Tusk Watch

Obserwujemy jak Polska zmienia się w drugą Irlandię

| |
| Log in |

Archiwum: kwiecień 2010

Marszałkowi nie zależało na kompromisie

Wysłane przez: admin w dniu: 30/04/2010

Tydzień temu pisaliśmy w “Rzeczpospolitej”, że decyzja Bronisława Komorowskiego w sprawie ustawy o IPN będzie sprawdzianem intencji marszałka. Dziś już wiemy – test wypadł jak najgorzej.

Komorowski podpisał ustawę, która otwiera drogę do uzależnienia prezesa IPN od rządzącej większości. Ustawę, która przerywa kadencję Kolegium IPN i oddaje wybór nowych władz Instytutu w ręce naukowców – środowiska, które lustracji się sprzeciwiało wyjątkowo gwałtownie i które zlustrować się nie dało.

Jak cyniczny żart brzmią słowa marszałka, który zadeklarował, że “otwiera się także możliwość rozmowy z Kolegium IPN o tym, czy w sposób należyty zachowana jest niezależność prezesa”. Ustawa, którą właśnie podpisał Komorowski, tę niezależność ogranicza. Przyjęta w niej zasada, że nowy szef Instytutu może zostać odwołany przez posłów zwykłą większością głosów, może sprawić, że następni prezesi drżeć będą przed sugestiami nadchodzącymi z Sejmu.

Nie jest tajemnicą, że spór o IPN jest wyjątkowo ostry. Platforma nie wyciągnęła żadnych wniosków z listów wybitnych naukowców, którzy wzywali Senat do odrzucenia nowej ustawy. Nie wysłuchała wezwań kardynała Henryka Gulbinowicza i arcybiskupa Ignacego Tokarczuka, aby nie zmieniać kształtu IPN. Zlekceważyła też sugestie wielu swoich własnych członków, starych opozycjonistów, takich jak Jan Rulewski, którzy się sprzeciwiali nowym przepisom. Komorowski nie okazał się mediatorem szukającym zgody ponad podziałami. Źle to wróży stylowi jego – ewentualnej – prezydentury.

Gdyby Bronisław Komorowski chciał szukać jakiegokolwiek kompromisu, to odesłałby ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Dałoby to czas potrzebny do mądrej mediacji, szukania rozwiązania, które pozwoliłoby złagodzić napięcia wokół Instytutu.

Dziś pole kompromisu gwałtownie się skurczyło. PO przeforsowała swój cel. A marszałek Sejmu dał nam do zrozumienia, że nie zamierza czekać na wynik wyborów – już teraz czuje się jak prezydent wybrany w powszechnym głosowaniu, a nie jak tymczasowy zastępca zmarłej tragicznie głowy państwa. Swoją decyzją pokazał też, że PO przed wyborami nie zamierza się samoograniczyć, ale że bez skrupułów politycznie wykorzysta smoleńską tragedię. (Piotr Semka)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 29

P.o. prezydenta PO

Wysłane przez: admin w dniu: 29/04/2010

Marszałek Sejmu pokazał, że jest pełniącym obowiązki prezydenta Platformy Obywatelskiej, a nie Rzeczpospolitej Polskiej

Czwartkowa decyzja Marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego o podpisaniu nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej budzi wiele kontrowersji.

Pełniący obowiązki prezydenta RP Bronisław Komorowski swym podpisem wprowadził w życie po prostu bardzo złą ustawę, która nigdy nie będzie działać. Jeśli nowelizacja nie zostanie szybko zmieniona, IPN czeka długotrwały paraliż. Autorzy projektu zmian tak je skonstruowali, że w przypadku śmierci prezesa nie da się powołać Rady IPN, która ma powołać nowego prezesa IPN. Trwać więc będzie dzisiejsze Kolegium, któremu nie będzie wolno wybrać nowego prezesa.

A zatem podpis Komorowskiego popsuł polskie prawo. A obowiązkiem zarówno Marszałka, jak i pełniącego obowiązki głowy państwa, jest dbanie o najwyższą jakość stanowionego w Polsce prawa.

