Tusk Watch

Obserwujemy jak Polska zmienia się w drugą Irlandię

| |
| Log in |

Archiwum: luty 2012

Autostrada pęka. Grabarczyk umywa ręce

Wysłane przez: admin w dniu: 23/02/2012

Gdy zima odpuściła, pokazało się wiele fuszerek na autostradzie A1 między Toruniem a Strykowem i budowanej A2. Odpowiedzialny za budowę tej drogi były minister infrastruktury Cezary Grabarczyk, teraz wicemarszałek Sejmu, od sprawy się odżegnuje. W słowach jest bardzo oszczędny.

- Minister nie jeździ na plac budowy z urządzeniami do poboru próbek - mówi Grabarczyk.

Według Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad droga została źle zabezpieczona przez wykonawców na zimę. Były minister nie chce spekulować, dlaczego autostrada popękała. - Być może dopiero na określonym etapie te wady zostały ujawnione - mówi wicemarszałek Sejmu.

Po komentarz Cezary Grabarczyk odsyła do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. (gazeta.pl)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 3

Tusk poleciał do Sopotu pobiegać. Samolot kosztował 22 tys. zł

Wysłane przez: admin w dniu: 21/02/2012

Spadające sondaże i kolejne afery z ministrami mocno się dały premierowi we znaki. Dlatego, gdy już dobiegł końca ostatni dzień pracy, w piątek tuż po godzinie 19 szef rządu wsiadł w samolot na warszawskim lotnisku Okęcie i poleciał do domu na Wybrzeże.

– Premier poleciał do domu, ale jeszcze w piątek wieczorem i w niedzielę był w pracy – tłumaczy nam rzecznik rządu Paweł Graś (48l.). Istotnie, Donald Tusk w niedzielę był już z powrotem w stolicy, gdzie brał udział w obchodach 90. urodzin Władysława Bartoszewskiego.

Za to w sobotę po trudach minionego tygodnia odpoczywał bardzo czynnie: zamiast siedzieć przed telewizorem uprawiał jogging. Szczelnie opatulony od zimna i wiatru premier długo biegał po rodzinnym Sopocie. Sportowe pasje szefa rządu są powszechnie znane, choćby ostatni tenis w godzinach pracy, ale uprawia on sport nie tylko z powodu zamiłowania do tej czy innej dyscypliny.

– W mojej pracy zawodowej, w każdej pracy zawodowej, a moja jest dość szczególna i intensywna, na pewno nie dałbym rady, gdyby nie taka zaciekłość wręcz w utrzymywaniu kondycji fizycznej. Ja bym dawno już padł w polityce, gdyby nie zdolność wymagania od własnego ciała więcej niż przeciętna – mówił premier w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”.

Relaks premiera słono jednak kosztował. Lot embraerem ze stolicy do Gdańska i z powrotem kosztuje ok. 22 tys. złotych. Ale szef rządu wie, że dobra kondycja warta jest wszystkich pieniędzy… – Trzeba dotrzeć do końca, choć czasem już w połowie dystansu masz dosyć. Ale jeśli się nie poddasz, wiesz, że jesteś coś wart. Biegacze nie pękają – mówił Donald Tusk w wywiadzie dla magazynu dla biegaczy „Runner s World”. (Fakt.pl)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 5

Lista wstydu. Na 100 dni rządu 10 skandali 10 ministrów (plus premier)

Wysłane przez: admin w dniu: 18/02/2012

Minister finansów nie kontroluje własnych słów na tyle, że wymyka mu się zdanie o potrzebie jak najkrótszego życia na emeryturze, co stanowić ma cel planowanego podwyższenia wieku emerytalnego.

Wicepremier i minister gospodarki przyznaje, że państwowa emerytura to pic na wodę. Sam w nią nie wierzy, więc dba o relacje z dziećmi i odkłada grosiki na starość.

