Tusk Watch

Obserwujemy jak Polska zmienia się w drugą Irlandię

| |
| Log in |

Archiwum: 'Kampania parlamentarna 2011' Kategorie


Pokaż, lekarzu, co masz na ścianie

Wysłane przez: admin w dniu: 26/09/2011

Cztery lata temu na dwa tygodnie przed wyborami wydawało się, iż rządzący PiS może być pewny dobrego wyniku (kto jeszcze pamięta te lamenty salonu, że Polacy to zawistna dzicz i zawsze będą głosować na uosabiającego ich wredne cechy Kaczyńskiego?). Co w ostatniej chwili przeważyło szalę? Przeważnie mówi się, że sprytnie rozegrana przez Tuska debata. Niektórzy twierdzą, że jego wyprawa do Irlandii i odwołanie się do aspiracji wyborców zamiast do resentymentów.

Mało kto natomiast pamięta, że tuż przed wyborami uaktywnili się lekarze z tzw. Porozumienia Zielonogórskiego z ostrą akcją antypisowską. Lekarzy rodzinnych jest kilkanaście tysięcy, każdy przyjmuje dziennie kilkudziesięciu pacjentów, dla wielu prostych ludzi doktor jest autorytetem. Zemsta za niezręczne słowa Dorna o posyłaniu w kamasze (nikt nie chce pamiętać, w jak dramatycznej sytuacji wypowiedziane) była więc skuteczna.

Teraz na ścianach gabinetów znowu wieszają lekarze z Porozumienia plakaty, tyle że antyplatformerskie. Podobizny premiera i minister zdrowia przypominać mają pacjentom o zdradzonych obietnicach. Pośrednio przypominają także o tych dotyczących nie tylko służby zdrowia.

Minister Kopacz jest, oczywiście, oburzona „polityczną akcją” i kwestionowaniem jej niewątpliwych sukcesów. Lekarze twierdzą, że przez cztery lata, potocznie mówiąc, grała sobie z nimi w kulki, obiecując, łamiąc obietnice, ignorując wszelkie postulaty i uprawiając bezpodstawną propagandę sukcesu. Na razie rzecznicy lekarzy nie przyznają otwarcie, że śp. minister Religa traktował ich jednak znacznie poważniej, a rządząca partia, że zbiera owoce nie tylko czteroletniego pozoranctwa, ale też swej dawnej taktyki bezwarunkowego wspierania każdego, kto tylko uderzał w PiS. (Rafał A. Ziemkiewicz)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Kampania parlamentarna 2011, Pitery, niesioły i inne palikoty | Brak komentarzy »

Ogrom biedy i krzywdy

Wysłane przez: admin w dniu: 22/09/2011

Poseł Tadeusz Ross, szerszej publiczności znany z telewizji jako Zulu Gula, ubiega się o reelekcję.

W ulotce, którą był mi podrzucił do skrzynki, wyjaśnia, dlaczego „mało go było przez te cztery lata widać” na sejmowej trybunie. „Nigdy nie lubiłem się popisywać wygłaszaniem pustych, politycznych tyrad. Prawdziwa praca odbywa się w komisjach. A ja jestem w Komisji Polityki Społecznej i Rodziny. To w tej komisji dopiero widać polską biedę, ogrom ludzkich nieszczęść, dramat emerytów i krzywdę naszych dzieci…”. Poseł Ross wie, że to „OGROM PRACY” (tak napisał), ale obiecuje, że będzie „pomagać”, a wręcz „ratować ludzi”.

Na odwrocie rekomendują kandydata Piotr Fronczewski, Kazimierz Kowalewski i Jacek Fedorowicz. Nawet ten ostatni, felietonista kilku pism, nie zauważa, że rekomendowany przez nich jako społecznik kolega z estrady przez ostatnie cztery lata był posłem partii rządzącej. I to jak rządzącej! Tak, że uczyniła Polskę zieloną wyspą sukcesu! Że cała Europa patrzy na nasz sukces z podziwem! Jaka znowu „polska bieda”? „Dramat emerytów, krzywda dzieci”? Wszystkich, którzy przez ostatnie cztery lata dostrzegali w Polsce jakąś biedę, nie mówiąc już o dramatach i krzywdach, bezlitośnie wyszydzano jako pisowców i czarnowidzów. Ze szczególnym zaś zapamiętaniem chłostał ich biczem satyry były „kolega Fedorowicz”, dziś serdeczny druh kolegów kierowników.

