Tusk Watch

Obserwujemy jak Polska zmienia się w drugą Irlandię

| |
| Log in |

Archiwum: 'Kampania parlamentarna 2011' Kategorie


Przedwyborcze serowe obiecanki premiera

Wysłane przez: admin w dniu: 07/02/2012

Tuż przed wyborami Donald Tusk obiecywał, że naprostowanie przepisów krzywdzących producentów sera korycińskiego zajmie dwa tygodnie. Premier wybory wygrał, tygodni minęło “naście”, w sprawie serów nic się nie zmieniło.

Od kilkunastu miesięcy producenci znanego w całym kraju sera korycińskiego swoje produkty legalnie mogą sprzedawać wyłącznie w Podlaskim i przylegających do niego powiatach. To ograniczenie wynikające z rozporządzenia ministra rolnictwa, obowiązuje wszystkich producentów produktów regionalnych; nie obowiązuje natomiast handlujących nimi pośredników. Wynika podobno z dostosowania polskiego prawa do unijnych przepisów.

Gdy pod koniec września Donald Tusk wyborczym “tuskobusem” odwiedził podbiałostocki Korycin, kwestia krzywdzącego tamtejszych serowarów rozporządzenia zdominowała spotkanie. Sam premier rozporządzenie uznał za absurdalne i promujące spekulację. Obiecał też, że jeśli tylko będzie to możliwe bez wchodzenia w spór z Brukselą, rozporządzenie zmieni.

- Polska to potencjalnie kraj, w którym produkty regionalne mogą stać się istotną gałęzią gospodarki narodowej - stwierdził premier kilka dni później, po spotkaniu z producentami produktów regionalnych z całej Polski. Poinformował o powołaniu specjalnego zespołu, złożonego m.in. z przedstawicieli kilku ministerstw oraz inspektoratów sanitarnego i weterynaryjnego, który miał zająć się takim dostosowaniem przepisów, by były one jak najbardziej przyjazne dla wytwórców.

- Mam nadzieję, że efektów pracy tego zespołu można się spodziewać w ciągu dwóch tygodni. Wierzę, że zespół uwolni nieco gorset przepisów - podsumował wówczas szef rządu.

Od tamtej pory minęło blisko dwadzieścia tygodni a korycińscy serowarzy wciąż czekają. Już nawet nie na zniesienie krzywdzącego ich przepisu, ale na jakiekolwiek sygnały z prac komisji. (gazeta.pl)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Donaldu, Donaldu..., Kampania parlamentarna 2011 | Komentarze: 3

Sukces słabego premiera

Wysłane przez: admin w dniu: 09/10/2011

Pierwsza w Polsce reelekcja rządzącej partii to niewątpliwie osobisty sukces Donalda Tuska. Bo na pewno nie jego rządu, który nie miał za bardzo czym się pochwalić w kampanii.

Szósta z rzędu wyborcza przegrana Jarosława Kaczyńskiego to jego osobista porażka i klęska jego partii. Wiele wskazuje na to, różnica między PO i PiS będzie podobna jak w ostatnich wyborach (jeśli potwierdzą się wyniki podane przez OBOP). A jeszcze bardziej prawdopodobne jest to, że PiS stracił tysiące zwolenników, którzy zagłosowali na to ugrupowanie cztery lata temu. Odpływ wyborców od największej partii opozycyjnej przy tak słabym rządzie to ewenement na skalę europejską. Powinno to dać Kaczyńskiemu i jego współpracownikom sporo do myślenia.

Jeśli wierzyć wynikom OBOP, poległ na całej linii także Grzegorz Napieralski. Jego dni na czele SLD są już zapewne policzone.

Sukces Janusza Palikota to bardzo niepokojący sygnał dla polskiej demokracji: do Sejmu wchodzi polityczny zbir i ignorant, otoczony wianuszkiem dawnych ubeków. Okazuje się, że w Polsce prostackie zachowania zyskują coraz większą rzeszę fanów. (Marek Magierowski)

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Kampania parlamentarna 2011 | Komentarze: 45

Wojna. Kiedy? Po wyborach

Wysłane przez: admin w dniu: 07/10/2011

Platformę Obywatelską czeka ostateczne starcie między Tuskiem a Schetyną

– Tuż po wyborach konflikt między Grześkiem a Donaldem wybuchnie ze zdwojoną siłą – mówi „Rz” wpływowy polityk Platformy Obywatelskiej. Przekonani są o tym w PO niemal wszyscy. Pytanie nie brzmi, czy będzie wojna, ale kto zada pierwszy cios.

