Pretekst dla cenzora
Autor: admin o środa 25. styczeń 2012
Usłyszałem właśnie od obrońców ACTA, że „gospodarka traci” na piractwie. Nie „gospodarka traci”, tylko niektóre koncerny tracą, dlatego starają się wprząc państwo w walkę z piractwem.
W efekcie policja, zamiast szukać złodzieja, który ukradł sąsiadowi rower, sprawdza, czy sąsiad nie ma aby na komputerze nielegalnych plików z grą, w której ścigają się kolarze. Jak ktoś ukradł rower, to ktoś już go nie ma, a ma ktoś inny. A jak ktoś „ściągnął” grę, to jej twórca ma ją nadal, lecz nie ma zysku z tego, że ktoś jej używa. Dlaczego jednak to właśnie ma być w sposób szczególny penalizowane i ścigane?
Prawa autorskie to wymysł cenzorów! W XVI-wiecznej Anglii autorzy nie byli zagrożeni przez pojawienie się prasy drukarskiej (pierwszej na świecie maszyny kopiującej). Wręcz przeciwnie. Była to dla nich wielka szansa na dotarcie ze swoimi dziełami do szerszej grupy odbiorców. To było zagrożenie dla rządu. Nowa technologia ułatwiała rozpowszechnianie dzieł „wywrotowych”. Podobnie jak dziś Internet. Utworzono więc cech prywatnych cenzorów Londyńskie Zrzeszenie Sprzedawców Papieru. W zamian za kontrolowanie tego, co było drukowane, zrzeszenie otrzymało przywilej sprzedaży wszystkich druków i konfiskaty wydanych bez pozwolenia. Gdy rząd złagodził cenzurę, członkowie zrzeszenia ukuli teorię, że autorów nie stać na rozpowszechnianie ich dzieł, więc powinni móc sprzedawać swoje prawa tym, którzy będą ich chronić! Pewnie dlatego dziś argumenty obrońców ACTA tak bardzo przypominają mowę… cenzorów.
Z ekonomicznego punktu widzenia nie można przecież mówić o „stratach dla gospodarki”, bo pieniądze niewydane na jeden rodzaj dóbr są przeznaczane na coś innego. Jeśli ktoś nielegalnie skopiuje jakiś program, a wyda więcej na piwo, to gospodarka nie traci, a producenci piwa i budżet (z uwagi na podatek akcyzowy pobierany od piwa, a nie od programów komputerowych) nawet zyskują.
Równocześnie przeciwnicy „własności intelektualnej” koncentrują się tylko na jednym jej aspekcie i nie biorą pod uwagę tego, że czym innym jest kopiowanie jakiegoś utworu, a czym innym sprzedawanie go jako własnego albo robienie podróbek. Bo jednak własność istnieje. Piszę to, popijając coca-colę, i nie uważam bynajmniej, że inni producenci cieczy w podobnym kolorze powinni mieć prawo sprzedawania jej w takich samych butelkach. Tylko czy jedno i drugie powinna regulować jedna ustawa? Nie! Dlatego sądzę, że ochrona prawa do butelki może być tylko pretekstem do przywrócenia cenzury. (Robert Gwiazdowski)


26/01/2012 o godz. 00:30 |
Nikt nic nie traci. Co najwyżej zyskuje.
1. Jeśli ktoś nie ma zamiaru kupić czegoś oryginalnego to to ściągnie, albo nie kupi wcale.
2. Część ludzi dzięki temu, że ściągnie wypróbuje, chce mieć oryginał.
3. ACTA otwiera drogę do kolejnych obostrzeń narzucanych przez korporacje.
4. Korporacje chcą przetrzeć sobie drogę, aby zarabiać jeszcze na karaniu ludzi którzy pobrali coś z sieci. “Chcesz czy nie i tak będziesz musiał nam zapłacić!”
5. Ani jedna złotówka z wyegzekwowanych kar nie trafi i tak do artystów.
6. W podniesiony podatek na książki, likwidowane szkoły i zakaz pobierania. Ewidentnie ktoś chce ogłupić naród.
7. Według art. 20 ust. 1 pkt 3 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r od czystych nośników oraz urządzeń służących do nagrywania, jest odprowadzany podatek na rzecz twórców. Niech więc nie przeginają!
