Tusk Watch

Obserwujemy jak Polska zmienia się w drugą Irlandię

| |
| Log in |

Archiwum: czerwiec 2010

Ściema dwudziestolecia

Wysłane przez: admin w dniu: 22/06/2010

Cóż za radość w towarzystwie − Bronisław Komorowski wygrał wybory i został prezydentem, już w pierwszej turze! Co prawda, tylko w tygodniku „Wprost”, ale za to z jakim przytupem. Okładka, wstępniak, w którym naczelny, radując się, że nie będzie powrotu IV RP, już snuje rozważania nad wielkością właśnie rozpoczętej prezydentury… Bezcenne. Zachowam sobie ten egzemplarz. Sądzę, że Bronisław Komorowski też go sobie zachowa, żeby w przyszłości od czasu do czasu móc sobie poczytać i pomarzyć.

Zapewne zachowa też egzemplarz „Gazety Wyborczej” z przedwyborczego piątku, z sondażem dającym mu wspomniane zwycięstwo, 51 punktów procentowych i 18-procentową przewagę nad głównym rywalem. Sondażem? Nie chce mi się wierzyć, że aż takie przeszacowanie może być wynikiem błędu, ani w to, że mógł się on przypadkiem trafić akurat w badaniu zleconym akurat przez tę gazetę. Naród, jak wyczytałem w internecie, po sławnym wieczorze wyborczym TVN, gdzie upierano się przy 12-procentowym zwycięstwie Komorowskiego jeszcze parę godzin po ogłoszeniu przez PKW pierwszych wstępnych wyników, zaczął skrót SMG/KRC tłumaczyć jako „Sondaże Mamy G…niane/Komorowski Raczej Cienki”. Zabawię się podobnie i na okoliczność wspomnianego „sondażu” dla giewu rozwinę skrót PBS-DGA jako „Poopowiadajmy Bajki Salonowi − Dają Grube Apanaże”.

Pastwię się? Może i tak, ale uważam za wyjątkową bezczelność, że ludzie odpowiedzialni za tę sondażową hucpę nie mają sobie nic do zarzucenia. No cóż, to nie nasza wina, że wyborcy Kaczyńskiego wstydzą się przyznać jak głosowali, ha, ha, ha. Akurat uwierzę. Wbijano wyborcom w łeb, że Komorowski dostanie ponad 50 procent, to dostał ponad 40. Gdyby uczciwie pisano, że poparcie jest mniej więcej równe, dostałby pewnie około trzydziestu.

A może jednak to tylko błędy? Cóż, jeżeli, to przypomina się stara opowieść z podręcznika ekonomii o pewnym kraju afrykańskim, w którym odchodzący Anglicy pozostawili miejscowym władzom mennicę. Nowy rząd oczywiście uruchomił ją na najwyższych obrotach, drukując pieniądze bez opamiętania, co zgodnie z ogólnie znaną (ale nie temu rządowi) zasadą wywołało inflację i uczyniło całą tę produkcję bezwartościowym papierem. Wtedy okazało się, że cała ludność miejscowa przeszła na waluty obce, miejscowej używając tylko do jednego celu: do płacenia stale podnoszonych podatków. W ten sposób rząd, płacąc obywatelom bezwartościowym papierem, dostawał od nich z powrotem też tylko bezwartościowy papier.

Z propagandą okazuje się być podobnie. Skutkiem intensywnego bombardowania wyborców medialnymi ściemami są tylko notowania w sondażach, które wcale nie przekładają się na rzeczywistość.

Jakoś pięknie mi się komponuje ten numer „Wprost” przysłany wprost z rzeczywistości alternatywnej (muszę przy okazji przyznać się do błędu: pisałem, że neo-Wprost pod redakcją Lisa będzie „Polityką Light”, tymczasem, jeszcze gorzej, staje się on bladą kopią „Przekroju” z czasów Najsztuba) z przewodniczącym sztabu p.o. Komorowskiego, panem Sławomirem Nowakiem. Onże, upojony w piątek wspomnianą publikacją giewu, pojechał na uwieńczenie kampanii kpinami z „krótkich nóżek” Kaczyńskiego. No cóż, pan Nowak, znany ze zdecydowanej męskiej urody (bo niby z czego więcej?), zapewne słusznie dumny jest ze swoich nóg, kształtnych i długich. Tylko chyba najwyraźniej zapomniał, skąd mu one wyrastają. (Rafał A.Ziemkiewicz)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 25

Sposób na Kaczyńskiego? Platforma bezsilna

Wysłane przez: admin w dniu: 22/06/2010

Platformie zajrzało w oczy widmo porażki w II turze. PiS z kolei czuje, że zwycięstwo jest na wyciągnięcie ręki. Dlatego zamierza spokojnie kontynuować dotychczasową linię kampanii. A sztab Bronisława Komorowskiego nerwowo szuka sposobu na nieagresywnego Kaczyńskiego.

