Tusk Watch

Obserwujemy jak Polska zmienia się w drugą Irlandię

| |
| Log in |

Archiwum: 'Kampania prezydencka 2010' Kategorie


Prezydent z ukrytą wadą

Wysłane przez: admin w dniu: 21/07/2010

Bronisław Komorowski jako kandydat na najwyższy urząd w państwie nie poinformował wyborców o stanie swojego zdrowia. Tymczasem okazuje się, że od lat cierpi na groźną chorobę serca, która może ograniczać jego zdolność do pracy. W trakcie kampanii przeszedł poważny zabieg w Instytucie Kardiologii w Aninie.

Od kilku lat Bronisław Komorowski jest leczony w związku z częstoskurczem komorowym serca. W ostatnich latach przebywał m.in. na oddziałach kardiologicznych szpitala klinicznego MSWiA oraz w Instytucie Kardiologii w Aninie. Mimo to jego sztab wyborczy nie sporządził raportu o stanie zdrowia kandydata PO na najwyższy urząd w państwie.

Ustaliliśmy, że Bronisław Komorowski leczy się w Instytucie Kardiologii w Aninie od kilku lat. Ostatni raz przebywał tam w kwietniu tego roku – został przywieziony w nocy z 23 na 24 kwietnia. Przeprowadzono u niego zabieg ablacji, który wykonywał znany specjalista z dziedziny elektrofizjologii.

– Bronisław Komorowski cierpi na komorowe zaburzenia rytmu serca wymagające inwazyjnego, czyli zabiegowego leczenia – mówi nam pracownik Instytutu Kardiologii w Aninie, który zna dokumentację medyczną Bronisława Komorowskiego i który był obecny podczas jego ostatniej wizyty w Aninie.

Choć rozumie względy bezpieczeństwa, ocenia, że wizyta ta zorganizowana była w sposób, który zdecydowanie bardziej, niż było to niezbędne, utrudnił pracę lekarzy. – Pracuję w Instytucie od wielu lat, ale nigdy nie było takiej hucpy jak podczas pobytu Komorowskiego. Leczyliśmy różnych pacjentów: zarówno ministrów, premierów, jak i ludzi z marginesu społecznego. Jak podkreślała pierwsza dyrektor Instytutu, prof. Maria Hoffmanowa, każdy pacjent powinien być traktowany tak samo, bez względu na zajmowane stanowisko czy pozycję społeczną. Tymczasem w ślad za Bronisławem Komorowskim pojawiła się jego ochrona i zamknięto część oddziału, gdzie przebywał, co znacznie zaburzyło naszą pracę – relacjonuje nasz rozmówca.

Bronisław Komorowski został poddany zabiegowi ablacji. Jak czytamy na specjalistycznym serwisie http://kardio.pl/, ablacja jest zabiegiem wykonywanym w pracowni elektrofizjologii, którego celem jest usunięcie z serca ogniska będącego źródłem arytmii. Do serca wprowadzona zostaje specjalna elektroda. Zabieg jest powtarzany wówczas, gdy leczenie farmakologiczne zaburzeń rytmu jest nieskuteczne.

Według naszych informacji, Bronisław Komorowski został poddany zabiegowi ablacji po raz kolejny, ponieważ wcześniejsze leczenie nie odniosło pożądanego skutku.

Zdaniem rozmówców z Instytutu Kardiologii w Aninie, schorzenie, na które cierpi prezydent-elekt, powoduje m.in. uczucie dławienia, duszność, zawroty głowy, bóle wieńcowe, zasłabnięcia, utratę przytomności, niedokrwienie mózgu, skutkujące zaburzeniami świadomości, a w najgorszym przypadku śmiercią. (niezalezna.pl)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 21

Na grząskim gruncie, czyli o wojnie Platformy z mitem

Wysłane przez: admin w dniu: 14/07/2010

Wypowiadając wojnę smoleńskiemu mitowi, Platforma weszła na grząski grunt. Bo dynamika tego konfliktu może okazać się dla niej niemożliwa do kontrolowania.

