Tusk Watch

Obserwujemy jak Polska zmienia się w drugą Irlandię

| |
| Log in |

Archiwum: kwiecień 2010

Chwiejnym krokiem z wieńcem od marszałka

Wysłane przez: admin w dniu: 22/04/2010

Było ok. godziny 18:30. Na gdański cmentarz, na którym pochowano Annę Walentynowicz, podjechało auto. Wysiadła z niego delegacja marszałka Sejmu, która przy niezasypanym jeszcze grobie zostawiła wieniec i odjechała - podaje portalpomorza.pl. Według relacji serwisu, przynajmniej jedna osoba z delegacji była pod wpływem alkoholu.

Anna Walentynowicz spoczęła wczoraj na cmentarzu Srebrzysko w Gdańsku-Wrzeszczu. Incydent opisany przez portalpomorza.pl miał miejsce ponad dwie godziny po zakończeniu ceremonii żałobnej. Wtedy przy grobie nie było już rodziny i przyjaciół zmarłej w katastrofie pod Smoleńskiem legendarnej opozycjonistki.

Pod sam grób podjechał samochód, z którego wysiadło kilku mężczyzn. Wśród nich byli doradcy Bronisława Komorowskiego: Waldemar Strzałkowski i Jerzy Smoliński. Z bagażnika wyjęli wieniec z białych i czerwonych kwiatów. Na wstędze widniało nazwisko marszałka Sejmu.

Jak podaje portalpomorza.pl, delegacja zostawiła wieniec pod zasypywanym właśnie grobem. Jeden z jej członków natychmiast wyjął telefon komórkowy, by - jak podaje portal - poinformować marszałka, że zadanie zostało wykonane.

Ale to nie koniec. Według relacji portalupomorza.pl, delegacja z wieńcem szła “chwiejnym krokiem”, a od jednego z jej członków “cuchnęło alkoholem”.

Całe wydarzenie zarejestrował reporter serwisu, a także przywieziony przez delegację fotograf.

Portal przypomina, że sam Komorowski był wczoraj w Gdańsku na pogrzebie Macieja Płażyńskiego. (dziennik.pl)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 43

Przejąć IPN

Wysłane przez: admin w dniu: 22/04/2010

“Prezydent Lech Kaczyński od 10 kwietnia nie żyje. Powoływanie się na jego wolę przez jakąkolwiek grupę wybrańców jest nieprzyzwoitością”.

Czytam w “Gazecie Wyborczej” i oczom nie wierzę. Czyżby autor felietonu Paweł Wroński nie wytrzymał wreszcie i zdobył się na tak fundamentalną rozprawę z przedsięwzięciami swojej gazety? I wydrukowali mu to?

Przecież tydzień temu na jej łamach korowód “autorytetów” wszelkiego autoramentu od artystów po polityków dowodził, jak bardzo Lechowi Kaczyńskiemu będzie na Wawelu niewygodnie, jak bardzo mijałoby się to z jego wolą i jak bardzo sam by przeciw temu protestował. Wspomniani autorzy występowali w imieniu Lecha Kaczyńskiego, przeciw niecnym knowaniom jego brata, który zmusił kardynała Dziwisza do podjęcia decyzji o pochowaniu pary prezydenckiej w katedrze wawelskiej.

Nie pierwszy to raz. Podobni im na tych samych łamach występowali w imieniu nieżyjącego Jana Pawła II, nawołując do hurtowego odpuszczenia niewyznanych grzechów w myśl głównego przykazania ich nowej ewangelii, które brzmi: idź i grzesz nadal, wszystko i tak będzie ci odpuszczone.

Zaraz jednak sprawa się wyjaśniła. Nie chodzi o niezwykły przypływ nonkonformizmu Wrońskiego. Wręcz przeciwnie. Wspomnianymi uzurpacjami autor “Wyborczej” się nie zajmuje, natomiast potępia naukowców apelujących do marszałka Komorowskiego o niepodpisywanie ustawy o IPN, przeciw której był prezydent Kaczyński. Zostawmy Wrońskiego – przecież nie poświęcałbym mu felietonu – i jego argument, że w samolocie zginął również zwolennik ustawy Adam Rybicki, jakby cokolwiek miało to do rzeczy.