„Proszę znów o wasze głosy. Nie jestem politykiem, więc ich nie zmarnuję” – kokietuje mnie poseł Ross. Parę dni temu rozbawiła mnie ta ulotka, ale teraz… W istocie Ross jest politykiem, i to lepszym niż większość kolegów z PO. Wyczuł nową linię. Gdy inni jeszcze byli na „zielonej wyspie sukcesu”, on już przeczuwał, że szef zaraz ruszy autobusem w Polskę wysłuchiwać po siołach i miasteczkach skarg na polską biedę, krzywdę i dramat, i obiecywać, że jeśli biedni i pokrzywdzeni zagłosują na PO, to pomoże im Unia Europejska.

„Pojska to baadzio dziwna kjaj” – jak to mówił Zulu Gula. (Rafał A. Ziemkiewicz)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Kampania parlamentarna 2011 | Komentarze: 3

Wizyty Donalda Tuska z góry ustalone

Wysłane przez: admin w dniu: 21/09/2011

“Spontaniczny” rajd premiera Donalda Tuska, który wsiadł w autokar, by objechać całą Polskę był z góry zapalanowany - pisze “Fakt”. Nie tylko kierunek jazdy jest ustalany wcześniej. Lokalne władze doskonale wiedzą, gdzie i o której zawita do nich lider Platformy.

Czy tak jak wczoraj było mówione, będziecie o 16.30?

– dopytywał w rozmowie telefonicznej wiceprezydent Żyrardowa, który znalazł się na liście Tuska. Nie wiedział, że rozmawia z dziennikarzami. Był przekonany, że znów dzwoni do niego urzędnik z Kancelarii Premiera, by domówić szczegóły gospodarskiej wizyty. I tak oto zdradził kulisy kampanijnych wyjazdów.

Staramy się wybierać miejscowości, gdzie spotykają się różne interesy i różni ludzie. Z tych codziennych wyjazdów ułoży się polska mapa potrzeb i pomysłów, ale też cała mapa pretensji

– przekonywał jeszcze z Warszawy Tusk. I zapowiadał, że chce spotykać się z ludźmi w ich miejscach pracy, miejscu zamieszkania, w szkołach. Zapytaliśmy więc wiceprezydenta Żyrardowa, Grzegorza Obłękowskiego, gdzie premier powinien się pojawić się w Żyrardowie.

Żeby wstydu nie było

– mówiliśmy wprost.

Przede wszystkim stadion, basen i hotel, cały kompleks – wybudowany za kadencji rządu. Wszystko nowoczesne i świeże. Jest jeszcze piękny park, którego rewitalizacja zakończyła się w 2007 r., na początku kadencji. Obiekty są blisko siebie, więc będzie wam łatwo dojechać – odpowiedział nam Obłękowski. – Obiekty są przepiękne

– zachwalał.

A na koniec upewnił się, czy podana przez kancelarię dzień wcześniej pora wizytacji premiera się nie zmieniła. I poprosił, by mu na pół godziny przed przyjazdem Donalda Tuska dać jeszcze znać. Nie ma to jak spontaniczna wizyta… (wPolityce.pl)

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Kampania parlamentarna 2011 | Komentarze: 3

Platforma Polakom nie skłamie…

Wysłane przez: admin w dniu: 19/09/2011

Wszystko spier…” tak Donald Tusk w chwilach gorszego nastroju krzyczy do swoich współpracowników – opisują w swej książce „Daleko od miłości” Paweł Reszka i Michał Majewski. Choć trzeba przyznać, że premier nieco przesadza, to nie sposób też zauważyć, że dokonania jego rządu i osiągnięcia jego partii, są nieporównanie skromniejsze od tego, co przypisuje sobie Platforma.

