Tusk Watch

Obserwujemy jak Polska zmienia się w drugą Irlandię

| |
| Log in |

Archiwum: 'Donaldu, Donaldu...' Kategorie


W oparach puczu

Wysłane przez: admin w dniu: 24/04/2012

Podczas piątkowej konferencji prasowej premier Donald Tusk przekonywał, że jego rząd „jest w stanie zapewnić w Polsce bezpieczeństwo i porządek”. W obliczu, rzecz jasna, nadciągającego puczu Jarosława Kaczyńskiego.

Słowa te padły z ust człowieka, który w kwietniu 2010 r. nie potrafił zapewnić „bezpieczeństwa i porządku” podczas jednodniowej wizyty głowy państwa w Katyniu. Jak więc mamy mu zaufać? Czy tak niekompetentny premier może nas uchronić przed krwawą rzezią, jaką szykują nam kaczystowscy siepacze? Kto będzie kierował obroną siedziby rządu przy Alejach Ujazdowskich? Generał Marian Janicki, legendarny weteran BOR? Kto będzie zabezpieczał polskie wybrzeże? Kadłub gawrona? Czy armię będzie stać na paliwo do czołgów i wozów bojowych? A czy ranni dostaną na czas leki i czy zostaną one zrefundowane?

Wolałbym, żeby w tych ciężkich dla demokracji chwilach za bezpieczeństwo państwa odpowiadała Hanna Gronkiewicz-Waltz, pani prezydent Warszawy, która na froncie walki z pełzającym puczem ma niebagatelne doświadczenie i nie lada sukcesy. Czyż to nie ona oczyściła Krakowskie Przedmieście z tysięcy zniczy, w których pisowscy sabotażyści umieścili zdalne detonatory? Czy to nie ona zlikwidowała - w brawurowej akcji - cały arsenał najgroźniejszej broni, którą dysponują spiskowcy: ciętych tulipanów?

Sytuacja jest naprawdę poważna i wymaga charyzmatycznego przywództwa. Jeśli nie Gronkiewicz-Waltz, to może Lech Wałęsa? „Na łamanie prawa i zasad demokracji nie wolno dalej nikomu pozwalać!” - napisał noblista w specjalnym oświadczeniu. „Apeluję do prezydenta, premiera i innych osób i struktur demokratycznego państwa, o przygotowanie stosownych sił porządkowych i gotowość do konkretnej i zgodnej z prawem odpowiedzi na te działania, które dziś mogą prowadzić nawet do fizycznej konfrontacji. (…) Mam nadzieję, że nie będę musiał jeszcze raz organizować skutecznego, porządkującego działania”.

Skuteczne, porządkujące działania pan prezydent podejmował już dwie dekady temu - „Gazeta Wyborcza oskarżała wówczas Wałęsę o próbę podważenia fundamentów demokracji. Dzisiaj „GW” jest z nim w ideologicznym sojuszu. Sam Wałęsa mówi, wypisz, wymaluj językiem generała Jaruzelskiego, który niegdyś był dla niego śmiertelnym wrogiem. O grożącym nam puczu mówił też Tadeusz Mazowiecki, swego czasu z Wałęsą głęboko skłócony. Jak widać, powszechnie panująca opinia, jakoby Jarosław Kaczyński dzielił Polaków, jest fałszywa. Kaczyński Polaków jednoczy. (Marek Magierowski)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Donaldu, Donaldu..., Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 4

Tusk kłamie, czyli kto rozdzielił wizyty

Wysłane przez: admin w dniu: 20/04/2012

Premier Donald Tusk powiedział na dzisiejszej konferencji prasowej, że katastrofa smoleńska obrasta “kłamstwami” tych, którzy chcą wmówić Polakom, że była ona “wynikiem zamachu i spisku”. Wśród tych rzekomych kłamstw Tusk wymienił “tezę o rozdzieleniu wizyt” premiera i prezydenta w Katyniu w kwietniu 2010 r.

