanie zbudowany, ale zaraz potem zostanie zasypany. Infrastrukturę drogową wokół niego miało zbudować miasto, ale nie ma pieniędzy. Miało na stadion Legii, miało na absurdalnie porozmieszczane parkingi park & ride, ale na inwestycję drogową, od której zależeć będą setki tysięcy ludzi – nie ma.

Rządy pani prezydent Gronkiewicz-Waltz (wiceprzewodniczącej PO) w Warszawie to miniaturka rządów Platformy w całym kraju. Cechuje je podobna pilność w wypełnianiu obietnic (choćby podziemne parkingi, z których nie powstał ani jeden), podobny szacunek dla obywateli, którzy nie głosowali na PO, i dla państwa w ogóle (sprawa pomnika na Krakowskim Przedmieściu), podobne podejście do kwestii wyciskania z ludzi każdego grosza (straż miejska polująca na źle zaparkowane samochody czy gigantyczne podwyżki opłat) i podobny poziom profesjonalizmu.

Mało kto spoza stolicy zapewne wie na przykład, że od paru lat działa w niej niezwykle nowoczesny i niezwykle drogi system sterowania światłami na skrzyżowaniach. Problem w tym, że system ten obejmuje jedynie ograniczony obszar w ścisłym centrum (na więcej nie było pieniędzy), wskutek czego na skrzyżowaniach granicznych tworzą się gigantyczne korki. Każdy prezydent miasta zostawia po sobie jakiś symbol. Czasem mocno kontrowersyjny, jak tunel Wisłostrady Pawła Piskorskiego, czasem szanowany przez wszystkich, jak Muzeum Powstania Warszawskiego z czasów Lecha Kaczyńskiego. Hanna Gronkiewicz-Waltz pozostawi po sobie zasypany zaraz po wybudowaniu tunel. Była „Polska w budowie”. Czas na Polskę w zasypie? (Łukasz Warzecha)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Donaldu, Donaldu..., Pitery, niesioły i inne palikoty | Brak komentarzy »

To dziennikarze zapraszają Stefana Niesiołowskiego

Wysłane przez: admin w dniu: 26/01/2012

Od dawna zdumiewa mnie ten fakt. Dlaczego Stefan Niesiołowski nie schodzi z ekranów telewizyjnych ?

Wg zasad sztuki dziennikarskiej do programów tv i audycji radiowych zaprasza się gości z bardzo określonych powodów. Sam fakt, że ktoś pełni jakąś funkcję to za mało. Musi mieć szczególną wiedzę, kompetencje, być bohaterem, uczestnikiem, świadkiem jakiegoś aktualnego zdarzenia, o którym robi się dany program.

Marszałek Stefan Niesiołowski nigdy nie jest pytany o pracę Prezydium Sejmu czy Konwentu Seniorów. Co poza prowadzeniem obrad robi ? Nie wiemy.

Natomiast pytany jest o wszystko inne. W każdej sprawie, w każdej dziedzinie. Zabawne, gdy ostatnio miał się wypowiedzieć na temat ACTA i konsekwencji tych regulacji dla internautów. Człowiek, który publicznie przyznał, że ma kłopoty z obsługą telefonu komórkowego.

Jego wiedza i kompetencja zresztą nie mają znaczenia, bo marszałek to nagrana płyta. Przycisk - pytanie, wszystko jedno , jakie, bo za chwilę wystrzelą zbitki słowne o Kaczyńskim, Macierewiczu, nieukach z Ameryki, szkodniku, jakim jest PiS itp.

Poseł, który nie ma nic do powiedzenia poza wyrażaniem nienawiści do jednej konkretnej partii i jej prezesa zagospodarowuje swoimi wypowiedziami nasz czas. Każdy widzi, że to patologia. Dlaczego więc dziennikarze nam ją w tak silnej dawce serwują ? Oto jest pytanie. (Janina Jankowska)

Kategoria: Media (po)mogą, Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 3

Wezmą miliard z mandatów. Tylko facet latający na weekendy rządowym samolotem może coś takiego zrobić kierowcom

