Tusk Watch

Obserwujemy jak Polska zmienia się w drugą Irlandię

| |
| Log in |

Archiwum: 'Co tam Panie w koalicji' Kategorie


Ryba pruje się od głowy

Wysłane przez: admin w dniu: 27/01/2012

Trudno nie zauważyć, że oglądany od kilku dni spektakl ma w sobie logikę, która oglądana była w różnych zakątkach świata, w różnym natężeniu już nie jeden raz. Schemat można w skrócie przedstawić następująco. Oto okazuje się, że władza, która w niewzruszonym niczym stylu rządzi od lat, traci kontakt z rzeczywistością i zdolność obiektywnej oceny nastrojów społecznych. W związku z tym fasuje obywatelom jakiś mega prezent, który adresatom niezbyt albo i wcale się nie podoba, czemu daje, początkowo dość nieśmiało wyraz. W efekcie władza jasno i stanowczo daje do rozumienia, gdzie ma opinię społeczeństwa i posuwa się do gróźb („nie poddamy się szantażowi!”).

Skutkiem takiego zachowania jest najpierw zdecydowany wzrost napięcia z nieśmiałymi próbami reakcji, owocujący szczególnie widocznymi przejawami arogancji ludzi władzy („Dziękuję panom [i paniom] hakerom za test strony MSZ”.) a następnie wybuch. Tego, co dzieje się i pewnie jeszcze dziać się będzie na ulicach naszych miast, w kontekście Kielc a jeszcze bardziej Poznania, nazwać inaczej nie można.

Z tego wybuchu zaś bierze się panika. Jeśli wierzyć przekazom medialnym, za posiedzeniu rządu wszyscy byli „krytycznie nastawienie do ACTA” a jakiś rządowy ekspert oświadczył, ze wali to i idzie sobie. Tak usłyszałem w „zaprzyjaźnionej stacji” i od razu do głowy przyszła mi myśl „To kto, do cehauja, wcisnął nam ten podpisany „szit”?!!!!. Za co ta banda palantów bierze kasę?!!!” Tu przy okazji ujawnił się kawałeczek drobny tego mechanizmu, którego drugi koniec był w tych butelkach rzucanych w siedzibę „lepszej drużyny”. Ale wróćmy do paniki. W ekipach, które nagle ze stanu „jesteśmy najlepsi, wszyscy nas kochają, wolno nam wszystko” zjeżdżają do pozycji embrionalnej w okolicy parapetu, gdy wokół lecą szyby, pierwszym, i uważanym za załatwiający sprawę jest rzucenie wkurzonym jakiegoś ochłapu. Wytypowanego naprędce politycznego truchła.

Jak usłyszałem i wyczytałem, do tej roli sposobiony jest ponoć pan Minister Zdrojewski. (…)

Problem w tym, że jak dotąd nazwisko to wcale albo z rzadka tylko pojawiało się w kontekście ACTA. Było schowane za twardą miną Admina1 czy za bredzeniem pana Boniego. Zatem może się stać tak, jak stało się, gdy Ludwik XVI rzucił tłumowi Bruno Neckera. Nie chodzi mi o to, że Anonimowi zaraz poleca zdobywać jakąś Bastylię. Raczej o to, że odczytają rzecz całą jako dowód na to, co o nich myśli pan Donald Tusk.

Przy okazji pozwolę sobie zauważyć, że ten krzywy „dialog władzy ze społeczeństwem” odbywa się głownie na linii Platforma – jej najbardziej żelazny elektorat. I jeśli w wyniku tego „dialogu” ktokolwiek ucierpi, to raczej nie cała klasa polityczna. Tylko ta ryba, która pruje się właśnie w sposób spektakularny. I to pruje się od samej głowy. (rosemann)

Kategoria: Co tam Panie w koalicji, Donaldu, Donaldu..., Media (po)mogą | Brak komentarzy »

KPRM przyznaje: Usunęliśmy z sieci 5 tysięcy wpisów ws. ACTA

Wysłane przez: admin w dniu: 25/01/2012

Z profilu kancelarii premiera na Facebooku usunięto wczoraj około 5 tysięcy wpisów osób, sprzeciwiających się podpisaniu przez Polskę umowy ACTA - potwierdza Centrum Informacyjne Rządu. O sprawie poinformował nas jeden z internautów. Autorom krytycznych wpisów zablokowano też możliwość komentowania jakichkolwiek treści na facebookowej stronie KPRM. Internauci pytają więc, czy to jeszcze wolność słowa, czy już cenzura.

