Tusk Watch

Obserwujemy jak Polska zmienia się w drugą Irlandię

| |
| Log in |

Archiwum: marzec 2010

Milczenie byłoby złotem

Wysłane przez: admin w dniu: 24/03/2010

Gdy Tomasz Lis publicznie zobowiązał się odgryźć sobie język, jeśli Lech Kaczyński nie wystartuje w wyborach prezydenckich, niektórzy wyrazili zatroskanie. Bo, twierdzą bywalcy kuluarów, prezydent ponoć wcale nie jest od rezygnacji z kandydowania daleki.

Uspokajam: ewentualna utrata języka Lisowi nie zaszkodzi. Język potrzebny jest pani Olejnik, żeby mogła przerywać zaproszonym pisowcom i zakrzykiwać ich. Lis reprezentuje zupełnie inny rodzaj dziennikarstwa. Od dawna zaprasza już wyłącznie gości jedynie słusznych. Jeśli będzie im potakiwać milcząco, mniej uważni widzowie (a, o zgrozo, badania pokazują, że oglądalność jego programu wyrabiają głównie tak pogardzane na salonach “osoby starsze, gorzej wykształcone i z małych ośrodków”) mogą w ogóle nie zauważyć, że coś się zmieniło.

Po obejrzeniu ostatniego “Tomasza Lisa na żywo” sądzę nawet, że odgryzienie sobie języka mogłoby gospodarza tego programu uchronić przed wystąpieniami paskudnymi. Takimi jak rozmowa, w której przerzucał się z Bronisławem Komorowskim wyrazami oburzenia wobec prezydenta Kaczyńskiego za to, że odznaczył Mariusza Kamińskiego za jego dokonania w CBA.

Ta sugestia była wielokrotnie szuflowana do głów widzów i nawet co uważniejsi z nich musieli odnieść wrażenie, że dokonał się akt jakiejś skandalicznej zapłaty państwowym odznaczeniem za partyjne zasługi. (Inna sprawa, że nie przypominam sobie, by Lis czy Komorowski wyrażali absmak, kiedy Kwaśniewski obwieszał orderami redaktorów “Trybuny” i działaczy PZPR oraz jej kontynuacji).

Tymczasem Mariusz Kamiński odznaczony został za swą działalność w NZS. Tak się składa, niestety, że pełną czynów naprawdę odważnych i godnych uhonorowania. Cóż, nawet ordynarna manipulacja jest dobra, jeśli pozwala się przysłużyć… (Rafał A. Ziemkiewicz)

Kategoria: Media (po)mogą | Komentarze: 5

Salon samochodowy premiera Tuska i wojewodów

Wysłane przez: admin w dniu: 24/03/2010

Ponad 550 aut mają do dyspozycji ministrowie, parlamentarzyści i kancelaria premiera. Są wśród nich luksusowe limuzyny Mercedesa, BMW czy Volvo oraz hybrydowa toyota prius. Mało który resort myśli o oszczędnościach przy eksploatacji pojazdów.

W urzędniczym parku samochodowym można znaleźć niemal wszystkie marki dostępne na rynku, od najnowszych modeli topowych limuzyn po kilkunastoletnie, nierzadko zdezelowane auta, które w ogóle nie jeżdżą, bo koszty naprawy są niewspółmierne do ich ceny. Wartość urzędniczych pojazdów wynosi od kilku do nawet 200 tysięcy złotych.

Oryginalny jest z pewnością minister środowiska, który jeździ półroczną hybrydową toyotą prius za 103,4 tys. zł. – Taki model wybrał dla siebie poprzedni minister, niestety auto skradziono, ale odszkodowanie pozwoliło zakupić identyczną wersję – wyjaśniła Magdalena Sikorska, rzecznik resortu. – Myślę, że ministrowi środowiska przystoi jeździć hybrydowym autem.

Pozostałe samochody , jakie ma do dyspozycji resort – w sumie dziesięć – nie są już tak spektakularne – są wśród nich dwa mercedesy, ale wiekowe – dziesięcio- i 11-letnie, ośmioletnie volvo i najmłodsza skoda superb.