Minister zdrowia daje twarz ustawie przygotowanej przez swoją poprzedniczkę – a dziś osobę numer dwa w państwie – wprowadzającą największy od lat chaos w polityce lekowej i doprowadzając do rekordowych kolejek przed aptekami.

Minister kultury z ministrem cyfryzacji prowadzą Polskę na czele groteskowego pochodu do Tokio, gdzie podpisujemy dokument, przed którym wszyscy ostrzegają i z którego za chwilę jako państwo będziemy się absurdalnie wycofywać.

Minister sportu zatrudnia znajomego właściciela salonów fryzjerskich na intratną posadę, kompromituje się w każdym publicznym wystąpieniu, a w dniu wolnym zamiast nadrabiać zaległości w kompetencjach albo chociaż pomodlić się o szczęście, wygina się przed kamerami u stóp wstydliwego stadionu.

Minister edukacji dba o to, by wyprodukować jak najwięcej ograniczonych umysłowo, dziarsko trzymając się reformatorskich urojeń swojej poprzedniczki i redukując w licealnych programach wszystko, co się da.

Minister spraw zagranicznych w Berlinie udając polskiego męża stanu wygłasza przemówienie napisane przez brytyjskiego dyplomatę i kładzie się u stóp niemieckiej kanclerz wyrażając obawę przed niemiecką bezczynnością w Europie.

Minister transportu po tym, gdy już zakupił do nowego gabinetu nowy luksusowy sprzęt RTV, ogłasza że nowych dróg na Euro nie będzie. Kilka tygodni wcześniej ogłasza, że kolei dużych prędkości, w które od lat inwestowaliśmy, też nie będzie.

Sam premier nie jest w stanie nad tym wszystkim zapanować i miota się między powietrznymi podróżami na trasie Warszawa-Gdańsk, grą w godzinach pracy w tenisa, prowadzeniem konsultacji do ustawy której nie ma (emerytalna) albo międzynarodowej umowy, z której za chwilę się wycofa (ACTA), a uczestniczeniem w europejskim szczycie, na którym po porannych groźbach, na wieczornej konferencji ogłasza sukces z miną zbitego psa.

Asystuje mu zawsze wierny minister-rzecznik, który zapomniał powiedzieć prokuraturze o własnoręcznie złożonych podpisach, w wyniku czego podatnicy łożyli na wielomiesięczne śledztwo mające ustalić kto podrobił parafki ministra.

A nad tym wszystkim unosi się coraz bardziej dokuczliwy smród kłamstwa smoleńskiego, ciągnący się za najwybitniejszymi przedstawicielami tego i poprzedniego rządu, oraz zależnych od niego służb i wojskowych.

I tylko minister skarbu, zadowolony, że koleżanki i koledzy skutecznie pracują na zainteresowanie społeczne, może spokojnie rozdzielać posady w spółkach Skarbu Państwa.

Jestem „zeszokowany” – jak mawia wspomniany na samym początku minister od „piniędzy” - że poparcie dla tej ekipy wciąż jest dwucyfrowe. (Marek Pyza)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Co tam Panie w koalicji, Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 4

Kolejna wpadka Muchy: tajne faksy Muchy przychodzą do pani Danuty

Wysłane przez: admin w dniu: 18/02/2012

Minister sportu Joanna Mucha nie przestaje się kompromitować! Teraz okazuje się, że jej urzędnicy nawet nie potrafią wysłać faksu! Jej ważna korespondencja z ministrem spraw wewnętrznych Jackiem Cichockim trafiła do… pani Danuty Włoszczyńskiej z warszawskiego Mokotowa.

Poniedziałek, kilka minut po godzinie 11. W mieszkaniu pani Danuty rozdzwania się faks informujący o nowej wiadomości. Kobieta podchodzi do maszyny, czyta, kto do niej pisze i… przeciera oczy ze zdumienia. Wiadomość zaczyna się od słów “Pan Jacek Cichocki, Minister Spraw Wewnętrznych”, a na dole odręczny podpis minister sportu Joanny Muchy. Wiadomość bardzo ważna, bo dotyczy stanu bezpieczeństwa na Euro 2012, za które minister Mucha odpowiada osobiście.