Na jakich rachubach oparte jest przyjęte przez kierownictwo PO założenie , że demitologizacja Smoleńska przysłuży się tej partii? Podejrzewam, że na kalkulacji dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, obóz rządzący, po zdobyciu pełni władzy a przed przejęciem ostatniej telewizji zdaje się wierzyć, że medialny monopol w połaczeniu z bezprecedensową zdolnością kształtowania publicznego dyskursu przez PO sprawi, że bez jego udziału żaden mit nie powstanie. A jeśli już, to uda się go zredukować to Pis-owskiej mistyfikacji, partykularnej ćwierć-legendy owiniętego kirem „demona patriotyzmu”. Wtedy udało by się ponownie zdefiniować polityków opozycji jako nieodpowiedzialnych wichrzycieli i burzących zgodę w imię partyjniackiej żądzy władzy obskurantów. Woda na młyn aż do najbliższych wyborów parlamentarnych. Albo i dłużej.

Po drugie, Tusk dostrzegł najwyraźniej pożytki z zagospodarowania nowej grupy elektoratu. Tej, którą jeszcze podczas żałoby obsługiwały „Krytyka Polityczna” i „Gazeta Wyborcza”, mówiąc o szkodliwym kulcie trumien i niebezpieczeństwach polityki śmierci. Wkrótce dołączyli Wojewódzki z Figurskim ze słynnym przebojem „Po trupach do celu” i poseł Palikot z tezą, że „Lech Kaczyński ma krew na rękach”. Tak więc grupa ta ma już reprezentację nie tylko intelektualną i „kulturalną”, ale też polityczną. A jest tak różnorodna, że mieszczą się w niej i subtelni intelektualiści (Rylski), i gwiazdy popkultury (Kora), i nowohuccy dresiarze dumnie dzierżący kartki z napisem „Dziwisz! Dziwisz się?”. (…)

Jeśli więc mit smoleński zaczął się tworzyć, to opieranie się na badaniach opinii pokazujących, że dziś warto z nim walczyć, jutro może się okazać politycznym samobójstwem.

Tylko czy rzeczywiście zaczął? Na to pytanie chyba nikt nie potrafi dziś odpowiedzieć. Podobnie jak na to, ile czasu potrzeba, aby ów mit ewentualnie zawładnął polską wyobraźnią. Ale o samym pytaniu warto pamiętać, bo odpowiedź na nie przesądzi o rzeczach dalece większych od bieżących połajanek partyjnych. (Bartłomiej Radziejewski)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010, Media (po)mogą | Komentarze: 25

Dobrzy i jeszcze lepsi

Wysłane przez: admin w dniu: 12/07/2010

Prorokowanie konfliktów między nowym prezydentem a premierem, modne zwłaszcza po nominacjach do KRRiT, jest grubą przesadą. Po prostu rozdzielają się dwa nurty płynące dotąd zgodnie.

Logika układu popycha Bronisława Komorowskiego ku odbudowaniu wokół swej kancelarii dawnej UD, wzbogaconej o eseldowskie resztówki LiD, co środowisko Donalda Tuska uczyni nieco bardziej wyrazistym jako dawne KLD. Między obydwoma środowiskami istnieją pewne powody do napięcia – udeckie autorytety marzą o odegraniu się za wieloletnie zepchnięcie ich na drugi plan, podobnie jak sam prezydent elekt za dwadzieścia lat w politycznej drugiej lidze, gdzie zawsze ktoś mu mówił, co ma robić. Ale zasadnicze pola zainteresowań są rozbieżne.

“Duży pałac” skupi wokół siebie ludzi, dla których najważniejsze są media, władza nad kulturą i nauką oraz wyłączność w reprezentowaniu Polski w gremiach światowych. Do “małego pałacu” w naturalny sposób lgną persony mające zupełnie inne perspektywy i interesy.

Może zgrzytać, ale przy braku zasadniczej sprzeczności oczekiwań łatwo też ustawić grę w “dobrego” i “złego”. Tym dobrym będzie prezydent, demonstracyjnie domagający się podwyżek dla wszystkich i realizacji wyborczych obietnic, tym złym (ale z góry rozgrzeszanym) premier, wskazujący obiektywne przyczyny niemożności: kryzys, niesprzyjającą reformom aurę i przede wszystkim istnienie opozycji. I właśnie ten ostatni fakt, stanowiący oczywiste zagrożenie dla demokracji i rozwoju, wystarczy, żeby rozdzielające się ponownie polityczne nurty nie oddaliły się zanadto, a wzajemne krytyki nie wyszły poza wdzięczne przekomarzanie.

