Tusk Watch

Obserwujemy jak Polska zmienia się w drugą Irlandię

| |
| Log in |

Archiwum: luty 2010

Zeznania koordynowane?

Wysłane przez: admin w dniu: 22/02/2010

Niewykluczone, że nie tylko świadkowie uzgadniają między sobą zeznania, ale wręcz że istnieje jeden ośrodek, zarządzający hazardowym kryzysem ze strony rządowej

Po kolejnych przesłuchaniach zaczynają się rodzić pytania, czy świadkowie komisji nie uzgadniają ze sobą treści zeznań – powiedziała paręnaście dni temu “Rzeczpospolitej” Beata Kempa. To tylko hipoteza, ale może ją uprawdopodobnić kilka epizodów – np. ujawniona ostatnio rozmowa Sobiesiaka z Drzewieckim na Florydzie czy wcześniejsze – też do pewnego momentu ukrywane – ich spotkanie w warszawskim hotelu Radisson. Wśród dziennikarzy zajmujących się komisją hazardową raczej powszechne jest przekonanie o prawdziwości tej tezy, choć wciąż nie ma na nią twardych dowodów.

Warto jednak odnotować poszlaki, które mogłyby wskazywać na tezę jeszcze dalej idącą. Że nie tylko świadkowie uzgadniają między sobą zeznania, ale wręcz istnieje jeden ośrodek zarządzający hazardowym kryzysem ze strony – nazwijmy ją tak umownie – rządowej.

Zarządzający nim nie wyłącznie w sensie popularnego propagandowego przykrywania potencjalnie niebezpiecznych medialnie przesłuchań w komisji wydarzeniami innymi, uznanymi za propagandowo przeciwstawne – jak np. odnotowana już przez dziennikarzy charakterystyczna zbieżność pomiędzy niezręcznymi dla PO przesłuchaniami w komisji hazardowej i datami, wręcz godzinami, wzywania głośnych nazwisk przed komisję naciskową (vide wezwanie przed tę ostatnią Mariusza Kamińskiego wtedy, kiedy w hazardowej zeznawał Sobiesiak, czy Jarosława Kaczyńskiego, kiedy przed hazardową miał się stawić Marcin Rosół).

Zarządzający również poprzez koordynowanie – do pewnego stopnia – działań i zeznań świadków z, mówiąc umownie, platformerskiej strony sporu. A przez tę stronę rozumiem nie tylko przesłuchiwanych polityków PO, ale też np. pp. Sobiesiaków. (Piotr Skwieciński)

Kategoria: Nasze mordy kochane, Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 7

Bohater naszych czasów

Wysłane przez: admin w dniu: 22/02/2010

“Czemuż o tym pisać nie chcecie, panowie?” – pytał przed laty Mickiewicz i gdyby dożył dzisiejszych czasów, mógłby zapytać o to samo raz jeszcze.

Niewiele się zmieniło – nie tylko w kwestii zasadności używania w kontekście polskich usiłowań słowa “dziady”, ale przede wszystkim w kwestiach dotyczących mentalności tak bezlitośnie opisanego przez prowincjonalnego poetę “salonu”.

Liczne media zajmowały w minionym tygodniu uwagę wydumanymi sensacjami tego rodzaju, że armia rosyjska ma samoloty, które latają, a nasza aparat fotograficzny, którym może sobie taki rosyjski samolot sfotografować. Albo że rzecznik praw obywatelskich, człowiek starszy i w nie najlepszym zdrowiu, korzysta z wykupionego przez urząd abonamentu usług medycznych (swoją drogą, ogłasza to jako skandal gazeta, która wielokrotnie gromiła tabloidy i przeciwstawiała się takim wykwitom populizmu jak ustawa kominowa). A nie budzi jakoś uwagi, zbywana notkami na dalszych stronach, sylwetka prawdziwego bohatera tygodnia Marcina Rosoła.

