Tusk Watch

Obserwujemy jak Polska zmienia się w drugą Irlandię

| |
| Log in |

Archiwum: sierpień 2010

Rządy cyklistów

Wysłane przez: admin w dniu: 30/08/2010

Na miejscu premiera Tuska natychmiast wylałbym wiceministra Radosława Stępnia za demonstracyjne dotrzymanie słowa, że jeśli nie zbuduje na czas obiecanej autostrady, to przejedzie jej trasę rowerem.

Nie za to, że autostrady między Strykowem a Pyrzowicami nie ma i Bóg jeden wie, kiedy będzie – ale właśnie za stworzenie niebezpiecznego precedensu; że niby jak władza nie dotrzymuje słowa, to powinna dokonać jakiejś, choćby symbolicznej, ekspiacji.

Dla premiera, który w samym tylko exposé złożył 194 (słownie: sto dziewięćdziesiąt cztery) obietnice i nie spełnił nawet jednego procentu z nich, natychmiastowe ukrócenie takich pomysłów jest sprawą zasadniczą.

Co gorsza, wiceminister swoim niewczesnym występem przypomniał, że wybudowanie autostrady, za której niewybudowanie się teraz korzy, było już wielokrotnie ogłaszane w mediach jako sukces. Za obecnych piarowskich rządów inwestycje istnieją bowiem nie od momentu oddania do użytku, ale już od chwili podpisania umowy.

A na budowę odcinka Stryków – Pyrzowice podpisano umowę aż dwukrotnie; za każdym razem życzliwe władzy media trąbiły o tym szeroko, trzeci raz zaś ogłaszały załatwienie sprawy, gdy po unieważnieniu kolejnej umowy budowę przejęło państwo. Oddany pisarczyk z prorządowej gazety wywodził nawet w stylu, jaki pamiętam z czasów Gierka, że skoro PO w ciągu zaledwie dwóch lat podpisała już umowy na ponad dwie trzecie planowanych autostrad, to swe obietnice wzorcowo spełniła – i chwała jej.

Za Gierka dla picu na rocznicę przecinano wstęgi na rozgrzebanych jeszcze budowach – ale przynajmniej coś budowano. Teraz już się tylko podpisuje na tempo, dla piaru, umowy. A potem się okazuje, że w pośpiechu nie zauważono w nich błędów i trzeba od nowa.

Kiedy sam Donald Tusk zamieni piłkę nożną na kolarstwo? (Rafała A. Ziemkiewicz)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 13

Dzieciak doradza pani minister

Wysłane przez: admin w dniu: 25/08/2010

Czy w Polsce nie ma doświadczonych, kompetentnych fachowców, którzy mogliby doradzać minister zdrowia Ewie Kopacz? Wygląda na to, że nie. Od kilku miesięcy pani minister korzysta bowiem z płatnej pomocy 23-letniego studenta, który w dodatku zachowuje się jak dzieciak i na internetowym forum chwali się, że doradza minister i w wolnych chwilach… pluje kolegom do piwa.

Szymon Moś (23 l.) jest od kilku miesięcy jednym z sześciu doradców w gabinecie politycznym minister Kopacz z pensją zasadniczą ok. 4 tys. zł. Praca w ministerstwie jest jego pierwszym etatowym zajęciem. Jak tak młody człowiek stał się bliskim współpracownikiem i doradcą Ewy Kopacz? Okazuje się, że wcześniej Moś pracował na umowę-zlecenie w biurze poselskim… Sławomira Nowaka. Ze swojej nowej pracy student jest bardzo dumny. Chwali się nią w Internecie na jednym z portali społecznościowych. Wielokrotnie komplementuje tam swoją szefową, chwali jej wystąpienia, wywiady.

Napisał tam też o swoim prywatnym życiu, np. o wizytach w pubach. “Jestem w pubie Legii. Jedyne co mam na swoje usprawiedliwienie to fakt, że kiedy koledzy nie widzą podpluwam im do piwa” - pisze Moś. Nie czepiamy się tego, że urzędnik dzieli się swoim życiem w Internecie. Ma prawo. Tylko czy takie wpisy o pluciu dodają powagi urzędowi Kopacz?