Dokument przygotowany przez PO to znacznie więcej niż zestaw obietnic partii politycznej, która chce wygrać wybory. To w dużej mierze próba napisania na nowo historii Polski ostatnich czterech, sześciu lub nawet dwudziestu lat. Jednak rządząca partia na końcu kadencji, podczas której w praktyce samodzielnie kierowała krajem, a w ciągu ostatniego półtora roku dzierżyła wszystkie stanowiska państwowe, by móc wiarygodnie składać wyborcze obietnice, powinna teoretycznie najpierw rozliczyć się z tych, które złożyła cztery lata temu.

Jednak o obietnicach ogłaszanych w poprzednim programie wyborczym dokument „Następny krok. Razem” milczy, podobnie jak o stu kilkudziesięciu deklaracjach złożonych przez Donalda Tuska podczas swego sejmowego expose cztery lata temu. Tegoroczny program jest więc logiczną konsekwencją prowadzonej od początku sierpnia akcji „Polska w budowie” mającej za zadanie przekonać Polaków, że nie warto rozliczać PO z obietnic, nie warto pytać o osiągnięcia – najważniejsze jest to, co się Platformie przez cztery lata rządów udało rozpocząć. A skoro już zmieniliśmy Polskę w „największy plac budowy w Europie” (Platforma chwali się tym sformułowaniem w nowym programie kilka razy), musimy wygrać wybory, by dokonać następnego kroku – budowy te skończyć.

Program Platformy może robić wielkie wrażenie na obcokrajowcach i osobach mało orientujących się w polskim życiu publicznym. Dla osób śledzących wydarzenia społeczne i polityczne jest właśnie zaskakującą próbą przedstawienia zupełnie innej rzeczywistości niż ta, z którą mają do czynienia miliony Polaków. (Michał Szułdrzyński)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Kampania parlamentarna 2011 | 1 Komentarz

Łupki i głupki

Wysłane przez: admin w dniu: 18/09/2011

Jak słyszę, Premier Tusk znalazł cudowne rozwiązanie problemów z emeryturami! Hurraaaa!

Nie musimy się już martwić, co jest bardzo dobrą wiadomością , zwłaszcza po tym, jak usłyszeliśmy, że rezerwa demograficzna, czyli pieniądze odłożone na daleką przyszłość została, tak, tego, trochę, wicie, rozumicie zużyta już tej jesieni, żeby nie zabrakło pieniędzy na emerytury już teraz, ale dopiero po wyborach. Wyborcy, którzy nie otrzymali emerytury , są przeważnie w stanie niejakiego wzburzenia, więc rzadko kiedy głosują na rząd, zwłaszcza, gdy opozycja nie rozumie, na czym polega jej rola w systemie demokratycznym i jątrząco i dzieląco krytykuje rząd, zamiast go wspierać i cierpliwie tłumaczyć ludziom jego pomyłki i obiektywne przejściowe trudności.

To co wyprawia opozycja w tym kraju, jest zupełnie niesłychane, przynajmniej zdaniem czołowych funkcjonariuszy rządowej propagandy, jak Paradowska, Miecugow, Żakowski, czy Olejnik. Nie posiadają się oni z oburzenia, że opozycja krytykuje rząd, zamiast go konstruktywnie i odpowiedzialnie wspierać, co jest, jak wiadomo, światowym standardem jeśli nie na całym świecie, to przynajmniej w czołowych demokracjach, jak Korea Północna, Republika Środkowoafrykańska, Swazi , Puntland, czy pozostałe terytoria plemienne powstałe po rozpadzie Somalii.