Pani Danuta myślała, że to jakieś żarty. Ale zaraz przyszedł kolejny faks z Ministerstwa Sportu, tym razem adresowany do marszałek Sejmu Ewy Kopacz. Był to załącznik do pierwszej wiadomości.

- Jaki oni tam mają bałagan, skoro wysyłają poufne wiadomości, nie sprawdzając dobrze numeru? - zastanawia się pani Danuta. - Wynika z tego, że nasza pani minister kompletnie nie orientuje się w powierzonych jej zadaniach - zauważa kobieta.

Podobnego zdania jest dr Zbigniew Siemiątkowski, były minister spraw wewnętrznych i szef Agencji Wywiadu. - Jestem zdumiony tą sytuacją. Nie spotkałem się jeszcze z czymś takim, żeby korespondować z ministrem za pomocą faksu. Uważam, że jest to sposób nie tylko archaiczny, ale i mało bezpieczny - mówi.

Sprawdziliśmy numer, z którego nadano dokumenty, to faks biura dyrektora generalnego w ministerstwie Muchy.

O wpadce poinformowaliśmy Ministerstwo Sportu. - Bardzo dokładnie wyjaśnimy tę sprawę. Doświadczenie podpowiada mi, że przyczyna może być prozaiczna - po prostu któryś z urzędników pomylił się w czasie wybierania numeru - mówi nam Paweł Wiśniewski, rzecznik Ministerstwa Sportu. I dodaje, że zostanie w tej sprawie wszczęte dochodzenie. (Superexpress)

Kategoria: Pitery, niesioły i inne palikoty | Brak komentarzy »

PO: “Jeszcze nic nie zrobiliśmy, a syf już jest”

Wysłane przez: admin w dniu: 17/02/2012

Rząd szuka pomysłu, jak wyjść z największego od lat impasu. Trwają poszukiwania pomysłu, który zatrzymałby sondażowe spadki. Atmosfera robi się nerwowa - pisze “Gazeta Wyborcza”. “Jeszcze nic nie zrobiliśmy, a syf już jest” - miał powiedzieć jeden z doradców premiera.

Nad rządem Donalda Tuska zbierają się czarne chmury. Nigdy jeszcze notowania PO, a także samego premiera nie były tak słabe. Tusk, któremu z powodu odporności na problemy nadano pseudonim “teflonowy”, miał ponoć zaproponować taką oto strategię: “Wygrywamy wybory, robimy cały syf i mamy trzy i pół roku na odrobienie strat”. Tak przedstawia to cytowany przez “GW” jeden z jego doradców, który dodaje jednak: “Jeszcze nic nie zrobiliśmy, a syf już jest”.

Po stronie Platformy słychać obawy, że kolejne załamanie sondaży może przyjść po Euro 2012, bo mistrzostwa mogą okazać się klapą finansową na wzór olimpiady w Grecji. Wtedy opozycja może zacząć śmielej rozliczać rząd z niegotowych inwestycji. A silna opozycja może zjednoczyć się na lewicy. - Jeśli 1 maja zobaczymy kongres zjednoczonej lewicy z Kwaśniewskim, Kaliszem, Millerem i Palikotem, to Tusk po raz pierwszy będzie miał z kim przegrać - ocenia jeden z rozmówców “GW”.

Na kluczowych fotelach w rządzie brakuje też silnych osobowości. “Minister sportu Joanna Mucha, minister transportu Sławomir Nowak czy minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz nie znają się na swoich działaniach, a to ich resorty będą w najbliższych miesiącach najważniejsze - ze względu na Euro 2012 czy reformę emerytur” - pisze “GW”. To może podważyć też pozycję Tuska w PO, choć sami działacze twierdzą, że jest ona niezagrożona. (gazeta.pl)

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Pitery, niesioły i inne palikoty | Brak komentarzy »

Mucha ciągnie PO w dół

Wysłane przez: admin w dniu: 16/02/2012

Minister zawiesza premię Kaplera. Według polityków Platformy zamieszanie wokół niej szkodzi partii.

