Tusk Watch

Obserwujemy jak Polska zmienia się w drugą Irlandię

| |
| Log in |

Archiwum: wrzesień 2010

W pętli czasu

Wysłane przez: admin w dniu: 29/09/2010

Zawsze uważałem, że stara, dobra science fiction opisuje świat znacznie lepiej, niż się powszechnie sądzi.

Weźmy na przykład taką typową dla niej figurę fabularną jak pętla czasu. W niejednej powieści tego gatunku bohater wpada w pętlę czasu i choć wydaje mu się, że czas płynie, w istocie stale przeżywa te same wydarzenia, tak jak zabłąkany w lesie stale mija to samo drzewo.

Dajmy na to, w grudniu po południu słyszy bohater, że partia rządząca szykuje ustawę o in vitro. W styczniu przed południem słyszy, że już ją przyszykowała i ma. A potem mija rok i w kolejnym grudniu po południu nagle znowu widzi tego samego premiera zapowiadającego podjęcie prac nad ustawą o in vitro i tego samego posła stawiającego warunki, i tych samych komentatorów zawzięcie powtarzających te same frazy.

Znowu słyszy o “ofensywie legislacyjnej” partii rządzącej i pyta sam siebie, czy mu się w głowie nie miesza, czy ta ofensywa legislacyjna nie była już rok temu. Czy w ogóle, pyta siebie z lękiem, nie przeżywał już tego wszystkiego po wielokroć: komisja wyjaśnia kulisy śmierci Barbary Blidy; euro; krzyż; Palikot; gaz; służba zdrowia; Bolek…

Dawno już wszystko wyjaśniono i wyczerpano, a nagle znowu jesteśmy w punkcie wyjścia jak gdyby nigdy nic. I znowu po raz któryś widzimy premiera zapowiadającego, że będą reformy i autostrady, i jego klakę radującą się, że będą reformy i autostrady, i wiadomo, że za rok jako przełomowy news zostanie znowu ogłoszone: będą autostrady, właśnie podpisano kontrakt na budowę odcinka Pyrzów – Strykowice czy odwrotnie. Pętla czasu. Bez science fiction tego nie ugryziesz.

Tylko dług publiczny, wzrastający nieubłaganie i coraz szybciej, ostatnio ponad 150 milionów złotych dziennie, świadczy, że czas jednak istnieje. I że bezpowrotnie go marnujemy. (Rafał A. Ziemkiewicz)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 5

Tusk, tupolew i rosyjska gra

Wysłane przez: admin w dniu: 26/09/2010

Najpierw słyszałem, że śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej przebiega wzorowo, a władze rosyjskie okazują Polakom najwyższy szacunek.

Powód? Oczywiście nowa polityka porozumienia premiera Donalda Tuska. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie zalegające na lotnisku pod Smoleńskiem szczątki tupolewa. Nie dość, że nie zostały zgodnie z obietnicami zabezpieczone, to jeszcze samolot pocięto piłami mechanicznymi.

Jeszcze kilka dni temu premier z zadowoleniem mówił, że „(…) śledztwo, zarówno ze strony rosyjskiej, jak i polskiej, przebiega szybciej niż w tego typu sytuacjach w Europie”. Jak zwykle przy takich okazjach nie sposób się było dowiedzieć, jakie inne tego typu sytuacje w Europie miał na myśli szef polskiego rządu i na czym opierał swoje przeświadczenie o szybkości śledztwa ze strony rosyjskiej. Istotny przekaz brzmiał: jest dobrze.

W podobnym tonie wypowiadał się wcześniej prezydent Bronisław Komorowski, który jeszcze w maju, występując w roli p. o. prezydenta, stwierdził, że niszczejące na lotnisku szczątki nie są wielkim problemem. Wskazywał też, że śledztwo przebiega poprawnie.