Kancelaria Premiera dysponuje 73 pojazdami, z czego 53 to auta osobowe, reszta to ciężarowe, dostawcze, mikrobusy. Oprócz lancii, skód, volvo czy volkswagenów (jetta z 2008 roku i passata z 2003 roku) ludzie premiera mogą jeździć siedmioletnimi bmw lub… dwuletnim fiatem pandą. Oczywiście sam szef rządu jest wożony limuzynami BMW będącymi w dyspozycji Biura Ochrony Rządu. (Rzeczpospolita)

Kategoria: 10 cudownych obietnic | Komentarze: 2

Rośniemy razem z premierem

Wysłane przez: admin w dniu: 23/03/2010

– Trzeba mieć złą wolę, by nie doceniać tego, jak bardzo wzrosła polska pozycja na arenie międzynarodowej – oświadczył w miniony piątek z sejmowej trybuny Donald Tusk.

Opozycja w swoich zredukowanych do paru minut wypowiedziach sprawy nie podjęła. A dziennikarze? Dziennikarze uznali, że skoro mamy przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, to sprawa jest bezsporna.

Jak dotąd okazuje się, że stanowisko to znaczy nie więcej niż prezydencki żyrandol. Można się nim cieszyć. Jerzy Buzek nie powstrzymał projektu gazociągu północnego, który stanowi budujący przykład solidarności rosyjsko-niemieckiej, gdyż ekonomicznych uzasadnień nie ma żadnych.

O ostentacyjnym wręcz lekceważeniu Polski przy mianowaniu przewodniczącego Rady Europejskiej, Wysokiego Reprezentanta czy obecnie ambasadorów UE można sporo pisać. O głębokim zainteresowaniu Polską ze strony administracji prezydenta Obamy może lepiej nie mówić.

A na przechwałki Tuska nikt nie reaguje. Czy tylko z powodu kompetencji dziennikarzy, którzy pozycję Polski są w stanie wnioskować wyłącznie z liczby bruderszaftów, całusów w policzki i czułych poklepywań, którymi darzony jest jej premier? I tak cieszą się “ociepleniem”…

Brakuje nam sporo do czasów, gdy nasze znaczenie mierzone było okresami namiętnych pocałunków z szefami bratniego imperium, ale…

W każdym razie postawy dziennikarzy dziwnie grawitować zaczynają w tamtym kierunku. Również tych najbardziej zasłużonych, telewizyjnych wyg, które pamiętają jeszcze wielkie czasy Radiokomitetu, z nostalgią wspominane ostatnio przez Agnieszkę Holland. Widać, że obecna dominacja PO przywraca im wiarę w dawny ład, gdy wszystko było na swoim miejscu, a partia rządząca to nawet i prawybory mogła sobie zrobić. Przecież i teraz kandydaci na kandydatów stwierdzili, że to dla dobra partii… i Polski, oczywiście. (Bronisław Wildstein)

Kategoria: Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 8

Prawybór, czyli wybór?

Wysłane przez: admin w dniu: 22/03/2010

Niezależnie od tego, kto wygra prawybory w PO – Bronisław Komorowski czy Radosław Sikorski – już wygrała je Platforma Obywatelska, która skutecznie, i to na wiele tygodni, zepchnęła w cień pozostałych pretendentów do fotela prezydenta Polski.

Wewnętrzne, ale zarazem publiczne prawybory – ciekawy eksperyment zafundowany nam przez PO przed następnymi wyborami prezydenckimi będzie musiał zostać rozważony przez władze innych partii. Nawet mimo że akurat te prawybory miały wiele wad.

W końcu, po pierwsze, zapewne w ogóle by do nich nie doszło, gdyby z kandydowania na prezydenta nie zrezygnował Donald Tusk. Po drugie, co to, u licha, za prawybory, jeśli nie mogą w nich wziąć udziału wszyscy chętni członkowie PO, a tylko dwaj, arbitralnie wskazani przez liderów Platformy. I wreszcie, po trzecie, mimo ostatniego, zagrzewającego konkurentów do walki wezwania szefa partii, cała przedwyborcza batalia przebiegała – zgodnie z wcześniejszymi sugestiami liderów PO – w sposób mało konfrontacyjny, co znacznie zmniejszyło jej wiarygodność.

