Tusk Watch

Obserwujemy jak Polska zmienia się w drugą Irlandię

| |
| Log in |

Archiwum: lipiec 2010

Prawda ofiarą pacyfizmu Mirosława Sekuły?

Wysłane przez: admin w dniu: 29/07/2010

Szef komisji hazardowej mówi, że chce zakończyć wojnę polsko-polską. Czy za szumnymi słowami kryje się zwykła chęć zamiecenia afery hazardowej pod dywan

Mirosław Sekuła (PO) zapowiedział wczoraj, że w piątek, na najbliższym posiedzeniu komisji, złoży poprawki do swego raportu z jej prac. Posłowie będą musieli od razu zapoznać się z nimi i zgłosić swoje. Również w piątek Sekuła chce głosowania nad ostateczną wersją raportu. Na zgłoszenie zdań odrębnych posłowie będą mieli tylko 24 godziny.

– To zamach na komisję – mówił wczoraj wiceszef komisji poseł Bartosz Arłukowicz (Lewica). – Przestrzegam, żeby pan Sekuła aż tak się nie spieszył, bo już tyle razy się potknął, że w końcu może się przewrócić.

– To skandal – ocenia Beata Kempa (PiS) i mówi o „poniewieraniu prawdą”.

Choć Sejm dał komisji czas na prace do końca września, to poseł PO chce zrobić to jeszcze w sierpniu. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że wcale nie chodzi tu o ustalenie prawdy w aferze hazardowej, ale o to, by poseł Sekuła jak najszybciej mógł zamiast szefowaniem komisji zająć się przygotowaniami do kampanii wyborczej w Zabrzu. Nie ukrywa bowiem, że chce startować na prezydenta tego miasta.

Jak oficjalnie swój pośpiech uzasadniał Sekuła? Dość nieoczekiwanie. Mówił, że musi jak najszybciej zakończyć prace komisji, by w polityce zapanował spokój. Dlaczego? – Komisja stała się jednym z frontów wojny polsko-polskiej, a chciałbym, żeby takich frontów było jak najmniej – mówił. To niepokojący sygnał. Zadaniem szefa komisji śledczej jest dochodzenie do prawdy, a nie zasypywanie podziałów politycznych. Chyba że według Sekuły próba poznania prawdy o kontaktach polityków PO z biznesmenami branży hazardowej to już wyraz „wojny polsko-polskiej”. Jeśli tak, polityczny pacyfizm Sekuły miałby bardzo wysoką cenę: aferę hazardową trzeba zamieść pod dywan.

Czy Sekuła naprawdę wierzy w tę retorykę czy po prostu wykonuje polecenia kierownictwa partii? Warto przypomnieć słowa premiera Donalda Tuska z października 2009 r. Po ujawnieniu przez „Rz” kulisów afery hazardowej zapowiedział w Sejmie wielki „bój” o wiarygodność PO podczas „wojny” z opozycją.

Tę wojnę wypowiedział Donald Tusk i tylko on może ją zakończyć. Nie Mirosław Sekuła. (Michał Szułdrzyński)

Kategoria: Nasze mordy kochane, Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 18

Tak Waldemar Pawlak szantażuje Donalda Tuska

Wysłane przez: admin w dniu: 29/07/2010

Waldemar Pawlak mógłby pisać horrory. Jego zapowiedź, że w październiku w Polsce zabraknie gazu wywołała trzęsienie ziemi. Ale temperatura będzie rosła, bo w przyszłym tygodniu rusza budowa gazoportu. Jeśli rząd podpisze wynegocjowaną przez Pawlaka umowę gazową z Rosją rozpoczynające się przedsięwzięcie straci ekonomiczny sens.

Rząd podzielony w sprawie umowy z Gazpromem. Wicepremier naciska by ją podpisać, premier zwleka

W Świnoujściu prace przygotowawcze do budowy terminalu na gaz skroplony LNG trwają od kilku miesięcy. 5 sierpnia do akcji
ruszą maszyny i zacznie się pierwszy etap budowy. Za 815 mln zł ma powstać falochron, który będzie zabezpieczał gazoport. Inwestycja
ma być skończona za 4 lata.

Wtedy będziemy sprowadzać gaz z Kataru. Początkowo ma to być 5 mld metrów sześciennych, później ilość ma rosnąć. Podpisanie umowy z Katarczykami w ubiegłym roku rząd Donalda Tuska przedstawiał jako sukces – początek uniezależnienia się od dostaw z Rosji.