Debaty obu kandydatów. Bardziej przemyślany udział premiera Donalda Tuska w kampanii. I budowa pozytywnego przekazu. Platforma chce zmienić kampanię marszałka Sejmu, tak by zapewnić sobie radość 4 lipca. Teraz ma nie tylko straszyć zdobyciem prezydentury przez Kaczyńskiego, ale dobitnie pokazywać, co wyborcy mogą zyskać na współpracy premiera Tuska z prezydentem Komorowskim. Okazało się, że oparcie kampanii na strachu przed prezesem PiS jako prezydentem, wobec zmienionego wizerunku Kaczyńskiego, nie wypaliło. Od wczoraj więc trwają narady, jak wdrożyć takie zmiany.

Wyniki I tury wyborów były dla polityków PO prawdziwym wstrząsem. Miny sztabowców Komorowskiego po ogłoszeniu wyników przez Państwową Komisję Wyborczą mówiły same za siebie. Poniżej oczekiwań – to najłagodniejszy komentarz, jaki można było usłyszeć. Forsowna kampania wyborcza, która miała dać Komorowskiemu jeśli nie zwycięstwo w pierwszej turze, to przynajmniej wysoką przewagę nad Kaczyńskim, zakończyła się wynikiem niewiele gorszym. – Jeśli weźmiemy poprawkę na to, że większa część elektoratu Komorowskiego niż Kaczyńskiego pojedzie na wakacje i nie zagłosuje, i że spora część wyborców Napieralskiego nie pójdzie na wybory, to szanse na ostateczny sukces wyglądają jak pół na pół – mówi jeden z ważnych polityków PO. (dziennik.pl)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 10

W stronę państwa Platformy

Wysłane przez: admin w dniu: 21/06/2010

Zwycięstwo Bronisława Komorowskiego i niezły wynik Jarosława Kaczyńskiego pokazują, że mimo katastrofy smoleńskiej i nękającej Polskę plagi powodzi preferencje wyborcze Polaków są dość stabilne.

Komorowskiemu w wygranej nie przeszkodziły ani liczne gafy, ani brak charyzmy, ani nawet pozbawiona polotu kampania. Wyskoki jego najgorętszych zwolenników, jak choćby Janusza Palikota, mogły chwilowo zmniejszyć poparcie; na stałe odebrać mu głosy – już nie.

Jeszcze ważniejszy i pesymistyczny jest inny wniosek płynący z ostatnich miesięcy. Pełniąc obowiązki prezydenta, Komorowski podjął trzy ważne polityczne decyzje. Choć działał zgodnie z przepisami, to sądzę, że do ich podjęcia brakowało mu demokratycznego mandatu. Każdy czytelnik Tocqueville’a rozumie znaczenie różnicy między przepisami a obyczajami. To te drugie decydują o jakości życia publicznego w demokracji. I to one w jaskrawy sposób zostały przez obecnego marszałka Sejmu naruszone. Komorowski bezwzględnie wykorzystał sytuację: podpisał nowelizację ustawy o IPN, nominował nowego szefa Narodowego Banku Polskiego – w tym przypadku przynajmniej wybór osoby nie budzi zastrzeżeń – oraz doprowadził do rozwiązania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Żadna z tych decyzji mu nie zaszkodziła, za żadną nie został przez wyborców ukarany. Można domniemywać, że większość nie obawia się nadmiaru władzy w jednych rękach, nawet jeśli może być ona sprawowana na granicy reguł demokratycznych. Na razie ważniejsza niż kontrola nad władzą jest jej spójność. To wszystko przemawiało za wyborem Komorowskiego. Pamiętając o dwóch latach nieustannych sporów prezydenta i premiera, większość wolała mieć obu najwyższych polityków z jednego obozu. (…)

