Tusk Watch

Obserwujemy jak Polska zmienia się w drugą Irlandię

| |
| Log in |

Archiwum: 13/04/2010

Do cmentarnych hien

Wysłane przez: admin w dniu: 13/04/2010

Przepraszam za tytuł, ale nie mogę się powstrzymać, choć próbuję. Większość jest tych, którzy pięknie wspominają Pana Prezydenta i jego Małżonkę, żegnają ich z bólem, bez względu na sympatie polityczne. Dzisiaj wszyscy głowią się, gdzie zmarła Para zostanie pochowana. Z przekroczeniem wszelkich granic.

Właśnie powstała nowa grupa na facebooku. Nie będę podawał linków, by ludzi niegodnych nie dowartościować. Zbierają się oni, by protestować przeciwko pochówku Pary Prezydenckiej na Wawelu. Wielu młodych zamierza przybyć na godzinę 20 pod ul. Franciszkańską, by w dzień żałoby głośno wyrazić “protest”. Ciało Marii Kaczyńskiej dopiero dziś zostało w piękny sposób przywitane w drodze do Domu. Nie będę wchodził w szkodliwą i uwłaczającą dyskusję, gdzie powinni zostać pochowani Lech Kaczyński z Małżonką. Również dlatego, że ta tragedia jeszcze do mnie do końca nie dociera. Wiem tylko, że to decyzja rodziny. Zdania Jarosława Kaczyńskiego - przybitego, ale równie mężnie znoszącego ostatnie dni - nie słyszałem. Czytałem tylko wypowiedź jednego z ministrów. Nikt o niczym nie zadecydował, a już zbiera się chamskie larum.

Wiem jedno - będę na pogrzebie zarówno, jeśli on odbędzie się w Warszawie jak i na Wawelu. Pochówek na Powązkach czy w Krakowie zupełnie nie zmieni mi obrazu poległych. Niektórym jednak przeszkadza najwidoczniej to, w jaki sposób społeczeństwo w większości oddaje hołd Parze Prezydenckiej. Przeszkadza, że następuje w pewnym sensie zadośćuczynienie za wiele lat niesprawiedliwych ocen, pomówień, kłamstw. Że z nieba usłyszą Oni więcej dobrego, niż za życia ziemskiego.

Grupa frustratów zwyczajnie nie ma szacunku nie tylko do poległych, ale i do siebie samych. Jeśli hieny cmentarne przyjdą wyładować swoje zezwierzęcenie, to apeluję aby nikt nie stworzył kontry. By nie doszło do marnej prowokacji, byśmy nie dali się sprowokować.

Ludzie nie mający szacunku do czyjeś śmierci, nie są warci splunięcia. Nie wiedziałem, że tacy są wśród nas. Taka tragedia pokazuje te twarze dobitnie. Nigdy nie wiedziałem, że napiszę te słowa w takiej chwili, że znajdą się ludzie, którzy nie potrafią uszanować żałoby i siebie samych. Nikt z tych frustratów nie pomyśli o tym, co poczuje Jarosław Kaczyński lub córka Prezydenta, kiedy przypadkiem zauważą ten straganowy gwar.

Choć może właśnie o kolejny ból im właśnie chodzi? (gw1990)

Kategoria: Analiza | Komentarze: 38

Wawel i Stadion Narodowy

Wysłane przez: admin w dniu: 13/04/2010

Ciekawie, ale i przykro jest obserwować, jak rozwija się sytuacja po śmierci Pana Prezydenta i wielu osób z Jego otoczenia. Oficjalnie mamy peany pod adresem Lecha Kaczyńskiego, wygłaszane najgłośniej przez tych, którzy jeszcze kilka dni temu mieszali Go z błotem (biadoli już w tej sprawie Waldemar Kuczyński na stronach Gazety.pl). Mamy autentyczne poruszenie ludzi, którzy zawsze lubią w takich momentach łudzić się, że następuje trwałe zjednoczenie, a demokracja, wbrew swojej naturze, przestanie polegać na rywalizacji i walce. Mamy rozbicie i dezorientację jednej strony politycznej oraz oficjalne deklaracje o uspokojeniu i jedności ze strony oponentów.

Zarazem pod przykrywką trwającej żałoby trwa szybkie, pozbawione jakiejkolwiek delikatności i wstrzemięźliwości przejmowanie instytucji. Błyskawicznie zostaje mianowany następca Władysława Stasiaka, który wchodzi do jego gabinetu, nie dając nawet wdowie po ministrze szansy na zabranie osobistych rzeczy. Mamy próbę przejęcia kierownictwa IPN, udaremnioną jedynie dzięki zainteresowaniu mediów. Mamy czystkę w biurze RPO, mamy w BBN gorączkową pogoń za aneksem do raportu z rozwiązania WSI. Wszystko to zaczęło się ledwie kilka do kilkunastu godzin po katastrofie. Dziś po południu dowiaduję się, że nagle zostaje odwołany dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, Sławomir Dębski, niejako przy okazji, bo pod przykrywką żałoby można zrobić bezkarnie niemal wszystko. (…)

Miejsce pochówku nie zostało (…) „wyznaczone” przez rodzinę zmarłych. Rodzina musiała w tej sprawie porozumieć się z dwiema stronami: dysponentem wawelskiej katedry, czyli Kościołem, a konkretnie ks. Kard. Stanisławem Dziwiszem. Po drugie – z rządem Rzeczypospolitej. Jeśli decyzja zostaje ogłoszona oficjalnie, to znaczy, że obie te strony wyraziły zgodę. I nie ma tu mowy o żadnych „społecznych konsultacjach”.