Ale w tym samym czasie wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak negocjował nową umowę gazową z Rosją. Celem było zwiększenie dostaw, ponieważ co roku grozi nam deficyt tego paliwa. Pawlak poszedł jednak dalej. Zaproponował wydłużenie obowiązującej do 2022 r. umowy o 15 lat
przy jednoczesnym zwiększeniu ilości importu z 7,4 mld m. sześć. do 10,4 mld. (dziennik.pl)

Kategoria: Co tam Panie w koalicji | Komentarze: 5

Czy wzrosną podatki

Wysłane przez: admin w dniu: 27/07/2010

Rząd sprawdza, jak zostaną przyjęte podwyżki obciążeń fiskalnych i składki rentowej

– Trzeba się zastanowić, czy wystarczą lepsze zarządzanie, dyscyplina, oszczędności. Czy być może trzeba będzie podnieść składkę rentową i podatki – powiedział w Radiu TOK FM Michał Boni, szef doradców ekonomicznych premiera.

Nie mają wątpliwości ekonomiści: rząd testuje, jak zostanie odebrana zapowiedź podwyżki podatków. Boni zaznaczył, że decyzje nie zostały podjęte i konieczne są analizy. Ale z informacji “Rz” wynika, że rząd już je ma. Według nich np. podwyżka podstawowej stawki VAT z 22 do 25 proc. mogłaby dać budżetowi dodatkowo ok. 15 mld zł.

– Jest przygotowana lista działań, które powinny być podjęte w ciągu najbliższych trzech lat, aby obniżyć deficyt finansów publicznych do poziomu wymaganego przez UE – mówi “Rz” osoba z kręgów rządowych. – Które z nich rzeczywiście zostaną wcielone w życie, będzie zależało od premiera. To decyzja polityczna.

Wśród nich znalazły się propozycje podniesienia podatków dochodowych i pośrednich, wzrost składki rentowej, obniżenie zasiłku pogrzebowego, zamrożenie płac w budżetówce, likwidacja ulgi prorodzinnej i becikowego dla najbogatszych.

Ekonomiści wskazują, że rząd zamiast podwyżki podatków, która będzie szkodliwa dla gospodarki, powinien ciąć wydatki. Postulują też reformy: np. emerytur mundurowych czy podwyżkę wieku emerytalnego.

Wszystkie działania obliczone są na szybkie podreperowanie finansów państwa. – Podwyżka podatków od dochodów osobistych to zły pomysł – ocenia Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów.

Przeciwnikiem zwiększania składki rentowej, zwłaszcza dla przedsiębiorców, jest Dariusz Filar, prof. Uniwersytetu Gdańskiego. – Byłbym nawet skłonny jeszcze obniżyć składkę rentową, którą są oni dziś obarczeni – wyjaśnia ekonomista. – To przyczyniłoby się do poprawy sytuacji na rynku pracy. Minister finansów Jacek Rostowski nie chciał wczoraj komentować słów Michała Boniego. Podpisał za to rozporządzenie, które zmusza lekarzy i prawników do instalacji od maja 2011 r. w gabinetach i kancelariach kas fiskalnych, co zwiększy dochody budżetu w kolejnych latach. (Rzeczpospolita)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Co tam Panie w koalicji | Komentarze: 24

O urodziwej posłance Platformy, kampanii wyborczej i lokalach za podwójną stawkę

Wysłane przez: admin w dniu: 26/07/2010

W weekendowej „Rzeczpospolitej” kolejna „Rozmowa MAZURKA”, i kolejny „talking point” weekendu. Tym razem publicysta przepytuje Renatę Zarembę – „politologa, ekonomistę, posłankę PO”. Pani poseł, ponoć jedna z najurodziwszych postaci w ławach sejmowych, wypada, nazywając rzecz oględnie, umiarkowanie dobrze. By to jednak samodzielnie ocenić – musicie sięgnąć Państwo do sobotnio-niedzielnej „Rzeczpospolitej”.

Naszą uwagę przykuł jeden z wątków tej rozmowy. Wątek ciekawy, bo szerzej nieznany:

Renata Zaremba: „(…) sprawdziłam się w polityce, byłam radną, a do Sejmu dostałam się z 14. miejsca na liście.

Robert Mazurek: Trochę sobie pani pomogła. Razem z kampanią do Sejmu ruszyła kampania firmy Idea Inwest. Na jej plakatach była… pani.