Kampania wyborcza zmusiła skonfliktowanych liderów partii do zawieszenia broni. Dziś premier i szef partii Donald Tusk, pierwszy wiceprzewodniczący i marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna oraz członek zarządu partii, minister infrastruktury Cezary Grabarczyk walczą o jak najlepszy wynik partii.

Wcześniej jednak premier wykorzystywał Grabarczyka i jego tzw. spółdzielnię do ograniczania wpływów Schetyny, czasem nawet, by upokorzyć marszałka. Konflikt szeroko opisywany był przez media i szkodził Platformie. Gdy na przełomie roku walka Grabarczyka i Schetyny przybrała na sile, sondażowe wyniki PO zaczęły pikować. Dlatego oczywista stała się konieczność wyciszenia sporów na czas kampanii. Jak to określił szef pomorskich struktur – partia powinna być wtedy jak „jedna pięść”.

Konflikty ukryto, ale napięcia między liderami nie zniknęły. Próżno było szukać Grzegorza Schetyny w „tuskobusie”.

Marszałek Sejmu ostatnie tygodnie spędził, jeżdżąc po Polsce i namawiając do głosowania na PO, przecinając wstęgi i kończąc budowy, lecz była to „kampania równoległa”: Tusk sobie, Schetyna sobie. Bo (o czym mało kto wie) Tusk działał obok właściwego sztabu. Dlaczego? Bo podejrzewał, że sprzyja on Schetynie. W końcu ważne role odgrywali w nim ludzie kojarzeni z tym ostatnim: sekretarz generalny partii Andrzej Wyrobiec, europoseł Jacek Protasiewicz czy PR-owiec Maciej Grabowski.

Jednocześnie kampania zmieniała układ sił w partii. Grabarczyk przez sztabowców został zupełnie schowany, co osłabiło popieranych przez niego kandydatów „spółdzielni”. Schetyna mógł za to wzmacniać swoje wpływy, szczególnie ostatnio, kiedy po zakończeniu prac Sejmu miał więcej czasu na zaangażowanie się w sprawy partyjne.

Konflikt po wyborach jest więc nieunikniony. Jeśli wynik Platformy będzie słaby, łatwo będzie zaatakować frakcję Schetyny. (Michał Szułdrzyński)

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Kampania parlamentarna 2011, Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 3

Mamy ścigaczy medialnych prawie takich jak na Zachodzie

Wysłane przez: admin w dniu: 06/10/2011

Jak wiadomo charakter człowieka poznaje się w sytuacji skrajnej. Podobnie polityka i dziennikarzy. Warto więc zapamiętać ostatni tydzień kampanii, kiedy decyduje się kto będzie miał w Polsce władzę. Mieliśmy bowiem możliwość obserwowania stężonych, podanych w skondensowanej dawce, wszystkich naraz, patologii polskiego życia publicznego.

Kiedy się okazało, że cała czteroletnia praca aparatu rządowej propagandy, że śmierć doświadczonej państwowo elity opozycji, nie anihilowały tej formacji całkowicie, włączono dopalacz pościgowy. Oglądałem transmitowane jedna po drugiej, każdego dnia, konferencje prasowe Tuska i Kaczyńskiego. Z podziwem ale i zażenowaniem patrzyłem jak często ci sami reporterzy głaskali pytaniami o Kaczyńskiego oraz świetlany rozwój Polski Donalda Tuska, by za chwilę dociskać i co najważniejsze - próbować sprowokować - lidera opozycji Jarosława Kaczyńskiego. Z premedytacją, dzień po dniu, nie ukrywając nawet specjalnie iż takie otrzymali zadanie, że taka jest dziś linia “frontu”. Ma powiedzieć coś radykalnego, ma zostać skompromitowany. Nie udało się.