Odnosząc się do “tezy o rozdzieleniu wizyt” w Katyniu, Tusk powiedział: Prezydent Kaczyński nie przewidywał, nie miałem żadnego takiego sygnału, ani takiej informacji, że zamierza wspólnie ze mną lub z rządem obchodzić rocznicę katyńską. Jeśli zatem pozwolić sobie na tezę, której ja nie podzielam, że doszło do rozdzielenia wizyt to precyzyjnie nazwałbym tak. Po ustaleniu, że jest wizyta premiera polskiego rządu na zaproszenie premiera rosyjskiego rządu, by wspólnie uczcić ofiary katyńskie, pojawił się także konkretny projekt drugiej wizyty.

Przypominamy więc premierowi, jak doszło do rozdzielenia wizyt:

1.09.2009 r. – Na molo w Sopocie, choć oficjalny plan przewidywał spotkanie w hotelu, rozmawiali w cztery oczy (po niemiecku) premierzy Tusk i Putin. Szczegóły ustaleń nie zostały ujawnione, lecz rzecznik rządu Paweł Graś wyjawił, że po raz pierwszy rozmawiano o obchodach katyńskich.

27.01.2010 r. – Kancelaria Prezydenta rozesłała – m.in. do MSZ i ambasady Rosji – pisma informujące, że Lech Kaczyński planuje udać się do Katynia. Nie podano w nim daty wizyty.

Koniec stycznia 2010 r. – Tomasz Arabski, szef Kancelarii Premiera, który odgrywał kluczową rolę w całej operacji rozdzielenia wizyt, spotkał się z przedstawicielami władz rosyjskich. Nie są znane szczegóły jego spotkań z Rosjanami, lecz wiadomo, że Arabski prowadził z nimi nieoficjalne rozmowy. Wbrew procedurom były one prowadzone bez świadków i nie były protokołowane.

3.02.2010 r. – Putin w rozmowie telefonicznej zaprosił Tuska na spotkanie w Katyniu. Data 7 kwietnia została ustalona kilka dni później, jednak prezydent Kaczyński nie został o tym poinformowany. Widać więc, że ogłoszenie decyzji o spotkaniu Putin-Tusk nastąpiło PO, a nie PRZED zadeklarowaniem przez prezydenta Kaczyńskiego chęci wyjazdu do Katynia.

20.02.2010 r. – Rosjanie cały czas udawali, że nie wiedzą nic o zamiarach prezydenta Kaczyńskiego. Ambasador Rosji w Polsce Władimir Grinin publicznie skłamał, że nie otrzymał pisma Kancelarii Prezydenta z 27 stycznia. Dopiero gdy Kancelaria Prezydenta zadeklarowała, że dysponuje potwierdzeniem odbioru pisma przez ambasadę FR, Rosjanie przyznali się do otrzymania listu. „Byliśmy przyzwyczajeni do tego, że jesteśmy poddawani atakowi ze strony mediów czy polityków PO, ale włączenie się ambasady rosyjskiej w ten spór było już czymś całkowicie niesłychanym” – skomentował Jacek Sasin z Kancelarii Prezydenta.

23.02.2010 r. – Po raz pierwszy pada oficjalnie data 10 kwietnia. W pilnym piśmie do Kancelarii Prezydenta MSZ stwierdza, że obchody odbędą się tego właśnie dnia i zwraca się o niezwłoczne i ostateczne „potwierdzenie gotowości Prezydenta RP do uczestniczenia w tych uroczystościach i przewodniczenia delegacji polskiej”. Pismo MSZ to wyraźna próba wymuszenia na Lechu Kaczyńskim oficjalnej deklaracji wylotu 10 kwietnia.

2.03.2010 r. – Prezydent wciąż jednak wstrzymywał się z potwierdzeniem tej daty, czekając na deklarację premiera Tuska. Do akcji włączył się więc 2 marca ówczesny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Wysłał do Kancelarii Prezydenta pismo z prośbą o „umożliwienie posłom skorzystania z miejsc w samolocie”. Była to zapewne kolejna próba nakłonienia Lecha Kaczyńskiego do potwierdzenia daty 10 kwietnia. Tym razem udana, gdyż Kancelaria Prezydenta zwróciła się o rezerwację przelotów samolotem specjalnym Tu-154M do Smoleńska na 10 kwietnia.