Przewaga Komorowskiego nad Kaczyńskim jest spora. Kandydatowi PiS trudno będzie – biorąc pod uwagę choćby brak czasu – dogonić lidera PO. Nie jest to wprawdzie niemożliwe, mimo wszystko mniej prawdopodobne. Wkrótce Polska może się stać krajem rządzonym przez jedno ugrupowanie. Ma to przynajmniej jedną dobrą stronę: PO nie będzie miała już żadnych wymówek dla swego lenistwa, braku chęci działania i unikania reform. (Paweł Lisicki)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 27

Wszyscy przeciw Jarosławowi Kaczyńskiemu

Wysłane przez: admin w dniu: 21/06/2010

Kamienne maski miały przesłaniać emocje polityków zgromadzonych w sztabie Platformy, kiedy obserwowali pojawiające się na telebimie wyniki wyborów. PO rusza teraz do boju o wszystko: jeśli w drugiej turze wygra Kaczyński, w wyborach parlamentarnych PiS może wrócić do władzy.

PO szykuje się do walki o wszystko – przygotowania do drugiej tury wyborów zaczęły się już kilka dni temu. Politycy Platformy mają bowiem świadomość, że Jarosław Kaczyński w pałacu prezydenckim może oznaczać początek powrotu PiS do władzy. Dlatego strategia PO na drugą turę jest prosta: wszyscy przeciwko Kaczyńskiemu. Sztab Komorowskiego chce teraz za wszelką cenę porozumieć się z rywalami z pierwszej tury i poprosić ich o przekazanie poparcia. Gdyby udało się zmobilizować elektorat Waldemara Pawlaka, Grzegorza Napieralskiego czy Andrzeja Olechowskiego – zwycięstwo mieliby w kieszeni. – W drugiej turze jedna piąta wyborców przestaje mieć swojego kandydata i ważne, by uczestniczyła w nich dalej – mówi dyplomatycznie rzecznik klubu PO Andrzej Halicki.

Paradoksalnie wzorem jest kampania Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich w 2005 roku. Wówczas kandydat PiS wygrał, bo zjednał sobie wyborców innych ugrupowań. Teraz PO staje na głowie, żeby to kandydat PIS został osamotniony.

Już w zeszłym tygodniu sztab Komorowskiego nawiązał kontakt z zapleczem Grzegorza Napieralskiego, wcześniej starał się podebrać głosy lewicy ujawniając, że Włodzimierz Cimoszewicz sympatyzuje z Komorowskim. Ale poparcie innych to za mało, dlatego sam kandydat ma zintensyfikować swoją kampanię – choć już po pierwszej turze wydawał się być bardzo zmęczony i zaliczał wpadkę za wpadką. (dziennik.pl)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 6

Kiedy skończymy z tym idiotyzmem?

Wysłane przez: admin w dniu: 19/06/2010

Trzy lata temu pisałem w Salonie24, jakim idiotyzmem jest cisza wyborcza. Wszystkie ówczesne argumenty powtórzę, ale sytuacja jest tym razem jeszcze drastyczniejsza, PKW okazała się bowiem intelektualnie bezsilna wobec faktu istnienia takiego fenomenu jak serwisy społecznościowe w Internecie.

Nie wiadomo zatem, co począć, jeśli ktoś w czasie trwania ciszy założy na Facebooku grupę poparcia dla któregoś kandydata albo będzie toczył na Twitterze polityczną rozmowę. Czy rozmowa o polityce na Twitterze łamie ciszę wyborczą czy nie? Przecież Twitter to forma rozmowy pomiędzy chętnymi, choć zarazem forma publicznej wypowiedzi. Co z tym fantem zrobić – nie wiadomo. PKW asekuracyjnie zwala sprawę na organy ścigania. Te zapewne zwróciłyby się jednak o interpretację przepisów właśnie do PKW.

Porażająca bezsilność PKW w tych kwestiach wyszła na jaw, gdy TVN24 wpadło na pomysł zadania mędrcom z komisji paru pytań. Z udzielonej odpowiedzi jasno wynika, że nie mają pojęcia, co począć z nowoczesnymi mediami.