Owszem, byłam wtedy w zarządzie i znalazłam się na plakatach firmy.

Jako jedyna osoba z zarządu.

Wykorzystano moją popularność i nie widzę w tym nic złego. Wyraziłam na to zgodę.

Obchodząc w ten sposób przepisy o finansowaniu kampanii.

Nie zgadzam się. Plany marketingowe firmy tworzono wcześniej, kiedy nie znano terminu wyborów.

Przecież to nie była ogólnopolska kampania międzynarodowego koncernu, tylko szczecińska akcja promowania pani.

Panie redaktorze, to była decyzja władz firmy i samego prezesa.

Idea Inwest może teraz liczyć na przychylność Platformy Obywatelskiej. Wynajęła urzędowi marszałkowskiemu biura po cenie dwa razy wyższej niż rynkowa i kasuje rocznie prawie 2 mln zł.

A co to ma za znaczenie? Próbuje pan tu coś sugerować? Panie redaktorze, ale o co panu chodzi?

O koincydencję. Prywatna firma robi kampanię reklamową, na której widnieje twarz polityka PO…

Już to tłumaczyłam.

… a po sukcesie wyborczym kontrolowany przez tę partię urząd wynajmuje od niej biura po 64 zł za metr. Zdaniem śledczych można było znaleźć biura w cenie po 30 złotych.”

Dalej pani posłanka Zaremba tłumaczy, że nie ona prowadziła negocjacje, i że nie kontrolowała firmy. Dodaje, że pytania o tę sprawę nie powinny być kierowane do niej.

Ciekawe, prawda? Niestety, uważne przyjrzenie się naszej rzeczywistości prowadzi nieuchronnie do wniosku, że kraj nasz usłany jest tego typu koincydencjami. (wPolityce.pl)

Kategoria: Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 7

Janina P. klepie się po udach

Wysłane przez: admin w dniu: 23/07/2010

Lipiec to czas coming outów dziennikarzy. Najpierw jeden łysiejący pan uznał, że do twarzy mu w sukience, peruce i na platformie, choć nie tej, którą jego gazeta tak wspiera, a teraz pewna nobliwa publicystka postanowiła zerwać z kultem Tanatosa.

Janina Paradowska, bo o niej mowa, była dotychczas uosobieniem wszelkiej poprawności: a to Leszka Millera trudnym pytaniem nie skrzywdziła, a to afery hazardowej przez grzeczność nie zauważyła, a to gorszyła się zdziczeniem obyczajów. Ale już dość, już nigdy więcej! Pora zerwać ograniczające ten talent pęta, odrzucić więzy, skończyć z przymusem dobrego wychowania. Śmiejmy się wreszcie z tego, co nas naprawdę bawi – zdaje się mówić nestorka polskiej publicystyki i bierze w obronę przecudnej urody żarcik człowieka, którego nazwisko w tym miejscu nie padnie. Indywiduum to dostrzegło na peronie we Włoszczowie żywego Przemysława Gosiewskiego. “Moment na taki wpis jest wyjątkowo stosowny i nie uważam go za jakiś wielki skandal” – oznajmiła rozbawiona pani Janina.

I tylko ludzie chronicznie pozbawieni poczucia humoru mogą mieć wątpliwości. Że synek Gosiewskiego wziął żart serio i zaczął dopytywać, czy tatuś wróci? Oj, nie bądźmy tacy przewrażliwieni, mały jest, jeszcze nauczy się śmiać z cudzych nieszczęść. Wystarczy, że poczyta Paradowską. Piotr Zaremba przestrzega na portalu wPolityce.pl, że takie żarty skończą się dla Pierwszej Damy Czarnego Humoru zbryzganiem wnętrznościami monthypytonowskiego Pana Grubego. No cóż za ponurak!

Ale i ja pokajać się muszę. Jako nieuleczalny prostak pozbawiony elementarnej wrażliwości od lat wielbię przekraczające bariery dobrego smaku żarty Monthy Pytona, Little Britain czy Catherine Tate. Dużo, okropnie i po równo – to mnie bawi i to, z marnym co prawda skutkiem, staram się uprawiać. Jednak nawet ja nie ośmieliłem się dotąd kpić z cudzej śmierci czy pogrzebu. Nie wystarczył mi rechoczący z żałoby Kutz. Paradowskiej mi było trzeba, bym zrozumiał, że błądzę, że powinienem przyznać się przed sobą, iż najbardziej bawią mnie dowcipy z umarlaków. Pora i na mój coming out.