3.03.2010 r. – Natychmiast po otrzymaniu tej informacji Donald Tusk ogłosił, że Putin zaproponował mu spotkanie 7 kwietnia. Od tego momentu stało się jasne, że obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej będą przebiegały dwuetapowo – najpierw z udziałem premiera, a trzy dni później prezydenta.

17.03.2010 r. – Tomasz Arabski jedzie do Moskwy, gdzie spotka się z Rosjanami, lecz nie w tamtejszym MSZ, ale w restauracji. Rozmówcą Arabskiego był Jurij Uszakow, prawa ręka Władimira Putina. Uszakow to absolwent słynnego Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych – MGIMO, kuźni kadr wywiadu zagranicznego KGB.

Poniżej dokument ukazujący kłamstwo Tuska i udowadniające, że MSZ wiedział o planach Lecha Kaczyńskiego. Podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Mariusz Handzlik informuje o planach głowy państwa Andrzeja Kremera z resortu spraw zagranicznych. Pismo pochodzi z 27 stycznia 2010 r. (niezalezna.pl)

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Smoleńsk | Komentarze: 6

Wicepremier Donald Tusk

Wysłane przez: admin w dniu: 03/04/2012

Po pięciu latach wspólnego administrowania Polską PO i PSL zawiązały koalicję. Tyle że to koalicja PSL–PO

W ostatnich tygodniach wiele razy pytano mnie: czy koalicja PO–PSL się rozpadnie? Odpowiadałem konsekwentnie: jak się może rozpaść coś, co nigdy nie zostało zawarte, ergo: coś, co nie istnieje? Oczywiście coś takiego – nieistniejącego – rozpaść się po prostu nie może.

A koalicja rządząca Polską nie została zawarta przez Donalda Tuska i Waldemara Pawlaka ani po wyborach w roku 2007 (kiedy to podpisali jedynie mętną „deklarację polityczną”), ani po wyborach w roku 2011 (gdy nie podpisali nawet takiej deklaracji).

Liderzy Platformy i Stronnictwa jedynie podzielili się wówczas stanowiskami w administracji państwowej i w spółkach Skarbu Państwa i wszędzie tam, gdzie się dało. I to wszystko. Nie było żadnego porozumienia programowego, dotyczącego na przykład tych reform, które PO i PSL chciałyby w kadencji 2007–2011, a potem w kadencji 2011–2015 wspólnie przeprowadzić.

A potem był dyktat Donalda Tuska, eufemistycznie nazywany exposé premiera. Otóż nowy-stary szef rządu, komunikując w listopadzie 2011 r. w Sejmie plan działań swego gabinetu, uzgodniony chyba tylko z najbliższymi współpracownikami, po prostu ogłosił, czego chce, aby w tej kadencji parlamentarzyści PO i PSL pokornie przegłosowali. I o ile posłowie oraz senatorowie Platformy nie mają (na razie) wielkiego wyboru i muszą temu dyktatowi ulec, o tyle parlamentarni politycy PSL mogą (co było i jest widać) uciec się do całkiem innego rozwiązania.

I oto, w rezultacie, proszę. Wreszcie, na naszych oczach – powoli, w politycznych bólach i męczarniach – zawiązała się koalicja rządząca naszą wspaniałą zieloną wyspą. Aż chciałoby się zakrzyknąć: Lepiej późno niż wcale! To naprawdę koniec z życiem Platformy z PSL na kartę rowerową oraz Donalda Tuska z Waldemarem Pawlakiem na kocią łapę.

Tyle tylko, że – po pierwsze – na razie jest to koalicja do załatwienia tylko jednej sprawy, czyli wydłużenia wieku emerytalnego. A po drugie, jak się okazuje, nie jest to koalicja PO–PSL, lecz PSL–PO. Z ustaleń dotyczących emerytur czarno na białym wynika, że Waldemar Pawlak (jak zwykle?) koncertowo ograł Donalda Tuska.