Po drugie, decyzja ta w pewien sposób stoi w sprzeczności z opozycyjną przeszłością Bronisława Komorowskiego, który lubi się odwoływać do antykomunistycznych doświadczeń z młodości. W jaki sposób? Komorowski stwierdził, że ustawa jest dobra i nie budzi w nim żadnych wątpliwości. Budziła jednak poważne zastrzeżenia marszałka Senatu Bogdana Borusewicza, legendy opozycji z Wybrzeża. Gdy ustawa trafiła do Senatu, bohaterski opozycjonista, senator PO Jan Rulewski, robił wszystko, by ustawę poprawić. Gdy jednak władze PO podjęły decyzję o odrzuceniu jego poprawek, Rulewski nie wziął udziału w głosowaniu i ogłosił, że wstyd mu za Platformę, a Borusewicz po prostu zagłosował przeciw. Czy świadectwa tych dwóch związanych z PO polityków nic nie znaczą dla Komorowskiego?

Może i znaczą, ale jego czwartkowy podpis znaczy dużo więcej. Oznacza on, że Platforma kazała zmienić ustawę, więc Komorowski ją podpisał. Ten sam Komorowski, który oskarżał Lecha Kaczyńskiego, że był prezydentem PiS-u a nie Polaków, okazał się być pełniącym obowiązki prezydenta Platformy Obywatelskiej, a nie prezydenta Polski. Bronisław Komorowski nie potrafił stanąć ponad interesy swego ugrupowania politycznego. Lech Kaczyński pokazał, że potrafi zawetować ustawę przyjętą przez PiS (stało się tak w 2006 roku). Ministrowie prezydenccy potrafili skrytykować proponowaną przez PiS nowelizację konstytucji. W pierwszej ważnej decyzji Komorowski okazał się partyjnym funkcjonariuszem, a nie pełniącym obowiązki Prezydenta Rzeczypospolitej.

Warto też przypomnieć dramatyczne słowa ministra kultury Bogdana Zdrojewksiego, który na pogrzebie prezesa IPN Janusza Kurtyki przeprosił tragicznie zmarłego za polityczne ataki ze strony jego stronnictwa. A właśnie polityczny zamiar pozbycia się Kurtyki z IPN był głównym celem tej nowelizacji. Wszystkie argumenty dotyczące odpolitycznienia IPN są bowiem kłamliwe. Ustawa bowiem jeszcze bardziej uzależnia prezesa Instytutu od Sejmu, obniżając większość, która jest potrzebna zarówno do jego powołania, jak i odwołania. Wprowadza też możliwość łatwiejszego odwołania szefa IPN przez Sejm na wniosek Rady Instytutu. Doprawdy, trudno mi pojąć w jaki sposób większe uzależnienie IPN od aktualnej sejmowej większości ma odpolitycznić tę instytucję! (Michał Szułdrzyński)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 27

Jarosław Kuźniar - do boju!

Wysłane przez: admin w dniu: 28/04/2010

Poniżej fragment wpisu na blogu popularnego dziennikarza TVN24. Czyli stacji, w której informacje podawane są zawsze w sposób całkowicie OBIEKTYWNY i wyłącznie przez OBIEKTYWNYCH dziennikarzy.

Kuźniar pisze:

“(…) wszystkich przebija prezes Kaczyński. Jak każdy normalny człowiek współczuję mu bólu; nie widzę siebie w takiej sytuacji. Ale on sam prowokuje do ataku. Pisze w liście-manifeście: “Tragicznie przerwane życie Prezydenta RP, śmierć elity patriotycznej Polski, oznacza dla nas jedno: musimy dokończyć Ich misję. Jesteśmy Im to winni, jesteśmy to winni naszej Ojczyźnie (…). Wszystkich, którzy chcą kontynuować dzieło ofiar smoleńskiej tragedii, którzy chcą by prawa Polska i prawi Polacy - jak pięknie powiedział przewodniczący “Solidarności” Janusz Śniadek - na zawsze podnieśli głowy, wzywam do współpracy. Bądźmy razem. Dla Polski. Polska jest najważniejsza”.