Tak czy owak, prawybory w Platformie przechodzą do historii. Teoretycznie rzecz biorąc, z każdym tygodniem kolorów powinna nabierać prawdziwa kampania przed wyborami prezydenckimi, w której – według większości sondaży – liczyć się będą głównie kandydat PO oraz Lech Kaczyński. W praktyce jednak przed wszystkimi zepchniętymi do defensywy rywalami zwycięzcy prawyborów w Platformie stoi teraz bardzo trudne zadanie: przekonania wyborców, że mają im do zaoferowania coś znacznie atrakcyjniejszego niż pretendent wyłoniony przez PO.

W przeciwnym razie za kilka miesięcy, jesienią, okaże się, że o tym, kto zostanie następnym prezydentem RP, już wiosną, 25 marca 2010 roku, przesądzili członkowie Platformy Obywatelskiej. (Piotr Gabryel)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 18

Merkel będzie chwalić Tuska

Wysłane przez: admin w dniu: 22/03/2010

Angela Merkel wygłosi laudację na cześć Donalda Tuska, który 13 maja odbierze w Akwizgranie Nagrodę Karola Wielkiego - ujawnia DGP pełnomocnik rządu ds. stosunków z Niemcami prof. Władysław Bartoszewski. Merkel chce w ten sposób szczególnie wyróżnić polskiego premiera za poprawę stosunków między Polską a Niemcami.

Nagroda Karola Wielkiego jest najważniejszym wyróżnieniem politycznym przyznawanym w Niemczech. Otrzymują ją politycy, którzy szczególnie zasłużyli się dla jedności europejskiej. Do tej pory wyróżnienie otrzymało tylko dwóch Polaków: Jan Paweł II i Bronisław Geremek. Wśród jego laureatów są także m.in.: premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill, sekretarz stanu USA Henry A. Kissinger, prezydent Francji Francois Mitterrand, kanclerz Niemiec Helmut Kohl i prezydent USA Bill Clinton. – Nie zdarzyło się jednak, aby laudację na cześć wyróżnionego wygłaszał sam kanclerz Niemiec – przyznaje rzecznik niemieckiej ambasady w Warszawie John Reyels.

Nagrodę przyznaje kolegium, w skład którego wchodzą osobistości z samego Akwizgranu, w tym rektor miejscowego uniwersytetu i miasta. Ceremonia wręczenia nagrody odbędzie się w sali głównej ratusza zbudowanego na fundamentach pałacu Karola Wielkiego. Poza pamiątkowym medalem polski premier otrzyma także 5 tys. euro.

Tusk od dwóch lat utrzymuje szczególnie intensywne kontakty z Niemcami. Wysoki urzędnik kancelarii premiera przyznaje, że kanclerz Merkel często rozmawia z nim telefonicznie. – A już obowiązkowo przed wizytą w Moskwie i po niej – mówi nasz rozmówca. Kanclerz w ciągu roku odwiedza Polskę 3 – 4 razy. Z żadnym innym przywódcą dużego kraju UE nie utrzymuje tak bliskich stosunków. (dziennik.pl)

Mieliśmy nadzieję, że tegoroczną nagrodę otrzyma jednak rzecznik/dozorca Paweł Graś, który przecież utrzymuje szczególnie bliskie kontakty z Niemcami…

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 8

Głosowanie w Sejmie, a Tusk na boisku

Wysłane przez: admin w dniu: 20/03/2010

Premier Donald Tusk nie znalazł czasu, by wziąć udział w głosowaniach nad dodatkiem dla emerytów. Pewnie rozgrzewał wtedy mięśnie, bo gdy Sejm skończył głosowania, szef rządu wybiegał właśnie na boisko pograć w piłkę - ujawnia “Fakt”.

Jak pisze bulwarówka, szczególnie ciepło Donald Tusk traktował na boisku szefa klubu PO, Grzegorza Schetynę. Wspólne akcje, celne podania i strzały na bramkę…

Duet Tusk–Schetyna jak za dawnych czasów rozumiał się w czwartkowy wieczór bez słów. Premier poklepywał Schetynę, a po udanych zagraniach brał go w ramiona.