O ile bowiem pieniądze wypłacane na emerytury częściowe wyborców partii Tuska pomniejszą kapitał na ich emerytury właściwe (czyli zmniejszą wysokość ich emerytur), to wyborców partii Pawlaka rozwiązanie to nie dotknie nawet w najmniejszym stopniu: emerytury docelowe KRUS-owców wskutek wypłacania im wcześniej emerytur częściowych nie zmaleją nawet o złotówkę. I kto tu jest prawdziwym premierem, wicepremierze Tusk? (Piotr Gabryel)

Kategoria: Co tam Panie w koalicji, Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 4

Znowu dorsz za 8,50…

Wysłane przez: admin w dniu: 19/03/2012

Jeśli zapowiedź, iż przed złożeniem wniosku o postawienie Kaczyńskiego i Ziobry przed Trybunałem Staniu PO będzie jeszcze konsultować się z konstytucjonalistami oznaczać ma nie tylko odwleczenie sprawy, ale skazanie jej na śmierć gdzieś w szufladzie, to trzeba tę decyzję ocenić pozytywnie.

Bo decyzja o wycofaniu się z pomysłu, aby ponad pięć lat po zmianie władzy represjonować czołowych przedstawicieli opozycji, których w międzyczasie kolejne prokuratury i sądy oczyszczały z kolejnych podnoszonych przez obecnie rządzących zarzutów, jest niezależnie od przyczyn jej podjęcia decyzją dobrą. Tak jak dobre jest każde działanie bądź zaniechanie, łagodzące niszczącą kraj polsko-polską wojnę polityczną.

Stwierdziwszy to, zastanówmy się jednak nad przyczynami jej podjęcia.

Choć ostatnio rządzący dają nam kolejne przykłady braku komunikacji i chyba po prostu bałaganu, panującego w najwyższych kręgach obozu władzy (najnowszy przykład to stwierdzenie Jacka Rostowskiego, że nie zna pomysłu wprowadzenia odpisu podatkowego na Kościół) to mimo wszystko nie wierzę w to, aby inicjatywa Rafała Grupińskiego powstała naprawdę poza wiedzą Donalda Tuska. Skoro tak, to zasadne jest pytanie: dlaczego premier najpierw „wszedł w temat”, by po paru dnach z niego wyjść?

Można oczywiście powiedzieć, że cel i tak został osiągnięty. Bo w sytuacji spadających sondaży troszeczkę podsyciło się przygasający ogień „wojny ze strasznym PiS-em”, która przez kilka lat niosła Platformę, a nie trzeba było płacić kosztów autentycznego procesu przed Trybunałem Stanu. Chodzi przede wszystkim o możliwość powstania wrażenia, że Kaczyński i Ziobro są ofiarą prześladowań i nagonki. To by było z punktu widzenia PO ryzykowne, bo Polacy bywają przekorni.

Ale nie sądzę, aby była to główna przyczyna. Chociażby dlatego, że punkty zdobyte na podsyceniu atmosfery wojny łatwo mogą być utracone na skutek wrażenia niezdecydowania. Na skutek czego najbardziej antypisowscy wyborcy mogą łatwo poszukać sobie bardziej odpowiadających ich emocjom politycznych alternatyw.

Myślę, że istotną częścią odpowiedzi jest zachowanie Jarosława Gowina. Stanowczość, z jaką urzędujący minister zapowiedział, iż nie poprze wniosku swojego klubu, była bowiem zwiastunem poważnych kłopotów dla Tuska. Platforma i tak nie jest już tym monolitem, który pamiętamy sprzed niewielu lat. I tak w partii entuzjazmu mało, a sam premier nie jest już w niej postrzegany jako oczywisty motor zwycięstwa. W tej sytuacji lepiej nie zadrażniać wewnątrzpartyjnych stosunków.