Ale niech się nikczemna opozycja tak bardzo nie cieszy z nieszczęść rzadu, a zatem i Ojczyzny! Po pierwsze, znaleziono dwa źródła , które uchronią emerytów i rencistów od głodu, a co za tym idzie od niezagłosowania na Partię – Matkę. Pierwsze, to, jak już pisaliśmy, ograbienie funduszy emerytalnych i gwarancyjnych, to się już dokonało, dzięki temu zostaną wypłacone emerytury we wrześniu i pażdzierniku, co dalej , nie wiadomo, ale to już będzie po wyborach, więc pies to trącał. No, ale jest i drugi cudowny sposób, czyli gaz łupkowy, dzięki czemu nie musimy się już martwić i nic, tylko zagłosować na PO. (seawolf)

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Kampania parlamentarna 2011 | 1 Komentarz

Ustawy “last minute” - rząd próbuje w ostatniej chwili przemycać kontrowersyjne przepisy

Wysłane przez: admin w dniu: 12/09/2011

Od lipca rząd przesłał do Sejmu 20 projektów ustaw. Zawierają kontrowersyjne przepisy przemycone przy okazji wdrażania unijnego prawa z nadzieją, że w pośpiechu nikt się nie zorientuje. W ten sposób próbowano wprowadzić m.in. przepis ograniczający dostęp do informacji publicznej - pisze “Gazeta Wyborcza”.

Wśród projektów są też takie, których posłanie do Sejmu blokowały kontrowersje i tryb “last minute” jest niepowtarzalną szansą na ich uchwalenie. Jest też nowelizacja przygotowana przez min. Julię Piterę, zgodnie z którą m.in. organizacje pozarządowe korzystające z funduszy UE będą podlegały odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych, jeśli ktoś uzna, że nieprawidłowo je wydały. To samo może dotknąć rolników.

Jeden z przepisów, które rząd próbował przepchnąć korzystając z tego, że w Sejmie pustki związane z wakacjami, dotyczy dostępu do informacji publicznej. Miał wdrożyć unijną dyrektywę dotyczącą tzw. wtórnego wykorzystania informacji. Zgodnie z nią urzędowe dokumenty, instrukcje i analizy związane z przekształceniami własnościowymi i negocjacjami międzynarodowymi stałyby się de facto tajne. Gdyby przepis wszedł w życie, nie mielibyśmy prawa wiedzieć np. jakie stanowisko polski rząd planuje zająć w negocjacjach unijnego budżetu, umów międzynarodowych czy sprawach toczących się przed Trybunałem w Strasburgu. Ujawnienie ich następowałoby dopiero po “zakończeniu negocjacji”.

Gdyby nie alarm, jaki wszczęły organizacje pozarządowe monitorujące dostęp do informacji, przepis miałby szanse przejść niezauważony.

- Wysoki Sejmie! Proszę o wybaczenie, że nie mogę w sposób merytoryczny odnieść się do tego projektu, ale wpłynął on do Sejmu wczoraj, a o tym, że będzie rozpatrywany na tym posiedzeniu Sejmu, dowiedzieliśmy się dzisiaj w godzinach popołudniowych - protestował Jerzy Kozdroń z PO przeciw błyskawicznemu uchwalaniu projektu, dotyczącego wzajemnego respektowania wyroków karnych przez państwa EU. Liczący 21 stron projekt ustawy został uchwalony w cztery dni. (gazeta.pl)

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Kampania parlamentarna 2011 | Komentarze: 4

Ukochany Przywódca i dzika opozycja

Wysłane przez: admin w dniu: 04/09/2011

Jak wiadomo, za wszystko, co się PO nie udaje, odpowiada Jarosław Kaczyński, rzecz nie podlega dyskusji, to wiadomo i tyle. To znaczy wiadomo tym, którzy czytają właściwe gazety i oglądają właściwe telewizje. Bo inni może jeszcze nie do końca się zorientowali, ale, nie ma obawy, dotrzemy i do nich. Powoli, ale systematycznie. Ponoć, jak pisał Lem, nawet papieskie konklawe można skłonić do ludożerstwa, jeśli się postępuje systematycznie i cierpliwie. (…)

Niby oczywiście wiemy, ze PiS od lat już nie rządzi, nie ma żadnych resortów siłowych i niesiłowych, nie ma policji, służb tajnych i jawnych, wojska, lotnictwa, marynarki. Inna sprawa, że rząd Tuska też już właściwie tego wojska nie ma, bo minister Klich, znany, żarliwy pacyfista, zgodnie ze swoimi poglądami przekształcił je w zawodowe poprzez likwidację poboru i nie stworzenie niczego w zamian. To taka mechanizacja kołchozu poprzez wystrzelanie koni. Tym niemniej PiS nadal odpowiada za brak reform rządu. (…)