Po sygnale od naszego słuchacza zapytaliśmy Centrum Informacyjne Rządu, czy prawdą jest, że z profilu kancelarii premiera na Facebooku usunięto wpisy krytyczne wobec ACTA, a jeśli tak - to kto i dlaczego o tym zdecydował. CIR potwierdziło usunięcie wpisów.

W piśmie wyjaśniającym urzędnicy tłumaczyli: Gdy założyliśmy nasze profile w serwisach społecznościowych, podjęliśmy decyzję, by było to miejsce wymiany poglądów i informacji. Dotychczas rzeczywiście tak było. Niestety, od kilku dni, niektóre osoby wypowiadające się w komentarzach nie stosują się do standardowo przyjętej netykiety, m.in. piszą wulgaryzmy i spamują. Dlatego zdecydowaliśmy, że posty łamiące zasady netykiety będą usuwane.

Zdumienie może jednak budzić wymieniana przez internautę, który poinformował nas o sprawie, liczba wpisów: około pięciu tysięcy. Czy to możliwe, że do netykiety nie stosowali się wszyscy ich autorzy? Czy każda z pięciu tysięcy osób, sprzeciwiając się podpisaniu ACTA, używała wulgaryzmów? Czy usunięcie całego wątku, który zawierał te głosy, nie zasługuje na miano cenzury? (rmf24.pl)

Kategoria: Co tam Panie w koalicji, Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 6

Rząd się boi, szkoły znikają

Wysłane przez: admin w dniu: 14/01/2012

Samorządy doszły do ściany. To głównie efekt tego, że rząd wciąż nakłada na nie nowe obowiązki bez zapewnienia finansowania.

Przykłady można mnożyć – zatrudnianie i wynagradzanie nauczycieli na podstawie Karty Nauczyciela, utrzymanie szkół, opieka przedszkolna. Jednocześnie resort finansów chce ograniczać samorządowe zadłużenie. Nic dziwnego, że włodarze miast i gmin starają się racjonalizować wydatki. Efektem jest m.in. likwidacja szkół – w ciągu ostatnich kilku lat zamknięto ich ponad 3 tys. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, zwłaszcza gdy do rosnących kosztów gmin dołoży się demograficzną zapaść, która powoduje, że jest coraz mniej uczniów.

Likwidacja szkół wywołuje jednak niezadowolenie rodziców – któż nie chciałby mieć zapewnionej edukacji dzieci blisko domu. Rodzice powinni jednak, po pierwsze, zrozumieć sytuację samorządów, które często są w dramatycznej kondycji finansowej i nie mają wyjścia. A po drugie, jeśli szukają winnego, komu chcieliby zgłaszać pretensje, to raczej niech skierują je do rządu niż do lokalnych władz.

Rząd bowiem może pomóc gminom w racjonalizacji ich wydatków na oświatę, rozluźniając choćby ustawowy gorset zatrudniania pedagogów. Gdyby nauczyciele mogli np. pracować nieco dłużej, zmalałyby koszty utrzymania placówek. A dzięki temu gminy może nie decydowałyby się tak często na likwidację szkół.

Przez ostatnie cztery lata rząd Platformy Obywatelskiej pracował nad tzw. Kartą II, ale do zakończenia prac nie doszło, bo władza wycofywała się ze swoich propozycji, bojąc się silnych związków zawodowych. PO obiecała także w czasie ostatniej kampanii (jest nawet odpowiedni zapis w programie wyborczym), że budżet państwa przejmie na siebie część finansowania przedszkoli. Niestety. Z jednej i drugiej zapowiedzi teraz się wycofuje – w tym tygodniu nowa minister edukacji Krystyna Szumilas mówiła, że druga kadencja Tuska będzie okresem kontynuacji, a nie reform.

Szkoda, bo polski system edukacji bardzo potrzebuje reformy, i to radykalnej. Niestety, brakuje odważnych polityków, którzy głośno to powiedzą.

Władza jak zwykle chowa głowę w piasek – a to nie poprawi losu rodziców, dzieci, gmin czy jakości kształcenia. (Bartosz Marczuk)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Co tam Panie w koalicji | 1 Komentarz

Zdrajca? Nie, amator

Wysłane przez: admin w dniu: 21/12/2011

Do indolencji obecnego rządu na arenie unijnej powinniśmy już przywyknąć.