Premier Donald Tusk, prezentując rząd drugiej kadencji, podkreślał, że jeśli nowi ministrowie się nie sprawdzą, to szybko ich wymieni. Zdaniem opozycji pierwsze miejsce na liście osób do wymiany zajmuje minister sportu Joanna Mucha.

Choć wciąż broni jej premier, nad głową pani minister zaczynają zbierać się czarne chmury. Dotyczą nie tylko kontrowersyjnej premii dla odwołanego prezesa Narodowego Centrum Sportu Rafała Kaplera i budowy Stadionu Narodowego, ale też przygotowań do mistrzostw Euro 2012.

Na pytania związane ze stadionem Mucha miała publicznie odpowiedzieć na zapowiedzianej na środę konferencji prasowej. Spotkanie z mediami zostało jednak odwołane. Paweł Wiśniewski, rzecznik Ministerstwa Sportu, przekonuje, że jedynym powodem była kolizja terminów spotkań i że niebawem pani minister odpowie na wszelkie wątpliwości. Zapytany o konkretny termin ewentualnej konferencji, mówi: – Na razie nie planujemy takiego briefingu.

Minister tłumaczyła się wczoraj posłom z komisji sportu. Po kilku godzinach posiedzenia poinformowała, że poleciła wstrzymanie wypłaty 570 tys. premii dla Kaplera.

Właśnie treść umowy szefa NCS interesowała posłów. Mucha zapowiedziała jej ujawnienie. Poinformowała też, że prawnicy analizują zapisy dotyczące premii. – Skierowałam kontrakt do Prokuratorii Generalnej i dwóch niezależnych kancelarii.– mówiła Mucha. Jednak chwilę później przyznała, że o analizę do kancelarii dopiero się zwróci.

Posłowie pytali też, dlaczego zdymisjonowała Kaplera. – Bo o to prosił – odparła minister, wywołując wesołość na sali.

Wczoraj o odwołanie Muchy wystąpiła Solidarna Polska. Domaga się tego też Ruch Palikota. SLD zapowiedziało wniosek o informację rządu w sprawie kontraktów w spółkach Skarbu Państwa.

Donald Tusk na razie broni Muchy. – Wiem, że jest zamówienie, by była jazda na panią minister i generalnie na Stadion Narodowy – mówił we wtorek.

Ale politycy PO nieoficjalnie przyznają, że limit wpadek pani minister się wyczerpał. I że przez to maleje także kredyt zaufania u premiera. – Pani minister, wiedząc, że się na sporcie nie zna, nie powinna pchać się przed kamery. To kończy się katastrofą – mówi „Rz” jeden z nich. Przypomina, że wczoraj minister zaliczyła wpadkę w RMF FM, deklarując, że będzie wspierać III ligę hokeja. Sęk w tym, że takiej ligi w tej dyscyplinie nie ma. Wcześniej pytała, kto wybrał drużyny do Superpucharu Polski. Krytykę wywołało też zatrudnienie przez nią na stanowisku wicedyrektora Centralnego Ośrodka Sportu Marka Wieczorka, właściciela salonu fryzjerskiego, z którego usług korzystała.

Inny polityk PO uważa, że Mucha stała się obciążeniem dla partii: – Po ACTA musimy się tłumaczyć z jej wpadek. (Rzeczpospolita)

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 2

Skąd histeria premiera Tuska

Wysłane przez: admin w dniu: 15/02/2012

Zbieram podpisy pod wnioskiem o referendum, czy jesteś za tym, aby każdy w wieku nie wyższym niż 50 lat otrzymywał emeryturę nie niższą niż 5 tys. zł.

Podejrzewam, że zwolenników takiego rozwiązania będzie jeszcze więcej niż przeciwników podwyższenia wieku emerytalnego.

