Tusk Watch

Obserwujemy jak Polska zmienia się w drugą Irlandię

| |
| Log in |

Archiwum: '10 cudownych obietnic' Kategorie


Polska w zasypie

Wysłane przez: admin w dniu: 31/01/2012

Poważnym kandydatem na inwestycję symbolizującą jakość i profesjonalizm rządów Platformy był dotychczas Stadion Narodowy, który dopiero otwarto (z opóźnieniem oczywiście). Koszmarnie drogi, z dachem, który nie zasuwa się podczas mrozów, dręczony niedoróbkami i otoczony bałaganem. Teraz wyrosła mu poważna konkurencja: tunel na skrzyżowaniu ulicy Puławskiej i budowanej właśnie południowej obwodnicy Warszawy.

Tunelem miała biec Puławska, jedyne bezpośrednie połączenie podwarszawskiego Piaseczna (i wielu mniejszych satelitarnych miejscowości stolicy), tak aby potężny ruch lokalny w stronę Warszawy i z powrotem nie grzązł na skrzyżowaniu z nową ekspresówką. Otóż tunel zostanie zbudowany, ale zaraz potem zostanie zasypany. Infrastrukturę drogową wokół niego miało zbudować miasto, ale nie ma pieniędzy. Miało na stadion Legii, miało na absurdalnie porozmieszczane parkingi park & ride, ale na inwestycję drogową, od której zależeć będą setki tysięcy ludzi – nie ma.

Rządy pani prezydent Gronkiewicz-Waltz (wiceprzewodniczącej PO) w Warszawie to miniaturka rządów Platformy w całym kraju. Cechuje je podobna pilność w wypełnianiu obietnic (choćby podziemne parkingi, z których nie powstał ani jeden), podobny szacunek dla obywateli, którzy nie głosowali na PO, i dla państwa w ogóle (sprawa pomnika na Krakowskim Przedmieściu), podobne podejście do kwestii wyciskania z ludzi każdego grosza (straż miejska polująca na źle zaparkowane samochody czy gigantyczne podwyżki opłat) i podobny poziom profesjonalizmu.

Mało kto spoza stolicy zapewne wie na przykład, że od paru lat działa w niej niezwykle nowoczesny i niezwykle drogi system sterowania światłami na skrzyżowaniach. Problem w tym, że system ten obejmuje jedynie ograniczony obszar w ścisłym centrum (na więcej nie było pieniędzy), wskutek czego na skrzyżowaniach granicznych tworzą się gigantyczne korki. Każdy prezydent miasta zostawia po sobie jakiś symbol. Czasem mocno kontrowersyjny, jak tunel Wisłostrady Pawła Piskorskiego, czasem szanowany przez wszystkich, jak Muzeum Powstania Warszawskiego z czasów Lecha Kaczyńskiego. Hanna Gronkiewicz-Waltz pozostawi po sobie zasypany zaraz po wybudowaniu tunel. Była „Polska w budowie”. Czas na Polskę w zasypie? (Łukasz Warzecha)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Donaldu, Donaldu..., Pitery, niesioły i inne palikoty | Brak komentarzy »

Nadęty balon wielkiej pozycji Tuska, specjalnych relacji polsko-niemieckich, przewodzenia Unii itp. pękł z hukiem

Wysłane przez: admin w dniu: 31/01/2012

Warto było do końca obejrzeć poniedziałkową wieczorną konferencję premiera Tuska i ministra Rostowskiego. Było kilkadziesiąt minut przed północą gdy zdesperowana nowomową mówców, a może przestraszona faktem iż niewiele rozumie, jakaś reporterka cieniutkim głosem poprosiła jednak o wskazanie dlaczego pan premier zdecydował się podpisać Pakt Fiskalny.