Wysłane przez: admin w dniu: 25/01/2012

W roku 2007, tuż przed wyborami, w charakterystycznym stylu totalnej opozycyjności i w szyderczym tonie Donald Tusk, wówczas lider opozycji, mówił:

Każde dziecko wie, że wypadków jest więcej, bo jest więcej samochodów, a dobrych dróg nie przybywa. Nieudacznicy z rządu PiS tej prawdy nie pojęli. Zauważyłem też fenomen. Drogi są coraz gorsze, ale na ulicach pojawiły się fotoradary. Polacy mają być kontrolowani w każdym miejscu. Utrudnić ludziom życie do maksimum, a na końcu ich skontrolować wszystkich bez wyjątku. To jest filozofia PiS. Tylko facet który nie ma prawa jazdy, może wydawać pieniądze na fotoradary, a nie na drogi.

A dziś? Dziś oto “Fakt” donosi, że minister finansów Jacek Rostowski chwali się w piśmie do Brukseli, że zwiększy dochody z mandatów nakładanych na kierowców o 2514 procent. Tak - o dwa tysiące pięćset czternaście procent! A ma to dać rządowi ponad miliard dodatkowych złotych do budżetu. Dziennik stwierdza:

Już wiemy, po co rządowi współfinansowany przez Unię Europejską zakup nowych radarów za ponad 200 mln zł. To element planu, który ma przynieść rządowi ok. 1,2 mld zł w rok. Taką sumę z mandatów dla kierowców zapisał minister finansów w budżecie państwa na 2012 rok! Tę samą kwotę wymienia także w liście do wiceprezydenta Komisji Europejskiej, w którym tłumaczy, skąd weźmie środki na łatanie polskiego deficytu.

To, że fotoradary są maszynką do robienia pieniędzy, udowodniły już polskie samorządy, które inwestowały w te urządzenia nabijając gminną kasę. Jednym z rekordzistów była gmina Biały Bór w województwie zachodniopomorskim, która w 2009 roku zarobiła dzięki radarom ok. 7 mln zł. Dla porównania w tym samym roku 124 radary policyjne w całej Polsce przyniosły wpływy w wysokości 27 mln zł.

Nowych radarów stanąć ma 300. Cóż, tylko tylko facet latający na weekendy do Gdańska rządowym samolotem może coś takiego zrobić kierowcom. (wPolityce.pl)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 2

Broniąc raportu, bronią swoich karier i życiorysów

Wysłane przez: admin w dniu: 17/01/2012

Nie ma powodu, by pracować nad nowym raportem o przyczynach katastrofy - uważa Edmund Klich, były akredytowany przy MAK. Jego zdaniem, na przebieg katastrofy nie miało wpływu to, czy gen. Andrzej Błasik był w kokpicie Tu-154M czy go tam nie było.

Piękne ujęcie tematu. Błasik jest - znaczy wywierał presję, i zmusił pilotów do “lądowania” (choć wiemy, że nie lądowali, a odchodzili). Błasika nie było - zbudowana na fałszywej przesłance teoria jest podtrzymywana dalej. Czy Edmund Klich równie NAUKAWO buduje wszystkie swoje teorie? Może pochwali się gdzieś na świecie nowatorskim podejściem do sprawy, zgodnie z którym oficjalny raport nie jest sfalsyfikowany nawet wówczas, gdy jest?

Ale, jak już wiemy, najważniejszy problem leży gdzie indziej: w słowach, które przypisano gen. Błasikowi, a które wypowiedział drugi pilot major Robert Grzywna. Słowach, które opisywały właściwą wysokość - 100 metrów, według właściwego wysokościomierza. A więc załoga przypisywanego jej błędu nie popełniła - chyba, że założyć, że komunikat majora Grzywny nie dotarł do kapitana Protasiuka. Ale to założenie bez żadnych podstaw, a przeczy mu podjęta właśnie na owych 100 metrach decyzja o odejściu.

Teza o pomyleniu wysokościomierzy przez załogę była osią, sednem raportu Millera. Gdyby rzecz sprowadzić do prostego pytania: dlaczego, padłaby odpowiedź: bo popełnili błąd odczytując zły wysokościomierz. Dobry miał rzekomo odczytać gen. Błasik. Dziś wiemy, że odczytał członek załogi. Pytana o to podczas konferencji prasowej prokuratura robiła uniki. Trudno się dziwić - nie ona pisała raport.