PiS gestami Jarosława Kaczyńskiego, Jana Pospieszalskiego i Jacka Kurskiego odbiera sobie prawo do współczucia. Idzie na wojnę, gdzie nie ma zasad, szacunku, ciepła. Na własne życzenie. Przedstawienie Pospieszalskiego w programie „Solidarni 2010”w TVP albo pomysł by za poparcie dawać czarno-biały obrazek ze zdjęciem prezydenckiej pary unieważniają każdą formę żałoby. Nie ma zasad, to wyłączna zasada tej kampanii.

Podpisano: nieprawy Polak, ze spuszczoną głową.” (blog JK)

Redaktorze Kuźniar - gratulujemy wysiłku, ale w służalczości Platformie Obywatelskiej DALEEEEEKO Wam jeszcze do Kolendy-Zaleskiej. Niemniej obserwujemy z zapartym tchem rozwój Waszego talentu.

Kategoria: Media (po)mogą | Komentarze: 43

Witajcie w dziurawej Polsce

Wysłane przez: admin w dniu: 28/04/2010

Cieszyliśmy się z tych mistrzostw w piłce nożnej jak dzieci. Dla jednych bardziej liczyły się emocje sportowe, dla innych – szansa na infrastrukturalny skok – przyspieszenie budowy dróg, nowych stadionów, remonty linii kolejowych czy dworców, zakupy nowoczesnego taboru.

Co prawda z biegiem czasu ambitne programy chudły, ale rząd zawsze podkreślał, że najważniejsze trasy, czy to kolejowe, czy autostrady, będą gotowe praktycznie w całości.

Tymczasem psuje się pięknie rysowana sieć dróg, które mają być przejezdne przed Euro 2012. To, że nie będzie centralnego odcinka trasy A1 w okolicach Łodzi, wiadomo od niedawna, bo w warunkach przetargu jako datę ukończenia odcinka podano rok 2013. Tak naprawdę jednak dziura może być większa i sięgać od Torunia aż po Pyrzowice. Wątpliwości dotyczą także końcówki trasy A4, kluczowej, bo przed ukraińską granicą, czy budowanego aż przez cztery konsorcja fragmentu A2 z Warszawy do Łodzi…

Okazuje się, że kolejowe dziury w infrastrukturalnej mapie mogą być jeszcze większe. Prawdopodobnie uda się zrealizować ok. połowy zaplanowanych prac, a żaden z długich odcinków tras nie zostanie ukończony w całości. Możemy więc zapomnieć o szybkich podróżach pomiędzy stadionami. Miały być piękne dworce, skończy się na wysprzątaniu i odmalowaniu starych.

Fatalny to komunikat. Zwłaszcza że problemem nie są pieniądze, ale biurokracja, nieudolność organizacyjna, rozbuchane procedury, protesty przy przetargach. Coś, z czym nie potrafiliśmy sobie poradzić przez lata i nie radzimy sobie nadal. Co gorsza, swój kamyczek do biurokratycznego ogródka dorzuciła i Unia. Szkoda, bo mapa infrastrukturalnych inwestycji na Euro 2012 wyglądała tak ładnie. (Wojciech Romański)

Kategoria: 10 cudownych obietnic | Komentarze: 9

Groteskowa kampania

Wysłane przez: admin w dniu: 28/04/2010

Mimo, iż okoliczności mało przyjemne, kampania wyborcza w wykonaniu Salonu III RP zaczyna być jak zawsze dość żałośnie przewidywalna. Jeszcze Kaczor nie zdążył tak naprawdę nic powiedzieć, a już zewsząd płyną pelne przerażenia ostrzeżenia o jego „brudnej kampanii”.  Jak zawsze zapluty zapluty ze złości Stefan Niesiołowski radzi Kaczyńskiemu „wyjazd z kraju”, a Katarzyna Kolęda-Zaleska, niby demaskując spisek dumnie ogłasza, iż „plan” PiS oraz podległych mu dziennikarzy (wymienia z nazwiska np. Rafała Ziemkiewicza i Roberta Mazurka) polegający na brudnym wykorzystywaniu śmierci prezydenta do niecnych, politycznych celów na pewno się „nie powiedzie”.