Pytanie było słuszne. Podstawowy przecież warunek przez tegoż premiera wyznaczony i głośno wyrażany - a więc prawo Polski do uczestnictwa w szczytach eurolandu choćby w roli obserwatora - nie został spełniony. Słowem - klapa. Dociskany pan premier najpierw zareagował ironią. Stwierdził, ze przecież już wszystko wyjaśnił. Ale rozejrzał się po sali i to samo niezrozumienie znalazł najwyraźniej w oczach pozostałych dziennikarzy, bo wreszcie zaczął wymieniać. Wskazał tak naprawdę dwa powody.

Po pierwsze obietnicę, że szczyty krajów strefy euro będą z pozostałymi konsultowane. To znaczy może zadzwonią, a może wyślą mejla. Po drugie, spotkania krajów euro będą się odbywać w bezpośredniej bliskości spotkań całej 27 - chyba, że zajdą szczególne okoliczności. A to pojemna formuła.

W sumie, mówiła to nawet mina premiera, mamy bolesną klęskę. Nadęty balon wielkiej pozycji Tuska, specjalnych relacji polsko-niemieckich, przewodzenia Unii itp. pękł z hukiem. Znaczymy mało. Propaganda twardej walki o polskie prawa skończyła się smutnym obrazem odesłania do kąta wraz z innymi biedniejszymi państwami. Ale nie to jest najgorsze.

Na naszych oczach konstytuuje się Europa dwóch prędkości. Pakt fiskalny tworzy tak naprawdę wewnętrzną strukturę polityczną w Unii Europejskiej, bez prawa wstępu dla tych spoza strefy euro. Wystarczy poczekać a pojawią się też instytucje tej struktury - jakiś sekretariat, zarząd itp. A potem konsekwencje - osłabienie polityki spójności, przeniesienie części funduszy unijnych na rozwój przedsiębiorczości w państwach bogatych, kosztem polityki wyrównywania rozwoju (m.in. u nas). Może nawet, zabójcze dla polskiej gospodarki, ujednolicone podatki narzucone całej Unii.

To wszystko jest bardzo niebezpieczne. Ale zupełną katastrofą jest koszt polityki europejskich złudzeń jakimi karmił nas Donald Tusk i jego ekipa przez ostatnie lata. Postawiliśmy wszystko na Berlin. Rozbiliśmy wszelkie regionalne i poziome koalicje, zgodnie zresztą z życzeniem Angeli Merkel. Polska jest traktowana w regionie jako kraj zależny do Niemiec, niezdolny za Tuska do samodzielnej akcji. Efekt? Berlin wziął sobie władzę, my zostaliśmy samotni. I słabi. Bez szans na zbudowanie koalicji państw słabszych, co pozwoliłoby może coś ugrać. Bez zaufania partnerów. Bez wiary we własne siły.

Dlatego właśnie Tuskowi podyktowano w Brukseli co chciano, a on to grzecznie podpisał. Kartkę z własnymi warunkami musiał chyba szybko schować do kieszeni. I udawać, że wygrał jakiś kompromis, choć nie dostał dosłownie nic. Smutne. I bardzo, bardzo kosztowne. Ale polityka złudzeń, wiara we własną propagandę tak się zazwyczaj kończy. Co nie oznacza, że jutro w mediach rządowych z poważnymi minami nie ogłoszą zwycięstwa. Ale to już zupełnie inna historia. (Michał Karnowski)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Donaldu, Donaldu..., Media (po)mogą | 1 Komentarz

Masa krytyczna Tuska w Tusku

Wysłane przez: admin w dniu: 30/01/2012

Jeśli chodzi o przepowiednię, że koniec rządów partii obywatelskiej jest na wyciągnięcie ręki, to ja jestem raczej sceptyczny. Nie tylko dlatego, że zachłysnął się taką perspektywą Marek Migalski, co jest oczywiście czynnikiem ważnym, lecz niedecydującym. Przypomnę jednak, że to jest ten sam doktor politologii, który chyba w styczniu 2011 oznajmił światu ostateczny i marny koniec partii Palikota. Z jednoczesnym wskazaniem na bliski i nieubłagany sukces swojego Pejotenu. Gdzie są dzisiaj oba ugrupowania, każdy widzi. To tyle, jeśli chodzi o sukcesy europosła Migalskiego w dziedzinie jasnowidzenia politycznego.