Postanowiono więc Kaczyńskiego zgnieść. Czołowa gwiazda mediów prorządowych, choć wątpliwe czy dziennikarz, Tomasz Lis zaprosił oficjalnie Kaczyńskiego do studia. W rzeczywistości urządził mu slalom i bieg z przeszkodami oraz pułapkami. Naród pisowski zawył z radości, że prezes zwyciężył. Sławomir Nowak wyraził żal, że Lis zawiódł zaufanie władzy. Ale nikogo jakoś specjalnie nie ruszyła sama formuła przesłuchania. Tak inna, tak odmienna od tych lukrowanych pogawędek Lisa z Tuskiem i innymi politykami PO. Gdzie pytał ich nie o ich dorobek, ale o… Kaczyńskiego.

Cóż było robić. Postanowiono włączyć superdopalacz orkiestry bez względu na wszystko, niezależnie od faktu, że Kaczyński sprowokować się nie dał. Jakieś jedno neutralne zdanie o pani Angeli Merkel zaczęto rozdmuchiwać do rozmiarów wojennych.

W kraju gdzie połowę narodu czołowe media wyszydzają, gdzie ulubieniec ministra Zdrojewskiego 48-letni nastolatek Jakub Władysław Wojewódzki w nagrodę za wsadzanie narodowych flag w psie kupy dostaje lukratywny koncert, nagle okazało się iż najgorszą zbrodnią jest możliwość, choćby potencjalna, urażenia niemieckiej kanclerz. Bo szacunek, wiecie, ważna rzecz. (…)

Dlatego, kiedy nasz portal ujawnia materiały stawiające pytanie o uczciwość wyborów samorządowych (masowe unieważnianie głosów z powodu dwóch krzyżyków na kartach do głosowania tylko na Mazowszu), kiedy Cezary Gmyz opisuje w “Rzeczpospolitej” ordynarne zmiany prawa by dopomóc jednemu biznesmenowi, to pies z kulawą nogą się o sprawie nie zająknie. Nie ma, nie istnieje. Dziennikarze zajęci są ściganiem prezesa. Takie zadanie.

Więc możemy już mówić, że nie mamy dziennikarzy w większości mediów oficjalnych. Mamy ścigaczy, prawie takich jak na Zachodzie. Z jedną różnicą - ster jest zablokowany. Ścigacze ścigają tylko jedną stronę. Prawie czyni i tutaj wielką różnicę. W tym wypadku jak pomiędzy Zachodem a Rosją. (Michał Karnowski)

Kategoria: Kampania parlamentarna 2011, Media (po)mogą | Komentarze: 4

Tomasz Lis - tak kończy się dziennikarstwo

Wysłane przez: admin w dniu: 05/10/2011

Poniedziałek był ważnym dniem dla polskich mediów. Prawie trzy miliony ludzi obejrzało w telewizji publicznej program publicystyczny, który łamał wszelkie zasady sztuki dziennikarskiej. Wydawałoby się, że obejrzeliśmy w polskich mediach już wszystko, co możliwe. A jednak nie. To, co zrobił w poniedziałek Tomasz Lis było mimo wszystko nowością. To przełamanie kolejnej bariery. Po tym programie można już wszystko. (…)

Lis nie był dziennikarzem w tej rozmowie. Był politykiem, który chciał sprowokować, obrazić i upokorzyć przeciwnika. Nie miał cienia szacunku dla swojego rozmówcy. Nie był dociekliwym dziennikarzem stawiającym trudne pytania. Był agresywnym fighterem, który chciał zniszczyć wroga. (…)

Celem prowadzącego nie było wyjaśnienie czegokolwiek publiczności, nie było przedstawienie poglądów rozmówcy. Celem było zadawanie ciosów, czego nie ukrywał. Do tego - co zadziwiające - większość pytań nie dotyczyło spraw nawet drugo, czy trzeciorzędnych tylko dziesięciorzędnych, kompletnie nieistotnych.

Lis nawet nie próbował rozwalić swojego gościa poważnymi zarzutami. Ten program był o rzeczach kompletnie nieistotnych. Był kompletnie pusty merytorycznie, podobnie zresztą jak wiele innych jego rozmów w TVP sprowadzających się do zorganizowania walki kogutów. Tyle, ze tym razem, to on był kogutem. (…)

is poległ. Poległ jako profesjonalista, jako dziennikarz. Ale nawet jako fighter, bo okazał się przy tym bokserem damskim, słabym, nieumiejącym zadać celnych ciosów. Na przeciwnika nie dobrał sobie potężnego premiera, ale postanowił zniszczyć tego, który dzisiejszej władzy zagraża.