Ale nadarza się okazja. Oto 15 sierpnia miną trzy lata, odkąd w Odessie, tym mieście świetnej zabawy, zmarł Jerzy Zimowski, mąż Janiny Paradowskiej. To jak, pani Janino? Naprawdę chce się pani z tego pośmiać? (Robert Mazurek)

Kategoria: Media (po)mogą | Komentarze: 15

Sekuła – szef i sędzia

Wysłane przez: admin w dniu: 22/07/2010

Prace komisji hazardowej zamieniają się w brutalną grę bez reguł. Brak zasad obowiązujących wszystkich uczestników i argument siły, czyli przegłosowywanie wszystkich niewygodnych kwestii – to rzeczywistość prac komisji hazardowej.

Zwłaszcza ostatnio, kiedy jej przewodniczący z ramienia partii rządzącej – i co trzeba pamiętać, będącej bohaterką afery hazardowej – prze do szybkiego zamknięcia prac komisji za wszelką cenę.

Stąd wiadomo dokładnie, czego komisja nie zrobi. Tego wszystkiego, co postulowali przedstawiciele opozycji. Nie będzie powtórnego przesłuchania byłego szef gabinetu politycznego ministra sportu Marcina Rosoła, chociaż później przesłuchiwani świadkowie zeznali co innego niż on. Nie będzie konfrontacji ważnych urzędników tego resortu: Moniki Rolnik i Rafała Wosika, choć też złożyli sprzeczne zeznania. Nie będzie konfrontacji Donalda Tuska z byłym szefem CBA Mariuszem Kamińskim. Było od początku wiadomo, że koalicyjna większość przegłosuje ten wniosek mniejszości. Jednak ze strony większości nie padały przy tym argumenty merytoryczne. Słychać było np. twierdzenia, że konfrontacja z byłym podwładnym uwłacza godności szefa rządu.

Przewodniczący komisji Mirosław Sekuła jest przeciw temu nawet, aby śledczy mogli się spotkać z prokuratorami prowadzącymi sprawy związane z aferą hazardową. Jedynym jego rozpoznawalnym celem jest jak najszybsze zakończenie prac. Na dodatek w sposób, który trudno uznać za bezstronny. – Pan przewodniczący zachowuje się jak Howard Webb, jedne faule pan widzi, innych pan nie widzi, bramki pan uznaje, a tych, których nie trzeba, pan nie uznaje – skrytykował sposób pisania raportu końcowego Bartosz Arłukowicz (Lewica). Stronniczość oraz “wybielanie” polityków PO i oskarżenie głównie polityków PiS wytknęła mu Beata Kempa z tej partii.

Przedstawiciele opozycji są jednak bezsilni. Ich wnioski nie są uwzględniane, nawet gdy wykazują ewidentne błędy w postępowaniu większości. Arłukowicz wytknął pominięcie w raporcie sprzecznych zeznań na temat spotkań na Florydzie Ryszarda Sobiesiaka i Mirosława Drzewieckiego. Sekuła odpowiedział, że nie umieścił tego, bo uznał to za niewiarygodne. Podobnie jest ze wskazanym przez Arłukowicza faktem, że Sekuła napisał raport na podstawie zeznań także tych świadków, którzy nie podpisali protokołów z przesłuchań. To dziewięć osób, w tym tak ważni świadkowie jak Drzewiecki, Jacek Cichocki, Zyta Gilowska, Jarosław Kaczyński.

O napiętej atmosferze między koalicyjną większością a posłami opozycji świadczy też awantura o rzecz błahą, czyli kilkudniowy urlop Kempy. Posłanka usłyszała od Sekuły, że powinna się wziąć do roboty. Publicznie się popłakała i stwierdziła, że Sekuła zachowuje się jak cham.

Płacz Kempy i oburzenie Arłukowicza nie na wiele się zdadzą. PO będzie broniła w komisji reputacji swoich najważniejszych polityków, szczególnie Tuska. A przewodniczący Sekuła ma na dodatek osobiste plany. Chce wystartować w wyborach na prezydenta Zabrza. Musi mieć więc zgodę władz swojej partii. No i spieszy mu się – wybory już jesienią. (Piotr Gurszyn)

Kategoria: Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 6

Prezydent z ukrytą wadą

Wysłane przez: admin w dniu: 21/07/2010

Bronisław Komorowski jako kandydat na najwyższy urząd w państwie nie poinformował wyborców o stanie swojego zdrowia. Tymczasem okazuje się, że od lat cierpi na groźną chorobę serca, która może ograniczać jego zdolność do pracy. W trakcie kampanii przeszedł poważny zabieg w Instytucie Kardiologii w Aninie.