Pemier Donald Tusk jest Ryszardem Czarneckim unijnej polityki. Eurodeputowany PiS lubi opowiadać o swoich wpływach w partii. Szef rządu opowiada o swoich wpływach w Europie. Czarnecki szczyci się, iż ma dostęp do ucha prezesa. Tusk szczyci się swoją przyjaźnią z panią kanclerz. Czarnecki poucza tych, którzy rozbijają PiS i polską prawicę. Tusk karci wzrokiem tych, którzy rozbijają jedność Europy. Czarnecki zawsze wie, skąd wieją wiatry, i w odpowiednim momencie potrafi przytulić się do najsilniejszej frakcji w partii. Tusk także posiada tę umiejętność – a jako że w Unii najsilniejszą frakcją jest zawsze Angela Merkel, zatem Tusk przytula się do niej.

Widok europosła PiS, który niezgrabnie odgrywa rolę szarej eminencji swojego ugrupowania, może wzbudzić najwyżej litość. Ale widok premiera RP, który z kolejnego szczytu UE wraca na tarczy, mimo iż wcześniej obiecywał wszystkim złoto i frykasy, wywołuje jednocześnie smutek i irytację.

W ostatnich tygodniach zarówno sam Tusk, jak i jego minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski częstokroć podkreślali, iż nasz kraj stanął właśnie przed jedyną i niepowtarzalną szansą. Po latach niewoli, upokorzeń i gospodarczej zapaści w czasach komunizmu, po trudnym okresie transformacji, po żmudnym procesie dochodzenia do względnego dobrobytu wreszcie możemy stać się jednym z najważniejszych krajów Starego Kontynentu i kreować jego przyszłość.

Urządzono nawet w tym celu spektakl pod tytułem “Europa mówi Sikorskim”. Szef polskiej dyplomacji wygłosił brawurowe przemówienie w Berlinie, udzielił wywiadu CNN, zyskał aplauz w anglosaskiej prasie, a Tusk miał na tej fali tylko dopłynąć do Brukseli i ją oczarować.

Niestety, jak mawiał nieodżałowany Wiktor Stiepanowicz Czernomyrdin: “Chcieliśmy dobrze, a wyszło jak zwykle”. Najpierw obwieściliśmy, że podpiszemy traktat ustanawiający unię fiskalną (zanim jeszcze ktokolwiek wymyślił doń choćby preambułę), a potem obudziliśmy się z ręką w niebieskim nocniku w złote gwiazdki. Projekt umowy nie pozostawia złudzeń: Polska nadal czeka w przedpokoju i nawet usilne starania premiera, by na zdjęciach ze szczytów występować zawsze w towarzystwie Angeli, na niewiele się zdadzą. (Marek Magierowski)

Kategoria: Co tam Panie w koalicji, Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 3

Raport NIK ws. katastrofy smoleńskiej uderzy w MON?

Wysłane przez: admin w dniu: 22/07/2011

Późną jesienią poznamy raport NIK dotyczący katastrofy smoleńskiej. Praca nad nim jest bliska zakończenia. Przeciw wnioskom kontrolerów protestuje już szef MON Bogdan Klich - informuje “Rzeczpospolita”.

Najwyższa Izba Kontroli bada czy przestrzegano procedur i zasad bezpieczeństwa w siedmiu instytucjach w kraju. Sprawdza Ministerstwo Obrony Narodowej, Sztab Generalny, Dowództwo Sił Powietrznych oraz 36. Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego. Kontrolerzy byli też w kancelariach: prezydenta i premiera oraz Biurze Ochrony Rządu.

Według informacji gazety, NIK dopatrzyła się wielu nieprawidłowości, na co mogą wskazywać emocjonalne reakcje przedstawicieli sprawdzanych instytucji. Niedawno podczas jednej z narad, na których spotkali się z inspektorami, zjawił się szef MON. - Ostro sprzeciwił się niektórym wnioskom NIK - mówi osoba znająca kulisy sprawy.

- W kontrolowanych przez nas instytucjach rzeczywiście odbywają się burzliwe narady pokontrolne, w czasie których obie strony prezentują swoje argumenty - potwierdza rzecznik NIK Paweł Biedziak. Jak jednak przekonuje, “takie narady z ostrą wymianą zdań to w takich sytuacjach niemal codzienność”.