W innych krajach jest zapewne inaczej, opozycja poprawia, ewentualnie, przecinki i drobne literówki w rządowych programach, czy wywiadach, no, ale to jest opozycja odpowiedzialna, patriotyczna, nie to, co te nikczemne pisiory, co to nic, tylko fakelzugi urządzają i zbrodnicze tulipany na chodniku kładą! (…)

Zastanawiam się, w jaki to sposób, technicznie PiS miałby w jakiś zauważalny sposób wpływać na to, co rząd wprowadza, albo też nie wprowadza. Mógłby zagłosować przeciwko, albo za. No i co? I nic, bo koalicja rządowa ma większość i może sobie przegłosować wszystko, co chce. Dlatego jest koalicją rządową, jakby nie miała większości, to by się nazywała koalicją opozycyjną, a rządziłby ten, kto ma większość. Koniec, kropka.

Koalicja rządowa może jutro przegłosować, na przykład, że pan Bartoszewski jest profesorem prawdziwym, a nie udawanym, albo, że Graś jest supermanem z numerem seryjnym 008, albo że haratanie w gałę jest od dzisiaj sportem narodowym, albo że dotychczasowa gramatyka ulega likwidacji i nową wykładnię pisowni określi Kancelaria Prezydenta drogą dekretu, albo że kwestionowanie skoku Bolka przez płot jest zrównane z kłamstwem oświęcimskim i nie podlega przedawnieniu, ba, ściganie jest dziedziczone do trzeciego pokolenia, by ostatecznie wyplenić nikczemne plotki i kalumnie. Podobnie w Senacie, gdzie koalicja rządowa ma, co może być dla wielu zaskoczeniem, większość - dlatego jest koalicją rządową, co już wcześniej wyjaśnialiśmy. Może to wszystko zrobić, a rozgrzany Pan Prezydent, oby żył wiecznie, natychmiast to podpisze. (Seawolf)

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Kampania parlamentarna 2011, Media (po)mogą, Pitery, niesioły i inne palikoty | 1 Komentarz

PO przegrała start kampanii. Jej sztabowcy są jak generałowie przygotowujący się do poprzednich bitew

Wysłane przez: admin w dniu: 24/08/2011

Jak powszechnie wiadomo, generałowie przygotowują się zawsze do poprzednich bitew. To znaczy myślą kategoriami poprzedniej batalii. (…)

Ta sama reguła ma czasami zastosowanie w bitwach wyborczych. (…) A kto dziś bije się wedle starych reguł? Po kilku dniach obserwowania rozpędzonej już kampanii wyborczej mam wrażenie, że Platforma Obywatelska. Czasem aż szokuje wiara PO w skuteczność tych samych sztuczek i grepsów, których użyto cztery lata wcześniej.

Mamy więc odwoływanie się do antypisowskich emocji, straszenie Kaczyńskim - cztery lata po objęciu władzy przez Tuska! Może porusza to Adama Michnika i fryzjera Janiny Paradowskiej, ale zwykli ludzie, śmiem twierdzić, nie są tak rozgrzani w swych emocjach. Wiara, że młodzi ludzie znowu ruszą do urn zawiera zresztą w sobie poważny błąd logiczny. Obecni młodzi rządów PiS nie pamiętają. Tych straszaków i wezwań nie rozumieją, to też obca im emocja. Ci, którzy w 2007 roku byli młodzi, mają dziś już cztery więcej. I za sobą bolesne zderzenie z rajem zielonej wyspy w praktyce.

Mamy także wiarę w moderacyjną siłę zaprzyjaźnionych mediów. A one przecież, po czterech latach upartego kochania Platformy, nie mają już aż takiej mocy interpretacyjnej. W sporej części utraciły prawomocność.