Ta kuriozalna sytuacja to kolejny powód, żeby zrobić coś wreszcie z bezsensowną instytucją ciszy wyborczej. Takie pojedyncze głosy odzywają się zresztą przy okazji każdych wyborów, ale jakoś nigdy nie dochodzi do zmiany przepisów. (…)

Rozumiem, że musi milczeć cały skład honorowego komitetu poparcia jednego z kandydatów, w szczególności pan, który nie wiedział, na kogo właściwie chce zagłosować. A co z osobami, które były doradcami Lecha Kaczyńskiego, ale w obecną kampanię się nie angażują? A co z publicystami, którzy pisali teksty mocno wspierającego tego lub owego?

Obraz całej tej sytuacji powala swoim kretynizmem – trudno tu użyć innego słowa. Tym bardziej niepojęte jest, że ów kretynizm trwa w najlepsze, choć z roku na rok staje się coraz głupszy, a przepisy coraz bardziej anachroniczne.(Łukasz Warzecha)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 45

Wielka improwizacja

Wysłane przez: admin w dniu: 18/06/2010

Wszystkie błędy Platformy miały wspólną przyczynę: przekonanie, iż każdy jej kandydat wygra bez najmniejszych problemów z jedynym możliwym kandydatem PiS, jakim będzie Lech Kaczyński

Znane powiedzenie, iż generałowie zawsze szykują się do poprzedniej wojny, jest prawdą tylko w odniesieniu do generałów tej strony, która poprzednią wojnę wygrała. Z tą poprawką zasada powyższa sprawdza się także w odniesieniu do kampanii wyborczych. W roku 2007 sztab PiS zrobił dokładną powtórkę zwycięskiej kampanii z roku 2005, jednak powtórne straszenie Polski “solidarnej” Polską “liberalną” dało poparcie zbyt niskie do zwycięstwa, a dalsze trzymanie się tej retoryki zepchnęło partię w głęboki kryzys.

Teraz, w roku 2010, popełnili ten błąd sztabowcy Platformy Obywatelskiej, zapominając o lekcji, której sami udzielili przeciwnikom przed kilku laty, a która z kolei była lekcją daną przez wyborców “prezydentowi Tuskowi” i “premierowi z Krakowa” w roku 2005. Lekcji, której sens zawiera się w innym znanym powiedzeniu: kto wchodzi na konklawe papieżem, wychodzi kardynałem.Wszystkie błędy popełnione przez PO miały wspólną przyczynę: przekonanie, iż każdy jej kandydat wygra bez najmniejszych problemów z jedynym możliwym kandydatem PiS, jakim będzie Lech Kaczyński. Zadecydowało ono już o samym postawieniu na Bronisława Komorowskiego. Jego rozliczne niezręczności, gafy i, mówiąc oględnie, dowody słabej orientacji w państwowej materii zaskoczyły bowiem tylko tych, którzy wcześniej go nie znali.

Ale to właśnie nieporadność marszałka, przekładająca się na niesamodzielność, była jednym z głównych powodów wyboru przez Donalda Tuska właśnie tego kandydata. Również przydanie mu jako szefa sztabu, a więc i przyszłego bliskiego współpracownika w kancelarii, Sławomira Nowaka, było raczej, co zresztą potwierdzają w kuluarowych rozmowach działacze partii, wyborem przez premiera politycznego “nadzorcy”, niż człowieka zdolnego pokierować wyborczą walką z prawdziwego zdarzenia. (…)

Fatalne zlekceważenie przeciwnika na samym początku kampanii PO zaowocowało bowiem chaosem. Kampania ta jest tematem na osobny artykuł, który wstyd mi pisać, byłoby to bowiem pastwieniem się nad nieudolnością polityków PO. Działając w przeświadczeniu o pewnym sukcesie już w pierwszej turze, popełnił sztab kandydata wszystkie możliwe błędy, pozwalając mu wyeksponować wszystkie słabości.

Właściwie trudno nawet mówić o kampanii, była to raczej seria niezbornych reakcji na sukcesy rywala, od próby budowania spokojnego, godnego wizerunku “zgoda buduje” po wołanie w sukurs Palikota, wysyłającego “kandydata specjalnej troski” do psychiatry i plującego na Martę Kaczyńską. Patriotyczno-tradycjonalistyczny wizerunek Komorowskiego połączono z poparciem celebrytów spod przeciwnych znaków, a pod nawołującym do zgody hasłem prowadzono agresywne i brutalne szarże wedle wyuczonych wzorów wojny totalnej.