Tak czy inaczej, zwolennicy rozliczenia IV RP mają kolejny powód do goryczy. Spodziewali się – wreszcie! – trybunałów, sądów doraźnych i ostatecznej demaskacji strasznych tajemnic kaczystowskich lochów, a zostali – jak zwykle – z kolejną edycją słynnego dorsza za 8,50… (Piotr Skwieciński)

Kategoria: Co tam Panie w koalicji, Donaldu, Donaldu..., Media (po)mogą, Polityka miłości stosowana | Komentarze: 5

Jeśli Trybunał Stanu, to raczej dla Donalda Tuska

Wysłane przez: admin w dniu: 15/03/2012

Socjolog, profesor Jadwiga Staniszkis komentuje dla portalu money.pl wniosek Platformy Obywatelskiej o Trybunał Stanu dla Kaczyńskiego i Ziobry. Według Staniszkis znalazłoby się dużo więcej powodów, aby to Donald Tusk stanął przed trybunałem.

Rząd słabnie i chce na wszelki wypadek wydusić konkurentów. To tym bardziej kuriozalne, że przyglądając się poczynaniom Donalda Tuska można znaleźć kilka spraw, które mają poważny kaliber i - moim zdaniem - zasługują na Trybunał Stanu.

Staniszkis wymienia pięć powodów dla których to Tusk powinien stanąć przed Trybunałem Stanu:

Po pierwsze, ciągle nie została wyjaśniona sprawa przecieku w aferze hazardowej. Uczestniczyło w niej bardzo wąskie grono, w którym był Donald Tusk.

Druga rzecz to arbitralne i pozaproceduralne podejmowanie zobowiązań w ciemno. Tak było w sprawie paktu Euro Plus, tak jest w sprawie unii fiskalnej.

Trzecia sprawa, to znaczne ograniczenie kapitałowego charakteru systemu emerytalnego. (…)

Czwarta rzecz, to coś, co obserwujemy teraz w Islandii. Tam mówi się o postawieniu premiera przed sądem za wadliwą strategię w czasie kryzysu. (…) Widać, że coś w tej walce z kryzysem nie jest tak. Rzeczywisty stan gospodarki jest ukrywany. (…)

Wreszcie ostatnia i być może najważniejsza sprawa kwalifikująca się przed Trybunał Stanu to kwestia odpowiedzialności premiera za wybór formuły prawnej śledztwa smoleńskiego, złe zakwalifikowanie lotu jako cywilnego i niewyciąganie jakichkolwiek personalnych odpowiedzialności po raporcie NIK, w którym są wskazane konkretne nazwiska.

Socjolog nie ukrywa swojego zażenowania tą sprawą:

Taka skala braku odpowiedzialności, bezkarności, działania wbrew interesowi państwa i naruszania godności państwa, to zaniedbania, które kwalifikują się do wyciągnięcia odpowiedzialności politycznej, a taką jest postawienie przed Trybunałem Stanu. Gdybym była na miejscu opozycji, to odpowiednie wnioski już dawno bym przedstawiła. (Rzeczpospolita)

Kategoria: Donaldu, Donaldu... | Brak komentarzy »

Koniec bajki

Wysłane przez: admin w dniu: 12/03/2012

Jeśli zapowiedzi europejskiej komisarz ds. klimatu Connie Hedegaard, że polskie weto zostanie zignorowane, nie są rzucaniem słów na wiatr, to mamy kolejny dowód, że zjednoczona Europa niewiele ma wspólnego z uwodząco piękną bajką, opowiedzianą swego czasu przez Bronisława Geremka, w której polskie elity zakochały się do zupełnej zatraty zdrowego rozsądku.

Nie miejsce tu, by po raz kolejny udowadniać, iż rzekome decydujące znaczenie ograniczania emisji CO2 dla przyszłości Ziemi to gigantyczny humbug, ani że, gdyby nawet, dramatyczne jej obniżenie przez Europę zaowocuje tylko zwiększeniem w innych częściach świata. Nawet ideologiczni maniacy przyznają półgębkiem, że przyczyną, dla której Unia Europejska postanowiła prześcignąć cały świat w gorliwości „walki o klimat”, są interesy nie tyle „planety”, ile konkretnych europejskich rządów i korporacji.