Uzasadnienie naukowców jest oczywiste. Jeśli tragiczny wypadek oddał całą władzę w ręce partii rządzącej, to demokratyczna przyzwoitość, a nie litera prawa, która wszystkiego nie może ująć, nakazywałaby umiar. Wybory prezydenckie za dwa miesiące. Jeśli Komorowski zostanie prezydentem, może podpisać ustawę bez zmrużenia oka. Widać jednak, że ci, którzy z IPN cały czas walczyli, uznają, że każda okazja jest dobra, aby spacyfikować tę instytucję. Bardzo się muszą bać. (Bronisław Wildstein)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010, Media (po)mogą | Komentarze: 54

Ziemkiewicz: Poparcie dla PO stopnieje

Wysłane przez: admin w dniu: 21/04/2010

“Dotychczas Platformie nic poważniej nie zaszkodziło: ani afera hazardowa, ani katastrofalna sytuacja w służbie zdrowia. Miała stały kredyt zaufania, ale on się już wyczerpuje. Poparcie dla PO zacznie spadać na rzecz PiS” - ocenił Rafał Ziemkiewicz w rozmowie z “Super Expressem”.

Znany pisarz i publicysta twierdzi, że kończą się dobre czasy dla PO. “Szok, który nadszedł dziesięć dni temu, żałoba narodowa, refleksja i uniesienie patriotyczne sprawiły, że Polacy zaczynają mieć inne oczekiwania od władzy. To wszystko podgrzało emocje i siłą rzeczy wyborcy odwrócą się od Platformy” - twierdzi Ziemkiewicz.

Uważa, że Platrforma Obywatelska nie ma nic do zaoferowania wyborcom w kwestiach ideowych. “To partia bezideowa” - dodaje.

Ziemkiewicz uważa, że na niekorzyść PO działa także to, iż “ludzie nie chcą, aby wszystkie ośrodki władzy znalazły się w jednym ręku”. (dziennik.pl)

Szczerze mówiąc - uwierzymy kiedy to zobaczymy.

Kategoria: Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 31

To już pewne: wybory 20 czerwca

Wysłane przez: admin w dniu: 21/04/2010

Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski wydał postanowienie w sprawie terminu wyborów prezydenckich. Zgodnie z przewidywaniami wybory będą przeprowadzone 20 czerwca

Wyznaczenie wyborów prezydenckich na 20 czerwca oznacza, że ich ewentualna druga tura odbędzie się 4 lipca.

Komitety wyborcze mają czas do 26 kwietnia na zawiadomienie Państwowej Komisji Wyborczej o swym powstaniu - do zawiadomienia musi być dołączone 1000 podpisów z poparciem oraz zgoda kandydata na udział w wyborach.

Po przyjęciu przez PKW tego zawiadomienia, komitety będą miały czas do 6 maja na zebranie 100 tys. podpisów i zgłoszenie kandydata na prezydenta.

W wyborach prezydenckich wystartują: Bronisław Komorowski, Andrzej Olechowski, Marek Jurek.

Po tragedii pod Smoleńskiem z wyścigu do Pałacu Prezydenckiego wycofali się szef koła Polska Plus w Sejmie Ludwik Dorn i Tomasz Nałęcz, popierany przez Socjaldemokrację Polską.

W czwartek swojego kandydata wskaże SLD, w sobotę Prawo i Sprawiedliwość. (Rzeczpospolita)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 26

Trzecia droga do IV Rzeczpospolitej

Wysłane przez: admin w dniu: 20/04/2010

Część zwolenników PiS spodziewa się, że Jarosław Kaczyński stanie do wyborów prezydenckich i je wygra. Ma to być wstęp do wygranych przez PiS wyborów parlamentarnych i triumfu partii. W naszym dziwnym kraju może tak się wydarzyć, ale również - nie. Kandydat PiS może wygrać wybory prezydenckie. Jednak PiS nie wygra parlamentarnych na tyle, by rządzić samodzielnie. Trzeba umiaru, a nawet więcej - podzielenia się z innymi siłami politycznymi tragicznym zwycięstwem polskiej tożsamości narodowo-katolickiej i romantycznej w ostatnich dniach.

Gołym okiem widać, że nie doszłoby do tej hekatomby pod Smoleńskiem, gdyby nie konflikt między obu głównymi partiami. Rosjanie nie mogliby tego rozgrywać. Byłaby jedna uroczystość w Katyniu, z udzialem rosyjskiego premiera lub prezydenta a lotnisko byłoby wystarczająco zabezpieczone przed możliwością wypadku. NIech to wszystkich otrzeźwi. Tusk , Komorowski i bracia Kaczyńscy mieli rządzić razem. Na to otrzymali mandat wyborców w roku 2005, a nie na bratobójczą wojnę.