To nie był wypadek przy pracy. To najjaskrawszy, ale niestety znaczący znak degrengolady całej naszej profesji. Tak kończy się dziennikarstwo. (Igor Janke)

Kategoria: Kampania parlamentarna 2011, Media (po)mogą | Komentarze: 4

Nerwowy polityk Tomasz Lis

Wysłane przez: admin w dniu: 04/10/2011

Debata PO-PiS się jednak odbyła. W TVP2. Tyle że na nieszczęście Platformy miejsce zręcznego, bystrego Donalda Tuska zajął walczący ze szczękościskiem, gubiący się w mowach oskarżycielskich dziennikarz Tomasz Lis. Który chciał wyprowadzić z równowagi Jarosława Kaczyńskiego. A wyprowadził siebie.

Dyskusja o programie PiS trwała pierwsze kilka minut. Lis zdążył spytać o deficyt i wziął się do nieprawdziwych tez. Że przed czterema laty Tusk przedstawił przed wyborami skład rządu, a Kaczyński nie chce – w rzeczywistości wszystko, łącznie z osobą ministra finansów, zostało w 2007 roku ujawnione po wyborach. Albo że szanujący się lider mówi, z kim zawrze koalicję – nikt na ogół nie mówi. Nie ma to jak wymyślone standardy, nawet teraz Tusk zapowiada zmiany ministrów i nie wiemy, o kogo chodzi.

Tomasz Lis przegrywał nawet tam, gdzie Kaczyński nie miał mocnych kart. Flirt części PiS z kibolami jest dwuznaczny. Ale nazywanie człowieka nieskazanego wyrokiem sądu „bandziorem” to naruszenie reguł, których wiele razy bronili tacy dziennikarze jak Lis. Niewątpliwie też prezes PiS niepotrzebnie wdał się w swojej książce w niejasne aluzje na temat Angeli Merkel. Ale zręcznie tę kwestię objaśnił, a niegrzeczny ton wściekłego Lisa pozwolił mu wystąpić w roli ofiary.

Nieprzygotowany Lis, próbując złapać Kaczyńskiego na nieznajomości kandydatek z list PiS, sam się pomylił – Ilona Klejnowska naprawdę kandyduje w Płocku. Ale najgorsze, że fundując prezesowi PiS tor przeszkód, nie poruszył prawie żadnego tematu ważnego dla Polski, dla nas.

Było o pistolecie sprzed 20 lat, ojcu Rydzyku i zasadach savoir vivre’u.

Kaczyński, wyluzowany, a pod koniec lekko poirytowany, nie musiał w efekcie zdawać egzaminu. A zjedzony przez nerwy polityk Tomasz Lis oblał z kretesem. Ale zadajmy sobie pytanie: Czy w ramach cywilizowanych standardów, o które tak się troszczył gospodarz tego programu, byłoby gdzie indziej możliwe demonstrowanie przez dziennikarza publicznej telewizji tak ostentacyjnej niechęci do lidera opozycji?

Lis sam przypomniał o dwóch krajach, gdzie standardy są inne: Rosji i Białorusi. No właśnie. (Piotr Zaremba)

Kategoria: Kampania parlamentarna 2011, Media (po)mogą | Komentarze: 8

To śpiewałem ja, Karolak!

Wysłane przez: admin w dniu: 03/10/2011

Czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza dla naszego kraju, premier Tusk Donald, naszego klubu Platforma Obywatelska. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie – to wilki! To mówiłem ja – Karolak Tomasz, aktor drugiej klasy. Niech żyje nam premier sto lat!

To jeszcze ja – Karolak Tomasz, bo w zeszłym tygodniu nie mówiłem, bo byłem chory. Mam zwolnienie. Łubu dubu, łubu dubu, niech nam żyje prezes Rady Ministrów. Niech żyje nam!

Droga, jaką przebył aktor Tomasz Karolak - od momentu, gdy jako młody, nieznany nikomu gwiazdor śpiewał na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej utwór z repertuaru Alicji Majewskiej, opowiadający o tym, że „odkryjemy miłość nieznaną” – do chwili, gdy u w ostatni piątek u boku szefa partii rządzącej przekonywał o swoim wielkim dla niego poparciu i o tym, że mówi to w imieniu „więcej niż połowy środowiska aktorskiego”, ta droga nie jest, wbrew pozorom, ani wyboista, ani długa, choć – przyznać należy – w błotku po kostki. W marcu 2010 roku, wskutek olśnienia na jednej z prób do spektaklu Mikołaja Grabowskiego, Karolka postanowił, śladem Krystyny Jandy czy Michała Żebrowskiego, założyć prywatny teatr „Imka”. Tak został szefem.