Mówiąc najkrócej, „polityka klimatyczna”, podniesiona do rangi nowej religii, jest tylko dogodnym pretekstem do gospodarczego strawienia europejskich peryferiów przez europejskie centrum. Planeta może niekoniecznie na tym cokolwiek zyska, ale ci, którzy dysponują nowoczesnymi technologiami, skolonizują zawczasu potencjalnych konkurentów, a starzejące się i zadłużone ponad stan unijne społeczeństwa przerzucą część kosztów swej dekadencji na nowo przyjętych naiwnych.

Po pakiecie „fiskalnym” będzie zapowiadany pakiet „klimatyczny” drugim rażącym złamaniem wartości, na których teoretycznie opierać się miała Wspólnota. Z bajki o europejskiej solidarności wyszła cyniczna dominacja i ten sam „koncert mocarstw”, który zagrano na wiedeńskich salonach 200 lat temu, po upadku Napoleona. Niestety, elity III RP zupełnie takiej sytuacji nie przewidziały i nie mają cienia pomysłu, jak się w niej zachować. (Rafał A. Ziemkiewicz)

Kategoria: Co tam Panie w koalicji, Donaldu, Donaldu..., Media (po)mogą | Komentarze: 3

Skąd to zdziwienie?

Wysłane przez: admin w dniu: 05/03/2012

„Jaka szkoda, że o tych sprawach mówimy dopiero w obliczu takiej tragedii” – podsumowała refleksyjnie prezenterka jednej z całodobowych telewizji informacyjnych rozmowę z ekspertami opisującymi organizacyjne nonsensy na polskiej kolei, zaniedbania i zaniechania, zmarnowanie przeznaczonych na poprawę bezpieczeństwa środków unijnych i inne patologie. A ja przed telewizorem zakląłem tak samo, jak – pamiętam – klął przed laty mój tata przy komunistycznym „Dzienniku Telewizyjnym”. Właśnie, pani redaktor, dlaczegóż to nie mówiliście o tym wcześniej?

W ubiegłym roku mieliśmy cztery poważne wypadki w ruchu pasażerskim, z których każdy mógł skończyć się większymi ofiarami. Wypadków w ruchu towarowym nikt nie liczył i nie odnotowywał. Eksperci za każdym razem alarmowali o fatalnych skutkach podzielenia PKP na zbyt wielką liczbę spółek, decyzyjnych absurdach, ryzykownych oszczędnościach i marnowaniu środków unijnych. Opozycyjni dziennikarze pisali o tym wielokrotnie. Z jakiegoś powodu media elektroniczne nigdy nie szły tropem tych publikacji, a po wypadkach skwapliwie wracały do całodobowego zachwycania się władzą i bicia piany o zagrożeniu „powrotem IV RP”.

A teraz co usłyszymy? Że wypadki, niestety, wszędzie się czasem zdarzają i że państwo zdało egzamin, bo sprawnie zorganizowało pomoc dla rodzin i wypłaciło zasiłki pogrzebowe? Pochwały dla akcji ratowniczej i dla przygotowanej naprędce przez rządowych piarowców (jak należy się spodziewać) kolejnej specustawy? Ruganie prawicowych polityków i komentatorów za „granie tragedią”? Co jeszcze musi się w III RP zawalić, wybuchnąć albo spłonąć, żeby wyrwało to władzę z butnego samozadowolenia, a jej medialnych giermków skłoniło do zajęcia się dziennikarstwem zamiast propagandy? (Rafał A. Ziemkiewcz)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Donaldu, Donaldu..., Media (po)mogą | Komentarze: 4

Platforma traci poparcie

Wysłane przez: admin w dniu: 03/03/2012

Platforma Obywatelska traci zaufanie wyborców. Dystans między partią rządzącą a PiS wciąż jest niewielki. Z najnowszego sondażu wynika, że PiS od rządzącej partii dzieli tylko 5 punktów procentowych - podaje “Super Express”.