Rzecznik MON Janusz Sejmej wyjaśnia, że minister chciał uzupełnić wiedzę kontrolerów, której jego zdaniem nie posiadali. (wp.pl)

Kategoria: Co tam Panie w koalicji | 1 Komentarz

Pawlak: “Platforma czasem niepotrzebnie brutalnie atakuje Jarosława Kaczyńskiego”

Wysłane przez: admin w dniu: 15/04/2011

- Mam wrażenie, że PO niepotrzebnie ulega pokusie obijania się z PiS-em. Jeżeli z kłótni czyni się główne narzędzie walki, to może jest to skuteczne, ale destrukcyjne i budzi niebezpieczne demony. PO czasami niepotrzebnie brutalnie atakuje Kaczyńskiego, choćby wtedy, gdy pojawiają się opinie dotyczące personalnych właściwości prezesa - powiedział w Poranku Radia TOK FM Waldemar Pawlak.

Wicepremier podkreślił, że politycy Platformy bez potrzeby odpowiadają na niektóre mocne słowa, jakie padają z ust polityków Prawa i Sprawiedliwości. Zdaniem lidera ludowców oba największe ugrupowania na polskiej scenie politycznej przekształciły się w “partie wielkich kłótni”, które ciągle ze sobą toczą spór, choć tak naprawdę same już nie pamiętają od czego się on zaczął.

Warto mocno powiedzieć, że tam polecieli ludzie z różnych środowisk, aby upamiętnić zbrodnię katyńską. Nie można wartościować krwi i bez potrzeby wchodzić w zderzenie z PiS zamiast mówić, że Katyń nas połączył i Smoleńsk nie może nas podzielić

- przekonywał na antenie radia TOK FM Waldemar Pawlak.

Szef Polskiego Stronnictwa Ludowego dodał, że ze sporu wokół katastrofy Smoleńskiem politycy PiS oraz PO uczyniono centrum dyskusji, a nikt już nie pamięta o ofiarach. Pawlak dodał również, że “już za chwile” wszyscy będą się dopominać, by śledztwo w sprawie katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku uległo przyspieszeniu.

Tu nie może być żadnego papieru schowanego w sejfie - ostrzegał minister gospodarki. (wPolityce.pl)

Kategoria: Co tam Panie w koalicji | Komentarze: 8

Separatystyczny Ruch Autonomii Śląska krok po kroku, dzięki PO, zbliża się do celu

Wysłane przez: admin w dniu: 03/04/2011

Było jasne, że chcąc zrealizować swoje separatystyczne plany Ruch Autonomii Śląska nie może poprzestać na konsumowaniu, sprawowanej z Platformą, władzy w regionie. Cele RAŚ, którego liderzy wyszydzają polskość i Polskę, zmierzają bowiem do rozbicia unitarnego charakteru państwa polskiego, do zmiany konstytucji, a nawet czegoś w rodzaju separacji od Rzeczpospolitej. Aby ten plan zrealizować, trzeba być w Sejmie. I RAŚ jest coraz bliżej tego celu. “Dziennik Zachodni” informuje:

Platforma Obywatelska ma plan, jak wygrać tegoroczne wybory parlamentarne na Śląsku. Kluczem ma być namówienie do startu z list PO kandydatów Ruchu Autonomii Śląska. - Nasza współpraca w sejmiku układa się znakomicie, liczę, że przed wyborami do Sejmu też jesteśmy w stanie się dogadać - mówi architekt tej strategii, marszałek województwa, Adam Matusiewicz.

Gazeta zaznacza, że na razie pomysł transferu autonomistów na listy Platformy przemknął wyłącznie przez prywatne, nieoficjalne rozmowy wewnątrz partii i w obrębie sejmikowej koalicji. Jak udało się jednak dowiedzieć dziennikarzom, wstępna propozycja nowego przedwyborczego przymierza trafiła już do RAŚ.

Mowa jest w niej o miejscach w pierwszej piątce kandydatów, Lchoć raczej poza pierwszą trójką. Lider RAŚ, Jerzy Gorzelik nie wyklucza przyjęcia propozycji PO, choć jest na razie lekko sceptyczny.