Od kilku lat Bronisław Komorowski jest leczony w związku z częstoskurczem komorowym serca. W ostatnich latach przebywał m.in. na oddziałach kardiologicznych szpitala klinicznego MSWiA oraz w Instytucie Kardiologii w Aninie. Mimo to jego sztab wyborczy nie sporządził raportu o stanie zdrowia kandydata PO na najwyższy urząd w państwie.

Ustaliliśmy, że Bronisław Komorowski leczy się w Instytucie Kardiologii w Aninie od kilku lat. Ostatni raz przebywał tam w kwietniu tego roku – został przywieziony w nocy z 23 na 24 kwietnia. Przeprowadzono u niego zabieg ablacji, który wykonywał znany specjalista z dziedziny elektrofizjologii.

– Bronisław Komorowski cierpi na komorowe zaburzenia rytmu serca wymagające inwazyjnego, czyli zabiegowego leczenia – mówi nam pracownik Instytutu Kardiologii w Aninie, który zna dokumentację medyczną Bronisława Komorowskiego i który był obecny podczas jego ostatniej wizyty w Aninie.

Choć rozumie względy bezpieczeństwa, ocenia, że wizyta ta zorganizowana była w sposób, który zdecydowanie bardziej, niż było to niezbędne, utrudnił pracę lekarzy. – Pracuję w Instytucie od wielu lat, ale nigdy nie było takiej hucpy jak podczas pobytu Komorowskiego. Leczyliśmy różnych pacjentów: zarówno ministrów, premierów, jak i ludzi z marginesu społecznego. Jak podkreślała pierwsza dyrektor Instytutu, prof. Maria Hoffmanowa, każdy pacjent powinien być traktowany tak samo, bez względu na zajmowane stanowisko czy pozycję społeczną. Tymczasem w ślad za Bronisławem Komorowskim pojawiła się jego ochrona i zamknięto część oddziału, gdzie przebywał, co znacznie zaburzyło naszą pracę – relacjonuje nasz rozmówca.

Bronisław Komorowski został poddany zabiegowi ablacji. Jak czytamy na specjalistycznym serwisie http://kardio.pl/, ablacja jest zabiegiem wykonywanym w pracowni elektrofizjologii, którego celem jest usunięcie z serca ogniska będącego źródłem arytmii. Do serca wprowadzona zostaje specjalna elektroda. Zabieg jest powtarzany wówczas, gdy leczenie farmakologiczne zaburzeń rytmu jest nieskuteczne.

Według naszych informacji, Bronisław Komorowski został poddany zabiegowi ablacji po raz kolejny, ponieważ wcześniejsze leczenie nie odniosło pożądanego skutku.

Zdaniem rozmówców z Instytutu Kardiologii w Aninie, schorzenie, na które cierpi prezydent-elekt, powoduje m.in. uczucie dławienia, duszność, zawroty głowy, bóle wieńcowe, zasłabnięcia, utratę przytomności, niedokrwienie mózgu, skutkujące zaburzeniami świadomości, a w najgorszym przypadku śmiercią. (niezalezna.pl)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 21

Przekraczanie granic

Wysłane przez: admin w dniu: 21/07/2010

Nie jest dobrze. Dyskusja publiczna na temat katastrofy smoleńskiej przypomina najbardzie chaotyczną drakę z mordobiciem.

Z przerażeniem przyglądam się ludziom, z którymi się przecież różniłam w poglądach, czasem nawet bardzo diametralnie, ale z którymi jak przypuszczałam łączyła mnie jakaś nić elementarnej ludzkiej przyzwoitości. Dziś ci ludzie (weźmy chocby Smecza) nazywają Palikota niegroźnym błaznem i nie zauważają, że w polskiej polityce gra prowokacją wkroczyła w takie rejony i że przekroczono tyle tabu, że za chwilę bedzie można przeciwnika po prostu lać w mordę?