Zapytaliśmy w resorcie zdrowia, czy Moś ma właściwe przygotowanie do tak ważnego stanowiska, jakim jest doradzanie ministrowi? Jest odpowiedzialny m.in. za wystąpienia w mediach pani minister, za jej podróże zagraniczne, podczas których Ewa Kopacz spotyka się z bardzo ważnymi osobami.

- Pan Szymon Moś jest merytorycznie przygotowany do pełnienia swojej funkcji - odpowiedziano nam. Z wyjaśnień, które otrzymaliśmy, wynika, że ma on “bogate doświadczenie” zdobyte w organizacjach pozarządowych.

Nie ma się więc co czepiać Szymona Mosia? Chyba jednak nie wszystko jest w porządku. Zauważyła to po naszej interwencji najprawdopodobniej sama Ewa Kopacz. Z konta internetowego Szymona Mosia zniknął przed weekendem wpis o tym, że jest on doradcą Ewy Kopacz. Czy 23-letni student doradca dojrzał do pełnienia odpowiedzialnej funkcji? Sądząc po jego wpisach w Internecie… (SuperExpress)

Kategoria: Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 38

Premier to ma klawe życie? Wcale że nie…

Wysłane przez: admin w dniu: 18/08/2010

Donald Tusk to z całą pewnością najczęściej odpoczywający premier po 1989 roku. Już w pierwszym roku swoich rządów był dwukrotnie na wakacjach. Nie przemęczał się także w następnych latach. Teraz, jak mniemam, również wygrzewa się w jakichś ciepłych krajach. Nie żebym mu zazdrościł, bo sam niedawno wróciłem z fajnych dwutygodniowych wakacji w miłym klimacie, ale nie ja obiecywałem Polakom drugą Irlandię, cud gospodarczy, tysiące kilometrów autostrad i jeszcze kilka innych drobiazgów.

Problemem zresztą nie jest tylko to, że mamy premiera leniuszka. Problemem jest to, że ten lubiący wypoczynek premier wypoczywa także w pracy. I to jest najśmieszniejsze – tak bardzo męczy Donalda Tuska nicnierobienie w pracy, że musi od tego odpocząć nicnierobieniem na wakacjach. I ja go rozumiem, ja mu współczuję – bo każdy z nas miał chyba kiedyś taką pracę, w której któregoś dnia nic się nie działo, nic nie trzeba było robić, a godziny dłużyły się niemiłosiernie. Człowiek patrzył na zegar i widział, jak wskazówki roztapiają się, jak na obrazie Salvadora Dali. Mucha stanowiła główny punkt odniesienia i jedyną rozrywkę. A w komputerze grało się jedynie w jakieś głupie gry. Każdy z nas miał taki dzień, lub dwa, prawda?

No to sobie wyobraźcie, zawistnicy, jak musi czuć się premier, który w ten sposób spędził już prawie trzy lata?! I zrozumcie go – on musi choć trochę od tego odpocząć. Wycofuję się więc z pretensji wobec pana premiera i życzę mu jak najdłuższego i jak najbardziej efektywnego odpoczynku od odpoczynku. Niech pan się zrelaksuje, bo już za tydzień czy dwa czeka pana powrót do tego koszmaru w kancelarii prezesa rady ministrów. I znowu ten zegar. I ta mucha…. (Marek Migalski)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 20

Sukcesy

Wysłane przez: admin w dniu: 18/08/2010

W powstającej europejskiej służbie dyplomatycznej Polska nie dostała nawet ambasadora w Ułan Bator, za to w nowym unijnym budżecie, jak wynika z coraz poważniejszych przymiarek, będziemy tym krajem, który najwięcej straci.

Stanowiska wiceprezesa Europejskiego Banku Inwestycyjnego pozbyliśmy się wielkodusznie na rzecz Słowenii, więc nikt nie będzie już blokował sfinansowania przez ten bank z europejskich, między innymi naszych, pieniędzy budowy bałtyckiej rury.

W zamian Rosjanie najprawdopodobniej odkupią od nas rafinerię w Możejkach za – jak szacują optymiści – być może nawet aż połowę tego, co w nią zainwestowaliśmy. My z kolei rewanżujemy się zaproszeniem ministra Ławrowa na doroczne spotkanie polskiego ministra spraw zagranicznych z polskimi ambasadorami. Niestety, nie wyjaśniono, w jakim charakterze minister ościennego mocarstwa ma w tym wydarzeniu brać udział. Dlaczego? Czyżby ktoś się czegoś wstydził?