A dziś postanowił nie czaić się w tańcu, wyjść przed szereg i oznajmić miastowym i wsiowym, że od tej pory on z Donaldem Tuskiem rządzą tym krajem, i jakby coś gdzieś ten teges w sferze kultury, to on – Karolak, jakby co, jak w dym, ta droga była prosta, choć śliska. Ale warto było. Dziś prywatny teatr Karolaka sponsoruje „Orlen”, a patronat medialny sprawuje nad nim „Gazeta Wyborcza”. (Krzysztof Feusette)

Kategoria: Kampania parlamentarna 2011 | Komentarze: 2

PO znowu sięga po Andrzeja Wajdę i jego przyjaciół

Wysłane przez: admin w dniu: 01/10/2011

Kampania wchodzi w decydującą fazę. Partia Donalda Tuska wyciąga asy z rękawów. Nowych nazwisk jednak nie widać, a ze starych większość się wykruszyła.

PO przedstawiła na swojej stronie serię krótkich filmików, na których plejada mniej lub bardziej znanych osobistości mówi o powodach poparcia PO.

Andrzej Wajda „chce aby zrobili następny krok”, Henryka Krzywonos, bo „w Polsce przez ostatnie cztery lata dużo się zmieniło”, Andrzej Mleczko „ma uczulenie na PiS”, Krzysztof Penderecki „po drugiej stronie nie widzi kompetencji”, Agnieszka Holland „wie, że za granicą kryzys dotknął rzesze ludzi, a u nas m.in. dzięki PO i jej rządom udało uniknąć się najgorszego” i tak dalej, i tak dalej - dla każdego coś miłego.

Użytkownicy portalu wiadomosci24.pl komentują. BASIA ocenia:

Kaczyński nie potrzebuje poparcia, jest dowartościowany. Bardzo śmieszne dla mnie jest obstawianie się różnymi ludzmi, bo dla niektórych nic oni nie znaczą.

CROSBY pisze:

To jest ich prywatny wybór. Zapewniam, że istnieje równie liczna grupa z nie mniej znaczącymi nazwiskami, która ma alergię na PO.

Polka komentuje:

To tylko o nich źle świadczy. Stają po stronie aferzystów, karierowiczów i ludzi, którzy rozkradają, osłabiają Polskę. Takiej biedy w Polsce, jaką zafundowało PO ja nie pamiętam a żyję już trochę na tym świecie.

Andrzej Mironowicz w przewrotny sposób cieszy się z tej formy promocji Platformy:

Nareszcie społeczeństwo dowiedziało się, kim jest kto.W naszej pięknej historii byli także zdrajcy interesu narodowego na rzecz własnego egoizmu.Teraz już wiemy kogo bojkotować.

(Rzeczpospolita)

Kategoria: Kampania parlamentarna 2011 | Komentarze: 2

Dużo i dobrze o Tusku i PO - tak telewizje pracują na rzecz partii rządzącej

Wysłane przez: admin w dniu: 30/09/2011

Fundacja imienia Stefana Batorego to instytucja sympatyzująca ze środowiskiem “Gazety Wyborczej” i dawnej “Unii Wolności”. Ale nawet z jej analizy wynika, że polskie media elektroniczne są stronnicze. A w niektórych mediach sytuacja jest bliska Rosji - na antenie nie ukazują się żadne materiały krytyczne o szefie rządu! Krytykowani są tylko… liderzy opozycji.

W TVP dominowało neutralne przedstawianie partii i ich liderów, prywatni nadawcy - TVN i Polsat częściej prezentowali pozytywnie Donalda Tuska a negatywnie liderów PiS i SLD

- wynika z monitoringu serwisów informacyjnych prowadzonego przez tę fundację.