Nie ulega natomiast wątpliwości, że sypie się dotychczasowy wizerunek Donalda Tuska, a co za tym idzie, również Platformy. Po pierwsze Tusk przestał być nietykalny dla mainstreamowych mediów. Z prostej przyczyny – doszedł do takiej granicy piarowskiego fałszu, że grozi to spadkiem wiarygodności popierających go dotychczas bezkrytycznie dziennikarzy. A oni minimalnej granicy wiarygodności przekroczyć nie mogą, bo stąd mają swój chleb powszedni, a niektórzy i konfitury.

Po drugie, na przełomie obu kadencji Tusk zadarł ze wszystkimi, którzy mu się nawinęli. W języku wojskowym mówi się, że otworzył zbyt wiele frontów. Ostatnio z ludźmi bardzo młodymi, którzy nie tylko stanowią grupę potężną liczebnie, ale też – co być może ważniejsze – najbardziej „wyrywną” do publicznego protestu. Przy czym wcale nie musiał z nimi zadzierać. Umowę ACTA podpisał z czystej arogancji i złych emocji, które biorą w nim górę przy lada sprzeciwie lub obnażeniu jego niekompetencji.

I tu dochodzimy do „po trzecie”. A po trzecie jesteśmy świadkami spiętrzenia problemów Tuska, które to spiętrzenie jest rezultatem sumy niekompetencji. Ta suma właśnie zbliża się do masy krytycznej – wszystko się sypie w jednym czasie. Kompromitująca klapa z ustawą refundacyjną, wyhamowanie modernizacji infrastruktury, finansowanie przez niebogaty przecież kraj zamożnych bankrutów ze strefy euro, tragikomedia w rzekomo zreformowanej prokuraturze, nieprawdy raportu Millera, nieszczęsna umowa ACTA, paliwo po 6 złotych.

A przecież wszyscy mają jeszcze w pamięci serial drogowo-kolejowy Grabarczyka zakończony nagrodą w postaci wicemarszałkostwa. Pamiętamy uchwaloną nocną porą poprawkę ograniczającą dostęp do informacji publicznej. Dopiero co zapadły wyroki za wałbrzyskie fałszerstwo wyborcze partii Tuska. Cyrk z tłumaczeniem raportu Millera. Świeżo zakonotowaliśmy jego przedwyborczą obietnicę deregulacji państwa, a tuż po wyborach ruch w przeciwną stronę - utworzenie nowego ministerstwa cyfryzacji dla faworyta. Jawna hucpa z fasadową prezydencją unijną za sto dziesięć milionów euro. Seria ignoranckich nominacji rządowych. (…)

Jednak do końca partii obywatelskiej jeszcze daleko. Jeszcze przed nimi wiele posunięć. Mogą zreorganizować rząd raz i drugi, klasyczne zagranie. Wywalić z sań Grasia, Niesiołowskiego i kogo tam jeszcze. Zmienić koalicję. W nieskończoność boksować się w parlamencie korzystając z konstytucyjnych sztuczek. Mogą wreszcie odsunąć w cień swoje słoneczko z Sopotu. Zastąpić go jakimś innym słoneczkiem. Mogą się jeszcze szamotać w swoim bajorze. Jednak woda nad nimi już zaczyna zamarzać. (seaman)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Donaldu, Donaldu..., Nasze mordy kochane | Komentarze: 3

Wezmą miliard z mandatów. Tylko facet latający na weekendy rządowym samolotem może coś takiego zrobić kierowcom

Wysłane przez: admin w dniu: 25/01/2012

W roku 2007, tuż przed wyborami, w charakterystycznym stylu totalnej opozycyjności i w szyderczym tonie Donald Tusk, wówczas lider opozycji, mówił:

Każde dziecko wie, że wypadków jest więcej, bo jest więcej samochodów, a dobrych dróg nie przybywa. Nieudacznicy z rządu PiS tej prawdy nie pojęli. Zauważyłem też fenomen. Drogi są coraz gorsze, ale na ulicach pojawiły się fotoradary. Polacy mają być kontrolowani w każdym miejscu. Utrudnić ludziom życie do maksimum, a na końcu ich skontrolować wszystkich bez wyjątku. To jest filozofia PiS. Tylko facet który nie ma prawa jazdy, może wydawać pieniądze na fotoradary, a nie na drogi.

A dziś? Dziś oto “Fakt” donosi, że minister finansów Jacek Rostowski chwali się w piśmie do Brukseli, że zwiększy dochody z mandatów nakładanych na kierowców o 2514 procent. Tak - o dwa tysiące pięćset czternaście procent! A ma to dać rządowi ponad miliard dodatkowych złotych do budżetu. Dziennik stwierdza:

Już wiemy, po co rządowi współfinansowany przez Unię Europejską zakup nowych radarów za ponad 200 mln zł. To element planu, który ma przynieść rządowi ok. 1,2 mld zł w rok. Taką sumę z mandatów dla kierowców zapisał minister finansów w budżecie państwa na 2012 rok! Tę samą kwotę wymienia także w liście do wiceprezydenta Komisji Europejskiej, w którym tłumaczy, skąd weźmie środki na łatanie polskiego deficytu.

To, że fotoradary są maszynką do robienia pieniędzy, udowodniły już polskie samorządy, które inwestowały w te urządzenia nabijając gminną kasę. Jednym z rekordzistów była gmina Biały Bór w województwie zachodniopomorskim, która w 2009 roku zarobiła dzięki radarom ok. 7 mln zł. Dla porównania w tym samym roku 124 radary policyjne w całej Polsce przyniosły wpływy w wysokości 27 mln zł.

Nowych radarów stanąć ma 300. Cóż, tylko tylko facet latający na weekendy do Gdańska rządowym samolotem może coś takiego zrobić kierowcom. (wPolityce.pl)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 2

Kiedy Tusk potrząsa szabelką

Wysłane przez: admin w dniu: 20/01/2012

Donald Tusk nie jest wprawdzie „wszechmocny”, jak słusznie zauważył podczas niedawnej konferencji prasowej, ale udało mu się jednak wcisnąć do projektu unii fiskalnej zapis o udziale państw spoza strefy euro w szczytach eurolandu. Pojawia się on w najnowszej, czwartej wersji projektu umowy.

Polska otrzyma zaproszenie na taki szczyt, ale prawdopodobnie jedynie raz w roku. Będzie to więc raczej wizyta kurtuazyjna, połączona z rytualną, zbiorczą fotografią przywódców UE, a nie realne uczestniczenie w procesie podejmowania decyzji. Co gorsza, aby móc skorzystać z tego prawa, Polska będzie musiała „wyrazić wolę przestrzegania niektórych zapisów umowy”.

Przypomnijmy, iż wcześniej premier Tusk i minister Rostowski zapewniali nas, że restrykcje paktu fiskalnego będą nas obowiązywać dopiero od momentu przyjęcia przez Polskę wspólnej waluty. Po raz kolejny Tusk stanie przed diabelską alternatywą: realizując obietnicę przystąpienia do unii fiskalnej, złamie inną obietnicę. Dlatego skłaniam się ku hipotezie, iż premier jednak nie zdecyduje się na podpisanie umowy.

Najciekawsza jest jednak pewna sekwencja wydarzeń, które doprowadziły do uzyskania wspomnianego na początku ustępstwa.