To, czy będziemy pracować do 65., 67. czy może 75. roku życia – jak zasugerował ostatnio premier Szwecji – ma znaczenie drugorzędne. Ważniejsze jest pytanie, czym są emerytury i jak je finansować.

Czy państwo w ogóle powinno tworzyć przymusowy, powszechny system emerytalny, a jeśli tak, to czy powinno i dlaczego utrzymywać nierówność świadczeń emerytalnych i czy nie przeczy to istocie emerytury zapewnianej przez państwo? Czy powinno ono zmuszać obywateli do oszczędzania w prywatnych instytucjach finansowych i ich faktycznego utrzymywania, a jeśli tak, to dlaczego tylko na emerytury? Może trzeba nas zmusić w ogóle do oszczędzania? Na przykład jeszcze „na zdrowie”?

Tendencja obniżania wieku emerytalnego przy wydłużającej się długości życia doprowadziła systemy emerytalne do zapaści. Generują one dług publiczny, który właśnie przygniata Europę. Ludzie żyją dłużej i chcą żyć jeszcze dłużej, w związku z czym oczekują, że rząd zapewni im nie tylko emeryturę, ale i świadczenia medyczne pozwalające życie wydłużyć.

Ale ci sami ludzie nie chcą dłużej pracować – co wymaga od rządu zwiększania wydatków. Dla ich sfinansowania zaciągane były coraz większe długi, aż doszły one do takiego poziomu, że nie sposób ich już spłacić, a nie ma wystarczająco dużo chętnych, którzy chcieliby nadal pożyczać na spłatę starych długów.

Zastanawia mnie tylko, dlaczego pan premier Tusk, zapowiadając podwyższenie wieku emerytalnego, tak nagle przestał się martwić opinią zdecydowanej większości wyborców? Pewnej podpowiedzi dostarcza z lekka histeryczne stwierdzenie pana premiera, że jeśli tego nie zrobimy, to „za kilka miesięcy możemy mieć problemy”? Za kilka miesięcy? A niby dlaczego? Przecież reforma za „kilka miesięcy” nie przyniesie jeszcze żadnych efektów.

Co prawda pan premier zaraz dodał „albo za kilka lat”, ale „za kilka lat” efektów istotnych też jeszcze nie będzie. Więc ogarnęło mnie niecne podejrzenie, że może w kowenantach polskiej umowy z Międzynarodowym Funduszem Walutowym, które zostały skrzętnie przemilczane przed opinią publiczną, jest coś na ten temat. Skoro ten sam Fundusz stawia Orbanowi warunki odstąpienia od „liniowości” opodatkowania, to może Tuskowi postawił jakieś warunki dotyczące wieku emerytalnego? (Robert Gwiazdowski)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Donaldu, Donaldu... | Brak komentarzy »

Loty Premiera z Warszawy do Gdańska: podniebne TUSK TAXI latało 100 razy

Wysłane przez: admin w dniu: 14/02/2012

Ponad dwa miliony zł kosztowały nas loty Donalda Tuska z Warszawy do Gdańska i z powrotem. Średnio niemal co cztery dni szef rządu podróżował rządowym embraerem na tej trasie. I to ma być tanie państwo, o którym mówili politycy PO?!

Dotarliśmy do dokładnej statystyki lotów Donalda Tuska rządowymi samolotami w 2011 roku. Wynika z niej jasno, że szef rządu trasę Warszawa - Gdańsk, Gdańsk - Warszawa pokonywał ponad 90 razy.

- Szacuję, że godzina lotu embraera to około 30 tysięcy złotych. W tej kwocie ujęte są koszty paliwa, smarów, eksploatacji samolotu, pensji pilotów, obsługi, a także opłat za wykorzystanie przestrzeni powietrznej i kwoty płaconej portom za start i lądowanie - ocenia mjr Michał Fiszer, ekspert lotnictwa.