Mamy marzenia w siłę wyroków sądowych. Rzecz w tym, że to chwyt zużyty. Na dodatek jest używany w sprawie błahej jak ogólna wypowiedź polityka PiS o ocenie dorobku rządu. Przepraszam, ale kogo ma to poruszyć? Co udowodnić? Ja też, jak większość publicystów niezależnych, twierdzę, że w wielu obszarach nic się w Polsce nie zmieniło. Do sądu mnie podacie? Przecież to jakieś żarty. Tym PO chce poruszyć ludzi? Sztabowiec Jacek Protasiewicz przekonał do tego Donalda Tuska?

Mamy też absurdalną wiarę w pozyskanie wyborców SLD, co ma zmienić obraz wyborczego wyniku. Tak, to jest pewna wartość. Ale czy aż tak cenna żeby, a to zrobiono, zdemobilizować tych, którzy uwierzyli w to, że PO jest partią środka? Umiarkowaną, ale wierną kulturze chrześcijańskiej? Sądzę, że Platforma nie zdaje sobie sprawy z tego jak kosztowne będą jej zabawy w lewicowość. Rubla może, cytując klasyka, nie zarobić, a cnotę straciła.

Itp., itd. Platforma, pewna zwycięstwa, moim zdaniem przegrała start kampanii. Jej dyrygent potrząsa batutą, rzuca hasło czekając na wyśnione odpowiedzi i reakcje (albo agresja albo niemądra w tej sytuacji zgoda na debatę) i dziwi się, że grana jest inna niż on wymarzył melodia. (Michał Karnowski)

Kategoria: Kampania parlamentarna 2011 | Komentarze: 9

Tusk, nasz chłopiec do bycia

Wysłane przez: admin w dniu: 12/08/2011

Kampania wyborcza partii rządzącej przebiega dwutorowo. Partia - bardzo sprawnie, trzeba przyznać i pogratulować - szybko otrząsnęła się z szoku spowodowanego faktem, iż dotychczasowe plany runęły dosłownie w ciągu paru dni.

Miało być przede wszystkim o “prezydencji”, bez bilbordów i reklamówek, za to z telewizyjnymi dziennikami pełnymi różnych Sarkozych i Barosów odwiedzających Polskę i okazujących zadowolenie z Tuska klepaniem go po ramionach. A tu tymczasem Trybunał uwalił wygodny dla Partii kodeks wyborczy, a Europa zaczęła mieć jeden po drugim zbyt poważne problemy, by się fatygować na organizowane w Polsce szczyty, i nie pomogła zdaje się nawet szybka zmiana proponowanego tematu z polityki wschodniej na bardziej atrakcyjne ratowanie finansów strefy euro. Na dodatek frank zaczął szybować a giełdy wariować, co zaplanowaną pierwotnie główną oś kampanii - “optymizm”, Polska radosna i optymistyczna przeciwko “kwękolącym” pisowcom - uczyniło wątkiem słabo rokującym, a wręcz ryzykownym.

Odpowiedzią Partii jest nowe hasło - “Polska w budowie” - i nowa myśl przewodnia, obliczona, mówiąc językiem fachowym, na obniżenie oczekiwań elektoratu. Hasło generalne: jak jest budowa, no to sami wicie-rozumicie, że dobrze być nie może. Na budowie musi być trochę bałaganu, musi być fuszerka, syf i w ogóle. “To są odwieczne prawa natury, pani kierowniczko, jak jest zima, to musi być zimno” - rzeczywistość zatoczyła koło i satyra na propagandę PRL z filmów Barei trafia w sedno także w odniesieniu do propagandy obecnej.

Obniżenie oczekiwań to jedno, i to robota dla bardziej oficjalnych przedstawicieli rządowej propagandy. A z drugiej strony chór niezależnych autorytetów, jak za tknięciem magicznego esemesa, zaczął podśmiewać się z takiego “absurdu”, jakim jest winienie za różne rzeczy Tuska.