Najpierw słyszeliśmy z ust Donalda Tuska i Radosława Sikorskiego, iż naszą szansą jest ścisły sojusz z Niemcami i popieranie postulatów Berlina w kwestii reform instytucjonalnych w UE. Rząd z góry zapowiedział, że zamierza przyłączyć się do unii fiskalnej. Gdy jednak jej paragrafy okazały się dla nas niekorzystne, ton wypowiedzi najważniejszych polskich polityków zaczął się zmieniać. Tusk stwierdził, że tak naprawdę czuje się eurosceptykiem, i że taki kształt paktu fiskalnego nas nie interesuje. Wreszcie w wywiadzie dla włoskiego dziennika „Corriere della Sera” wypowiedział zdanie zdumiewające. Sprzeciwił się mianowicie dyktatowi Niemiec i Francji w Unii Europejskiej („Nie można pozostawić Europy dwóm stolicom”), a także powstawaniu w UE „ekskluzywnych klubów”. Przedstawił oś Warszawa-Rzym jako „uzupełnienie” osi Berlin-Paryż.

Przecież niecałe dwa miesiące temu szef polskiej dyplomacji mówił w Berlinie coś zupełnie odwrotnego, domagając się od Niemiec, aby przyjęły na siebie ciężar przywództwa w Unii!

Wygląda na to, że Tusk jednym wywiadem przekreślił berlińską mowę swojego ministra spraw zagranicznych, uznawaną swego czasu za „wielką, przełomową i wizjonerską”. Pytanie brzmi, czy Radosław Sikorski także zmienił zdanie i podpisuje się dzisiaj pod tezami swojego przełożonego.

Tusk w krótkim czasie zaostrzył retorykę i utwardził swoje stanowisko, nazwał się eurosceptykiem, a w końcu pozwolił sobie na krytykę niemieckiego-francuskiego duopolu w Europie. Efekt? Korzystna dla Polski zmiana projektu unii fiskalnej (choć nie w pełni satysfakcjonująca). Nawet jeśli ostatecznie nie ratyfikujemy tej umowy, ostatnie tygodnie musimy uznać za bardzo pouczające: okazuje się, że tak wykpiwane przez ministra Sikorskiego „potrząsanie szabelką” daje lepsze efekty niż „wielkie, przełomowe i wizjonerskie” przemówienia, wygłaszane po angielsku w stolicy Niemiec. (Marek Magierowski)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 2

Gdzie Platforma schowała swych słynnych fachowców

Wysłane przez: admin w dniu: 15/01/2012

Reforma szkolnictwa schrzaniona. Reforma służby zdrowia – rząd wycofuje się rakiem. Prokuratura –kompromitacja. Co eksperci PO zrobili z naszym państwem.

Kolejny tydzień kryzysu refundacyjnego potwierdził to, co przeczuwali jeszcze niedawno wszyscy. Ustawa refundacyjna – zmieniana w ostatnich dniach w szaleńczym tempie w Sejmie – wcale nie jest takim cudem, jak dotychczas przekonywali premier i minister zdrowia. Ba, nawet sam Grzegorz Schetyna w wywiadzie radiowym przyznał, że rząd nie poradził sobie kompletnie z przekonaniem Polaków do tego, że ta ustawa jest świetna. Dlatego musiał się z części propozycji godzących w lekarzy i aptekarzy zacząć wycofywać. Sprawa jest powszechnie znana, mnie jednak zastanawia co innego.

Kryzys refundacyjny jest bowiem i merytoryczną i wizerunkową porażką rządu. PO starała się wszak budować wizerunek fachowców, nie ideologów, ale chłopaków od ciężkiej roboty, którzy nie chcą zatruwać życia obywateli sporami, lecz chcą wziąć na siebie trud administrowania państwem, zapewnienia nam słynnej ciepłej wody w kranie. Poległa nie tylko na kolejach czy terminowym wykonaniu autostrad. Nie tylko na reformie obniżającej wiek szkolny, tak by sześciolatki szły obligatoryjnie to pierwszej klasy. Poległa nie tylko na prezydencji i obietnicach, że tylko europejski rząd PO zapewni Polsce należne nam miejsce przy stole obrad Euro Grupy. Ale poległa też w sferze służby zdrowia: kolejki wcale się nie zmniejszają, podobnie jak i długie szpitali. Reforma refundacyjna, która miała być sukcesem okazała się niewyobrażalną klęską. Okazało się też, że PO jest pijarowsko niezdolna do przykrycia swej porażki w tej dziedzinie. To naprawdę zdumiewające, bo w czym jak w czym, ale w pozyskiwaniu sobie sympatii Polaków, Platforma była niezła.