Obie te wypowiedzi były zapewne efektem starannie przygotowanej propagandowej strategii. Zgodnie z nią miało powstać wrażenie, że to Tuskowi i PO Polacy zawdzięczają nowe, wreszcie dobre relacje z Rosją. Głosy, które do tego nie pasowały, tłumiono. I zapewne ta strategia okazałaby się nad wyraz skuteczna, gdyby właśnie nie wrak. Albo, ściślej mówiąc, gdyby nie to, że za jego pomocą swoją grę podjęli Rosjanie. – To budzi obawy i niepokój prokuratury. (…) Mam nadzieję, że tego rodzaju brak zabezpieczenia, wpływ czasu, czynników korodujących i innych powodujących możliwości zniekształceń nie odbiją się na wynikach badań tego samolotu, ale lepiej by było, żeby on był zabezpieczony – tyle Andrzej Seremet, komentując w środę informacje o niszczejącym samolocie. Osobliwa wypowiedź. Prokurator generalny – widząc, jak każdego dnia znika najważniejszy dowód rzeczowy… wyraża nadzieję, że nie będzie to miało znaczenia.

Podobnie groźne pomruki wydaje minister obrony Bogdan Klich. – Piłka jest po stronie rosyjskiej, to strona rosyjska musi stanąć na wysokości zadania i zabezpieczyć ten wrak – zagrzmiał. Tak, po tych słowach ministra Rosjanie naprawdę się wystraszą i zrobią, co do nich należy.A na poważnie? Na poważnie w szybkie zabezpieczenie nie wierzę. Wrak będzie się rozpadał, a Rosjanie będą rozkładać ręce. Po co się spieszyć? Zauważyli przecież, do jakiego stopnia polski rząd i premier stali się zakładnikami własnej strategii. Wiedzą, że Tusk nie może wystąpić ostro, bo wtedy dotychczasowa propaganda, zgodnie z którą doprowadził do zbliżenia z Rosją, straciłaby rację bytu. Dlatego zamiast gwałtownie protestować i poprosić choćby o pomoc Unię, premier musi znosić kolejne upokorzenia. Wreszcie widać, kto tu jest górą. (Paweł Lisicki)

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Wpadka Komorowski | Komentarze: 9

Dziennikarze odkryli: Komorowski to nudziarz!

Wysłane przez: admin w dniu: 26/09/2010

W stylu sprawowania prezydentury przez Bronisława Komorowskiego da się już wyróżnić pewne charakterystyczne elementy.

Podstawową cechą prezydenta Komorowskiego okazuje się być nudziarstwo. Jego publiczne wypowiedzi i okolicznościowe przemówienia są bez wyjątku wygłaszane monotonnym, wypranym z emocji tonem. Oceniający dla TVN24 retorykę głowy państwa dr Jacek Wasilewski zmiażdżył Komorowskiego. Ekspert stwierdził, że:

Ciężko się zaangażować w to, co mówi powyżej kilku minut. Tutaj wiele osób odpływa.

Zdaniem Wasilewskiego, prezydent mógłby przemawiać tylko w określonych okolicznościach:

To typowy mówca rytualny, który znakomicie sprawdza się w niewielkich grupach typu zlot harcerski, chrzest w dużej rodziny. Problem z prezydentem jest taki, że jest on zbyt mało obrazowy jako mówca.

Na przynudzanie Komorowskiego zwraca również uwagę publicystka “Faktu” Dorota Łosiewicz. Lecz podkreślana ona również inną rysującą się cechę harcerza-prezydenta. Otóż jego kancelaria już teraz planuje wydanie dużo większej ilości pieniędzy, niż kancelaria Lecha Kaczyńskiego. Jak pamiętamy, Platforma lubowała się w terminach rodzaju “bizantyjski dwór Kaczyńskiego”. Ciekawe w jaki sposób politycy PO wyjaśniają teraz fakt, że ich prezydent zwiększył budżet Kancelarii Prezydenta o 20 mln złotych?

Nie wiadomo, co powiedzą politycy Platformy, ale Łosiewicz ma swoją propozycję użycia przez Komorowskiego zabranych z budżetu pieniędzy:

Może chociaż część zaplanowanych wydatków kancelarii pójdzie na fachowców od pisania wystąpień głowy państwa. To by się przynajmniej wszystkim opłaciło.