Adam Matusiewicz, marszałek województwa (PO), mówi “DZ”:

Sądzę, że ten model naszej współpracy z RAŚ jest możliwy, choć oczywiście potrzebna będzie też dobra wola drugiej strony. To oczywiste, że politycy Ruchu nie mają szans przebić się do Warszawy startując ze swojej listy. Byłoby to możliwe z list PO, a nam ich wsparcie też mogłoby pomóc. Do czerwca chcemy rozstrzygnąć tę kwestię.

Podsumujmy - marszałek województwa z PO martwi się by separatyści z RAŚ mogli “przebić się do Warszawy”.

A więc dla władzy wszystko? (wPolityce.pl)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Co tam Panie w koalicji | 1 Komentarz

Minister “Zapaść”

Wysłane przez: admin w dniu: 03/02/2011

Po 2012 roku polskie Siły Powietrzne czeka zapaść. Taka jest konkluzja utajnionego przez Ministerstwo Obrony Narodowej raportu, sporządzonego w maju ubiegłego roku na najwyższym szczeblu dowództwa Sił Powietrznych. Adresatami dokumentu są minister obrony Bogdan Klich i szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Mieczysław Cieniuch.

“Ograniczenia budżetowe wpływają bezpośrednio na poziom eksploatacji statków powietrznych, stan techniki lotniczej i bezpieczeństwo wykonywanych zadań. Stan ten w naszych Siłach Powietrznych, m.in. z powodu długotrwałego niedofinansowania, jest zatrważający” - piszą autorzy dokumentu. W przyszłym roku służbę zakończy większość będących w wyposażeniu polskich Sił Zbrojnych samolotów Su-22, TS-11 i Jak-40. Oto “tania armia” Klicha.

Minister Bogdan Klich roztaczał wczoraj przed posłami świetlaną wizję rozkwitu wszystkich rodzajów Sił Zbrojnych pod jego kierownictwem. Tymczasem na dnie szuflady w resortowym biurku ukrył dokument, po lekturze którego natychmiast powinien podać się do dymisji. (…)

Dzień przed katastrofą smoleńską, 9 kwietnia ub.r., płk Mirosław Grochowski, szef Departamentu Ministerstwa Obrony Narodowej ds. Bezpieczeństwa Lotów, sporządził raport na temat wniosków i zaleceń z 52. Konferencji Bezpieczeństwa Lotów. Jego adresatem był ówczesny szef Sztabu Generalnego WP gen. Franciszek Gągor, który jednak tego dokumentu nie zdążył przeczytać. Dzień później zginął w katastrofie rządowego tupolewa na lotnisku Smoleńsk Siewiernyj. Tak samo dowódca Sił Powietrznych gen. Andrzej Błasik. (…)

Drastyczny ubytek pilotów odnotował 36. Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego. Doświadczeni piloci przechodzą do firm cywilnych, oferujących dużo lepsze warunki finansowe oraz pracę na nowocześniejszych i sprawnych maszynach. Tylko od 2008 roku do początku roku 2009 z elitarnego 36. SPLT odeszło aż 12 doświadczonych pilotów, w tym dowódca pułku płk Tomasz Pietrzak oraz dowódca eskadry płk Janusz Macieszczuk, którzy byli jedynymi dowódcami załóg, dodatkowo płk Pietrzak był jedynym instruktorem na samolotach Tu-154M. W związku z powyższym, będąc już na etapie wypowiedzenia, płk Pietrzak prowadził szkolenie nowych załóg w trybie alarmowym i przy jednym dostępnym samolocie. Ministerstwo Obrony Narodowej, mimo wielokrotnych starań “Naszego Dziennika”, nie ustosunkowało się do pytania, kto i dlaczego utajnił raport. Ani jakie kroki zamierza przedsięwziąć MON, by zapobiec zapaści w Siłach Powietrznych. (Nasz Dziennik)

Kategoria: Co tam Panie w koalicji, Donaldu, Donaldu... | Brak komentarzy »

Wiemy, dlaczego rząd Tuska nie buduje dróg

Wysłane przez: admin w dniu: 01/12/2010

Nie pojedziemy szybkimi trasami, które na Euro 2012 miały połączyć największe polskie miasta. Podróż z Gdańska do Warszawy czy z Poznania do Wrocławia długo jeszcze pozostanie drogą przez mękę.