A przecież to prawdziwy bohater naszych czasów, to kariera pokazująca, kto idzie do polityki i zwycięża w niej w czasach, gdy wielu ludzi uczciwych i fachowych nie chce mieć z polityką i partiami nic wspólnego. Człowiek uczynny, każdemu gotów coś załatwić, to dający się pokornie zawiesić, gdy partia potrzebuje kozła ofiarnego, to znów nagradzany przez nią stanowiskami i premiami. Przyjaciel wszystkich przyjaciół, którego “odzyskane” CBA uprzedza o planowanej rewizji. Marcin Rosół to prawdziwa twarz rządzącego Polską establishmentu i nie ma sensu zakrywać jej pod pozorem okrągłej, 88 rocznicy urodzin twarzą Władysława Bartoszewskiego. To kariera na miarę III RP. To nowy Nikodem Dyzma, nowy Arturo Ui… No, przesadziłem – najwyżej mały Uiek. (Rafał A. Ziemkiewicz)

Kategoria: Nasze mordy kochane, Pitery, niesioły i inne palikoty | Brak komentarzy »

Drzewiecki hojny dla Rosoła

Wysłane przez: admin w dniu: 20/02/2010

W ciągu 15 miesięcy asystent szefa resortu sportu dostał, prócz pensji, 60 tys. zł nagród

31-letni Marcin Rosół, absolwent politologii, działacz PO, był w Ministerstwie Sportu i Turystyki szefem gabinetu politycznego Mirosława Drzewieckiego od 1 lipca 2008 r. do 5 października 2009 r. Jeden z bohaterów afery hazardowej zarabiał 6,5 tys. zł brutto miesięcznie. Ale – jak ustaliła “Rz” – dostawał od szefa także sowite nagrody. Co kwartał nawet po ok. 13 tys. zł.

I tak w 2008 r. za półroczną pracę zainkasował 23 500 zł (siedmioosobowy gabinet Drzewieckiego otrzymał łącznie 118 tys. zł nagród, najwięcej Rosół). W 2009 r. za dziewięć miesięcy pracy Rosół dostał 36 500 zł.

Ostatnią nagrodę otrzymał 28 września 2009 r., dwa dni przed ujawnieniem przez “Rz” stenogramów z podsłuchów posła PO Zbigniewa Chlebowskiego, króla branży hazardowej Ryszarda Sobiesiaka i Drzewieckiego. Tydzień później Drzewiecki podał się do dymisji. Marcin Rosół odszedł razem z nim.

Nagrody dla członków gabinetu politycznego przyznaje minister. Mogą je otrzymać pracownicy, którzy przepracowali w ministerstwie minimum trzy miesiące i – jak wynika z regulaminu – “wykazali się zaangażowaniem i realizacją zadań”.

Zdaniem Bartosza Arłukowicza (Lewica), wiceszefa komisji hazardowej, tak wysokie premie to skandal. – Jak widać, pan Rosół był w ministerstwie bardzo potrzebny i ceniony, a za zadania specjalne sowicie wynagradzany – ocenia poseł. Gdy pytał Rosoła o jego zakres obowiązków, ten odparł, że odpowiadał za “współdziałanie ministra z organizacjami (np. kościelnymi i samorządowymi) wynikające z jego funkcji politycznej”.

Tymczasem po kilku miesiącach pracy komisji śledczej wiadomo, że Rosół zajmował się np. pomocą w zatrudnieniu w Totalizatorze Sportowym Magdaleny Sobiesiak. Pomagał też Ryszardowi Sobiesiakowi, o którym mówi “mój kolega”: faksował dla niego dokumenty z Ministerstwa Środowiska w sprawie inwestycji w Zieleńcu, przekierował też go telefonicznie do resortu infrastruktury w sprawie kontroli, która miała potwierdzić dopuszczenie do użytku wyciągu biznesmena. – W obowiązkach nie było pośrednictwa pracy, pomocy przy inwestycjach prywatnych przedsiębiorców – podkreśla Arłukowicz.

Wysokie nagrody dla Rosoła nie dziwią osób blisko związanych z resortem sportu. – Mirek Drzewiecki, mimo że w PO uchodził za skąpca, dla osób, które były z nim blisko związane, zawsze miał hojną rękę – mówi “Rz” poseł PO. – Rosół należał do najbliższych z najbliższych.

Rosół dostawał od szefa wyższe premie niż dyrektorzy departamentów i ministrowie od premiera Tuska. Te – jak ujawniła miesiąc temu “Rz” – dostali spośród ministrów tylko Tomasz Arabski i Jacek Cichocki. Pierwszy 8 tys. zł, drugi – 10 tys. zł. Dziewięciu wiceministrów dostało po 10 tys. zł – za rok pracy.