Niezły pomysł, ale pamiętajmy, że oprócz nudziarstwa i chciwości na publiczne pieniądze prezydentura Komorowskiego charakteryzuje się również regularną obecnością głowy państwa na mszach i kościelnych uroczystościach. Niewykluczone więc, że cała kasa rozejdzie się na tacę… (pardon.pl)

Kategoria: Wpadka Komorowski | Komentarze: 7

Czy Tusk ulegnie radykałom

Wysłane przez: admin w dniu: 24/09/2010

Za co można zdymisjonować członka polskiego rządu? Są tacy, którzy twierdzą: wystarczy, że minister powie, iż szkoła katolicka nie musi zatrudniać zdeklarowanej lesbijki. Inni dodają: równie wielkim przestępstwem jest, jeśli minister w dyskusji na temat homoseksualizmu “ujawni”, że jego polemista – oficjalny przedstawiciel środowisk LGBT i zdeklarowany homoseksualista – jest… gejem.

Co takiego strasznego i oburzającego jest w tych wypowiedziach minister Elżbiety Radziszewskiej? Co skandalicznego w opinii, że szkoła, która naucza, iż zachowania homoseksualne są złem, nie chce zatrudniać osoby czyniącej owo zło? Co nagannego w argumentowaniu, że ktoś głosi jakiś pogląd dlatego, że osobiście jest sprawą zainteresowany?

Trzeba wyjątkowo dużej dawki złej woli, aby uznać słowa minister Radziszewskiej za wyraz homofobii czy braku tolerancji. Choć pewnie nie zdziwiłbym się, gdyby po wypowiedziach pani minister zaprotestowały ekstremistyczne organizacje homoseksualistów, radykałowie, których na marginesie życia publicznego zawsze jest co niemiara i których w demokratycznym kraju należy tolerować.

Kiedy jednak widzę w poważnej wysokonakładowej gazecie tytuły obwieszczające koniec Radziszewskiej, kiedy czytam tam wypowiedzi poważnych polityków krytykujących panią minister i artykuły dziennikarzy domagających się jej dymisji, zaczynam się niepokoić. Bo nie jestem pewien, czy Donald Tusk oprze się temu naciskowi.

Elżbieta Radziszewska już dawno naraziła się radykałom: nie tylko homoseksualistom, ale też feministkom. Środowiska te mają do niej żal, że jako pełnomocnik rządu do spraw równego traktowania nie uczyniła ze swego urzędu narzędzia do realizacji ich ideologicznych pomysłów, lecz postawiła na umiarkowanie i zdrowy rozsądek.

Także z tego powodu ataki na panią minister to dla premiera egzamin z suwerenności. Gdyby Tusk ugiął się pod naciskiem skrajnych środowisk i mediów napędzanych radykalnymi ideologiami, oznaczałoby to, że utracił samodzielność i stał się ich zakładnikiem. (Dominik Zdort)

Kategoria: Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 18

Tusk pod ogniem liberalnych baterii

Wysłane przez: admin w dniu: 23/09/2010

Minister Radziszewska, broniąc swej tezy iż katolicka szkoła powinna zachować prawo do nie zatrudniania nauczycieli-gejów, powiedziała publicznie o seksualnej orientacji swego rozmówcy, aktywisty Kampanii przeciw Homofobii. Dlatego zdaniem GW musi odejść. „Na stanowisko, które powinno mieć charakter awangardowy, bo w całej Europie prawa obywatelskie należą do priorytetów, powołano osobę o bardzo konserwatywnych poglądach. Mam o to pretensję do premiera Tuska. To tak, jakby ministrem obrony zrobić pacyfistę” – tak wypowiedź Radziszewskiej skomentowała w GW Magdalena Środa.

Jest to komentarz znamienny. Znamienny przez swoją szczerość. Bo co to znaczy, że to stanowisko (pełnomocnik ds.równego traktowania) „powinno mieć charakter awangardowy”? To znaczy ni mniej ni więcej tylko tyle, że p. Środa (i „Wyborcza”, która informacyjny (!) tekst o sprawie zatytułowała „Minister musi odejść” i opatrzyła zdjęciem Elżbiety Radziszewskiej, które łatwo zinterpretować jako ośmieszające (z jej występu w „Reality Szopka Szoł 2008”) nie ukrywa opinii, że właściwym zadaniem pełnomocnika nie jest dbanie o przestrzeganie praw mniejszości w zakresie, w jakim zostały one zapisane w prawie. Nie może on też rozumieć swojej roli jako strażnika kulturowego kompromisu.