Po części dlatego, że jeśli nawet Tusk nie “musi”, to z całą pewnością “musi” salon dawnej UW i establishment lewicy, dla których nienawiść do IV RP jest racją istnienia, a ewentualna prezydentura Komorowskiego bodaj czy nie ostatnią nadzieją powrotu do znaczenia, jakie miały w latach 90., i jakie po aferze Rywina utraciły na rzecz – że sięgnę po zapomnianą już aferę hazardową – rozmaitych Rysiów i Zdzisiów, powiązanych z wielką, bezideową partią władzy plątaniną mniej lub bardziej lokalnych interesów. (Rafał A. Ziemkiewicz)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 30

Komorowski w pułapce Kaczyńskiego

Wysłane przez: admin w dniu: 17/06/2010

Kampania prezydencka Jarosława Kaczyńskiego zasługuje na podziw. Nie dlatego, żeby była prowadzona wyjątkowo profesjonalnie (nie brakuje w niej dobrych pomysłów, ale są i niezręczności) albo z powodu wyjątkowo celnego hasła wyborczego, ale dlatego, że za pomocą arcyprostego zabiegu strategicznego udało się zagrozić pozycjom pozornie znacznie silniejszego przeciwnika. Zaskoczenie i żelazna konsekwencja – te dwa czynniki, opisywane jako sprzyjające wygranej od czasów Sun Zu , wybijają się na pierwszy plan.

Strategia Kaczyńskiego okazała się strzałem w dziesiątkę. Jak widać kilka dni przed wyborami w znacznym stopniu skomplikowała sytuację głównemu przeciwnikowi, doprowadzając wręcz do paniki w jego sztabie. Zabieg był prosty, ale wymagał tego właśnie, o co wcześniej bywało trudno: ogromnej konsekwencji. Obecna próba złagodzenia wizerunku PiS i jego prezesa nie jest przecież pierwsza. Poprzednia miała miejsce nie dalej jak półtora roku temu, ale nie przetrwała nawet dwóch miesięcy.

Platforma Obywatelska, mając w pamięci wszystkie poprzednie sytuacje, gdy Jarosław Kaczyński na chwilę łagodniał, aby po paru tygodniach albo nawet dniach wrócić do dawnej, napastliwej retoryki, mogła z powodzeniem zakładać, że tak będzie i tym razem.

Prawdopodobnie na tym założeniu opierała się strategia sztabu Bronisława Komorowskiego. Politycy PO mogli zakładać, że trzeba będzie nieco temu procesowi pomóc, aby go trochę przyspieszyć, ale to, że on będzie zachodził, uznawali za pewne.

Z przyspieszeniem mógł być niewielki problem: Platforma znalazła się w pułapce wytworzonej przez brak zgody opinii publicznej na pełny powrót do agresywnej retoryki sprzed 10 kwietnia oraz własny wizerunek partii spokojnej i defensywnej (oczywiście niezgodny z rzeczywistością, ale dość skutecznie ugruntowany u sporej części elektoratu, która gotowa była uznawać nawet Stefana Niesiołowskiego za osobę bezkonfliktową i łagodną). Nie był to jednak kłopot zasadniczy. Było jasne, że ani Bronisław Komorowski, ani Donald Tusk nie mogą uczestniczyć w podjazdowej wojnie, ale już Stefan Niesiołowski, Janusz Palikot czy wspierające PO “autorytety” – jak najbardziej. (…)

Gdzieś w tle pozostaje pytanie, czy swoją łagodnością i wstrzemięźliwością prezes PiS nie zraża do siebie jakiejś części wiernych wyborców. Tu jednak odpowiedź również jest prosta: w tych wyborach, zwłaszcza w niemal pewnej drugiej turze, nie mają oni alternatywy. Nowy Jarosław Kaczyński może budzić ich zastrzeżenia, ale nie na tyle, aby zostali w domu. (Łukasz Warzecha)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 19

Czy Bronisław Komorowski odciął się od Platformy

Wysłane przez: admin w dniu: 16/06/2010

Jak tak dalej pójdzie, to pewnie do końca życia będziemy się musieli leczyć (pod warunkiem że uda nam się dożyć swej kolejki) w przeważnie zaniedbanych, przeważnie kiepsko zarządzanych szpitalach państwowych. Taki wniosek płynie z toczącej się w Polsce kampanii wyborczej.