Ocena ta dotyczy pierwszego tygodnia monitoringu prowadzonego przed zbliżającymi się wyborami. Fundacja im. Stefana Batorego prowadzi takie badania po raz czwarty, analizując główne wydania serwisów informacyjnych telewizji publicznej: “Teleexpressu”, “Panoramy”, “Wiadomości”, “Serwisu Info” (TVP Info) a także dwóch stacji komercyjnych: “Faktów” (TVN) i “Wydarzeń” (Polsat). (…)

Z monitoringu wynika też, że programy informacyjne TVN i Polsatu, czyli “Fakty” i “Wydarzenia” “istotnie różniły się od programów informacyjnych mediów publicznych w prezentowaniu materiałów związanych z kampanią wyborczą”:

Oceny polityków były w nich bardziej spolaryzowane, a materiały - kontrowersyjne, z wyraźnie zarysowaną tezą i stanowiskiem dziennikarza. TVN i Polsat znacznie częściej niż serwisy TVP prezentowały negatywnie Prawo i Sprawiedliwość, natomiast Platformę Obywatelską najczęściej pozytywnie.

Najwięcej, bo prawie połowę serwisu “Fakty” TVN poświęciły sprawozdaniom i komentarzom na temat kampanii. Skoncentrowały się przy tym na najważniejszych partiach: PO i PiS. Rzadziej była w nich mowa o innych ugrupowaniach, o PJN, a zwłaszcza o Ruchu Palikota.

Częściej - podkreśla fundacja - niż w serwisach TVP w serwisach TVN i Polsatu prezentowany był premier Tusk (48 proc. udziału w czasie wszystkich kandydatów). W “Wydarzeniach” zajmował nawet 57 proc. czasu wszystkich kandydatów. Częściej też prezentowany był prezes PiS - 31 proc. udziału w czasie wszystkich kandydatów.

Fundacja zaznacza, że media komercyjne częściej niż TVP pozytywnie ukazywały premiera, a informacje o negatywnym wydźwięku dla szefa rządu pojawiły się jedynie w “Wiadomościach” i “Panoramie”. (wPolityce.pl)

Kategoria: Kampania parlamentarna 2011, Media (po)mogą | Komentarze: 2

Kibice zablokowali przejazd “Tuskobusu

Wysłane przez: admin w dniu: 27/09/2011

Kibice Zagłębia Lubin i pracownicy KGHM zablokowali w poniedziałek przejazd przez ich miasto tzw. “Tuskobusu” - jednego z autokarów, którymi politycy Platformy Obywatelskiej jeżdżą po Polsce. Kibice blokowali przejazd na trzech przejściach dla pieszych w centrum Lubina, chodząc po pasach. Obrzucili też autokar jajkami.

“Polityczne prostytutki”, “Wypier… z Lubina”, “9 października pogonimy bolszewika”, “Precz z komuną”, “Byłeś w ZOMO, byłeś w ORMO, teraz jesteś za Platformą” - to tylko część okrzyków wznoszonych w Lubinie.

“Tuskobusem” jechali m.in. poseł Robert Kropiwnicki, poseł Norbert Wojnarowski, czy kandydat na senatora Jacek Głomb. Drogę torowali im policjanci.

Protestujący sugerowali, że “Tuskobus” ma niesprawne światła cofania. Domagali się, by skontrolowała go drogówka. - Trudno komentować łobuzerkę - mówi poseł Robert Kropiwnicki. - Mało przyjemną, zresztą. Ci ludzie nie chcieli rozmawiać tylko krzyczeć.

Kibice twierdzą, że politycy PO po prostu przed nimi uciekli. - Nie uciekliśmy. Proponowaliśmy, by się umówić na rozmowę na jakiś termin, ale nie chcieli - tłumaczy poseł Kropiwnicki. - To był atak sfrustrowanych kibiców, którzy nie szanują niczyjej pracy. Pytali gdzie są drogi, a przecież wystarczy, żeby się obejrzeli za siebie. Krzyczeli: wypier… z Lubin. I ja, i Norbert (Wojnarowski - przyp. red.) tu zostaniemy, a oni zapewne wyjadą wkrótce na Kleczkowską lub do Wołowa.

Wcześniej, na głogowskim Rynku stanął autobus PO, a jego pasażerowie (G. Schetyna, E. Drozd i J. Głomb) zapozowali do wspólnego zdjęcia. wtedy zajechał policyjny radiowóz. Okazało się, że wezwał go rzecznik urzędu miasta Krzysztof Sadowski (z PiS). Zgłosił, że autobus stoi w niedozwolonym miejscu i blokuje jeden pas jezdni. (Polska)

Kategoria: Kampania parlamentarna 2011 | Komentarze: 3