Jak bardzo słusznie zauważył ktoś inny – czy Naczelny Wódz Władysław Sikorski był postacią niekontrowersyjną i mające absolutnie niekwestionowane zasługi? Oczywiście nie. Podobnie jak wielu wielkich Polaków, pochowanych w krakowskim kościele Na Skałce. (…)

Teraz kilka słów o pomyśle nadania Stadionowi Narodowemu imienia zmarłego tragicznie prezydenta. Spraw zyskała odzew większy niż sądziłem. Mówiłem o niej w kilku mediach, a za największy sukces można uznać fakt, iż do pomysłu odniósł się – pozytywnie – przedstawiciel Ministerstwa Sportu, którego trzeba oczywiście trzymać za słowo. (Łukasz Warzecha)

Kategoria: Analiza, Media (po)mogą | Komentarze: 22

Żałoba i polityka

Wysłane przez: admin w dniu: 13/04/2010

Wciąż brak nam słów, by nazwać to, co stało się w sobotę pod Smoleńskiem. Wciąż nie umiemy sobie tego wytłumaczyć, ani tym bardziej się z tym pogodzić. Tygodniowa żałoba nie sprawi, że Polska się otrząśnie - jednym z nas wystarczą dni, innym trzeba miesięcy lub lat. Dotyczy to także polityków, gdyż - o czym nagminnie zapominamy - są także ludźmi.

Polityka i prawo są jednak nieubłagane. O trwałym pokoju na scenie politycznej nie ma mowy, zaś przepisy nakazują, by niemal już teraz, podczas oficjalnej żałoby, zacząć procedury powołania następców tych, których jeszcze nie zdążyliśmy opłakać. Choćby z uwagi na pamięć o zmarłych nie może to nie budzić kontrowersji, ale zdarzyć się musi - choć zranionemu światu polskiej polityki najlepiej zrobiłby dłuższy urlop.

Katastrofa pod Smoleńskiem zadała bolesny cios całemu państwu i wszystkim partiom. Nietaktem byłaby próba klasyfikacji, kto ucierpiał najbardziej, a kto najmniej. Wydaje się jednak oczywiste, że na scenie partyjnej najgłębsze rany odniosło Prawo i Sprawiedliwość. Prezydent Lech Kaczyński był dla PiSu oparciem nie tylko symbolicznym, bowiem ze swoim urzędem, prawem weta wobec ustaw i innymi konstytucyjnymi uprawnieniami wzmacniał siłę partii w sejmowych sporach. Dziś Go nie ma. Zginęli Jego najbliżsi współpracownicy, zginęła czołówka klubu parlamentarnego. (…)

Przygnieciony osobistą traumą Jarosław Kaczyński i jego zdziesiątkowana partia muszą niemal zaraz przyjąć strategię wobec zupełnie nowej rzeczywistości politycznej. Jaką przyjąć postawę wobec tymczasowych roszad dokonywanych przez rządzącą Platformę w urzędach pozbawionych nagle swoich szefów? Czy, i jak, starać się porozumieć w sprawie wyboru nowych szefów NBP czy IPN? A przede wszystkim - kto ma ubiegać się o prezydenturę? Jarosław Kaczyński jako naturalny spadkobierca brata, czy jednak młodsze pokolenie? Taka dyskusja jest nieunikniona, choć w cieniu sobotniej tragedii będzie wyjątkowo trudna. Może nawet doprowadzić do poważnego kryzysu partii, co byłoby fatalne dla wszystkich, także dla pozbawionej realnego przeciwnika Platformy. (…)

Nie znaczy to, że PO jest w sytuacji komfortowej. Część mediów i społeczeństwa będzie z uwagą śledzić, czy partia nie nadużywa dominującej pozycji będącej wynikiem tragedii w Smoleńsku. Już wkrótce Platforma padnie też ofiarą własnej propagandy, iż chciała dobrze, lecz prezydent nie dał. Tak motywowała ostatnio rezygnację nawet z przesłania Sejmowi np. projektu reformy finansów publicznych. Rzekomego hamulcowego nagle zabrakło, a ustaw nie ma. Jeśli zaś się pojawią, to wraz z zarzutami opozycji, że PO forsujaąc własne pomysły “zbiera owoce katastrofy”. Smoleńska tragedia, choć nie wszystkim zadała równe rany, nie oszczędziła jednak nikogo, a w dłuższej perspektywie najciężej poszkodowana okaże się zapewne polska demokracja. (Krzysztof Leski)

Kategoria: Analiza, Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 28