Już teraz widać wyraźnie, że będą tak naprawdę dwie kampanie. Rzeczywista, prowadzona przez kandydatów, i druga, „wyjaśniająca” toczona przez „niezależne media”. W tej pierwszej, tak jak przed każdymi wyborami pretendenci do prezydenckiego fotela będą na swój - mądrzejszy lub głupszy sposób tłumaczyć wyborcom, dlaczego to akurat na nich warto głosować (jak to w demokracji). Natomiast druga kampania, ta medialna, będzie w całości poświęcona zagrożeniom dla Polski, Europy a może nawet Świata, jakie niesie ze sobą ewentualne zwycięstwo w tych wyborach Jarosława Kaczyńskiego. Dziennikarze, tak jak dziś Kolenda-Zaleska będą się prześcigać w kreowaniu wyimaginowanej rzeczywistości, w której prezes PiS jest uosobieniem wszelkiego zła, bez względu na to co powie. Każde jego przesłanie zostanie natychmiast ogłoszone „brutalną potwarzą dla przyzwoitych ludzi”, „tańcem na trumnach zmarłych” itp.  To, że Niesiołowski, jak wspomniałem wcześniej mówił dziś iż Kaczyński „powinien wyjechać z kraju”. To zdaniem zwolenników PO i ich medialnych sprzymierzeńców jest „nic” lub wzorowa, merytoryczna kampania. Słowa Kaczyńskiego, w których wyraża on żal z powodu śmierci “ukochanego brata”, przez te same media nazywane są wykorzystywaniem pamięci zmarłych.

I tak będzie przez całe dwa miesiące. Kaczyński będzie mówił mało i w gruncie rzeczy bardzo oszczędnie (jak zawsze do tej pory), a cyngle i tak zobaczą co chcą zobaczyć. Od czasu do czasu kandydat PiS posłuży się cytatem lub metaforą  z klasyki polskiej, względnie światowej literatury, a „młodzi, wykształceni, z wielkich miast” dziennikarze orzekną iż dzieli naród (bo rzecz jasna nie zrozumieją cytatu, ba nawet nie będą wiedzieli że Kaczyński coś cytuje). Zaplecze Platformy jak zawsze zionąć będzie jadem, pojawią się nowe wersje „dożynania watah”, „ginących dinozaurów”, przypomniane będzie „ZOMO” itp. Itd., a TVN orzeknie iż tak naprawdę , to Kaczyński jątrzy, bo “na stolikach do zbierania podpisów wystawiano zdjęcie tragicznie zmarłej pary prezydenckiej”.

I byłoby to nawet groteskowe, gdyby nie to, że to już 5 rok takiego fałszu mija. (Firmus Piett)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010, Media (po)mogą | Komentarze: 26

Jedni walczą o głosy, inni o kliknięcia

Wysłane przez: admin w dniu: 27/04/2010

Kandydaci na prezydenta już rozpoczęli kampanię w sieci. To łakomy kąsek dla portali społecznościowych

Na popularnym portalu społecznościowym Facebook tuż po tragedii pod Smoleńskiem powstał profil Jarosława Kaczyńskiego.  – To spontaniczna inicjatywa jednego z sympatyków – mówi „Rz” bliski współpracownik prezesa PiS. – Szef nie zajmuje się teraz takimi sprawami, były pogrzeby naszych przyjaciół. Natomiast w trakcie kampanii nie zaniedbamy Internetu.

Do poniedziałkowego wieczoru do profilu „Jarosław Kaczyński” dołączyło ponad 350 internautów. Grupa zwolenników Kaczyńskiego (prawie 300 osób) dołączyła też do profilu „Prezydent Jarosław Kaczyński”. Są też i przeciwnicy prezesa PiS. Zgrupowali się w profilu o nazwie „Nie chcemy, by Jarosław Kaczyński został prezydentem” (ok. 3,5 tys. osób).