Oto bowiem kandydat na prezydenta i zarazem członek Platformy Obywatelskiej Bronisław Komorowski zarzucił swemu konkurentowi Jarosławowi Kaczyńskiemu, że kłamstwem jest przypisywanie mu opowiadania się za prywatyzacją szpitali.

Na razie nie wiadomo, w jaki sposób Bronisław Komorowski uwolnił się od programu PO. Zaparł się jego części? Odciął się odeń całkowicie? Po cichu zawsze był odmiennego zdania? Czy też po prostu z PO niepostrzeżenie wystąpił? Ba, nie wiadomo, czy proces ten dotyczy tylko tego jednego członka Platformy Obywatelskiej czy też większej ich liczby? A może cała PO diametralnie zmieniła swój program i tylko zapomniała o tym powiadomić wyborców i sympatyków?

W każdym razie w podstawach programu politycznego Platformy Obywatelskiej z 2007 roku w rozdziale “Narodowy program ochrony zdrowia” stoi czarno na białym (przepraszam za przydługi cytat): “Szpitale rządzą się takimi samymi zasadami rachunku ekonomicznego jak inne podmioty gospodarcze. (…) Niestety, podobnie jak w przypadku np. przedsiębiorstw państwowych nadzór właścicielski sprawowany przez podmioty państwowe nie sprzyja efektywnemu zarządzaniu w służbie zdrowia. Prywatyzacja będzie służyła poprawie efektywności, a więc podniesieniu jakości usług oraz obniżaniu ich kosztu. Nie ma powodów, aby szpitale nie były normalnymi przedsiębiorstwami nadzorowanymi przez właścicieli za pośrednictwem rad nadzorczych, które – w trosce o zapewnienie wysokiej rentowności – zatrudniałyby najlepszych dostępnych menedżerów”.

Święte słowa. I wielka szkoda, że znów stały się bezpartyjne, bo w tej – nowej dla nich – sytuacji ich szansa na zmaterializowanie się spada do zera. A nam, pacjentom, pozostaje wypatrywać mężnych mężów stanu, którzy wreszcie odważą się usprawnić, czyli sprywatyzować, to, co sprawne, czyli prywatne, być powinno. Ciekawe, komu z nas uda się tego doczekać. (Piotr Gabryel)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 19

Partia Tuska spuszcza CBA ze smyczy

Wysłane przez: admin w dniu: 16/06/2010

Po dwóch latach narzekań na Centralne Biuro Antykorupcyjne i bezkarność agentów rząd Donalda Tuska zmienia CBA w supersłużbę. O takich uprawnieniach Mariusz Kamiński za czasów PiS mógł tylko pomarzyć. Wbrew wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego PO robi zamach na wolności obywatelskie.

Biuro ma teraz zbierać bez kontroli dane o chorobach, przekonaniach politycznych i religijnych oraz preferencjach seksualnych obywateli. Nie będzie się ograniczać do korupcji urzędników. Teraz ma ścigać wszystkich i wszystkie rodzaje przestępstw. Czy może zostać wolne od nacisków polityków?

„DGP” dotarł do projektu zmian ustawy o CBA. Nowela jest sprzeczna z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego oraz europejskimi standardami wolności obywatelskiej. Zmiany przyjął właśnie Komitet Stały Rady Ministrów. Nowa ustawa pomija wyrok Trybunału Konstytucyjnego z czerwca 2009 r., który domagał się doprecyzowania definicji korupcji. Stwierdzał też, że gromadzenie wrażliwych danych zbędnych do prowadzenia śledztwa jest sprzeczne z konstytucją. TK nakazał korektę tych rozwiązań w nowej ustawie. Ta jednak nie tylko nie usuwa błędów, ale jeszcze bardziej zwiększa pole do nadużyć.

Z nowelizacji w ogóle zniknęła definicja korupcji. Za to pojawiła się możliwość gromadzenia bez zgody sądu tzw. danych wrażliwych.