Gdyby wybory odbyły się w najbliższą niedzielę, na PO oddałoby głos 30 proc. wyborców. Na drugim miejscu znalazłaby się partia Jarosława Kaczyńskiego z 25-procentowym poparciem. SLD i Ruch Palikota w sondażu zajmują 3. miejsce z 12 proc. poparciem. Na dalszych miejscach PSL i Solidarna Polska z 9-procentowym wynikiem. 7 proc. nie wiedziałoby, na kogo oddać swój głos.

Jak wynika z ostatnich sondaży, tendencja spadkowa Platformy nadal się utrzymuje.

Z prognozy opublikowanej na stronie Marcina Paladego wynika, że poparcie dla Platformy Obywatelskiej w lutym spadło aż o 4 proc. Są to najgorsze wyniki partii rządzącej od dziewięciu miesięcy - podawała w piątkowym wydaniu “Gazeta Polska Codziennie”.

PO może liczyć na 31 proc. głosów, a PiS na 28 proc. Różnica między dwiema największymi partiami politycznymi w Polsce zbliżyła się do granicy błędu statystycznego – wynika z prognoz Paladego.

Zdaniem Marcina Paladego tendencja spadku poparcia dla PO może się utrzymać, zwłaszcza że część wiodących mediów coraz krytyczniej ocenia poczynania rządu Donalda Tuska. – Na jednoznaczną ocenę, że mamy do czynienia z trwałą tendencją, należy jednak poczekać około dwóch miesięcy – zastrzega ekspert.

Sondaże nie pozostawiają wątpliwości. Jedyną liczącą się siłą na prawicy było i jest Prawo i Sprawiedliwość. Poparcie dla największej partii opozycyjnej jest stabilne, wynosi 28 proc - pisała “GPC”.

- Wyniki sondaży bardzo nas cieszą. Mam nadzieję, że spadające poparcie dla Platformy Obywatelskiej będzie już stałą tendencją. To, co się dzieje aktualnie w kraju, zapowiadane drastyczne reformy i pasmo protestów społecznych, obciąża tę partię, a przede wszystkim premiera Donalda Tuska. To początek końca Platformy Obywatelskiej. Tej partii nie pomaga nawet tzw. przegląd ministerstw, bowiem nie ma problemu ministrów. Problemem jest Donald Tusk. To on podejmował decyzje i to on za nie odpowiada - sondaż dla “Super Expressu” skomentował Mariusz Kamiński (PiS). (niezalezna.pl)

Kategoria: Donaldu, Donaldu... | Brak komentarzy »

Zdrojewski szykował dokument, który bije w internautów. Bardziej niż ACTA

Wysłane przez: admin w dniu: 02/03/2012

Minister kultury Bogdan Zdrojewski pilotował porozumienie, które zakładało jeszcze większą inwigilację internautów niż ACTA. Jak informuje tvn24.pl porozumienie miało pozwolić dostawcom internetu na gromadzenie danych o internautach i przekazywanie ich bez żadnych przeszkód innym organizacjom.

O dokumencie przez przypadek dowiedział się Generalny Inspektor Danych Osobowych, Wojciech Wiewiórski. - Dokument, którego projekt przygotowano pod auspicjami Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego godzi w prawa i wolności człowieka – powiedział Wiewiórowski portalowi tvn24.pl.