Widać, że relacje obu panów już się wyraźnie ociepliły - komentuje “Fakt”. (dziennik.pl)

Kategoria: Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 10

Dziwna debata Komorowskiego z Sikorskim

Wysłane przez: admin w dniu: 19/03/2010

Jest debata i jej nie ma. Debatuje dwóch kandydatów, którym różnić się zakazano. Odpytuje poseł, dziennikarze nie mogą zadać pytania - Tomasz Wróblewski, redaktor naczelny “DGP” krytycznie ocenia pomysł na pojedynek Bronisława Komorowskiego z Radosławem Sikorskim.

W lutym 1918 r. niemieckie wojska zablokowały rosyjską armię pod Brześciem. W imieniu ZSRR negocjacje prowadził Trocki. Niemcy pozostawili wybór. My wam damy pokój, wy nam dacie Europę Wschodnią. Trocki wstał od stołu. Spakował swoje rzeczy i wyjechał z miasta.
 
“Co mam powiedzieć Hindenburgowi?” - pytał niemiecki oficer. “Powiedz mu: ani wojna, ani pokój”.

Co mamy powiedzieć obserwatorom debaty prezydenckich prawyborów? To samo - jest debata i jej nie ma. Debatuje dwóch kandydatów, którym różnić się zakazano. Odpytuje ich poseł tej samej partii, który deklaruje, że partia nie chce się podniecać różnicami. Przyglądają się dziennikarze, którzy się podniecają, ale nie mogą zadać pytania.

My możemy i zadajemy, choć pewnie odpowiedzi nie dostaniemy. Pytamy, czy podpiszą ustawę:

- o podatku liniowym,

- o jednomandatowych wyborach,

- o odsztywnieniu wydatków na armię,

- o likwidacji KRUS i mundurówek,

- o prywatyzacji szpitali, KGHM, rezygnacji ze złotych akcji,

- o parytetach,

- o eutanazji i aborcji,

- o likwidacji TVP.

Jak w 1918 r. my zostajemy z pytaniami, oni zabierają odpowiedzi i znikają. Mamy wybór, ale żadnego wyboru. (Tomasz Wróblewski)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 8

Niemoralna propozycja

Wysłane przez: admin w dniu: 19/03/2010

Bardzo pouczające jest oglądanie filmów. Co prawda wiele z nich można by sprzedawać w fiolkach jako lek na bezsenność, niemniej i tak sporo mówią o ludziach.

Ot, “Władcy marionetek”, po których sobie wiele obiecywałem, pokazują, że można przez dekadę z okładem zajmować się polityką i ze zdumieniem konstatować, że politycy sprzedają narodowi jawną blagę. Odkrycie to tak uderzyło kolegów po piórze, że tylko ciężkim szokiem poznawczym można tłumaczyć, iż nie zadali sobie pytania, kogóż ten film w istocie oskarża.

Polityków? Wolne żarty. Największa udowodniona w nim przewina to sformułowanie Donalda Tuska, że rozmawiał z panią Ewą, gdy tymczasem rozmawiał z panem Łaszynem. Cóż, zmęczony był, mógł się pomylić. Pytanie, jakie trzeba postawić, brzmi: dlaczego nikt tego nie sprawdził wcześniej? Nie, nie rozmówców Tuska, ale czemu nikt nie przenicował jego obietnic o dziewięciu nowych lotniskach, 15 mostach na samej Wiśle czy pociągu pokonującym trasę Warszawa – Łódź w godzinę?

Ano powiem wam, koteczki, czemu. Bośmy go dzielnie wspierali w walce z kaczystowskim reżimem. Mało tego, gdyby Tusk zapewnił dziś, że świat jest płaskim naleśnikiem podtrzymywanym przez cztery nosorożce, to łyknęlibyśmy to bez zmrużenia oka, Stefan Niesiołowski oznajmiłby, że on, profesor, sam badał te nosorożce, a Waldemar Kuczyński za to odkrycie zażądałby dla premiera Nobla i przemianowania Pułtuska na cały Tusk.