Raport Millera jest dziś co najmniej niepełny i nielogiczny. Minister (dziś wojewoda) Miller powinien zabrać głos i odnieść się do sprawy.

To jest rzecz oczywista dla każdego z odrobiną dobrej woli. Ale nie dla Edmunda Klicha, który - jak wiemy ze stenogramów “Gazety Polskiej” - już na sam widok niezadowolonej miny ówczesnego szefa MON Bogdana Klicha gorliwie wycofał się z pierwotnej wersji o winie Rosjan. Dziś Edmund Klich broni podupadłego raportu, nie tłumacząc nawet z jakiego to powodu dokument nadal wart jest obrony.

Jaki z tego wniosek? Ano taki, że o ile dotąd do zamulenia sprawy Smoleńska dążyli ci, dla których sprawa była niewygodna lub ci, którzy mieli coś do ukrycia, to teraz doszedł kolejny dynamiczny czynnik: ci, którzy sprawę “wyjaśniali” i “badali”. Broniąc raportu bronią swoich karier i życiorysów. Bronią wszystkiego, co mają. I wiele zrobią, by bronić jak najdłużej. I nie chodzi tylko o polityków czy urzędników, ale także o owych “ekspertów”, arcyMAKowskich ekspertów.

Patrząc na - niby inny, ale podobny - przypadek szefa BOR gen. Janickiego można się spodziewać, że im żarliwiej będą raportu bronili, tym szybciej otrzymają awanse i odznaczenia. W ramach budowania jeszcze bardziej “solidarnej” grupy zainteresowanych podtrzymywaniem tego gmachu. (Jacek Karnowski)

Kategoria: Media (po)mogą, Nasze mordy kochane, Pitery, niesioły i inne palikoty | Brak komentarzy »

Wolno pytać wyłącznie o pogodę

Wysłane przez: admin w dniu: 13/01/2012

Chamska dociekliwość, wciskanie się z pytaniami niegodnymi zapytywanych, spartoliło już dobry nastrój niejednego salonu. Nieznajomość podstawowych zasad regulujących współżycie była w każdej epoce jej przekleństwem. Co prawda zdarzały się sytuacje, w których bohaterowie byli znaczącym zaprzeczeniem otaczającej rzeczywistości, ale mówimy o wyjątkach.

Taki Toscanini, nie patrząc ani na dotychczasowe osiągnięcia muzyka w zespole, ani na jego wykształcenie, wyrzucał z prób z byle jakiego powodu. Wystarczyło, że skrzypek przyszedł z pożyczonym instrumentem, bo swój zostawił w domu lub w lombardzie. I nikt nie śmiał go zapytać, czy kara aby nie jest zbyt surowa. Historia zna pełno podobnych przykładów. Trzeba wiedzieć, kogo, a w szczególności o co można zapytać.

Panią Ewę Kopacz, osobliwie, gdy z kaprysu premiera jest już drugą osobą w państwie, wolno pytać wyłącznie o pogodę, być może także o kolejność dni w tygodniu, zapach sukcesu itp. No, może jeszcze o imię Róży, ale pod warunkiem, że będzie to imię posłanki Thun.

Natomiast stanowczo zabronione jest zadawanie pytań o ustawę refundacyjną. I słusznie, przecież Ewa Kopacz nie miała z nią nic wspólnego. Człowiek sukcesu ma być kojarzony z taką chałą? A idźcież do wszystkich diabłów! Ani ona osobiście, ani jej znajomi, ani nawet jej towarzysze partyjni nie mają też żadnego wpływu na KRRiT, dlaczego więc ma dopuszczać do głosu jakichś oszołomów z opozycji, którzy koniecznie chcą znać przyczyny nie przyznania telewizji Trwam prawa do istnienia na multipleksie. Sejm nie jest dla oszołomów i marszałek Kopacz o tym dobrze wie. Nie będzie więc pozwalać na burdy wywoływane nieodpowiedzialnymi pytaniami.