Prace nad dokumentem pod koniec zeszłego roku wstrzymano po jego interwencji. Projekt nosił nazwę: Porozumienia o współpracy i wzajemnej pomocy w sprawie ochrony praw własności intelektualnej w środowisku cyfrowym. W myśl porozumienia dostawcy internetu mieli przekazywać twórcom dane internautów, którzy mogli naruszyć prawa autorskie. Bez udziału sądu. (dziennik.pl)

Kategoria: Co tam Panie w koalicji, Donaldu, Donaldu..., Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 2

Prawa część PO boi się bliższej współpracy Tuska z Palikotem

Wysłane przez: admin w dniu: 01/03/2012

Środowiska konserwatywne w Platformie nie chcą, by partia skręcała w lewo. Prawa część PO boi się, że Donald Tusk zacznie zbyt blisko współpracować z Palikotem

Dużo komentarzy wywołały wśród polityków PO dwa zdania z wywiadu, jakiego udzielił “Rz” minister sprawiedliwości Jarosław Gowin. – Innego koalicjanta niż PSL w tym parlamencie nie widzę. Gdyby ta koalicja się rozpadła, pewnie czekałyby nas przedterminowe wybory – powiedział.

Na pierwszy rzut oka wygląda to jedynie na kurtuazję wobec koalicjanta. Gowin powiedział to jednak w momencie sporu o wysokość wieku emerytalnego, który może być niebezpiecznym wstrząsem dla koalicji. Stąd słowa Gowina zostały odczytane jako jego deklaracja polityczna. Przez jednych w PO przyjęta bardzo pozytywnie, przez innych jako niedopuszczalny przejaw niesubordynacji ministra.

– Jest coś dziwnego, gdy szeregowy minister dyktuje premierowi i całej partii, z kim ma zawierać koalicje – brzmiał komentarz osoby z przeciwnej niż Gowin strony PO. Na posłach Platformy wrażenie zrobiło to, że żaden z innych ministrów nie pozwala sobie na podobne deklaracje. Stąd podejrzenia, że Jarosław Gowin jest w tej kwestii “ustami” grupy Grzegorza Schetyny (z którym do tej pory blisko współpracował).

Tam rzeczywiście słowa Gowina zostały przyjęte przychylnie. – Obawiamy się, że premier swoją nieustępliwością [w sprawie wieku emerytalnego – red.] prowokuje PSL do jakichś działań, które można byłoby uznać za pretekst do zerwania koalicji. A dla nas koalicja z Ruchem Palikota albo SLD jest Rubikonem, którego nie można przekroczyć – komentuje jeden ze współpracowników byłego marszałka Sejmu. Nasz informator uważa, że jest to możliwe nawet bez formalnej koalicji. Oficjalnie obowiązywałaby obecna z PSL, ale wspólne głosowanie w sprawie wieku emerytalnego byłoby przekroczeniem psychologicznej granicy, która dziś uniemożliwia zbyt bliską współpracę z partią Janusza Palikota. – A my chcemy, aby PO i PSL zbliżały swoje stanowiska, bo to pozwala zachować centroprawicowy charakter partii – dodaje nasz rozmówca.

Pogłoski, że porozumienie Tusk – Palikot albo Tusk – Leszek Miller jest możliwe, rozsiewają też niektórzy politycy obu partii lewicowych. Ich cel może być bardzo prozaiczny: np. wzmocnienie własnej pozycji. Może mieć też związek z działaniami Ryszarda Kalisza i Aleksandra Kwaśniewskiego, którzy otwarcie już mówią, że chcą zbudować nową partię centrolewicową. W PO zaś nie brakuje polityków, którzy jeszcze niedawno współpracowali z Kwaśniewskim. Dla nich skręt PO w lewo byłby zjawiskiem pożądanym. To jednak oznacza konflikt z platformerskimi konserwatystami.

Poziom nieufności między poszczególnymi środowiskami w PO nie maleje mimo doraźnych porozumień. Groteskowym, ale charakterystycznym dowodem na to jest to, jak chętnie politycy PO wskazują różne publikacje w mediach jako rzekomo inspirowane przez ich partyjnych konkurentów. Zła passa rządu w mediach, zwłaszcza w tabloidach, ma być inspirowana przez grupę Grzegorza Schetyny, która – według niektórych – nadal chce przejąć władzę w PO.  (Rafał Guz)

Kategoria: Analiza, Donaldu, Donaldu..., Pitery, niesioły i inne palikoty | 1 Komentarz