Odwrotnie – stanowisko to powinno być obsadzone przez radykała, przez zelotę kulturowej rewolucji. Bo minister ma być w awangardzie – czyli w awangardzie przemian. Ma wytyczać nowe szlaki. Ma być taranem kulturowej rewolucji.

Wypowiedź Środy i stanowisko zajęte w sprawie przez „GW” wpisują się w zachodzącą obecnie zmianę politycznego klimatu. Kilka lat temu Donald Tusk zyskał wsparcie wszystkich w zasadzie środowisk, zainteresowanych odepchnięciem od władzy, a najchętniej unicestwieniem, PiS-u. Było to jednak poparcie warunkowe i teraz, gdy „kaczystowskie zagrożenie” wydaje się już nieaktualne, jest stopniowo wycofywane.

Niektóre aspekty tego wycofywania trzeba ocenić pozytywnie – mainstreamowe media nie są już np.w takim stopniu, jak niedawno, gorliwe w przemilczaniu rządowych porażek. To dobrze, jeśli rządzący nie są pod szczególną ochroną mediów.

Ale jest i druga strona zagadnienia – środowiska radykalnie liberalne zaczynają żądać od premiera realizacji ich światopoglądowych postulatów. A premier, przyzwyczajony z jednej strony do pełnego wsparcia tego obozu, a z drugiej – do kierowania ugrupowaniem szerokim, grupującym „wszystkich normalnych ludzi”, znajduje się w narastająco niekomfortowej sytuacji.

Donaldowi Tuskowi można więc współczuć. Ale warto pamiętać, że wybierając kilka lat temu opcję odrzucenia kompromisu z PiS i wyniszczającej wojny domowej ze „strasznymi Kaczorami”, sam wykreował zalążek swojego obecnego położenia. (Piotr Skwieciński)

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Media (po)mogą | Komentarze: 3

Tusk podczas Konwencji Krajowej pokaże lewicową twarz Platformy

Wysłane przez: admin w dniu: 23/09/2010

Na Krajową Konwencję Platformy 25 września politycy zapowiadają mocne uderzenie ze strony premiera. Ale nie tylko Donald Tusk szykuje się do spotkania z członkami PO.

Bo podczas Konwencji Krajowej swoje wystąpienie planuje również Janusz Palikot, a w nim ma przedstawić wszystkie postulaty jakich zrealizowania oczekuje od Platformy. Wśród nich mają się znaleźć projekty dotyczące parytetów, refundacji in vitro, eutanazji i testamentu życia, aborcji, rozdziału kościoła od państwa, równość płci, wyznania, preferencji seksualnych. Jak zdradzają w nieoficjalnych rozmowach politycy PO po odczytaniu swoich postulatów Janusz Palikot zamierza zapytać zarząd partii czy zamierzają je zrealizować. Niektórzy z posłów PO kreślą nawet scenariusz, w którym kontrowersyjny polityk mówi, że jeśli nie zgodzą się na część z jego pomysłów to ten nie widzi dłużej swojego miejsca w Platformie.

Teatrzyk Palikota ma zostać jednak przyćmiony wystąpieniem premiera Tuska, który podczas konwencji ma w kontrze do posła z Biłgoraja przedstawić propozycje PO, które zostaną wprowadzone jeszcze przed wyborami parlamentarnymi, tym samym udowadniając mu, że jego partia realizuje część z wymienionych postulatów. Głównym projektem jaki ma zapowiedzieć na Konwencji Krajowej Donald Tusk ma być wprowadzenie już od przyszłych wyborów parlamentarnych 35. procentowych parytetów, w tym 50. procent jedynek na listach dla kobiet.