I trzeba za to podziwiać Ewę Kopacz. Ciągle się uczy, choć potrafi już bardzo dużo. I opozycję postawi pod ścianą, i swoich pochwali, potrafi także pochwalić siebie samą. Najprawdopodobniej właśnie to umie najlepiej i dlatego wygląda na osobę szczęśliwą. Czego chcieć więcej?

W jej przypadku nie ma sensu – wzorem Ludwika Dorna - dociekać „lekarzu, co masz w garażu?”. Raczej, czego nie masz i mieć nie będziesz. (Tomasz Domalewski)

Kategoria: Pitery, niesioły i inne palikoty | Brak komentarzy »

Liudiej u nas mnogo – maksyma Tuska

Wysłane przez: admin w dniu: 05/01/2012

Nim Rosjan wzięto u nas pod ochronę politycznej poprawności, przypisywano im lapidarny pogląd: „liudiej u nas mnogo”.

To postawa typowa nie tylko dla Rosji, ale też dla wszystkich cywilizacji kolektywistycznych, kojarzonych raczej z kierunkiem wschodnim. Dla zachodnich demokracji typowe ma być inne stanowisko; każdy jest ważny, dbamy o życie i zdrowie najpośledniejszej jednostki. Można dyskutować, czy Zachód konsekwentnie się tego trzymał. Dziś raczej się trzyma. A my?

W tej chwili waży się nasza przynależność do Wschodu lub Zachodu. Codziennie telewizje pokazują pacjentów peregrynujących z apteki do apteki. Pojawiają się chore dzieci i ludzie z nowotworami przekonywani przez farmaceutów, aby wracali do lekarza. I rzecznik praw pacjenta, która zamiast bić na alarm, wyraziła przypuszczenie, że jakiś aptekarz w końcu się zlituje.

W sylwestra premier zapowiedział konsekwencje wobec opornych lekarzy, ale nie powiedział jakie i poszedł się bawić. Po Nowym Roku minister Arłukowicz dorzucił do pieca, zwracając uwagę, że niektórzy lekarze odmawiają właściwych pieczątek dla zasady, bo na przykład wszystkie dzieci i emeryci są ubezpieczeni. A jednak pytany o rozwiązania trochę pogroził, ale też wyraził nadzieję, że system się dotrze, że potrzeba czasu.

Panie ministrze, pan i premier czas macie. Do wyborów daleko. Myśli pan, przecież wrażliwy lekarz, że ma go chory na raka odwiedzający dziesięć aptek? W tym przypadku nadzieja, że już za kilka dni, że lekarze zmiękną, że więcej aptek podpisze umowy z NFZ, to hołdowanie zasadzie „liudiej u nas mnogo”. Jeśli choć jeden człowiek między powiedzmy 1 a 5 stycznia miał ponieść uszczerbek na zdrowiu z powodu tego bałaganu, demokratyczna władza powinna stawać na rzęsach, aby go ratować.

Jak? Albo lekarze łamią prawo i władza już od początku roku powinna przystępować do represji (nie żartuję, to jest igranie ludzkim życiem). Albo prawa nie łamią, mają rację, i władza już powinna siedzieć z nimi przy stole już w Nowy Rok. Niezawodnemu Jackowi Żakowskiemu groźne miny Donalda Tuska skojarzyły się z IV RP. A ja widziałem je dziesiątki razy u Tuska właśnie.

Tylko że tym minom bez pokrycia można przeciwstawić ciemną liczbę tych, co już ucierpieli. Że nie znamy danych? A znaliśmy liczbę ludzi, którzy przez wyłączone telefony 13 grudnia 1981 nie doczekali się pogotowia? (Piotr Zaremba)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Donaldu, Donaldu..., Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 4

Tusk z Muchą na zdjęciu

Wysłane przez: admin w dniu: 31/12/2011

Około 500 milionów złotych kosztować nas będą rocznie gabinety polityczne. Niechudo! A co to są i po co są gabinety polityczne? Otóż gabinety polityczne są po to, żeby żyło się lepiej (zgodnie z hasłem Platformy). Ale nie, żeby żyło się lepiej jakimś byle obywatelom. Lepiej to ma się żyć elitom, a ty obywatelu masz za to płacić i milczeć. Takie czasy obywatelu, urzędnicy się mnożą i dobrze sobie żyją, a ty masz zaciskać pasa i oszczędzać. Tylko mi tu nie narzekaj, obywatelu! Tak sobie wybrałeś, to tak masz.