Jesli można publicznie wyśmiewać czlowieka, który ledwo co zginął tragicznie w katastrofie i jeszcze ziemia się nie uleżała na jego grobie, tak jak Przemka Gosiewskiego, jesli można grać na najniższych ludzkich instynktach szczując zawistnych na młodą kobietę, która kilka tygodni wczesniej straciła oboje rodziców (bo rzekomo w jakiś szczególny i niespotykany sposób się na tym obłowiła), i jeśli robiąc to mozna kłamać przekręcać fakty, a tak się własnie dzieje i dzieje się najzupełniej bezkarnie, to nastąpiło takie przekroczenie norm życia społecznego, że następne w kolejności jest tylko naruszenie nietykalności cielesnej i życia.

Palikot (mówiąc w skrócie) to nie podłość - jak żalą się działacze PiS - stwierdził dziś w artykule w “Rzepie” Michał Szułdrzyński - to skuteczne działanie polityczne za pomocą prowokacji. Jak tylko Palikot coś powie cała partia opozycyjna podskakuje, jakby ktoś tych ludzi żarzącym się węglem przypalał. Dają sie sprowokować, wściekają się, zaperzają, zapędzają, A o to właśnie chodzi. Taka jest ta polityka skuteczna. Rzeczywiście coś w tym jest. Ale być moze za pomocą pobicia przez nieznanych sprawców, takze można by uprawiać skutecznie politykę? Przecież nikt nie zaprzeczy, ze i takie metody polityczne bywają stosowane?

Czy jest jakiekolwiek lekarstwo na to rozkręcanie się spirali złych emocji? Owszem jest - fanatyczne trzymanie sie faktów. Jeden artykul w Newsweeku o MAKU Anodiny jest więcej wart niez wszystkie wydziwiania nad licznymi twarzami Jarosława Kaczyńskiego, sugerowanie, że “w oczywisty sposób winien katastrofie jest Tusk”, gadanie o podłości Palikota, albo o narodowej histeriii i “okładaniu się krzyzem” itd. Przeczytajcie ten artykuł w Newsweeku, drodzy czytelnicy, koniecznie.

Tak właśnie wygląda instytucja, ktorej powierzono bez oporu dochodzenie w sprawie katastrofy polskiego samolotu rządowego z Prezydentem i 95 osobami na pokładzie. To w jej rece po pierwsze trafiają dowody. Mnie ruska trumna nie przeszkadza, ale były szef FSB Jewgienij Primakow w tle niezależnej komisji, nazywanej u nas fałszywie miedzynarodową - nieco bardziej. Sprawa MAK i tego, że artykuł o tym co to jest ukazał sie dopiero teraz, to kompromitacja polskich dzienikarzy zajmujących się Rosją i Twoja też drogi mój kolego Wacku Radziwinowiczu - który tak wspaniale przekazywaleś wszelkie przecieki z rosyjskich źródeł dotyczace idolencji i bezmyślnej brawury polskich pilotów. (Agnieszka Romaszewska)

Kategoria: Media (po)mogą, Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 14

Hazard w komisji hazardowej

Wysłane przez: admin w dniu: 15/07/2010

Komisja śledcza do zbadania afery hazardowej jeszcze nie skończyła dochodzenia, a jej przewodniczący (i zarazem poseł Platformy Obywatelskiej) Mirosław Sekuła już przedstawił jej członkom projekt sprawozdania z jej prac

Z jednej strony mamy więc wnioski członków komisji o przesłuchanie świadków i dostarczenie dokumentów, zbliża się też termin spotkania posłów śledczych z prokuratorami, a na wyjaśnienie czeka mnóstwo wątpliwości, natomiast z drugiej szef komisji naciska na zakończenie prac.

Wygląda to tak, jakby posłowie śledczy zamiast być przez niego mobilizowani do mozolnego dociekania prawdy, byli zachęcani do obstawienia którejś z wersji wydarzeń, czyli – w istocie – do hazardu.

Jak wytłumaczyć ten pośpiech? Zanim znajdziemy odpowiedź na to pytanie, poszukajmy odpowiedzi na inne.

Jak długo pracuje komisja śledcza do zbadania okoliczności śmierci Barbary Blidy (za czasów rządów PiS)? Od grudnia 2007 roku, czyli 31 miesięcy. A jak długo pracuje sejmowa komisja śledcza do zbadania nacisków polityków na prokuratorów i funkcjonariuszy służb specjalnych (za czasów rządów PiS)? Od stycznia 2008 roku, czyli 30 miesięcy. No dobrze, a w takim razie jak długo pracuje komisja śledcza do zbadania afery hazardowej (za czasów rządów PO)? Od listopada 2009 roku, czyli osiem miesięcy z okładem.