W sejmowych kuluarach pojawiła się nawet pogłoska, że premier może zapowiedzieć 50 procentowe parytety, ale osoba z bliskiego otoczenia Tuska mówi nam, że takie rozwiązanie nie wchodzi w rachubę. Premier podczas konwencji ma zapowiedzieć również kompromis dotyczący in vitro, bo w tej sprawie partia wciąż jest podzielona. Według polityków PO ostateczny projekt jaki ma wyjść z klubu ma być zbliżony do tego jaki przygotowała Małgorzata Kidawa-Błońska, bo ten autorstwa Jarosława Gowina został uznany za zbyt restrykcyjny. Oprócz tych pomysłów Donald Tusk ma ogłosić jeszcze kilka innych pomysłów, ale wszystkie są objęte ścisłą tajemnicą. Politycy PO zdradzają tylko, że projekty mogą zostać uznane jako ukłon w stronę lewicy. Bo w ten sposób premier może pokazać, że ta nie jest potrzebna, bo partia środka jaką określa się Platforma jest po części lewicowa. (wPolityce.pl)

Kategoria: Donaldu, Donaldu... | Brak komentarzy »

Zakładnicy Tuska

Wysłane przez: admin w dniu: 21/09/2010

Różne mądre rzeczy słucham na temat dzisiejszego wywiadu z Donaldem Tuskiem dla “Wprost”. Nie wiem… - nic w nim specjalnego nie znajduję. Na nowo szef rządu i Platformy jedynie rozłożył obecne już w jego strategii i propagandzie, akcenty. Przekaz Donalda Tuska jest wciąż ten sam. Premier i jego ekipa daje ludowi (swoim wyborcom) chleba i igrzysk, bo tylko tego od niego oczekują.

Chleba: iluzję awansu społecznego, zakupy (w niedzielę) w centrach handlowych, wakacje, kredyty konsumpcyjne na telewizory, samochody i mieszkania. Generalnie - niekończącego się grilla, do samego końca. Naszego lub “ich”. Premier trzyma zakładników i za ich lojalność przedłuża im marzenia.

Igrzysk: Euro 2012, orliki, liczne TVN-owskie show oraz niekończące się, bezkarne, brutalne skakanie po głowie opozycji, a dokładnie Kaczyńskiemu. Ma ono charakter linczu i jest wydaje się czymś w rodzaju generowanej przez goebelsowską propagandę nienawiści wobec Żydów. Odczłowieczania, po którym uderzanie w przeciwnika (opozycję i jej zwolenników) nie wywołuje już żadnej refleksji.

To ważny element, bo walka kulturowa, to pole decydujące o politycznych zwycięstwach i porażkach ostatnich lat, o czym boleśnie przekonał się, ale czego nie zrozumiał Jarosław Kaczyński. To klucz do panowania Platformy Obywatelskiej i Donalda Tuska. To panowanie zostało na kilka dni po 10 kwietnia odebrane szefowi Platformy i jego doradcom. A zostało na powrót odbite po zapłaceniu Jarosławowi Kaczyńskiemu “okupu” w postaci królewskiego pochówku Lecha Kaczyńskiego na Wawelu.

Dziś premier po raz kolejny stawia ludowi warunek - on robi “coś tam, coś tam”, pozoruje rządzenie, a za poparcie gwarantuje swoim wyborcom święty spokój, rezygnację z politycznych aspiracji, celów i wizji. Liczy się “tu i teraz” konsumpcja władzy (dla rządu) i święty spokój dla mas. (Maciej Walaszczyk)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 19

W Platformie cisza przed burzą

Wysłane przez: admin w dniu: 20/09/2010

Chwilowo zażegnano konflikt między Tuskiem a Schetyną. Nowy układ sił sprawia, że napięcia będą powracać

Ubiegłotygodniowe spotkanie Donalda Tuska i Grzegorza Schetyny, na którym doszło do porozumienia między nimi, nie oznacza końca wojny, jaką toczą szef PO i jej sekretarz generalny. Ta wynika bowiem z zupełnie nowego układu sił, jaki powstał w Platformie w ostatnim roku. (…)