Słychać głosy, żebyśmy nie zmarnowali przebudzenia ostatnich dni. Wstrząs można wykorzystać dla dobra kraju pod warunkiem rezygnacji nawet w głębi ducha, z rewanżu i prób całkowitego zawłaszczenia nastrojów patriotycznych przez PiS. Romantyczny wieszcz radzi “Licz siły na zamiary, nie zamiar podług sił”. To dobre w poezji motywacyjnej i jako recepta na powstanie warszawskie. Jednak w polityce trzeba umieć się dzielić. Przecież Platforma także otrzymała cios, chociaż słabszy. Wśród setek tysięcy żegnających parę prezydencką na ulicach i w kościołach a milionów przed telewizorami byli także zwolennicy PO. Żegnali także pozostałe 94 ofiary katastrofy. Może nawet było ich więcej, niż zwolenników PiS, skoro jest ich więcej w całym społeczeństwie. Trzeba tych ludzi pozyskać dla programu IV Rzeczpospolitej większości Polaków. Jeśli PiS stanie się politycznie strawny dla części wyborców PO, wtedy można wrócić do programu IV RP w wersji sprzed wyborów roku 2005, kiedy wszyscy liczyli na POPiS.

Może trzeba było takiego wstrząsu, żeby POPiS z częścią PO mógł się zrealizować? Nie obejdzie się bez wyznania win z obu stron. PiS będąc u władzy zapowiedział radykalny program nie mając ani mandatu większości uprawnionych do głosowania ani wystarczających sił w Sejmie. Odpowiedzią zagrożonych sił był podły atak propagandy poskomunistycznej, do którego jakże chętnie przyłączyła się PO. Ktoś powinien pierwszy powiedzieć “Wybaczamy i sami prosimy o wybaczenie”. Moim zdaniem, ten pierwszy ruch należy do PO z powodów politycznych i humanitarnych. Polacy mieszkaja w takim miejscu Europy, że nie mogą sobie pozwalać na kłótnie. Taki płynie wniosek z historii a takze - ostatnich, tragicznych wydarzeń. (Krzysztof Kłopotowski)

Kategoria: Analiza, Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 27

Komorowski i kłopot PO

Wysłane przez: admin w dniu: 19/04/2010

W partii wahano się, czy marszałek Sejmu powinien kandydować. Źle wypadł podczas żałoby

Jak ustaliła „Rz”, premier Donald Tusk uciął wszelkie spekulacje na temat kandydata partii w wyborach prezydenckich. Jest decyzja – kandydował będzie zwycięzca partyjnych prawyborów Bronisław Komorowski.

Szef PO musiał zająć stanowisko, bo w czasie żałoby narodowej wśród działaczy pojawiały się głosy, że to właśnie on powinien kandydować.

– Wypadł zdecydowanie lepiej od Komorowskiego – ocenia polityk z władz Platformy.

Inny tłumaczy, że Komorowski nie potrafił się odpowiednio zachować podczas pierwszych dni po katastrofie prezydenckiego samolotu w Smoleńsku. – W jego wystąpieniach nie było widać emocji. W przeciwieństwie do Tuska, po którym można było wyraźnie poznać, że autentycznie przeżywa tę tragedię – mówi.

Bronisław Komorowski, który po śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego pełni obowiązki głowy państwa, był w czasie żałoby narodowej krytykowany m.in. za pospieszne nominacje: Jacka Michałowskiego na p.o. szefa Kancelarii Prezydenta i generała Stanisława Kozieja na p.o. szefa BBN. – To nie byłoby odebrane źle w stosunku do marszałka Sejmu, ale w stosunku do kandydata Platformy na prezydenta już tak – podkreśla dr Wojciech Jabłoński, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. – Komorowski nie zrobił też dobrego wrażenia podczas sobotniego orędzia. Jego ton, w zestawieniu z tym, o czym mówił, nie wypadł najlepiej.

Działacze PO, z którymi rozmawialiśmy, obawiali się, że wpłynie to na poparcie dla ich kandydata. – Zastanawialiśmy się poważnie, czy nie lepiej byłoby, gdyby to jednak premier wystartował – mówi „Rz” wysoki rangą polityk PO. – Te głosy dotarły też do premiera. Odpowiedział, że w trudnej sytuacji, w jakiej znalazł się nasz kraj, on tym bardziej będzie dzierżył ster rządów.