Dlatego zastanawiam się gdzie się podziali ci wszyscy fachowcy Platformy. Gdzie ich schowano? Może wysłano na urlop? Może zwolniono w ramach oszczędności? Wszak jeśli przypomnieć podstawowe cele, jakie stawia się nowoczesnemu państwu, widzimy same klęski. Podstawowe usługi publiczne to infrastruktura transportowa, edukacja, służba zdrowia i wymiar sprawiedliwości. (Michał Szułdrzyński)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Analiza | Komentarze: 3

Rząd się boi, szkoły znikają

Wysłane przez: admin w dniu: 14/01/2012

Samorządy doszły do ściany. To głównie efekt tego, że rząd wciąż nakłada na nie nowe obowiązki bez zapewnienia finansowania.

Przykłady można mnożyć – zatrudnianie i wynagradzanie nauczycieli na podstawie Karty Nauczyciela, utrzymanie szkół, opieka przedszkolna. Jednocześnie resort finansów chce ograniczać samorządowe zadłużenie. Nic dziwnego, że włodarze miast i gmin starają się racjonalizować wydatki. Efektem jest m.in. likwidacja szkół – w ciągu ostatnich kilku lat zamknięto ich ponad 3 tys. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, zwłaszcza gdy do rosnących kosztów gmin dołoży się demograficzną zapaść, która powoduje, że jest coraz mniej uczniów.

Likwidacja szkół wywołuje jednak niezadowolenie rodziców – któż nie chciałby mieć zapewnionej edukacji dzieci blisko domu. Rodzice powinni jednak, po pierwsze, zrozumieć sytuację samorządów, które często są w dramatycznej kondycji finansowej i nie mają wyjścia. A po drugie, jeśli szukają winnego, komu chcieliby zgłaszać pretensje, to raczej niech skierują je do rządu niż do lokalnych władz.

Rząd bowiem może pomóc gminom w racjonalizacji ich wydatków na oświatę, rozluźniając choćby ustawowy gorset zatrudniania pedagogów. Gdyby nauczyciele mogli np. pracować nieco dłużej, zmalałyby koszty utrzymania placówek. A dzięki temu gminy może nie decydowałyby się tak często na likwidację szkół.

Przez ostatnie cztery lata rząd Platformy Obywatelskiej pracował nad tzw. Kartą II, ale do zakończenia prac nie doszło, bo władza wycofywała się ze swoich propozycji, bojąc się silnych związków zawodowych. PO obiecała także w czasie ostatniej kampanii (jest nawet odpowiedni zapis w programie wyborczym), że budżet państwa przejmie na siebie część finansowania przedszkoli. Niestety. Z jednej i drugiej zapowiedzi teraz się wycofuje – w tym tygodniu nowa minister edukacji Krystyna Szumilas mówiła, że druga kadencja Tuska będzie okresem kontynuacji, a nie reform.

Szkoda, bo polski system edukacji bardzo potrzebuje reformy, i to radykalnej. Niestety, brakuje odważnych polityków, którzy głośno to powiedzą.