Przecież wojna między salonem a Wałęsą szła kiedyś naprawdę na noże, a w obliczu wspólnego zagrożenia zapomniano o wszystkim. (Rafał A. Ziemkiewicz)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010, Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 16

Tomasz Lis szefem publicznej telewizji?

Wysłane przez: admin w dniu: 12/07/2010

Najpóźniej na przełomie września i października w prezesowskich fotelach TVP oraz Polskiego Radia zasiądzie nowe kierownictwo.

Ostatnio na giełdzie pojawiły się nazwiska m.in. Tomasza Wołka i Tomasza Lisa.

Wciąż waży się jednak kształt medialnej koalicji, która będzie te stołki obsadzać. W tym tygodniu szykuje się decydująca tura rozmów między PO a PSL i SLD.

Kartą przetargową w negocjacjach są na razie pozostałe trzy miejsca w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. W piątek ujawniono nazwiska osób nominowanych przez Bronisława Komorowskiego. Prezydent elekt niespodziewanie – bez konsultacji z partią – wyznaczył byłych członków PO: producenta telewizyjnego Jana Dworaka, niegdyś prezesa TVP, oraz Krzysztofa Lufta, szefa biura prasowego Sejmu i jednego ze swoich najbliższych współpracowników.

– Skoro prezydent mianował osoby kojarzone z Platformą, to wypadałoby teraz wybrać kandydatów wskazanych przez pozostałe kluby – mówi Jerzy Fedorowicz, poseł Platformy i wiceszef sejmowej komisji kultury. Zwłaszcza że to właśnie ich głosów Platforma będzie potrzebowała do poparcia nowelizacji ustawy medialnej, która pozwoli na wymianę obecnych zarządów TVP i Polskiego Radia.

PSL zgłosiło już swojego kandydata w Senacie – prof. Stefana Pastuszkę. Lewica najprawdopodobniej wystawi Witolda Grabosia, byłego prezesa nieistniejącego już Urzędu Regulacji Telekomunikacji i Poczty. PiS skłania się zaś ku powołaniu jednego z członków odwoływanej właśnie rady. Kto zasiądzie w nowej? Ostateczne decyzje w tej sprawie mają zapaść do czwartku. – Okazją do rozmów będzie wtorkowy Konwent Seniorów. Wtedy okaże się, czy Platforma chce realizować plan berlusconizacji mediów, czy ich odpolitycznienia – mówi jeden z polityków Lewicy.

Rokowania na linii PO – SLD najuważniej śledzą dyrektorzy i szeregowi pracownicy z gmachu przy ul. Woronicza. W politycznych gabinetach waży się ich przyszłość. O ile los kojarzonych z PiS członków zarządu i kierownictwa TVP 1 jest już przesądzony, to w przypadku TVP 2 czy TVP Info czystki nie są tak pewne. – W „Wiadomościach” się pakują, ale u nas wielu liczy na to, że SLD zachowa swoje wpływy i wszystko zostanie bez zmian – mówi jeden z pracowników TVP. (dziennik.pl)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010, Media (po)mogą | Komentarze: 9

Platforma Telewizyjna

Wysłane przez: admin w dniu: 10/07/2010

Ileż to światłych rad zdążyliśmy w ostatnich latach usłyszeć z ust polityków Platformy Obywatelskiej na temat zasad, którymi powinny się kierować prawdziwie apolityczne media publiczne. Ileż pouczeń, jak powinny być one zarządzane i jak należy powoływać ich władze, żeby uniemożliwić politykom wpływanie na ich pracę.

A jak ta teoria wygląda w praktyce? Oczywiście tak, jak się można było tego spodziewać. Kiedy tylko nadarzyła się okazja, politycy PO bez najmniejszych skrupułów, nie oglądając się na nikogo i na nic, doprowadzili do odwołania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w nieakceptowanym przez siebie składzie i zaczęli błyskawicznie przygotowywać w parlamencie projekt ustawy, który pozwoli im natychmiast odwołać także obecne władze TVP i PR. A polityk PO Bronisław Komorowski w przedostatnim dniu swego urzędowania jako marszałek Sejmu pełniący obowiązki prezydenta powołał w skład KRRiT Jana Dworaka oraz Krzysztofa Lufta, o których nawet przy ogromnej dozie dobrej woli nie da się powiedzieć, że nie mają nic wspólnego z obozem politycznym prezydenta elekta.