O władzy Rosoła w Ministerstwie Sportu krążą legendy. – Był drugą osobą po ministrze – opowiada jeden z urzędników resortu. – Gdy Drzewiecki wyjeżdżał, Rosół zaczynał rządzić. Drzewiecki nie miał zaufania do urzędników. – Wolał zapłacić większe pieniądze fachowcom, którzy sprawią, że projekty będą dobrze prowadzone – przekonuje współpracownik ministra.

Pytanie, czy Rosół był fachowcem. – W pewnym sensie tak, biorąc pod uwagę, jak szerokim spektrum spraw się zajmował. Od Euro po ustawę hazardową – śmieje się polityk PO. – Ale takie premie są grubą przesadą. (Rzeczpospolita)

Kategoria: Nasze mordy kochane, Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 11

Bajka o dobrym Rosole i jego otwartych drzwiach

Wysłane przez: admin w dniu: 19/02/2010

Marcin Rosół, świadek przed komisją hazardową mniej wojowniczy od poprzedników z PO, a już na pewno od biznesmena Sobiesiaka, obraził moją inteligencję po wielekroć.

Na przykład wtedy, gdy przekonywał, że wprawdzie napisał dla Magdaleny Sobiesiak mejl do wiceministra skarbu z rekomendacją na członka Zarządu Totalizatora Sportowego, ale nie była to rekomendacja, a nazwa Ministerstwa Sportu i Turystyki znalazła się w zdaniu rekomendującym przypadkiem.

Albo gdy swój telefon do warszawskiego radnego w sprawie przetargu na lokal na kasyno przedstawiał jako incydent, podczas gdy sam Sobiesiak w podsłuchanych rozmowach twierdził, że “pilotuje on tę sprawę”. Przecież biznesmen nie wiedział, że jest podsłuchiwany i nie konwersował z córką po to, aby rzucić podejrzenie na Rosoła.

Albo wtedy, gdy przekonywał, że nie bardzo sobie zdawał sprawę z hazardowych zaangażowań rodziny Sobiesiaków. No pewnie, bo gdyby zdawał, wprowadzanie reprezentantki lobby jednorękich bandytów do państwowej spółki, która z nimi konkurowała, musiałoby mu się jawić jako wprowadzanie agenta wilków do owczarni. On jednak nie wiedział. Skąd zatem to kasyno w Warszawie? Może Rosół nie pytał, na co przeznaczony jest ten lokal. W ogóle mało pytał. Wydobył dla Sobiesiaka dokument z innego ministerstwa i przefaksował, ale taktownie nie sprawdził, czego on dotyczy. W jaki sposób ten dokument załatwił, też nie pamięta, choć w ogóle pamięć ma dobrą.

Ale najbardziej inteligencję publiczności obrażało zasadnicze założenie całej opowieści. Oto w 2008 roku Rosół poznaje przygodnie na kolacji ze swoim zwierzchnikiem ministrem Sobiesiaka i z własnej inicjatywy rzuca się w wir załatwiania dla niego i jego rodziny interesów - z owym fatalnym mejlem jako ukoronowaniem. Przecież prawie nie znał tego biznesmena. Sam Sobiesiak powiedział lekceważąco, że Rosół jest być może jego kolegą, skoro widział go ze dwa razy w życiu. A jednak ten kolega nie kolega dwoił się i troił. Bo lubił pomagać, a jego drzwi stały dla każdego otworem?

Włóżmy to jednak między bajki. Rosół albo miał ściślejsze związki z rodziną So_biesiaków, niż o tym mówi, albo obsługiwał ich interesy na polecenie. Czyje? Pewnie ministra Drzewieckiego, choć pamiętajmy, że był też człowiekiem bliskim innym politykom platformerskiego dworu. Czemu to wszystko miało służyć? To zasadnicze pytanie afery hazardowej.

Nawet jeśli nie poznamy odpowiedzi, warto znać historię rekomendacyjnego mejla Rosoła. To moment, gdy uchwyciliśmy na gorącym uczynku proceder - nie tylko obsadzania spółek Skarbu Państwa znajomymi, ale robienia tego w biznesowych celach. Choćby po to warto powoływać podobne komisje. Może jakiś kolejny Rosół zawaha się, nim wyśle podobny mejl. Takie przesłuchanie to nawet pod opiekuńczymi skrzydłami przewodniczącego Sekuły nic miłego. (Piotr Zaremba)

Kategoria: Nasze mordy kochane, Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 8

Brat Drzewieckiego znów ma kłopoty

Wysłane przez: admin w dniu: 18/02/2010

Załatwienie kontraktów na orliki, budowę stadionów na Euro 2012 i autostrady A2 - taką propozycję w 2009 roku złożył austriackiej spółce Alpine Bau restaurator Dariusz Drzewiecki, brat ówczesnego ministra sportu. Łódzka prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie.