Łykanie – jak tuczone gęsi strawę – największych nawet bzdur serwowanych przez polityków nie ma oczywiście partyjnych barw, tyle że jedni chętniej łykają je od pana T., inni od pana K. Mechanizm jest jednak ten sam. I tylko od nas, dziennikarzy, zależy, czy się utrwali, czy przeminie niczym choroba wieku dziecięcego naszej, za przeproszeniem, demokracji. Dlatego dla wszystkich zszokowanych odkryciem Tomka Sekielskiego kolegów po fachu mam propozycję, całkiem serio, choć złożoną w felietonie – tę kampanię potraktujmy inaczej. Rozliczajmy zdecydowanie i po równo z dokonań rządzących i prezydenta, opozycję parlamentarną i kandydata niezależnego. Ostro, bez taryfy ulgowej dla tych, których lubimy bardziej.

To jak, chłopaki, wchodzicie w to? (Robert Mazurek)

Kategoria: Media (po)mogą | Komentarze: 4

PSL głośno mówi o zerwaniu koalicji

Wysłane przez: admin w dniu: 19/03/2010

“Wszyscy są naprawdę wściekli na Platformę. Nawet Pawlak” - przyznaje jeden z ludowców. PSL coraz głośniej mówi o wyjściu z koalicji z PO. Poszło o powołanie przez Donalda Tuska Rady Gospodarczej, której szefuje Jan Krzysztof Bielecki. Nikt nie prosił PSL o konsultacje.

Ścisłe kierownictwo ludowców na nieformalnym spotkaniu debatowało, co dalej robić - donosi “Rzeczpospolita”. Czołowi politycy PSL nie byli bowiem poinformowani o powołaniu nowego gremium przy premierze. Nie poproszono ich, by wskazali swoich kandydatów do rady, której przewodniczy Jan Krzysztof Bielecki.

Ludowcom nie spodobało się też, że ci, którzy się w niej znaleźli - dziewięć osób - mają liberalne poglądy na gospodarkę. PSL-owcy odebrali to jako policzek.

Z informacji gazety wynika, iż na spotkaniu przeważały głosy, że odpowiedzią powinno być wyjście z koalicji. A prezes Waldemar Pawlak miał po raz pierwszy zakomunikować, że “trzeba się zastanowić nad dalszym jej funkcjonowaniem”.  (dziennik.pl)

Kategoria: Co tam Panie w koalicji | Komentarze: 4

Gdy ucichną oklaski, jeden z nich zapłacze

Wysłane przez: admin w dniu: 18/03/2010

Liczby są brutalne: według najnowszego sondażu TNS OBOP Platforma Obywatelska nokautuje Prawo i Sprawiedliwość 59 proc. poparcia do 24 proc. I zyskuje w porównaniu z poprzednim badaniem 2 pkt proc. Wniosek też musi być więc jednoznaczny: prawyborczy spektakl opłacił się partii premiera Donalda Tuska.

Konkurencja wciąż nie może złapać oddechu, wypromować swoich kandydatów, narzucić tematu sporu. Dodajmy jednak: na razie. Bo choć ten nawet ograniczony wewnętrzny wybór zmienił na plus polską politykę, to ostateczny bilans dla samej Platformy nie jest jeszcze znany. Na dnie tej prawyborczej beczki z miodem może kryć się całkiem sporo gorzkiego dziegciu.

Bo przecież, kiedy już ucichną oklaski dla zwycięzcy, jeden z nich zapłacze. Polizanie prezydentury przez szybę, a przecież obaj czują się już prawie prezydentami, zmienia psychikę nawet największych twardzieli. A w przypadku tak ambitnych polityków jak Radosław Sikorski i Bronisław Komorowski może tę psychikę wręcz zdemolować.

Pół biedy, jeżeli przegra Sikorski. Startował z gorszych pozycji, od początku musiał gonić potężnego, osadzonego trwale w PO marszałka Sejmu. Jeśli na dodatek zbierze więcej niż 30 proc. głosów (słabszy wynik byłby upokorzeniem) będzie mógł z dumą odtrąbić wzmocnienie swojej pozycji wewnątrz partii. Ale co się stanie, jeżeli wygra szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych? Stawiam dolary przeciw orzechom, że Komorowski tego nie zniesie. Za długo jest w Platformie, za wielkie ma dla niej zasługi i ich świadomość, żeby zaakceptował taki wynik. Trzaśnie w stół. Może być ciekawie. (Michał Karnowski)

Kategoria: Kampania prezydencka 2010 | Komentarze: 8