Dziś więc już wiemy, jak będą wyglądały media publiczne odpolitycznione przez Platformę Obywatelską. Otóż będą wyglądały tak samo jak do tej pory, tylko odwrotnie. To znaczy zamiast koalicji PiS i SLD będzie nimi trzęsła koalicja PO i PSL. Albo prawie tak samo jak do tej pory, bo z ustaleń dziennikarzy “Rzeczpospolitej” wynika, iż w sprawie podziału stref wpływów w mediach publicznych miało dojść do porozumienia nie tylko PO z PSL, ale także z SLD.

Najzabawniejsze w tej sprawie (jeśli takie historie kogoś bawią) jest jednak to, że Bronisław Komorowski nie pochwalił się swą decyzją w dniu jej podjęcia (czyli 7 lipca), a wyszła ona na jaw dopiero dwa dni później (9 lipca). I w dodatku się okazało, że nic o niej nie wiedział Grzegorz Schetyna, który od 8 lipca jest marszałkiem Sejmu pełniącym obowiązki prezydenta. Czy ten brak zaufania między prominentnymi politykami Platformy to dobry znak dla spoistości partii Donalda Tuska? A jeśli nie (albo jeśli tak), to czy to dobry znak dla Polski?

Niezależnie od tego niemal pewne jest jedno: na rynek telewizyjny i radiowy wkrótce znów wróci porządek. Taki sam, jaki dobrze znamy. A właściwie nie tyle dobrze, co aż za dobrze. (Piotr Gabryel)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010, Media (po)mogą | Komentarze: 13

“Tusk jest super”

Wysłane przez: admin w dniu: 08/07/2010

Nie wierzę, że kolejny taniec wokół Palikota będzie miał swój szczęśliwy koniec, to znaczy, że ten dżentelmen (choć nie będę się upierał przy tym słowie) wyleci na zbity pysk z PO.

Wiele razy już to obserwowaliśmy - najpierw gnuśny wesołek z Lublina coś gadał, potem w PO podnosiło się oburzenie, premier wyrażał swój żal i smutek…po czym wszystko wracało do normy. Najcięższą karą dla niego było pozbawienie go godności szefa komisji “Przyjazne Państwo”, za nazwanie ś. p. Grażyny Gęsickiej “polityczną prostytutką”.  Na jakiś jedynie czas, bo za chwilę wrócił na tę funkcję. Był użyt5ecznym młotkiem w rękach PO i Donalda Tuska.

Czy dziś przebrała się miarka? Oby, choć nie za bardzo w to wierzę. Ale może tym razem jest to na serio? Może ludzie PO nie chcą nadal być obciążani tym typem? Przyjąłbym to z radością, bo w PO jest wielu sensownych ludzi, ale dla mnie to wciąż koledzy tego błazna i jakoś trudno mi z nimi współpracować, jeśli nie potrafią pozbyć się kogoś takiego. Ale jakoś czuję, że to znowu “rozejdzie się po kościach”. Jeśli jednak nie, jeśli jednak ludzie Platformy naprawdę wyrzucą Palikota z partii obiecuję, że pojadę do Warszawy lub do Sopotu i w koszulce z napisem “Tusk jest super” wręczę premierowi pewną niespodziankę. Jeśli Donald Tusk jest ciekaw tej niespodzianki i jeśli chce mnie zobaczyć we wzmiankowanej koszulce, to proszę o wywalenie tego chama z PO. (Marek Migalski)

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 19

Nie ma czasu na zgodę

Wysłane przez: admin w dniu: 07/07/2010

„Zgoda już nie obowiązuje!” – oznajmił poseł PO nazajutrz po ogłoszeniu wyborczego zwycięstwa

Nie obowiązuje, gdyż została – jego zdaniem – zerwana przez PiS brutalnym atakiem na władzę. Tym brutalnym atakiem było wezwanie, aby, skoro już po wyborach, zająć się wreszcie rzeczowo wyjaśnieniem przyczyn smoleńskiej tragedii. Zwłaszcza że mnożą się dowody, iż jesteśmy oszukiwani (tak nawiasem, panie premierze – gdzie ci nasi archeolodzy?), a kolejni świadkowie potwierdzają fatalne w skutkach polecenie wieży kontrolnej zejścia poniżej progu bezpieczeństwa. Polecenie, po którym – co najważniejsze – nie zostało śladu na „kopiach czarnych skrzynek”, z taką radością i wdzięcznością przyjętych od gospodarzy śledztwa. (Miały być cuda i wreszcie są; na razie nad czarną skrzynką).