– Pomysły są niebezpieczne i szkodliwe. To zamach na wolność obywatelską – mówi prof. Piotr Kruszyński, ekspert od prawa karnego oraz konsultant sejmowy. – Jeśli taki projekt dotrze do Sejmu, na pewno wydam mu negatywną opinię.

Rozwiązaniem zaniepokojony jest prof. Antoni Kamiński, ekspert od walki z korupcją i założyciel Transparency International Polska. – Każda służba gromadzi dane wrażliwe. Ale to musi się dziać pod kontrolą, a obywatele muszą mieć gwarancję, że informacje zostaną zniszczone, jeśli nie będą potrzebne do prowadzenia śledztwa – twierdzi prof. Kamiński.

Nowa ustawa idzie jeszcze dalej. Pozwala CBA ścigać wszystkie przestępstwa „związane z korupcją lub godzące w interesy ekonomiczne państwa”. Zapis ten jest tak nieprecyzyjny, że biuro będzie mogło ścigać niemal wszystkie rodzaje przestępstw.

– Takie rozszerzanie kompetencji jest zrozumiałe w państwie totalitarnym, ale jest nie do przyjęcia w kraju demokratycznym – przyznaje prof. Kruszyński.

Funkcjonariusze będą mogli gromadzić dane nawet o tych przedsiębiorcach, którzy nie wykonują zleceń na rzecz podmiotów państwowych. Tymczasem już w marcu organizacje pracodawców apelowały do ministra sprawiedliwości o takie zmiany w prawie, by biznesmeni przestali być traktowani jak potencjalni przestępcy. W odpowiedzi otrzymali zapewnienie, że resort sprawiedliwości pracuje właśnie nad ustawą o areszcie domowym. (dziennik.pl)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Co tam Panie w koalicji, Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 11

Marzenie o dwururce

Wysłane przez: admin w dniu: 15/06/2010

Są autorzy i teksty wprawiające felietonistę w zakłopotanie. Bo jak tu robić żarty z czegoś, co samo jest niezamierzoną kpiną. A jeśli to coś nazywa się komentarz, zamieszczone jest na pierwszej stronie opiniotwórczego dziennika i podpisane przez jego realnego szefa (formalnie pierwszego zastępcę)? Pozostawałoby tylko cytować. No, ale cóż, powinność felietonisty…

Może więc Jarosław Kurski na pierwszej stronie “Gazety Wyborczej” postanowił zrobić sobie jaja ze swoich czytelników i przelicytować swojego nominalnego szefa? Trudno przecież uwierzyć, że w tak małym poważaniu mieć może inteligencję swoich czytelników, aby karmić ich tak prymitywną propagandą. Oddajmy głos Jarosławowi Kurskiemu: “W SLDowsko-PiSowskim scenariuszu wszystko już było rozpisane na role. Przez parę dni TVP używała sobie na marszałku Komorowskim za to że nie chce przyjść na debatę w arbitralnej formule”.

“Arbitralna formuła” to identyczne traktowanie kandydatów reprezentujących znajdujące się w Sejmie partie. Propozycja ich debaty – rutyna w krajach demokratycznych – to, zdaniem Kurskiego pułapka na kandydata PO. Została zorganizowana, aby “pokazywać pusty fotel i faryzejsko ubolewać” – bezlitośnie demaskuje TVP wiceMichnik. A tu jego kandydat dokonał genialnego posunięcia i… pojawił się w telewizji. Tym samym rozprawił się z przekonanym o swoim sukcesie towarzystwem. “A tu przyszedł gajowy z dwururką i wszystkich pogonił”.

Że też Kurski nie boi się procesu. Przecież Komorowski był bez dwururki i nikogo nie gonił. WiceMichnika niosły jednak marzenia i oczyma duszy widział… Możemy sobie wyobrazić, co widział.

Na tej samej stronie, w czołówkowym artykule na tematy gospodarcze wyeksponowane zostało pytanie dezyderat: “Czy nowy prezes NBP posprząta po PiS?”. Z tekstu wynika niedwuznacznie, że chodzi o eliminację osób, które mianował poprzedni prezes Sławomir Skrzypek, który zginął w katastrofie smoleńskiej. Kwestie kompetencji nie mają znaczenia. Ludzi napiętnowanych nominacjami PiS należy eksterminować. Najlepiej za pomocą dwururki. (Bronisław Wildstein)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010, Media (po)mogą | Komentarze: 22