– Rezygnacja Komorowskiego tylko pogorszyłaby sytuację partii. Przecież został wybrany w prawyborach – komentuje Jabłoński. – Ale nie będzie mu łatwo. Jest jednocześnie kandydatem i osobą pełniącą obowiązki głowy państwa. Jako ktoś, kto przejął władzę po zmarłym prezydencie i teraz chce ją przedłużyć, jest wręcz przez niektórych kojarzony z kimś na wzór królobójcy. Ale ani on, ani PO nie mają teraz wyboru.

Niektórzy eksperci zwracają uwagę na fakt, iż pełnienie obowiązków prezydenta może kandydatowi PO pomóc.

– Jeżeli Komorowski nie popełni dużych błędów, to sytuacja, w której jest jednocześnie kandydatem i wykonuje obowiązki głowy państwa, może wyjść mu na dobre – uważa politolog Bartłomiej Biskup z UW. – Jest częściej w mediach, ma możliwość szerszego zaprezentowania się wyborcom. Na pewno jednak będzie też baczniej obserwowany niż do tej pory.

Zbieranie podpisów pod kandydaturą marszałka Sejmu ma ruszyć w tym tygodniu. W czwartek sekretarz generalny PO Grzegorz Schetyna spotkał się w tej sprawie z sekretarzami regionalnymi.

– Było to spotkanie instruktażowe, typowo techniczne – mówi „Rz” Krzysztof Lisek, eurodeputowany i wiceszef pomorskich struktur. – W środę ma być ogłoszony termin wyborów, wszystkie partie muszą już rozpoczynać zbieranie podpisów.

Wybory prezydenckie odbędą się najprawdopodobniej 20 czerwca. (Rzeczpospolita)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 110

Pęknięta pamięć

Wysłane przez: admin w dniu: 17/04/2010

Kilka rzeczy zapamiętam na pewno.

Ludzi, których spotykałem na Dworcu Centralnym. Zmęczonych, przygnębionych, ale przepełnionych wielkością. Ludzi, którzy z różnych, najodleglejszych zakątków Polski zjeżdżali się porannymi pociągami i teraz, wieczorem, nocą, po całym dniu spędzonym w kolejce na Krakowskim Przedmieściu, czekali na pociągi powrotne, wiedząc, że będą zatłoczone, opóźnione i nie będzie w nich można ani usiąść, ani nawet, często, napić się herbaty.

Harcerzy. Młodych, nieludzko umęczonych, czuwających przy spontanicznie powstałych miejscach pamięci, uprzątających i wciąż na nowo układających przynoszone przez przechodniów znicze, pilnujących porządku. Bez mała trzydzieści lat temu, będąc w tym wieku, w jakim oni są teraz, jeździłem z przyjaciółmi przez kilka dni za Papieżem, z furażerką kościelnej służby porządkowej zatkniętą za pagon − i teraz, po latach, widziałem w oczach harcerzy ten sam szczególny blask, jaki ludzie mieli w oczach wtedy.

I wykrzywione nienawiścią gęby pod papieskim oknem w Krakowie. Gówniarza wyciągającego do kamer paluch w ordynarnym geście czarnych raperów „ja cię pier…”, transparenty z karykaturami, skandowane obelgi pod adresem zmarłego. Nowe pokolenie „elyty” III RP, wychowane już nie na Michniku, ale na Wojewódzkim.

Faryzejskie miny redaktora gazety, która cynicznie, dla zburzenia podniosłego nastroju wykreowała te „protesty”, miotającego gromy na nieuszanowanie żałoby… przez rozmówców programu Pospieszalskiego. I smucącego się, że kardynał Dziwisz tak głęboko podzielił Polaków, nie konsultując decyzji o pochówku prezydenta z Andrzejem Wajdą i jego żoną. I małość innego wykreowanego przez media na Wielki Autorytet starego nienawistnika, który w tej chwili odmawia „ich prezydentowi” nawet tego, że był głową państwa, tytułując go szyderczo „prezydentem Warszawy”.

I jeszcze ten stary wiersz Marian Hemara o pokoju i wojnie. Ten z pointą: „Pokój – z wami? Nigdy w życiu!” (Rafał A. Ziemkiewicz)

Kategoria: Analiza, Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 84

Czego tak bardzo się boicie?