Zgoda nie obowiązuje jednak przede wszystkim dlatego, że nie ma na nią czasu. Platforma, okazuje się, już nie chce 500 spokojnych dni. Kreatywna księgowość rządu obliczona jest wszak na cyrkowe doniesienie piramidy długów do mniej więcej końca roku.

Poza tym nie można dać czasu na pytania o 30-proc. podwyżki dla nauczycieli „już od września”, 1000 kilometrów autostrad i inne obietnice ani na ostygnięcie strachu przed „powrotem IV RP”. To wszystko jasne – ale jak wyjaśnią tę zmianę niezależni i obiektywni z Czerskiej i Słupeckiej? Zgadnę: Polska potrzebuje wielkich reform, a tych nie można prowadzić w czasie wyborczym, z niepewnym koalicjantem, więc trzeba – trzeba! – jak najszybciej dać wreszcie Tuskowi bezwzględną większość sejmową na całą kadencję. Żeby mógł spokojnie przeprowadzić wielkie reformy, do których tak się pali. No i ostatecznie „dorżnąć zarazę IV RP”. (Rafał A. Ziemkiewicz)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 19

PO nie zamierza już ograniczać uprawnień prezydenta

Wysłane przez: admin w dniu: 06/07/2010

Po wygranych przez Bronisława Komorowskiego wyborach prezydenckich posłowie PO nie widzą już potrzeby ograniczania kompetencji tego urzędu. A jeszcze kilka miesięcy temu ta partia przygotowała projekt zmian ułatwiających m.in. odrzucenie prezydenckiego weta - akcentuje “Nasz Dziennik”.

“Po tych wyborach, kiedy Bronisław Komorowski będzie reprezentował urząd prezydencki, nie będzie takich konfliktów z rządem, co wcześniej” - mówi bez ogródek poseł Michał Stuligrosz z PO, zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej.

Stanowisko to znajduje poparcie u koalicjanta. “Popieramy obecne rozwiązanie, prezydent powinien mieć określony wpływ na to, co się dzieje w kraju” - mówi gazecie poseł PSL Eugeniusz Kłopotek. Przyznaje jednocześnie, że nie wie, jakie będą dalsze kroki Platformy Obywatelskiej - czytamy w publikacji “Naszego Dziennika”. (wp.pl)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 77

Nadchodzi czas spełniania obietnic. Co obiecał kandydat?

Wysłane przez: admin w dniu: 05/07/2010

1000 km nowych dróg w ciągu 500 dni prezydentury, 50-procentowe zniżki na przejazdy dla studentów, wyprowadzenie wojsk z Afganistanu do 2012 roku, powołanie Rady Zdrowia Publicznego, by “przyspieszyć proces modernizacji służby zdrowia” - to tylko niektóre z wyborczych obietnic Bronisława Komorowskiego. Paweł Poncyljusz, rzecznik sztabu Jarosława Kaczyńskiego, już ocenia, że to właśnie przez złożone obietnice prezydentura Komorowskiego będzie dla niego bardzo trudna.

- Patrzmy na to, co się stanie z tymi obietnicami - apeluje Poncyljusz. Nie było ich mało, oto najważniejsze:

Służba zdrowia:
- Jeśli zostanę wybrany na prezydenta, to chciałem zapowiedzieć powołanie Rady Zdrowia Publicznego, do której zapraszam pana prezesa Kaczyńskiego i pana Napieralskiego, żebyśmy w końcu przeszli od fazy gadania wyborczego do fazy przyspieszania procesów modernizacji tego ważnego obszaru życia społecznego, jakim jest służba zdrowia.
Wizyta w Płocku, 23 czerwca

Afganistan:
- Konkluzją tej dyskusji jest mój wniosek do rządu o opracowanie stanowiska dla głowy państwa na listopadowy szczyt NATO w Lizbonie i przygotowanie narodowej strategii wyjścia z Afganistanu najpóźniej do 2012 roku.
Po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego, 24 czerwca