26/01/2012 o godz. 10:58 |
Tak autor jak i mój komentujący poprzednik nie mają pojęcia o czym piszą.
Po pierwsze, to nie jest tak, że jeśli nie wyda się pieniędzy np na kino, to skonsumuje się je w inny sposób. Szkoda tylko, że z próżnego i Salomon nie naleje..
Jeżeli ktoś poświęcił kilkanaście lat życia i miliony dolarów na badania, aby każdy mógł korzystać z jego odkrycia od zaraz. Wyobrażacie sobie jak bardzo powstrzymałoby to rozwój? Bo kto inwestowałby w owe badania? Kto byłby gotów poświecić te miliony dolarów?
26/01/2012 o godz. 22:16 |
Natomiast mój komentujący poprzednik przesadza w drugą stronę. To nie jest tak, ze tylko korporacje napędzają rozwój. Owszem, mają w tym swój udział, z drugiej strony, to one są też hamulcem wprowadzania nowych technologii. Nie przypadkiem Boeing czy Lockhead nienawidzą Burta Rutana, gdyż uderza w ich monopol. A to tylko jeden z przykładów.
Swój udział w postępie mają uczelnie wyższe, instytuty naukowo-badawcze i to nie tylko te finansowane przez korporację. Wreszcie mają zwykli ludzie, pasjonaci. Postęp technologiczny to złożony proces.
Prawo patentowe, a potem autorskie wprowadzono by chronić interesy twórców. Jest ono potrzebne, choć w nowej sytuacji wygenerowanej przez internet wymaga modyfikacji. Problem polega na tym, że obecnie używane jest przez korporacje, dla ochrony ich interesów.
Tak przykładowo, w przypadku literatury udział autora w cenie detalicznej do zazwyczaj od 1% do 5%, reszta to koszty produkcji, podatki a wreszcie zyski: wydawcy, pośredników i księgarza. Przy czym przy nakładzie 1000 egz. koszty produkcji to max. 20-25%, a czym większy nakłąd, tym jednostkowo niższy udział kosztu produkcji. Dodając podatki, to ok. 60% ceny książki to marże wydawcy, pośredników i księgarni.
27/01/2012 o godz. 11:13 |
Jeśli chodzi o książki, to chyba oczywistym jest, że to wydawca ponosi największe ryzyko, a ryzyko kosztuje. Poza tym jeśli autor jest rozpoznawalny a jego książki schodzą na pniu może negocjować swój udział w zyskach.
W USA większość uczelni pracuje na zlecenie firm, których nie stać np na własne pracownie, takie laboratorium na godziny
Skoro wyniesienie płyty/książki/filmu ze sklepu, bez płacenia jest wykroczeniem, to nie rozumiem dlaczego ściągnięcie ich przez internet już nim ma nie być? (wiem, wiem w Polsce można ściągać ale nie wolno udostępniać). Patenty w większości wypadków są o tyle uczciwe, że z czasem wygasają (jak choćby całkiem niedawno aspiryny). Trzeba odrzucić komunistyczne mrzonki i jasno stwierdzić, że zysk jest motorem napędzającym rozwój.
Chociaż te środki trafiają do korporacji to jednak one w coś je inwestują, na coś wydają, zapewne nie trzymają ich w przysłowiowej skarpecie.
28/01/2012 o godz. 23:08 |
Moje przemyslenia o ACTA.
1. 8 stycznia 1982, po trwającym od 1974 r. procesie, amerykański monopolista na rynku telekomunikacyjnym - AT&T został uznany za monopolistę przez Departament Sprawiedliwości USA, który nakazał wydzielenie z firmy siedmiu regionalnych oddziałów.
2. W październiku 1997 Departament Sprawiedliwości USA złożył wniosek w Federalnym Sądzie Rejonowym, w którym stwierdził, że Microsoft złamał przepisy porozumienia podpisanego w 1994 i zwrócił się do sądu o powstrzymanie integracji Internet Explorera w systemie Windows. 3 kwietnia 2000 został wydany wyrok przeciwko Microsoft za praktyki monopolistyczne.