Choć przywództwo Tuska w partii wydaje się niekwestionowane, jego władza nie jest absolutna. I jego sympatycy, i przeciwnicy w PO są zgodni: jego celem jest zwycięstwo w wyborach parlamentarnych w 2011 r. i objęcie szefostwa koalicyjnego rządu (z PSL lub SLD). I jedni, i drudzy są przekonani, że największe zagrożenie dla tego projektu może wyniknąć z dekompozycji PO i walk wewnętrznych. Zapewne dlatego tuż przed wyborami samorządowymi, a rok przed parlamentarnymi, Tusk postanowił zawrzeć kompromis ze Schetyną i zapowiedział rezygnację z powiększenia zarządu PO do rozmiarów, które władzę w partii złożyłyby w ręce lidera.

Przeciwnicy Tuska uważają, że jako premier tak pokochał władzę, iż chce rządzić dla samego rządzenia, nie przeprowadzając reform. Zwracają uwagę, że otacza się doradcami, którzy nie są z partii, ani nie pochodzą z wyboru demokratycznego, jak Jan Krzysztof Bielecki, Michał Boni czy Igor Ostachowicz. To sprawia, że mają inną perspektywę patrzenia na przyszłość premiera. Jaką?

Po ogłoszeniu przez Tuska w zeszłym tygodniu, że Platformą będzie rządził jeszcze cztery lata, zaczęto w PO o tym głośno mówić. Jeśli Bronisław Komorowski nie popełni poważnego błędu, zostanie kandydatem PO do reelekcji. Do 2015 r. Tusk ma pozostać premierem, a do kolejnych wyborów prezydenckich w 2020 r., w których chciałby wystartować, pozostanie mu pięć lat. Doradcy mają mu podpowiadać na ten czas karierę za granicą. W czwartek tabloidy sugerowały, że premier marzy o fotelu szefa Komisji Europejskiej, a według rozmówców „Rz” – o funkcji w NATO lub ONZ.

Dlaczego Schetyna z najbliższego przyjaciela Tuska zmienił się w jego konkurenta? Jak mówią stronnicy sekretarza, stanie się on zagrożeniem dla premiera po wyborach parlamentarnych. Schetyna dzięki osobistym kontaktom i doświadczeniu marszałka Sejmu ma doskonałe relacje z liderami PSL i SLD. I tego ma się obawiać Tusk – że w koalicji w przyszłym parlamencie z SLD lub/i PSL to Schetyna byłby łącznikiem. To pozwalałoby mu nawet walczyć o fotel premiera albo – gdyby szefem rządu został Tusk – sterować koalicją z tylnego siedzenia.

W dodatku to sekretarz generalny układa dziś listy wyborcze, ma więc znacznie większą realną władzę nad partią niż przewodniczący. W przypadku konfliktu między nimi ich kohabitacja może się okazać niebezpieczna.

Z kolei zdaniem zwolenników Tuska premier walczy ze Schetyną, bo ten nie radzi sobie z partią i zaniedbał obowiązki sekretarza generalnego. (Michał Szułdrzyński)

Kategoria: Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 5

Co z tą prokuraturą

Wysłane przez: admin w dniu: 19/09/2010

Cieszymy się. Polski sąd stanął na wysokości zadania i wypuścił Ahmeda Zakajewa. Cieszę się również, ale zgodnie ze swoim powołaniem szukam dziury w całym. Nie trzeba się zresztą specjalnie wysilać.

Działania niezależnej prokuratury budzić muszą niepokój. Słyszymy, że nie miała ona innego wyjścia niż zatrzymać Zakajewa. To nieprawda. W wypadku Zakajewa zderza się kilka norm prawnych. Wprawdzie Rosja wystosowała za nim list gończy, a ponieważ należy do Interpolu, to zgodnie z konwencją ONZ, obowiązuje on we wszystkich państwach członkowskich, ale, równocześnie, Zakajew uzyskał status uchodźcy w Wielkiej Brytanii, kraju członkowskim UE. Ten status daje mu możliwość swobodnego podróżowania po krajach UE, które winny mu zapewnić bezpieczeństwo. Nie uzyskują go ludzie, którzy popełnili poważne przestępstwa, m.in. terroryści. Czy rozstrzygnięcie angielskiego wymiaru sprawiedliwości, który nadawał Zakajewowi status uchodźcy, a więc obejmował go konwencją, którą podpisała również Polska, nie powinno mieć większego znaczenia dla prokuratury polskiej niż żądania Moskwy?