Zniżki dla studentów
- Chcę przekazać informację, chcę powiedzieć głośno w imieniu tych, którzy dziś rządzą w Polsce, że studenci, także ci, którzy często z Sosnowca, z Zagłębia, ze Śląska jadą na uczelnie w różnych miastach Polski, będą korzystali z 50-procentowej zniżki.
Wiec wyborczy studentów, 29 czerwca  (pozostałe obietnice na tvn24.pl)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 33

PO jest dziś najsilniejszą partią w 21-letniej historii Polski

Wysłane przez: admin w dniu: 05/07/2010

Wyborcy przekazali jej pełnię władzy w przekonaniu, że teraz będzie lepiej amortyzowała efekty kryzysu. Problem w tym, że to już nie ta sama partia, która wygrała wybory w 2007 roku. Osiadła na laurach.

Zrezygnowała z ambitnego programu dogłębnych reform. Niektóre zmiany markowała, inne rozmyła, a za brak tych najważniejszych winiła poprzedniego prezydenta.

Po wielkich liberalnych ideach nie ma już śladu. Ani w programie rządu, ani w deklaracjach nowego prezydenta. Gorzej: w miarę jak narastała presja przedwyborczych sondaży opinii publicznej, Bronisław Komorowski wycofywał się z ostatnich obietnic gruntownej naprawy państwa. Nie było już prywatyzacji szpitali, reformy KRUS, indywidualnych dopłat do leczenia, rozmył reformę emerytur dla mundurowych, a pozostałym obiecał sowitą rewaloryzację. Ministerstwo Edukacji obiecało, że nie ruszy anachronicznych przywilejów zapisanych w Karcie nauczyciela, a sztab Komorowskiego, czując słabnące poparcie młodzieży, zapowiedział zniżki dla studentów.

Platforma jest dziś najsilniejszą partią w 21-letniej historii wolnej Polski. Ale wysoką cenę zapłaciła za pełnię władzy. W licznych kompromisach, ustępstwach utonęła spójna wizja naprawy państwa i polityki gospodarczej. Z partyjnego słownika zniknęły takie sformułowania, jak „liberalizm”, „prywatyzacja”, „sprawiedliwość” i „wolność rynkowa”.

Kalendarz reform niebezpiecznie przesuwa się o rok, w oczekiwaniu na wybory parlamentarne. Deficyt budżetowy, bezrobocie, wysokie koszty obsługi długów i niewydolnego systemu świadczeń społecznych nie zastygły jednak w miejscu. Rząd i prezydent muszą zdecydować, które z haseł wyborczych chcą teraz realizować. Wzrost gospodarczy czy politykę powszechnej zgody – bezkonfliktowego zarządzania. Czy PO chce dalej schlebiać związkowcom i grupom nacisku, czy w imię rozwoju i dobrobytu przyjmie twardy kurs zmian, mając po swojej stronie zarówno ustawodawczą, jak i pełnię władzy wykonawczej. Czy dla świętego pokoju zachowa niesprawiedliwy system emerytalny, świadczeń społecznych i ochrony zdrowia, czy zdecyduje się na roztropne cięcie deficytu. Ochrona nierentownych miejsc pracy czy warunki do tworzenia nowych, konkurencyjnych branż przemysłu.

Rada ekspertów „DGP” przez ostatnie miesiące monitorowała postęp rządowych prac nad naprawą państwa. Postęp był mierny, ale program jest gotowy. Na zmiany nie jest za późno. Prezydent Ronald Reagan najodważniejsze reformy systemowe przeprowadzał w drugiej kadencji. Na potrzeby powyborczej debaty przyjmijmy, że zaniechania ostatnich dwóch lat były faktycznie podyktowane zawirowaniami politycznymi. Populistyczne hasła kampanii wyborczej konieczne były, żeby przekrzyczeć związkowców i lewicowo-etatystyczną opozycję. Niech będzie. W takim razie to jest ten moment, w którym możemy zacząć poważnie mówić o naprawie państwa. Zaproponować spójną strategię gospodarczą i choć raz doprowadzić ją do końca. (Tomasz Wroblewski)

Kategoria: Analiza, Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 12