Postępowanie toczy się w sprawie „złożenia 8 kwietnia 2009 r. w Łodzi oferty pośrednictwa w załatwieniu kontraktów na budowę 700 boisk sportowych w ramach projektu Orlik, stadionów piłkarskich oraz odcinka autostrady A2 na odcinku Stryków – Warszawa poprzez powoływanie się na wpływy w Ministerstwie Sportu i Turystyki oraz Ministerstwie Infrastruktury”. Płatnej protekcji miałby dopuścić się Dariusz Drzewiecki, brat Mirosława.

Sprawę ujawnił DGP 21 stycznia. Opisaliśmy wtedy spotkanie, w czasie którego Drzewiecki powoływał się na wpływy brata i proponował Alpine Bau załatwienie umów na inwestycje nadzorowane m.in. przez ówczesnego ministra sportu. Austriacy prowadzą w Polsce projekty (drogi i obiekty sportowe) za prawie 30 mld euro. Brat Drzewieckiego proponował im spółkę: Alpine Bau wniesie doświadczenie i pieniądze, a Drzewiecki załatwi kontrakty. Padły trzy precyzyjne propozycje: budowa boisk sportowych orlików (brat Drzewieckiego, minister, nadzorował i koordynował ich budowę), stadionów (brat Drzewieckiego również nadzorował ich budowę) i autostrady A2 ze Strykowa do Warszawy.

Dariusz Drzewiecki informacje na swój temat nazwał kłamliwymi. „Nigdy nie brałem udziału w spotkaniach z przedstawicielami Alpine Bau w Polsce” – napisał w styczniu w oświadczeniu przekazanym PAP. Ale prokuratura mu nie uwierzyła. Od 21 stycznia sprawdzała, czy są podstawy, by wszczynać śledztwo. – Czynności sprawdzające i ustalenia, które przeprowadziła policja pod naszym nadzorem, doprowadziły nas do przekonania, że należy wszcząć śledztwo w zakresie płatnej protekcji – mówi prokurator Rafał Sławnikowski z Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

Nie wiadomo, czy w śledztwie przesłuchany zostanie także były minister sportu.

Dariusz Drzewiecki ma na koncie wyrok na półtora roku w zawieszeniu za cztery przestępstwa (trzy oszustwa i jedno podrobienie dokumentu).

Za pomoc w płatnej protekcji grozi 8 lat więzienia. (dziennik.pl)

Kategoria: Nasze mordy kochane, Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 11

Demokraci z 21-dniowym stażem

Wysłane przez: admin w dniu: 18/02/2010

Poseł Sławomir Nowak z PO tak oto zachwala w środowej „Polsce” procedurę prawyborów, które ma przeprowadzić jego partia: “Namawiam PiS, żeby zrobił to samo. Żeby członkowie tej partii mogli wybrać, czy chcą jako kandydata na prezydenta Lecha Kaczyńskiego, czy Zbigniewa Ziobrę. To aktywizuje ludzi. Mają poczucie, że jest sens bycia w takim środowisku, w którym ma się wpływ na decyzję”

Platforma puszy się dziś wewnętrzną demokracją na tle innych – wodzowskich – partii. Wypadałoby pogratulować. Ale trudno zapomnieć, że pomysł na demokratyczny wybór kandydata PO liczy sobie zaledwie 21 dni. Właśnie trzy tygodnie temu Donald Tusk ogłosił, ze nie będzie kandydatem w wyborach prezydenckich. A wcześniej jakoś nie wspominał, że chciałby swoją kandydaturę poddać pod głosowanie wszystkich członków partii.

Mało tego. Jeszcze 19 dni temu lider Platformy w “Gazecie Wyborczej” niedwuznacznie sugerował, że sam wyznaczy kandydata swojej partii w prezydenckim wyścigu: “Będę proponował kandydata Platformie. Ale Platforma musi te propozycje zaakceptować. To znaczy czasami musi, ale wolę sytuację, kiedy chce. Kiedy to jest…” – “…Siła perswazji” – dokończyli dziennikarze. “Kilka razy narażałem Platformę na trudne doświadczenie, mówiłem: ‘Zaufajcie mi, wiem, że mam rację’”, choć wszyscy uważali inaczej” – dodał premier.