Na tym samym portalu swoje preferencje podkreślają też zwolennicy i przeciwnicy kandydata PO. Ponad 900 osób dołączyło do strony „Bronisław Komorowski na prezydenta”. Ok. 1100 internautów wybrało profil „Nie dla prezydentury Bronisława Komorowskiego”.

Na Facebooku od jesieni konto ma też inny kandydat na prezydenta Andrzej Olechowski. Do teraz dołączyło do niego ponad 3800 osób. Olechowski ma też konto w popularnym komunikatorze Twitter.

Kampanię w sieci rozpoczęli już także Marek Jurek i Kornel Morawiecki, którzy w środę, kilka minut po ogłoszeniu terminu wyborów, zaapelowali na Facebooku o zbieranie podpisów pod ich kandydaturami. Na razie nie zyskali jednak w sieci zbyt wielu zwolenników.

Grzegorz Napieralski twitterowe konto założył na początku kwietnia, ale do minionego piątku napisał na nim tylko jedną wiadomość. Zaktywizował się po ogłoszeniu, że będzie kandydatem SLD na prezydenta. Wczoraj pochwalił się na Twitterze, że zebrał czterokrotnie więcej podpisów, niż wymaga Państwowa Komisja Wyborcza.

Portale społecznościowe liczą, że prawdziwy boom zacznie się po ustaleniu ostatecznej listy kandydatów. (Rzeczpospolita)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 15

Zasadnicze pytanie

Wysłane przez: admin w dniu: 26/04/2010

W Zagranicznym Pcimiu Większym rozbił się samochód.Wszyscy - kierująca i pasażerowie zginęli.Chociaż na miejscu byli polscy dziennikarze po dwóch tygodniach nic nie wiemy.

Czy samochód przejechał na czerwonym świetle, czy może w ogóle sygnalizatory nie działały? Czy samochód miał zmienione opony na letnie czy jechał na zimowych? Czy miał sprawne hamulce? Czy kierujący ruchem, o ile faktycznie sygnalizatory były wyłączone stał na skrzyżowaniu czy może zrobił sobie przerwę na papierosa?

Nie wiemy nawet o której godzinie samochód się rozbił, choć, jak przypominam, na miejscu byli polscy dziennikarze.

I o czym teraz pisze Wiodący Tytuł Prasowy? Zupełnie serio zastanawia się czy kierująca samochodem nie miała przypadkiem syndromu napięcia przedmiesiączkowego. Bo przecież gdyby miała to pewnie by to wpłynęło na….No właśnie, na co? Na sygnalizatory,hamulce czy kontrolera ruchu??

Mam radę - Pan Sikorski .któremu nawet Afganistan nie był groźny - zajęty. Ale jego żona, teraz nawet nie żona kandydata na kandydata jest wolna i jest dziennikarką.Nawet zna ten kraj.Podobno bardzo przyjazny.

Może niech się kopnie i przynajmniej drobiazgi wyjaśni. (Ufka)

Kategoria: Analiza | Komentarze: 31

Czarną skrzynką w Kaczyńskiego

Wysłane przez: admin w dniu: 26/04/2010

Już kilka dni po katastrofie smoleńskiej pojawił się wątek “czarnych skrzynek” jako potencjalnej broni w kampanii prezydenckiej. Broni, która miałaby zdetonować rodzącą się legendę Lecha Kaczyńskiego. Pogłoski o tym, że ta broń może być użyta przytoczyła m.in. dziennikarka “Polski. The Times” Anna Wojciechowska. Jej rozmówcy z Platformy Obywatelskiej zapewniali ją, że nikt o tym myśli.

Rzeczywiście przez kolejne dni wątek “czarnych skrzynek” – a konkretnie rzekomo nagranych nacisków na pilotów ze strony Lecha Kaczyńskiego – nie zaistniał. Najprawdopodobniej dlatego, że był to czas pogrzebów. Zwłaszcza tych, które budziły najwięcej emocji i uwagi Polaków.

Nie wszystkie ofiary zostały pochowane, gdy “Gazeta Wyborcza” postanowiła przypomnieć zdarzenie z sierpnia 2008. Historię o tym jak Lech Kaczyński miał zmuszać pilotów do lądowania w Tbilisi.