Wysłane przez: admin w dniu: 16/04/2010

A więc mówicie, że jest was 50 tysięcy. Zaraz będzie pewnie i 150 tysięcy, a potem może i tysięcy 300. My możemy powiedzieć, że na ulicach było nas 800 tysięcy, a i to tylko z jednego – fakt, największego, ale jednego – miasta. W Krakowie też będzie nas więcej niż was na Facebooku, choć telepanie się przez pół Polski pociągiem po nocy wymaga ciut więcej zaangażowania niż wpis na stronie internetowej.

No i co, mam kontynuować? Naprawdę uważacie, że taka arytmetyka ma sens? Że coś udowadnia? Że jeśli nas jest więcej, to my mamy rację? Albo odwrotnie?

Naprawdę nie widzicie, o co tu chodzi? Że chodzi tyleż o człowieka, dla nas o Człowieka, co o symbol. Że to nie tylko prezydent naszego (i waszego) państwa, który zginął w najszlachetniejszej z możliwych misji, ale to też pierwszy tam chowany z pokolenia „Solidarności”. I to hołd także dla niej. Nie rozumiecie idei grzebania symboli?  (…)

Czego tak bardzo się boicie? Rodzącego się mitu? Ale przecież jeśli istotnie ma się jakiś narodzić, to ani my, ani wy nie mamy na niego wpływu. Naprawdę sądzicie, że możemy mit zadekretować, wywołać sztucznie, nadąć? Przeceniacie nas. To naprawdę nie my każemy stać ludziom po osiem godzin w środku nocy, to nie my wyganiamy ich setkami tysięcy na ulice, to nie my zmuszamy ich, by jechali na drugi koniec Polski, by pożegnać kogoś, kogo znali tylko z telewizji i z waszej w niej kampanii nienawiści.  (…)

Nie gniewajcie się, naprawdę nie chcę was obrazić, ale kiedy czytam wasze pohukiwania w Internecie, to przypomina mi się tych kilku urodzonych idiotów, którzy protestowali przeciw Alei Zasłużonych dla profesora Geremka, przychodzą na myśl domorośli znawcy literatury gotowi strącać ze Skałki Miłosza. Tyle tylko, że my nie urządzaliśmy szopek i manifestacji nad trumną Profesora czy noblisty, to raczej kilku waszych idoli nie potrafiło na pogrzebie Bronisława Geremka powstrzymać się od eksplozji żółci i nienawiści. A my tych kilku protestujących przeciw niemu wysłaliśmy do lekarza.

Was nikt na konsylium nie posyła, was traktuje się serio, was animują największe gazety i prywatne telewizje, które wyszukują wspierających was profesorów i zdobywców Oscara. I nikt nie zastanawia się nad waszą kulturą osobistą, choć, dalibóg, nikczemnością jest nie uszanować ani świętego w Polsce czasu żałoby, ani trumien czekających na pochówek. (Robert Mazurek)

Kategoria: Analiza | Komentarze: 47

Elity patrzą z wyższością na żałobę Polaków

Wysłane przez: admin w dniu: 16/04/2010

Porażające i przygnębiające jest poczucie wyższości polskich intelektualistów oraz ich sympatyków, którzy pouczają nas, że nie należy mieć zaufania do polskich mas, że Polacy są irracjonalni i poza szukaniem winnych i udawanym żalem nic więcej nie potrafią uczynić. Jednym słowem jesteśmy narodem niepoważnym, o czym tylko profesorowie filozofii, wiedzą.

Nietrudno znaleźć klucz polityczny do tych sugestii. Chodzi oczywiście o wskazanie, kto jest niedobry i kto winny. Jednostronność polityczna takich wypowiedzi i w związku z tym – ich instrumentalny charakter jest aż zbyt jawny.

Ten rodzaj wyższościowego języka elitę nie czyni lepszą, czyni ją jedynie bardziej zarozumiałą, czasem pyszną i przekonaną o swej rzekomej wielkości.

Ja bym prosił najpierw o osiem dni żałoby. Osiem dni siedzenia w modlitwie, milczeniu, przy zasłoniętych lustrach. Tak, żeby swoich min nie oglądać. W poczuciu powagi i szacunku dla wszystkich, którzy zginęli na pokładzie samolotu. A zginęło tam dużo dobrych i mądrych ludzi. Pomyślmy o tym wszystkim, co cennego zrobili. Nie upychajmy ich wszystkich w swoje polityczne podziały i polityczne nienawiści. Zdążymy jeszcze o tym pomówić i nad tym się zastanowić. (…)

Chciałbym tylko wspomnieć o dwóch sprawach. Nie wiem, czy najważniejszych.