Z matematycznego rachunku wynika więc, że loty premiera do domu oraz z domu do pracy kosztowały ponad 2,5 mln zł.

Zdarzało się tak, że Donald Tusk w 2011 roku latał do Gdańska już w czwartek (np. 9 czerwca), a wracał samolotem do stolicy w poniedziałek (np. 13 czerwca).

- Pan Bóg tak wymyślił świat, by ludzie przez cały tydzień pracowali, a siódmego dnia odpoczywali. Jak widać, Donald Tusk zna zupełnie inny Testament. Taki, w którym 4 dni się pracuje, a 3 odpoczywa. Temu panu już dziękujemy - komentuje loty premiera Adam Hofman (32 l.), rzecznik prasowy PiS.

Co więcej, Tusk jako jeden z pierwszych polskich polityków leciał Tu-154, bliźniaczym samolotem tego, który rozbił się pod Smoleńskiem. Do wyremontowanej maszyny szef rządu wsiadł 20 czerwca i 25 lipca. I poleciał nim… z Gdańska do Warszawy.

Ponadto rządowy samolot jak taksówkę premier traktował nie tylko na trasie do Gdańska. 12 stycznia 2011 roku embraer poleciał po premiera do Werony, by przywieźć szefa rządu z urlopu na konferencję prasową po publikacji raportu MAK w sprawie katastrofy smoleńskiej. Potem oczywiście odwiózł go z powrotem na urlop. (SuperExpress)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 3

Tusk samotny? Czego jeszcze nie wymyślą?

Wysłane przez: admin w dniu: 09/02/2012

Gdy nadmierny dług publiczny zmusza rząd do gorączkowego szukania oszczędności w budżecie i podnoszenia podatków; gdy ilość bezrobotnych w Polsce przekracza ponownie dwa miliony osób; gdy pogarszają się wszystkie wskaźniki rozwoju cywilizacyjnego kraju, a ekipa Donalda Tuska okazuje się tak nieudolna w działaniu, iż właściwie nie potrafi rozwiązać najprostszych problemów, by przy okazji nie dyskredytować się do końca, to jeszcze zostaje propaganda, zwana u nas PR-em.

Pole manewru Platformy i współdziałających z nią mediów nie jest imponujące. Anty-PiS-owska ideologia ma się na wyczerpaniu, europejskie miraże pozostają już historią i kryzys ekonomiczny daje o sobie znać. Pozostała jeszcze, niewykorzystana dotąd, opowieść o stanie umysłu i ducha przywódcy. Sam D. Tusk w wywiadzie dla tygodnika “Wprost” mówi:

“Zawsze jestem sam i zdaję sobie z tego sprawę. (…) Im dłużej jesteś premierem, im więcej prób przeszedłeś, tym bardziej rośnie samotność. (…) Na końcu i tak zawsze ja ponoszę za wszystko odpowiedzialność. (…) Mam wrażenie, że uzyskałem status człowieka dojrzałego”.

Niedawno pisała “Gazeta Wyborcza” tak: “Donald Tusk jest hegemonem na scenie politycznej, ale nigdy nie był tak samotny. (…) W poprzedniej kadencji miał przy sobie dwór. (…) Ale dwór wymiotła afera hazardowa”.

Także “Polityka” zajmuje się psychiką premiera: “Sam Donald Tusk zmienił ton, stał się jakby nieco nonszalancki, często surowy, mniej zabiegający o sympatię i uznanie. (…) Tusk się do tego nie odnosi, opinii nie prostuje, gra niezrozumianego przez masy samotnika”. I dalej - podobne duperele.

Autor tej notki wyrażał już wielokrotnie swój krytyczny sąd o działalności D. Tuska i jego rządu, a także niepokój o konsekwencje tej polityki. Późna pora pisania tej notki nie sprzyja stylistycznemu ujęciu rozszerzenia opinii na temat samotności premiera, więc przytoczy wypowiedzi niezależnych fachowców:

— Prof. Jadwiga Staniszkis: “Premier Tusk wprowadził i utrwalił w Polsce manierę obietnic bez pokrycia, utrzymywania pozorów przy pomocy czczej gadaniny i przede wszystkim porażającej kombinacji braku kompetencji i uciekaniem od odpowiedzialności”.