Niektóre odcinki ekspresówek mogą powstać wiele miesięcy po mistrzostwach, bo rząd opóźnia podpisanie kilkunastu umów na ich budowę. Odkładane są rozstrzygnięcia przetargów aż na 20 odcinków dróg ekspresowych i obwodnic miast . Od czerwca Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad przesuwa terminy na składanie ofert na budowę dwóch 37-kilometrowych odcinków S3 z Gorzowa do Nowej Soli. Szef giełdowej spółki zainteresowanej inwestycją mówi nam, że nic się nie dzieje w tej sprawie, chociaż od dawna firmy są gotowe do złożenia ofert.

Takich przypadków jest wiele więcej. Przeciąga się przetarg na budowę dwóch przeszło 50-kilometrowych fragmentów S7 z Elbląga do Olsztynka, nie mogą się doczekać rozstrzygnięcia inwestycje w obwodnice Radomia, Ostrowa Wielkopolskiego i Lublina.

GDDKiA twierdzi, że nie ma problemów z finansowaniem inwestycji. Ministerstwo Finansów dowodzi, że wydatki na nowe drogi od 1 sierpnia mogą przekroczyć 23 mld zł.

Policzyliśmy: od sierpnia do wczoraj drogowcy rozdali kontrakty na budowę 59,5 km autostrad oraz 45 km dróg ekspresowych w sumie za 3,7 mld zł. To niewiele. Przyczyną zwłoki jest dziura w budżecie . – Przetargi nie są rozstrzygane, ponieważ rząd chce oszczędzić – mówi Adrian Furgalski, ekspert branży infrastrukturalnej.

Ile państwo uciuła na drogowej wstrzemięźliwości? Tylko jedna nierozstrzygnięta inwestycja – 40-kilometrowy odcinek A1 z Łodzi do Tuszyna – jest warta 1,5 mld zł. Jeszcze więcej rząd zyskuje na blokowaniu przetargów na co najmniej 130 km ekspresówek; inwestycje miały ruszyć w 2010 r. Ponieważ średni koszt budowy drogi może sięgać nawet 36 mln zł, w budżecie zostanie nawet 5 mld zł.

To niemałe kwoty, które mogą przynajmniej częściowo zmniejszyć dziurę w budżecie. Problem jednak w tym, że przy okazji rząd blokuje inwestycje w infrastrukturę, które nakręcają gospodarkę. Takie pozorne oszczędności nie wyjdą nam na dobre. (dziennik.pl)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Co tam Panie w koalicji, Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 9

Ukrócić partyjną oligarchię? A może domknąć system?

Wysłane przez: admin w dniu: 29/11/2010

Donald Tusk wystąpił z bezprecedensowym apelem do lidera SLD Grzegorza Napieralskiego. O to aby ten zgodził się na odebranie na dwa lata (między rokiem 2012 i 2014) subwencji budżetowych partiom. Przestrzegł go, że lewica pokaże swoje “brzydkie oblicze”, jeśli będzie się upierała przy dotowaniu partii w czasach kryzysu gospodarczego.

Na razie Tusk skupił za tym pomysłem dwa ugrupowania: swoją PO (która mówi o tym, z różnym natężeniem, od lat) oraz nową grupę dysydentów z PiS - Polska Jest Najważniejsza. Rzecz w tym jednak, że oba kluby mają razem, wraz z kilkoma posłami niezależnymi, około 220 głosów. Na 460 wszystkich. Większości więc nadal nie ma, Jest na styku. (…)

Tak czy inaczej finansowanie partii stało się już elementem ustrojowej rzeczywistości Polski. Dowolne zmienianie reguł gry przez partię najsilniejszą może przechylić łódź jeszcze bardziej na jedną stronę. Gdyby PO naprawdę chciała mniej oligarchicznego systemu, mogłaby wprowadzić do obecnego prawa różne poprawki. Na przykład zapewnić finansowanie nowym politycznym inicjatywom, które mają poparcie określonej liczby posłów w Sejmie. Albo uruchomiłaby własny, tkwiący w komisjach od roku projekt przewidujący przeznaczenie części subwencji na partyjne think tanki, co podniosłoby poziom polskiej polityki.

Tego jednak nie zrobi. A przecież dowolne obcinanie tej subwencji to podcinanie skrzydeł przeciwnikom. Jeśli Napieralski lub Pawlak się złamią (ludowcy zapewniają, że tak się nie stanie), przyłożą rękę do budowania nie państwa bardziej uczciwego, tylko bardziej platformerskiego. (Piotr Zaremba)

Kategoria: Co tam Panie w koalicji | Komentarze: 2