Nie ma powodów do poddawania w wątpliwość inteligencji ludzi z ul. Czerskiej. Doskonale wiedzą w jakim momencie wypuścili swój materiał. Wiedzą doskonale jak zostanie odebrany. I wiedzą też doskonale, że – wbrew ich wezwaniom do godnego przeżywania ogólnonarodowej traumy – doprowadzi do czegoś przeciwnego.

Mimo to wzięli od kogoś “kwity”, które mają zaświadczyć, że “Kaczor był niebezpiecznym wariatem”. Bo taka, a nie inna, jest intencja tego tekstu. Powtórzmy: ludzie z “Wyborczej” są dostatecznie inteligentni, by to wiedzieć, a i większej części ich przeciwników starczy inteligencji by zrozumieć intencje. (…)

Ludzie z Agory są przekonani co do siły swojej perswazji. Sądzę, iż myślą, że wszystkich zwolenników legendy Kaczyńskiego – tych przekonanych o zamachu i tych, co w to nie wierzą – da się zlokalizować i zmarginalizować. Przedstawić jako oszołomów i wariatów – w domyśle takich samych jak ich patron.

Ta wiara jednak graniczy z pychą. Przez ostatnie dwadzieścia lat różne środowiska dostąpiły zaszczytu potępienia przez “Wyborczą”. Nikt od tego nie umarł, a przeciwnie wzmocniło i wypromowało to wielu. Teraz owo zjawisko będzie dużo silniejsze, bo ogromne są emocje.

Śmierć – której nigdy w żaden sposób nie da się wydrwić – integruje żyjących.

“Wyborcza” sieje wiatr. Wszyscy zbierzemy burzę. (Piotr Gursztyn)

Kategoria: Analiza, Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 13

Ukorzmy się jeszcze bardziej

Wysłane przez: admin w dniu: 24/04/2010

Najpierw Putin rozegrał Tuska i Kaczyńskiego podwójnymi obchodami w Katyniu, w efekcie zamiast jednej uroczystości na najwyższym szczeblu, mieliśmy dwie, w tym jedna, ta dla Putina ważniejsza bo przez niego zaszczycona obecnością, ze słabszą polską reprezentacją. Żeby nas jeszcze bardziej upokorzyć, rosyjski ambasador przygotowywał odpowiedni klimat, opowiadając, że nic o wizycie naszego prezydenta nie wie, bo go Kancelaria Prezydenta nie poinformowała, że prezydent się wybiera.

Gdy już Putin rozegrał tę partię, i udało się wspólne polsko-rosyjskie obchody przyspieszyć o trzy dni w stosunku do właściwej rocznicy i trzymać od nich z daleka polskiego prezydenta, i kilka innych osób, którym szczególnie i od zawsze zależało na oddaniu czci ofiarom Katynia, rosyjskie władze najwyraźniej uznały, że polskiej delegacji na najwyższym możliwym szczeblu nie należą się żadne względy. Zdemontowano więc zwiększający bezpieczeństwo lądowania dodatkowy system, nie zadbano nawet o głupie żarówki oświetlające pas startowy, i choć podobno warunki były tak niebezpieczne, że zgodnie z przepisami lotnisko należało zamknąć, pozwolono polskim pilotom lądować. Naprowadzany z wieży - po rosyjsku, choć o ile wiem nie jest to język międzynarodowy używany w lotnictwie - polski samolot z prezydentem i innymi osobistościami rozbił się na rosyjskim lotnisku, rosyjskim samolotem, który przeszedł niedawno remont generalny w rosyjskich zakładach.