Żeby się dostać na państwową posadę do gabinetu politycznego ministra (a zarabia się tam nawet 8 tysięcy złotych), nie trzeba przechodzić żadnej określonej rekrutacji ani mieć jakichś konkretnych umiejętności czy doświadczenia. Minister sobie wybiera, kogo chce i kogo chce, to ma. I ten ktoś ma na przykład 21 lat i dobrze zarabia na państwowej posadzie. Co konkretnego robi i czy bez niego minister mógłby się obejść? Na drugie pytanie potrafię odpowiedzieć, minister z całą pewnością mógłby się obejść bez gabinetu politycznego, natomiast co robią członkowie gabinetu, to ja nie wiem. Tłumaczono mi, ale ja dalej nie wiem. Inna sprawa, że ja na przykład nie wiem, po co jest minister sportu. Ale nikt w Polsce nie wie, po co jest minister sportu! Ani jedna osoba! Słowo daję! Pytałem wielu ludzi i nikt nie wie!

Prawda jest niestety taka, że sportem zajmują się albo szkoły (czyli Ministerstwo Edukacji), albo stowarzyszenia, do których Ministerstwo Sportu wtrącać się nie może, bo dostanie po łapach jak od PZPN-u. Więc po co jest na przykład minister sportu Joanna Mucha, która na sporcie zna się, jak ja na stringach? Żeby Donald Tusk ładnie z nią na EURO 2012 na zdjęciach wyglądał? Po to jest u nas minister sportu? I po to samo są u tego ministra i u innych ministrów gabinety polityczne. Są po nic! To znaczy są po to, żeby żyło się lepiej. Im, za państwowe 500 milionów złotych. I na koniec obywatelu dobra rada, milcz i oszczędzaj, bo oni mają wydatki… (Sławomir Jastrzębowski)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Donaldu, Donaldu..., Pitery, niesioły i inne palikoty | 1 Komentarz

Kogo premier Tusk “zakneblował” i dlaczego

Wysłane przez: admin w dniu: 07/12/2011

Mówi się, że mowa jest srebrem, a milczenie złotem. Donald Tusk ozłocił więc rząd. „Super Express” napisał, że premier zakazał Jarosławowi Gowinowi wypowiadania się w mediach. Według informacji dziennikarzy tabloidu Tusk “zakneblował” ministra sprawiedliwości do czasu, aż porządnie się wdroży i pozna swój resort. Ale czy tylko jego? Nie. Jak na razie wywiadów nie chcą udzielać też inni rządowi nowicjusze, jak Bartosz Arłukowicz, czy Sławomir Nowak.

Wszystkim premier miał zabronić udzielania wywiadów. Donald Tusk piarowsko bardzo dobrze to rozegrał. Dzięki milczeniu żaden z nowych ministrów, nie zaliczy w najbliższym czasie spektakularnej wtopy. A potem nawet jeśli popełni jakiś błąd, to nie będzie tak zauważony, jak na początku obejmowania urzędu. Bo ministrowe są pod największym obstrzałem mediów przez pierwszy miesiąc. Resztę kadencji, jeśli nie wydarzy się nic dramatycznego spokojnie administrują.

Tylko, że w tym genialnym planie Donald Tusk zapomniał o najważniejszym, o ludziach, których życiem owi ministrowie zarządzają. Polacy dwa miesiące po wyborach nie zasługują na częściowo milczący rząd. Powinni poznać plany ministra zdrowia, sprawiedliwości, czy transportu. A zamiast tego dostają krótkie migawki w telewizji, podczas których najczęściej nowy szef resortu mówi, że za wcześnie, aby komentować propozycje zmian jakich zamierza dokonać. Panie premierze, niech ich pan „odknebluje”! Nastał ten czas. Zasługujemy na to, aby poznać te „fenomenalne” reformy pańskiego rządu. (Joanna Miziołek)

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 2