Po pierwsze, chodzi o Katyń. Nie o to, że ta ziemia przeklęta, że jest jakiś mistyczny zew krwi, ale o to, że pamięć o tym zdarzeniu staje się teraz faktem o skali globalnej. Uczynił to wypadek, ale tak się stało i widać to poprzez całą prasę światową i telewizje. Jest to rodzaj pośmiertnego zwycięstwa Prezydenta, dla którego pamięć historyczna była kwestią ważną. Mnie się wydaje, że przybliża to również pojednanie polsko-rosyjskie.

Po drugie, chodzi o państwo. Okazuje się, mam nadzieję, że ponad animozjami i nienawiściami politycznymi orkiestrowanymi przez media, polityków, część polskiej inteligencji, dostrzegamy, że zginęła elita polityczna wspólnego nam państwa, a nie jednej partii. Sądzę, mam nadzieję, chciałbym, by stąd można było wysnuć jedną lekcję, że przynajmniej nie zobaczymy nienawiści i rywalizacji, między innymi, kto pierwszy, i z kim, stanie przy grobach żołnierzy w Katyniu, i że tego rodzaju gry są dla obywateli nie do przyjęcia.

Wiem jedno polityczne nienawiści zabijają wielokrotnie i dlatego w tym momencie poważnie je chciałbym potraktować. Szczególnie, że są i będą się jeszcze sączyć ze wszystkich stron. (Paweł Śpiewak)

Kategoria: Analiza | Komentarze: 28

Koniec Polski Prawej

Wysłane przez: admin w dniu: 15/04/2010

Pod Smoleńskiem zakończyła się pewna Polska − czy może, marzenie o pewnej Polsce.

Polska uosabiana przez niezłomną bohaterkę „Solidarności” Annę Walentynowicz, przez ostatniego prezydenta na Uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego i przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Katastrofa pochłonęła elitę tej formacji ideowej, która najwyższego dobra upatrywała w narodowej tradycji i historii. Która wysoko hierarchii wartości umieściła cnotę patriotyzmu, służbę państwu polskiemu, o które walczyło tyle poprzednich pokoleń, a które, podarowane współczesnym Polakom nagle wskutek niejasnego, podejrzanego „spisku elit”, nie stało się dla nich wspólnym dobrem tak powszechnie i bezwzględnie szanowanym, jak na to zasługuje.

Od dłuższego już czasu nękało nas przeczucie, że ta Polska musi odejść, przynajmniej na czas jakiś. Że w świecie zmierzchającego Zachodu wchodzącego w czas dekadencji i odrzucenia wartości, zatracającego swe cywilizacyjne zdobycze, zastępującego idee doraźnymi korzyściami, a demokrację medialną grą, także i w Polsce nie jesteśmy w stanie obronić pragnienia wielkości przed napierającym zewsząd rechotem. Ale zapowiadało się, że odchodzenie tej − nie umiem znaleźć innego słowa − „przedwojennej” Polski będzie równie mało efektowne, jak powolne pogrążanie się 97 konfederatów barskich z Pakości, o których śpiewał Jacek Kowalski, w śmierdzącym bagnie.

Urzędy Prezydenta RP, Rzecznika Praw Obywatelskich, prezesa Narodowego Banku Polskiego i prezesa Instytutu Pamięci Narodowej były ostatnimi placówkami Prawej Polski. Nie mam wielkich złudzeń co do ludzi, którzy teraz, po krótszym lub dłuższym (zależnie od tego, do jakiego stopnia każą im się liczyć z pozorami sondaże i interpretujący je pijarowcy) zajmą ostatnie brakujące im do pełnego zawłaszczenia kraju gabinety. Nie mam złudzeń co do ich systemów wartości, celów i braku skrupułów w ich osiąganiu. Nadchodzi czas drobnych cwaniaczków, „Rysiów” i „Grzesiów”, gardzących „dzikim krajem”, ale nie na tyle, żeby gardzić forsą, jaką da się w nim ukręcić. Drobnych cwaniaczków, gdzieś tam z dala sterowanych przez zagraniczne potęgi, bo przecież geopolityka próżni nie znosi. (Rafał A. Ziemkiewicz)

Kategoria: Analiza, Media (po)mogą | Komentarze: 47