Najważniejsze, że – jak widać choćby z powyższego przeglądu informacji z gazet, wyłącznie z kilku ostatnich dni i wyłącznie tych, których nikt nie nazywa “pisowskimi” – nasza pozycja międzynarodowa stale się umacnia. I to, jak mówił pan premier, w sposób tak oczywisty, że trzeba być doprawdy ślepym lub podłym, by to negować. Dowodem naszych oczywistych sukcesów jest pozostawanie jeszcze przez jakiś czas Jerzego Buzka na bardzo symbolicznym stanowisku przewodniczącego europarlamentu. Jak również fakt, że rząd Donalda Tuska jest, w przeciwieństwie do poprzedniego, chwalony w zachodnich mediach – głównie za to, że bardzo gorliwie stara się nie sprawiać europejskim potęgom i ich strategicznemu partnerowi żadnych problemów.

Pan premier został nawet uhonorowany Nagrodą im. Karola Wielkiego. I tylko tego nie rozumiem – Karol? August III Wettin pasowałby bardziej. (Rafał A. Ziemkiewicz)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Donaldu, Donaldu... | 1 Komentarz

Tusk przerażony kryzysem? Prosi opozycję o pomoc

Wysłane przez: admin w dniu: 07/08/2010

- Mamy dziś zły stan finansów państwa. Pomóżcie - miał drżącym głosem powiedzieć we wtorek na ponad godzinnym spotkaniu zamkniętym z prezydium Sejmu Donald Tusk. Jak relacjonuje jego uczestnik premier poprosił opozycję by zgodziła się na powołanie wspólnych grup eksperckich.

Ta jednak pozostała nieubłagana. – Napieralski nie zgodził się na współdziałanie z premierem Tuskiem, bo ten nie przedstawił żadnej konkretnej propozycji tylko jeden kompleksowy pomysł – mówi polityk SLD, jedynej partii opozycyjnej, która na spotkanie z premierem przyszła, bo przedstawicieli PiS-u na nim nie było. A przewodniczący Sojuszu Grzegorz Napieralski nie dość, że się stawił to jeszcze do rozmowy z premierem przygotował, ale bo raczej został do niej przygotowany przez ekonomistów. Bo podczas spotkania przestawił analizę, z której wynikało, że na skutek obniżki podatków w budżecie brakuje 10 milardów złotych, a podniesienie podatku VAT da tylko 5 mld. Skąd zatem rząd zamierza zdobyć resztę pieniędzy? Na to pytanie Donald Tusk nie odpowiedział.

Jak twierdzi uczestnik spotkania premier podczas niego miał sprawiać wrażenie dogłębnie przerażonego sytuacją. – Jakby nie miał żadnego pomysłu i czekał aż któryś z uczestników spotkania mu go podrzuci. Nie zdziwiłbym się, gdyby tak jak w przypadku reformy służby zdrowia tak i w przypadku planu wyjścia z gospodarczego kryzysu żadnych projektów ustaw nie było – mówi czołowy polityk. I dodaje, że spotkanie było bezowocne, bo nikt z zaproszonych polityków nie wie jakie kroki zamierza w sprawie ratowania finansów publicznych podjąć teraz premier. Szczególnie, że w politycznych kuluarach coraz głośniej o tym, że Michał Boni, szef doradców premiera załamuje ręce nad obecną sytuacją gospodarczą, obwiniając rząd za pasywność. A przecież jeszcze kilka miesięcy temu Donald Tusk mówił, że dlatego rezygnuje z kandydowania na urząd prezydenta, bo potrzebuje czasu by przeprowadzić do końca reformy w tym plan konsolidacji finansów publicznych. Ciekawe ile teraz każe nam czekać. (wpolityce.pl)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Co tam Panie w koalicji, Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 69

Oto jest blitzkrieg Platformy

Wysłane przez: admin w dniu: 05/08/2010

Partia Donalda Tuska, korzystając z okazji, jaką daje jej znaczne poszerzenie wpływów w państwie między innymi dzięki objęciu urzędu prezydenta RP przez polityka Platformy Obywatelskiej przyspieszyła z wprowadzaniem zmian, które uznała za najpilniejsze.