3. 25 lipca 2010 roku w serwisie WikiLeaks opublikowano około 77 tysięcy wojskowych dokumentów dotyczących wojny w Afganistanie, obejmujących okres od stycznia 2004 do grudnia 2009 roku. 22 października w WikiLeaks opublikowano 391 832 dokumenty o wojnie w Iraku, co również wywołało kontrowersje. 28 listopada 2010 w WikiLeaks rozpoczęła się publikacja 251 287 depesz dyplomatycznych z amerykańskich ambasad na całym świecie. Po publikacji strona WikiLeaks została zablokowana za pomocą rozproszonego ataku typu DoS (ang. denial of service). W odpowiedzi WikiLeaks rozpoczęły masowe tworzenie serwerów lustrzanych. 4 grudnia 2010 amerykański serwis płatności internetowych PayPal zablokował konta WikiLeaks powołując się na naruszenie regulaminu. 24 kwietnia 2011 serwis ujawnił dokumenty więźniów z Guantanamo. Dokumenty zawierały ocenę wywiadu na temat 779 ludzi, którzy od 2002 roku trafili do więzienia w amerykańskiej bazie. Ponadto z przecieku wynikło, że większość z pozostających wówczas 172 więźniów stanowiło zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych.
4. Twitterowa rewolucja (ang. Twitter Revolution) – określenie protestów społecznych organizowanych przy pomocy internetowych serwisów społecznościowych. Nowe kanały komunikacji przez Internet, takie jak w Twitter lub Facebook przyczyniły się do ułatwienia demonstrantom koordynacji działań i przesyłania tymi kanałami informacji informujących społeczność międzynarodową o tych demonstracjach. Portale społecznościowe pomagają w komunikacji, koordynacji i synchronizacji manifestacji. Określenie Twitterowa rewolucja może odnosić się do zamieszek po wyborach w Iranie w 2009 roku, zamieszek w Mołdawii w 2009 roku, rewolucji w Tunezji w 2010-2011 roku, rewolucji w Egipcie w 2011 roku.
5. Protesty w Hiszpanii w 2011, nazywane także Ruchem M15, (hiszp.) Movimiento 15-M lub Indignados – fala społecznych protestów zapoczątkowanych w połowie maja 2011 przez młodych ludzi na portalach społecznościowych, organizację Democracia real YA, platformy dialogu obywatelskiego oraz szereg organizacji pozarządowych. Demonstranci domagali się pogłębienia demokracji, poprawy sytuacji na rynku pracy, demonstrowali przeciwko upartyjnieniu państwa i wykluczeniu społecznemu. Wzorowany na hiszpańskim proteście “ruch oburzonych” rozszerzył się w kolejnych miesiącach na inne kraje, a jego amerykańską odmianą jest zapoczątkowany w połowie września 2011 w Nowym Jorku ruch Occupy Wall Street, inspirowany w równym stopniu protestami Arabskiej Wiosny Ludów.
6. Prace nad ACTA trwaja od 2006 roku, Pierwsza, znana szerszej publiczności wersja dokumentu została opublikowana w 2008 roku przez serwis WikiLeaks. Prace nabrały tempa w roku 2010 i w tym roku udostępniono publicznie oficjalną wersję projektu porozumienia. Wzbudziła ona niepokój środowisk akademickich, prawnioków oraz środowisjk związanych z rozwojem wolnego oprogramowania. Zwraca uwage tajność negocjacji nad szczegółami porozumienia.
7. A teraz drogi czytelniku, jeśli dotarłeś do tego miejsca - pomyśl - czy nie obserwujesz niepokojącego dysonansu pomiędzy skutecznościa zahamowania zapędów dwóch gigantycnychh korporacji z punktów 1. i 2. przez amerykańska administrację i wyjątkową nieskuteczność działań estabilishmnetu w związku ze zjawiskami z punktów 3. 4 i 5.? Czy aby nie doszło do porozumienia dysponujących kolosalnymi pieniędzmi korporacji zarządzającymi prawami autorskimi i tegoż estabilishmentu w celu stworzenia mechanizmów umożliwiających śledzenie TWoich kroków w Sieci (takowe zresztą istnieją, nie łudź sie) i reagowania jeśli tylko pojawii sie jakaś niepokojąca tendencja, pod pretekstem mniej lub bardziej uzasadnionego naruszenia praw do własności intelektualnej? Obawiam się, że właśnie tu leży głowny problem ACTA…
Wszystkie przytoczone wyżej informacje można (jeszcze) znaleźć bez kłopotu w Internecie.