Kazany nie było, Błasika nie było
Wysłane przez: admin w dniu: 21/01/2012
Na opisane w dzisiejszej Rzepie “wątpliwości” związane z tym czy i kto rozpoznał na nagraniach głos generała Błasika trzeba spojrzeć w szerszym kontekście, sięgając pamięcią do tego co się działo zaraz po opublikowaniu nieszczęsnych rosyjskich stenogramów. Bo przecież już wtedy było wiadomo, e coś tu bardzo nie gra. Generał Błasik nie był bowiem ani pierwszym, ani jedynym “błędnie” rozpoznanym.
Przypisane wtedy dyrektorowi Kazanie wypowiedzi “No to mamy problem” i “Na razie nie ma decyzji prezydenta, co dalej robić” posłużyły - jak pamiętacie - do sformułowania hipotezy o winie prezydenta, do którego rzekomo miała należeć decyzja, ewentualnie jej brak - tak czy owak, to właśnie te słowa Kazany, uzupełnione słowami rzekomo pijanego Błasika, pozwoliły zbudować i utrwalić smoleńską narrację w której głównym winnym katastrofy był prezydent Kaczyński.
Jakby ktoś chciał dzisiaj szukać Kazany w najnowszych stenogramach krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych, to uprzedzam - szkoda czasu. Kazana z ostatecznej wersji stenogramów zniknął, zupełnie jak Błasik. Błędem jest więc traktowanie (nie)obecności Błasika w polskich stenogramach jako jakiejś tam “rozbieżności” ze stenogramami rosyjskimi, nie w przypadku gdy w tajemniczych okolicznościach pojawiają się i znikają dwa ważne głosy, dziwnym trafem oba obciążające prezydenta, i w obu przypadkach nie wiadomo przez kogo rozpoznane. Za to świetnie wiadomo komu i do czego służące.
Po tym jak okazało się, że w “kokpicie” znaleziono 13 osób, ale niekoniecznie załogę, dotychczasowa narracja się posypała i trochę potrwa zanim uda się sklecić nową. Gdybym miała obstawiać, spodziewam się powrotu wątku “rozmowy braci”. Na tym etapie to chyba ostatnia deska ratunku, i zdaje się ktoś ją właśnie wyciągnął z lamusa. Wprost właśnie “dotarło” do informacji z…czerwca 2010, wtedy to Dania oficjalnie odpowiedziała polskim śledczym, że nie dysponuje nagraniem ostatniej rozmowy braci Kaczyńskich. (…)
Dzisiaj dowiadujemy się, że rozmowy braci nie poznamy, w każdym razie nie oficjalnie. Nie dałabym jednak głowy za to, że nie zaczną się pojawiać przecieki z tego “co o rozmowie wiemy ale zdradzić źródeł nie możemy”. W ostateczności zaś będzie można w najlepsze spekulować co też by na tym nagraniu było, gdyby ono było. A kto wie, może nawet jest, tylko Dania się nad nami ulitowała? Jestem pewna, że “sekta smoleńska” coś wymyśli, i gdyby nie to, że moi współobywatele ciągle jeszcze te kłamstwa kupują, nawet bym się cieszyła na gimnastykę jaką będą teraz musiały wykonać tuzy prorządowego dziennikarstwa. Kazany nie było, Błasika nie było, rozmowy nie będzie. Jak lżyć, panie premierze? (Kataryna)
Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Media (po)mogą, Polityka miłości stosowana | Brak komentarzy »