Ale to właśnie ta komisja, działająca najkrócej z wymienionych, powinna – zdaniem posłów Platformy – czym prędzej, czyli już, zaraz, natychmiast, zakończyć swą działalność i przyjąć sprawozdanie. Czyż nie jest – w tym kontekście – oczywistą oczywistością, że politykom PO chodzi o zamiecenie afery hazardowej pod dywan?

No, chyba że wszystko, czym się zajmuje komisja, to nieprawda. Chyba że nie było żadnej afery hazardowej. Chyba że nie było żadnego Zbyszka, Mira i Rysia, tylko zacni posłowie i biznesmeni. Chyba że Zbyszek nie spotkał się na cmentarzu z Rysiem i nie usiłowano – w przedziwny sposób – ulokować córki Rysia w zarządzie Totalizatora Sportowego. Chyba że politycy PO nie parli do zmiany przepisów z korzyścią dla branży hazardowej. Chyba że…, chyba że…, chyba że…

Ale w takim razie dlaczego Donald Tusk – właśnie w związku z tą aferą – zwolnił ze swego rządu sześciu bliskich współpracowników i zgodził się na powołanie sejmowej komisji śledczej? A może to też się nie wydarzyło? (Piotr Gabryel)

Kategoria: Co tam Panie w koalicji, Nasze mordy kochane | Komentarze: 23

Na grząskim gruncie, czyli o wojnie Platformy z mitem

Wysłane przez: admin w dniu: 14/07/2010

Wypowiadając wojnę smoleńskiemu mitowi, Platforma weszła na grząski grunt. Bo dynamika tego konfliktu może okazać się dla niej niemożliwa do kontrolowania.

Na jakich rachubach oparte jest przyjęte przez kierownictwo PO założenie , że demitologizacja Smoleńska przysłuży się tej partii? Podejrzewam, że na kalkulacji dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, obóz rządzący, po zdobyciu pełni władzy a przed przejęciem ostatniej telewizji zdaje się wierzyć, że medialny monopol w połaczeniu z bezprecedensową zdolnością kształtowania publicznego dyskursu przez PO sprawi, że bez jego udziału żaden mit nie powstanie. A jeśli już, to uda się go zredukować to Pis-owskiej mistyfikacji, partykularnej ćwierć-legendy owiniętego kirem „demona patriotyzmu”. Wtedy udało by się ponownie zdefiniować polityków opozycji jako nieodpowiedzialnych wichrzycieli i burzących zgodę w imię partyjniackiej żądzy władzy obskurantów. Woda na młyn aż do najbliższych wyborów parlamentarnych. Albo i dłużej.

Po drugie, Tusk dostrzegł najwyraźniej pożytki z zagospodarowania nowej grupy elektoratu. Tej, którą jeszcze podczas żałoby obsługiwały „Krytyka Polityczna” i „Gazeta Wyborcza”, mówiąc o szkodliwym kulcie trumien i niebezpieczeństwach polityki śmierci. Wkrótce dołączyli Wojewódzki z Figurskim ze słynnym przebojem „Po trupach do celu” i poseł Palikot z tezą, że „Lech Kaczyński ma krew na rękach”. Tak więc grupa ta ma już reprezentację nie tylko intelektualną i „kulturalną”, ale też polityczną. A jest tak różnorodna, że mieszczą się w niej i subtelni intelektualiści (Rylski), i gwiazdy popkultury (Kora), i nowohuccy dresiarze dumnie dzierżący kartki z napisem „Dziwisz! Dziwisz się?”. (…)

Jeśli więc mit smoleński zaczął się tworzyć, to opieranie się na badaniach opinii pokazujących, że dziś warto z nim walczyć, jutro może się okazać politycznym samobójstwem.

Tylko czy rzeczywiście zaczął? Na to pytanie chyba nikt nie potrafi dziś odpowiedzieć. Podobnie jak na to, ile czasu potrzeba, aby ów mit ewentualnie zawładnął polską wyobraźnią. Ale o samym pytaniu warto pamiętać, bo odpowiedź na nie przesądzi o rzeczach dalece większych od bieżących połajanek partyjnych. (Bartłomiej Radziejewski)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010, Media (po)mogą | Komentarze: 25