Cóż to za zmiany? Po pierwsze, reforma finansów publicznych? No, niezupełnie. Zamiast reformować finanse państwa, co niestety przeważnie wiąże się z koniecznością wchodzenia w konflikt z grupami wyborców korzystających kosztem pozostałych podatników z przywilejów emerytalnych (policjanci, żołnierze, górnicy), podatkowych i zdrowotnych (rolnicy), rentowych i innych, Platforma po prostu ciężar łatania dziury budżetowej postanowiła zrzucić na barki konsumentów i podnieść podatek VAT. Podnieść go raz, potem drugi albo nawet trzeci.

Po drugie, odpolitycznienie mediów publicznych? Też niezupełnie. Ale przejęcie ich z rąk polityków PiS jak najbardziej. Najpierw w błyskawicznym tempie zlikwidowano Krajową Radę Radiofonii i Telewizji w składzie, który był nie do zaakceptowania dla PO i jej koalicjanta PSL. A teraz obsadzono miejsca w nowej KRRiT i przyjęto (także głosami SLD, ktre dołączyło do porozumienia) tak skrojoną nowelizację ustawy o radiofonii i telewizji, żeby czym prędzej przekazać media publiczne swoim ludziom.

Po trzecie, ostre nasilenie walki z korupcją? Owszem, ale tylko pod warunkiem, że ktoś jest w stanie uwierzyć, iż właśnie temu służy pospieszne wygaszanie przez polityków Platformy prac sejmowej komisji śledczej do spraw afery hazardowej.

Czy te rozwiązania służą Polsce? Nie, one posłużą Platformie Obywatelskiej. A i to przeważnie tylko przez krótki czas, zwłaszcza w wypadku unikania reformy finansów państwa. Rynków finansowych nie uda się bowiem oszukiwać bez końca. Nawet politykom PO.

Ale dzięki tym pierwszym decyzjom niezagrożonej niczyim wetem Platformy Obywatelskiej filozofia uprawiania polityki przez liderów tej partii nie stanowi już chyba dla nikogo większej tajemnicy. Byle do wyborów! Oto, niestety, jej istota. A potem się zobaczy. (Piotr Gabryel)

Kategoria: Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 12

Im gorzej, tym lepiej

Wysłane przez: admin w dniu: 04/08/2010

Pan premier zauważył nagle ze zdziwieniem, a na ten sygnał ocknęli się zbiorowo jego podwładni z administracji i mediów, że Rosja w sprawie smoleńskiego śledztwa pogrywa sobie w kulki. Że bez dokumentów, których nie chce nam przekazać, i wyjaśnień, których odmawia, polskie śledztwo jest zwyczajną fikcją

Jest to doprawdy wzruszające, gdy widzi się takich mocarzy po prawie czterech miesiącach odkrywających w trudzie to, co każdy prostaczek wiedział od razu: że oddanie wszystkiego Putinowi oznaczało, iż katastrofa tupolewa “wyjaśniona” zostanie w tym samym stylu co zatonięcie “Kurska”.

Cztery miesiące temu premier uznał, że domaganie się od Rosji uszanowania obowiązującej między naszymi krajami umowy byłoby krokiem “zimnowojennym”, a jego rząd zapędził się w wiernopoddaństwie w absurd, z mocą wsteczną uznając kilka dni po kraksie samolot specjalnego pułku lotniczego za maszynę cywilną.

Co się zmieniło od tego czasu? Zapewne sondaże. Najwyraźniej rządowi piarowcy zorientowali się, że dalszego wciskania ciemnoty o międzynarodowym drużstwie Polacy mogą już nie wytrzymać. Więc teraz rządzący i ich propagandyści usiłują rozpaczliwie okazać godność, a jednocześnie wzruszyć serce premiera Rosji aluzyjnymi napomnieniami, że demonstracyjne poniżanie Tuska i jego śledczych (o archeologach już nie wspominając) wzmacnia PiS.

Tylko że Putin nie należy do peowskich lemingów, które tak łatwo utrzymywać w wiecznym strachu przed Kaczyńskim. Przeciwnie, Tusk wyrósł – z punktu widzenia Kremla – zanadto, więc kompromitowanie go i dyskretne wzmacnianie Kaczyńskiego jest jak najbardziej w interesie Moskwy. Im dalej od zakończenia wojny polsko-polskiej, im więcej awantur takich jak wojna na żwirowisku pod Pałacem Prezydenckim, tym lepiej. (Rafał A. Ziemkiewicz)

Kategoria: Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 10