Gdy już się rozbił, rosyjskie służby po prostu zabrały sobie do Moskwy wszystkie czarne skrzynki i ciała ofiar, nie dbając nawet o to, żeby teren był właściwie zabezpieczony, co ma przecież kluczowe znaczenie dla rzetelnego zbadania przyczyn katastrofy. Rosyjskie służby specjalne pozbierały z miejsca katastrofy wszystkie rzeczy należące do ofiar, a że wśród nich były najważniejsze osoby w państwie, w ich ręce trafiły komórki, komputery, zapewne także telefon szyfrujący prezydenta i inne cenne fanty. Nie wiadomo do końca kto co chapną, bo dzięki wspaniałemu zabezpieczeniu miejsca katastrofy, w pobliżu wraku samolotu chodzili gapie, niektórzy nawet podobno brali sobie różne rzeczy na pamiątkę. Nie wiadomo więc co z tego co spadło na rosyjską ziemię w ogóle odzyskamy, a co na zawsze zasili sejfy rosyjskich służb specjalnych, które z pewnością będą umiały z tego zrobić użytek. (…)

Ale niektórym i to nie wystarcza. To że siedzimy cicho, że w tej sprawie polskiego państwa faktycznie nie ma, to za mało. Trzeba się jeszcze bardziej ukorzyć. Trzeba Putinowi za to podziękować, w wykupionym w tym celu czasie antenowym w najważniejszych rosyjskich mediach, a dziękować powinien sam premier. Tak, żeby cały rosyjski naród usłyszał wdzięczność Polski dla Putina. Żeby zrozumiał jakie ma szczęście, że taki dobry pan nim rządzi. (kataryna)

Kategoria: Analiza | Komentarze: 66

IPN, czyli sprawdzian intencji marszałka

Wysłane przez: admin w dniu: 23/04/2010

Decyzje dotyczące ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej będą najlepszym sprawdzianem intencji Bronisława Komorowskiego – czy zamierza być “pełniącym obowiązki prezydenta” tymczasowym zastępcą zmarłego głowy państwa do czasu wyboru następcy, czy też uzna, że już teraz jego decyzje służyć powinny bieżącym interesom Platformy Obywatelskiej.

Jeśli marszałek Sejmu chce być tylko ponadpartyjnym zastępcą prezydenta, to ustawę o IPN powinien skierować do Trybunału, tak jak chciał to uczynić Lech Kaczyński.

Wiem, że aby podjąć taką decyzję, Komorowski musiałby mocno zacisnąć zęby, bo to by oznaczało, że odsuwa w ten sposób być może nawet na rok zmiany w Instytucie, które przeprowadzić chce Platforma.

Pojawiły się już publicystyczne pytania, dlaczego marszałek ma dostosowywać się w kwestii przyszłości IPN do woli zmarłego prezydenta, a nie np. do opinii zmarłego w tej samej katastrofie posła PO Arkadiusza Rybickiego – zwolennika zmian w Instytucie. Przy całym szacunku dla posła Platformy, którego rodzina czeka jeszcze na pogrzeb – marszałek tylko zastępuje Lecha Kaczyńskiego. Bronisław Komorowski nie został na urząd prezydenta wybrany, a o tym, że uzyskał kompetencje prezydenckie, zadecydowało zrządzenie losu i przepisy konstytucji. Dlatego oczekiwać od niego powinniśmy wstrzemięźliwości. Podejmując decyzję o wysłaniu ustawy do Trybunału Konstytucyjnego, marszałek mógłby więc pokazać klasę i zdolność do wzniesienia się ponad partyjne wytyczne.

Tymczasem już ukuto hasło, że Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej poszło na wojnę z Komorowskim – tylko dlatego, że zmieniło swojego szefa i rozpoczęło procedurę powołania nowego prezesa IPN. To znana taktyka – uczynić z ofiary agresora. Tymczasem Kolegium zachowuje się zupełnie normalnie – po tragicznej śmierci Janusza Kurtyki chce ratować Instytut, zapewnić mu możliwość normalnego działania i ocalić jego niezależność.

Niestety, z tego powodu w niektórych mediach jesteśmy dziś świadkami obrzucania członków Kolegium epitetami “partyjnych funkcjonariuszy” i prób tworzenia wrażenia, że uczestniczą w kampanii prezydenckiej. Być może taką cenę płaci się dziś za obronę niezależności instytucji publicznych. Niedobrze by jednak było, gdyby Bronisław Komorowski i jego partia dali się namówić do konfrontacji z Kolegium Instytutu. (Rzeczpospolita)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 16