Władza jak zwykle chowa głowę w piasek – a to nie poprawi losu rodziców, dzieci, gmin czy jakości kształcenia. (Bartosz Marczuk)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Co tam Panie w koalicji | 1 Komentarz

Czasem się nie udaje

Wysłane przez: admin w dniu: 13/01/2012

Na konferencji prasowej prokurator strzelił sobie w głowę, wcześniej w rozdzierającej mowie oskarżywszy dziennikarzy o to, że go zaszczuli na zlecenie bliżej nieokreślonych, ale bardzo wysoko postawionych ciemnych sił, którym nadepnął na ogon śledztwem w sprawie jakiejś straszliwej korupcji w armii. Wszyscy trąbią o tragedii, ale niewiele czasu mija i tragedia okazuje się farsą, bo już po kilku godzinach pułkownik-samobójca zaczyna udzielać wywiadów. W których prostuje, że w zasadzie zastrzelił się w proteście nie przeciwko dziennikarzom ani korupcji w wojsku, tylko przeciwko planom likwidacji prokuratury wojskowej.

Tu od bohatera tragicznego pochodnię buntu przejął już jego zwierzchnik, generał prokurator Parulski, który podnosi rokosz przeciwko swemu zwierzchnikowi, prokuratorowi generalnemu. W rokoszu tym wspiera go tradycyjnie związany z wszelakim postpeerelowskim trepostwem prezydent Komorowski, oznajmiając, że trzeba by przemyśleć rozdzielenia stanowisk prokuratora generalnego od ministra sprawiedliwości. Nikt nie ma sumienia przypomnieć naszemu Forrestowi Gumpowi z Belwederu, że w czasie gdy tej sztandarowej reformy pierwszej kadencji PO dokonywano, on sam pilotował ją jako Marszałek Sejmu, i zasadniczo wtedy należało myśleć. No, ale wtedy od myślenia marszałek Komorowski miał Tuska, a teraz już dał się najwyraźniej przekonać doradcom, że może myśleć sam, niech go nie zniechęca, że nie nawykł i nie umie, ma mu kto podpowiedzieć.

Zresztą Donald, jak to ma we zwyczaju w sytuacjach kryzysowych, nawiał w Dolomity. Wpadł na chwilę, wypowiedział się niejasno, i zniknął znowu. (…)

Europa niby to Donalda popiera, ale nie wiedzieć czemu, zamiast przemilczeć konkretne ustalenia w sprawia funduszu stabilizacyjnego, ogłosiła je, wykazując kłam rządowej propagandy o kolejnym osiągniętym sukcesie. Przypomnę, bo już chyba nikt nie pamięta, że bezpośrednio po brukselskim szczycie premier i minister odnośnych spraw twierdzili, nie w trybie warunkowym, ale jako o rzeczy pewnej i dokonanej, że zapewnili Polsce miejsce wśród państw, które będą współdecydować o losie euro. Potem, gdy okazało się, że nikt z zachodnich partnerów o tym nic nie wie, panowie Rostowski i Dowgielewicz zmienili czas dokonany na przyszły: że to nasz warunek, będziemy się przy nim upierać, i nawet “nie zawahamy się użyć weta” (!), co, o dziwo, w ich wykonaniu nie wywołało żadnych pouczeń jaśnie oświeconych elit na temat “potrząsania szabelką” czy “warcholstwa”.

A teraz, jak Europa powiedziała jasno, że przy stole, przy którym podejmowane będą decyzje, Polska pojawi się wyłącznie w charakterze zakąski, pan premier oznajmił tylko, że no cóż, czasem się nie udaje. Z tą samą rozbrajającą szczerością, z jaką wyjaśnił swego czasu, dlaczego obiecywał ograniczyć biurokrację o 10 procent, a w kilka lat rozmnożył ją o 25 procent. No, co on biedak poradzi. (Rafał A. Ziemkiewicz)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Donaldu, Donaldu... | Brak komentarzy »