W ciągu mijającego tygodnia kpiny z “winy Tuska”, z obciążania za wszystko rządu, czy to bardziej łopatologiczne, czy ironiczne, czy znowu w tonie frywolnym stały się nagle szykiem sezonu. “Waza zbiła się etruska - wina Tuska”, ironizuje Wojciech Młynarski w Tusk Vision Network, ku zachwytowi poczytnego tygodnika i za grepsem, jak za panią matką, ciągną dziesiątki smętnych wesołków z eteru i łamów. No, jak się można czepiać Tuska, że frank drożeje, że jest Grecja, kryzys euro, zamieszki i w ogóle… (…)

Ale winić za to premiera? Toż to równie śmieszne, jak się go czepiać, że “w totka nie wypadła szóstka”. To przecież premier - facet od bycia wesołym i uśmiechniętym, od obiecywania i nie kojarzenia się z przykrymi sprawami. Facet uciekający od jakiejkolwiek odpowiedzialności, jakichkolwiek decyzji, niczym przysłowiowy diabeł przed święconą wodą. Nawet taki mistrz jak Wojciech Młynarski nie zrymuje z frazą “wina Tuska” słów “Smoleńsk”, “konwencja chicagowska” czy “trzynasty załącznik”. Albo “podwojenie zadłużenia państwa” czy “rozrost biurokracji z czterystu do pięciuset tysięcy zatrudnionych w ciągu trzech lat”. (interia.pl)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Donaldu, Donaldu..., Kampania parlamentarna 2011, Media (po)mogą | Komentarze: 6

Tusk zdenerwowany startem kampanii? “To szok”

Wysłane przez: admin w dniu: 08/08/2011

“Polska The Times”: Doniesienia o starcie kampanii Platformy “Polska w budowie” przyćmiewały kolejne szczegóły afery wałbrzyskiej, a przede wszystkim raport Czumy oczyszczający PiS. Nie tak partia planowała start swojej batalii wyborczej. - Zdenerwowany to delikatnie powiedziane – mówi jeden ze współpracowników Donalda Tuska o reakcji premiera na raport szefa komisji naciskowej Andrzeja Czumy. Zgodnie z dokumentem nie ma dowodów na naciski na służby za rządów Jarosława Kaczyńskiego. - Czuma się po prostu kompletnie nam urwał. Szok – mówi jeden z polityków PO.

Jak odnotowuje gazeta, na piątkowej konferencji prasowej po raz pierwszy od dłuższego czasu emocje widocznie brały górę u szefa rządu.

Oficjalnie Platforma ocenia, że dla kampanii ten raport nie ma żadnego znaczenia. - Po czterech latach rządów PO, mówienie, że PiS jest zły, jest niewystarczającym argumentem by przekonać wyborców – mówi szef sztabu partii Jacek Protasiewicz.

Tłumaczy, że szok w PO na wieść o konkluzjach Czumy bierze się, po pierwsze z tego, że nie konsultował on ich nawet z członkami komisji śledczej z Platformy. - Poza tym chodzi o to, że ten raport kłóci się z ustaleniami w tym temacie innej komisji śledczej, kierowanej przez Ryszarda Kalisza. To więc raczej problem jakości pracy, wizerunku parlamentu, ale na pewno nie naszej kampanii. Raport Czumy nie był elementem naszej strategii – podkreśla Protasiewicz.

Ale Czuma to nie koniec trudności. Kolejnych przysparza wyrok Trybunału Konstytucyjnego pozwalający na korzystanie w kampanii z billboardów i płatnych spotów telewizyjnych. Premier już po orzeczeniu kolejny raz powtórzył, że wielkoformatowe reklamy to wyrzucanie pieniędzy w błoto. A z punktu widzenia sztabowców to słowa niefortunne, bo na rezygnację z billboardów, gdy będzie je miała konkurencja, też sobie pozwolić za bardzo nie mogą.

Problem w tym, że większość dobrych ekspozycji jest już zajętych. - Pytanie, czy w takiej sytuacji lepiej nie opłaca się jednak zrezygnować i dorzucić pieniądze, które mielibyśmy wydać na billboardy w słabych miejscach, np. na kampanię w internecie. Trwa chłodna kalkulacja – mówi Protasiewicz. (onet.pl)

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Kampania parlamentarna 2011 | Komentarze: 2