— Artur Balazs: “Oceniam, że Tusk - nic nie robiąc przez cztery lata - wyczerpał limit tolerancji dla dryfu rządu. (…) Sprawa ACTA stała się wentylem rewolty społecznej, buntu powszechnego. Podglebie jest jednak szersze. Rząd wkrótce przekona się, że zasoby frustracji społecznej są dość głębokie”. (zygmuntbialas)

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Media (po)mogą | Komentarze: 5

Kompromitacja za dwa miliardy złotych

Wysłane przez: admin w dniu: 09/02/2012

Prawie dwa miliardy złotych, a dokładnie 1 915 mln, kosztował Stadion Narodowy w Warszawie, czyli obiekt kompromitujący Polskę od września zeszłego roku. Miejmy nadzieję, że rzeczywisty koniec sagi pt. „Otwarcie Stadionu Narodowego” dobiegnie wreszcie końca 29 lutego. W innym razie koszty, nie tylko finansowe, będą o wiele większe.

Główna arena na Euro 2012 zamiast być wizytówką całego turnieju, staje się naszym największym koszmarem, a każdy wydana złotówka zaczyna odbijać się czkawką. Głównie na wizerunku naszego kraju jako organizatora. Całe szczęście, że europejskie federacje nie wykazywały żadnego zainteresowania meczem o Superpuchar Polski, który właśnie został odwołany.

Mało kto już pamięta, że pierwszym meczem na Stadionie Narodowym miał być ten z Niemcami, który ostatecznie został rozegrany w Gdańsku. Ale kiedy to było? We wrześniu 2011 roku. Żeby dolać oliwy do ognia dodać trzeba, że pierwotna data oddania warszawskiego stadionu do użytku wyznaczona została na…30 czerwca 2011.

Opóźnienia w rozwijaniu infrastruktury to rzecz, do której zdążyliśmy niestety przywyknąć. Jednak analizując wszystkie inwestycje związane z organizacją Euro 2012, wnioski nie napawają optymizmem. Jeśli dodać do tego zorientowanie w tematyce piłkarskiej Pani Minister Muchy, której nie odpowiadał „wybór drużyn” mających wziąć udział w meczu o Superpuchar Polski, sytuacja na 120 dni przed meczem otwarcia, zaczyna powoli przypominać grecką tragedię.

Oby nie spotkało nas właśnie to, co Greków, którzy w 2004 roku byli organizatorem Igrzysk Olimpijskich, czy Portugalczyków organizujących Euro 2004. Opóźnienia w przygotowaniach do olimpiady rozwścieczyły MKOL. Postawienie ultimatum doprowadziło do sytuacji, w której Grecy musieli pracować na trzy zmiany. Robiono wszystko na ostatnią chwilę, nie licząc się z kosztami. A te sięgnęły ostatecznie 12 mld dolarów.

Dziś greckie areny sportowe, wybudowane z myślą o Igrzyskach i nadzieją na dalsze wykorzystywanie, to obraz nędzy i rozpaczy. A jednego z powodów greckiego kryzysu można doszukiwać się właśnie w fatalnej organizacji Olimpiady i późniejszych oczekiwań, kompletnie oderwanych od rzeczywistości.

Oczywiście mistrzostwa europy w piłce nożnej to nie ta sama skala przedsięwzięcia, co Igrzyska. Mimo to pozostaje żałować, że odpowiedzialne za organizację czempionatu w Polsce osoby, zamiast uczyć się błędach innych, postanowiły koniecznie uczyć się własnych. Szkoda też, że wszyscy musimy być tego naocznymi świadkami. (bankier.pl)

Kategoria: Nasze mordy kochane | 1 Komentarz