Bolesna porażka premiera Tuska

Wysłane przez: admin w dniu: 12/01/2012

Powstał już trzeci wstępny projekt tzw. paktu fiskalnego. Ani w pierwszym, ani w drugim, ani w trzecim dokumencie nie pojawił się zapis, o który najbardziej zabiegał rząd Donalda Tuska – dotyczący udziału Polski w spotkaniach krajów eurolandu w charakterze obserwatora. Przed grudniowym szczytem UE i krótko po nim zarówno premier, jak i kilku ważnych ministrów odegrało spektakl pod tytułem „Wchodzimy do Unii pierwszej prędkości”. Tusk popełnił elementarny błąd: obiecał narodowi coś, co od początku było poza jego zasięgiem. Takiemu arcymistrzowi politycznego piaru podobne wpadki nie powinny się zdarzać. A jednak…

Jako pierwszy obudził się Jacek Rostowski, który zaczął wyrażać wątpliwości co do treści paktu. Oczywiście, istnieje cień szansy, że Polska zostanie dopuszczona do stołu, aczkolwiek należy się raczej przygotować do kolejnego spektaklu, tym razem zatytułowanego: „Dlaczego nie podpisujemy tej umowy”.

Tusk zapewne spodziewał się, że większość mediów zareaguje tak jak zwykle: przyjmując jego hurraoptymistyczne zapowiedzi za dobrą monetę. Sądził, że raz jeszcze uda mu się wytworzyć wokół siebie różową mgiełkę sukcesu, która ochroni go przed niewygodnymi pytaniami. Był zresztą w komfortowej sytuacji – gdy upubliczniano niekorzystne dla Polski paragrafy umowy, polscy żurnaliści byli zajęci liczeniem bączków, które nasi oficjele wręczyli oficjelom bratnich krajów w ramach prezydencji UE.

Okazało się jednak, że nie sposób przykryć wszystkiego pustą propagandą. Nawet Napoleon nie był w stanie przekuć klęski pod Waterloo w sukces. Wczoraj Tusk przyznał się do porażki. „Nie jesteśmy wszechmocni” – powiedział na konferencji prasowej.

Premier mógłby jeszcze lawirować, gdyby ostateczna wersja umowy miała zostać zredagowana za dwa lata, kiedy już wszyscy zapomną, o co w niej chodziło. Ale negocjacje powinny się zakończyć za niecałe trzy tygodnie. Sprawa jest zbyt świeża i zbyt oczywista, żeby ją – ot tak – zamieść pod dywan.

Wczorajsza skrucha premiera zwalnia Igora Ostachowicza z obowiązku wymyślania sposobu na to, aby Waterloo zamienić w Austerlitz. Ale ta porażka, tak czy inaczej, jest dla Tuska bardzo bolesna i wstydliwa. (Marek Magierowski)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Donaldu, Donaldu... | Brak komentarzy »

Polska po cichu wyproszona od stołu

Wysłane przez: admin w dniu: 11/01/2012

Sprawująca prezydencję Dania dąży do szybkiego zamknięcia negocjacji nad porozumieniem o unii fiskalnej. Nie ma w nim, wbrew wcześniejszym zapowiedziom, zapisów o udziale państw bez wspólnej waluty w szczytach euro - stwierdza “Dziennik Gazeta Prawna”.

Dziennik zapoznał się z przeredagowanym projektem umowy międzyrządowej i nie ma tam kluczowego dla Polski zapisu. Państwa przystępujące do unii fiskalnej, ale nienależące do euro nie będą uczestniczyły w jej szczytach. Na tym etapie negocjacji mówi się o dopuszczeniu takich państw “do niektórych punktów dyskusji” - stwierdza “DGP”.

W środę rusza kolejna runda negocjacji ws. umowy, ale jak podkreśla gazeta, jej klimat nie jest korzystny dla Polski. Przewodząca pracom UE Dania jest zainteresowana jak najszybszym wynegocjowaniem porozumienia. Ale już nie tym co dla Polski ma strategiczne znaczenie - walką o udział państw bez euro w szczytach. Polski rząd chce zyskać status obserwatora bez prawa głosu przy podejmowaniu decyzji. (bankier.pl)

Kategoria: 10 cudownych obietnic | Brak komentarzy »