Przecież doskonale wiemy, że Rosja nie jest krajem praworządnym, zwiększa liczbę więźniów politycznych skazywanych z kryminalnych paragrafów, przeciwnicy władzy bywają skrytobójczo zabijani i to nie tylko na terenie kraju, ale również za granicą jak przywódcy czeczeńscy, a ostatnio uchodźca polityczny w Anglii, Aleksander Litwinienko. Wszystko wskazuje na to, że próba otrucia byłego prezydenta Ukrainy, Wiktora Juszczenko jeszcze jako kandydata do tego urzędu, dokonana została na polecenie Moskwy. Listę przykładów, które dowodzą, że Rosja Putina jest zaprzeczeniem państwa prawa można by mnożyć. A w UE procedurę sprawdzającą wobec Zakajewa zastosowała również Dania dochodząc do identycznego co Anglia wniosku. Francja, którą trudno oskarżyć o rusofobię, skreśliła go z listy osób ściganych. A polscy prokuratorzy uznali, że furda UE, wiążące jest dla nich postanowienie prokuratury rosyjskiej.

To w rękach prokuratury jest decyzja, jakie środki zapobiegawcze będzie stosowała wobec osoby, którą postawiła w stan oskarżenia. Oskarżony może odpowiadać z wolnej stopy. Polska prokuratura wystąpiła o 40 dni aresztu dla Zakajewa. W tym kontekście nie chce się już przypominać jej nadgorliwości, która przejawiła się w aresztowaniu zdążającego do prokuratury czeczeńskiego przywódcy.

Jakoś dziwnie kojarzy się mi to z oskarżeniem byłego szefa CBA, Mariusza Kamińskiego. Oskarżeniem, które prokurator ogłosił zanim nie nabrało ono mocy prawnej, ale, tak przypadkowo, tuż przed drugą turą wyborczą. Niezależna prokuratura… (Bronisław Wildstein)

Kategoria: Analiza, Co tam Panie w koalicji | Komentarze: 5

Już nie ludzie “S”, ale władzy

Wysłane przez: admin w dniu: 18/09/2010

“Do głowy nam nie przyszło, że powinniśmy się z tego wycofać, że wspierający nas Polacy nagle się od nas odwrócą” - mówił w wywiadzie dla “Rzeczpospolitej” Ahmed Zakajew. I dodał mocno: “Polska depcze ideały Solidarności”.

Na szczęście jak już wiemy nie do końca i nie cała. Ale przyznam, że i mnie technokratyzm premiera i jego ministrów zaszokował. Kiedy oficjalnie mówili, że prawo najważniejsze, a w tle mrugali, że chodzi także o dobre relacje z Rosją, trudno było oprzeć się wrażeniu, że zapomnieli o czasach “S”. O tym, że całkiem niedawno, zaledwie ponad 20 lat temu, to oni byli pariasami Europy, ludźmi poza prawem, mogącymi liczyć właśnie na dobre serce i zdrowy rozsądek demokratycznych państw Zachodu. Na to, że oskarżenia władz PRL potraktują tak jak na to zasługują - z dystansem, ze świadomością, ze nie każdy kogo ściga jego rząd jest przestępcą. Czasem bywa bohaterem.

Taki ton zrozumienia tragicznego losu narodu czeczeńskiego (pisze o tym na naszych łamach m.in. Krystyna Kurczab – Redlich) nie pojawił się w wypowiedziach żadnego przedstawiciela naszych władz. A rządzą przecież właśnie ludzie “Solidarności”.

Smutne to strasznie. Ponura puenta do niedawnej dyskusji dlaczego świat nie pamięta dziś o narodzinach Związku, o jego roli w walce o wolność. Może dlatego, że i my prawie wszyscy (z chwalebnymi wyjątkami takimi jak Adam Borowski) o tym zapomnieliśmy? (Michał Karnowski)

Kategoria: Analiza, Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 4