Dziś już oświecony absolutyzm Tuska należy do przeszłości. I wbrew jego zapowiedziom wybór nie będzie “kwestią dni raczej niż tygodni”, jak deklarował 1 lutego w programie Tomasza Lisa.

Skąd te zmiany? Może premier sam uznał, że prawybory będą mu na rękę, może musiał ulec naciskowi Grzegorza Schetyny. Ale z kultem demokracji w Platformie nie ma to nic wspólnego.

Mylę się? No dobrze, skoro PO tak kocha demokrację, to niech będzie konsekwentna. Dlaczego ma być tylko dwóch kandydatów? Nie krępujmy członkom partii swobody wyboru. Dajmy im szansę oddania głosu nie tylko na Bronisława Komorowskiego i Radosława Sikorskiego, ale i na Janusza Palikota. A może też i na Andrzeja Olechowskiego?

Skoro i tak wygra najlepszy, to po co ograniczać listę kandydatów? Przecież to tylko szeroki wybór aktywizuje ludzi i daje poczucie, że jest sens bycia w takim środowisku, w którym ma się wpływ na decyzję… (Piotr Semka)

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Pitery, niesioły i inne palikoty | 1 Komentarz

Sprawa Grzegorza Brauna

Wysłane przez: admin w dniu: 17/02/2010

Rok 2008, Wrocław. Kończy się manifestacja z okazji rocznicy zbrodni katyńskiej. Grupkę demonstrantów z NOP i ONR otacza policja. Obserwujący to reżyser Grzegorz Braun pyta dowódcę o zamiary. Zostaje powalony na bruk i mimo że nie stawia oporu, skuty. Funkcjonariusze wyłamują mu palce.

Na komisariacie poinformowany zostaje, że “przesłuchiwany jest w charakterze świadka” i nie ma “podstaw do stawiania mu żadnych zarzutów”.

Po zwolnieniu wnosi skargę na działanie policji. Zostaje ona oddalona, a on sam oskarżony o pobicie kilku policjantów. Braunowi grozi pięć lat więzienia, odbyło się już kilka rozpraw, za każdym razem utajnionych.

Mówi Braun: “Oskarżono mnie o to, że poturbowałem kilku policjantów i usiłowałem ich nakłonić do zaniechania czynności służbowych. Sprawa byłaby tylko śmieszna (…), gdyby nie to, że policja i prokuratura najwyraźniej dążą do tego, by posadzić mnie w więzieniu”.

Braun to autor demaskatorskich dokumentów, m.in.: “Plusy dodatnie, plusy ujemne” czy ostatnio (wspólnie z Robertem Kaczmarkiem) “Towarzysz generał”. Lech Wałęsa pomówił go o działanie na zamówienie. Sąd oddalił oskarżenie Brauna w tej sprawie, dając do zrozumienia, że były lider “Solidarności” ma szczególne prawa. Natomiast reżyser skazany został za podanie informacji o współpracy prof. Jana Miodka z SB.

Za swoje działania Braun traci możliwości pracy (w Radiu Wrocław i na Uniwersytecie Wrocławskim), a także możliwości robienia filmów. A jednym z “argumentów”, których używali dziennikarscy funkcjonariusze dla dezawuowania filmu “Towarzysz generał”, była osoba jego współautora.

Można założyć, że ostatnie działania wymiaru sprawiedliwości wobec Brauna nie mają związku z tymi sprawami. Można? (Bronisław Wildstein)

Kategoria: Nasze mordy kochane | Komentarze: 20

Kelnerzy z PO

Wysłane przez: admin w dniu: 16/02/2010

Rzeczpospolita” dotarła do nieznanych nam dokumentów CBA dla wrocławskiej prokuratury, wraz z nowymi stenogramami z akcji “Yeti”. Mamy niezbite dowody na zażyłe kontakty Chlebowskiego i Drzewieckiego z Sobiesiakiem, którzy wykonywali dla kolegi czarną robotę, by inwestycja w Zieleńcu ruszyła. To dzięki tej sprawie CBA wpadło na trop afery hazardowej.

Mało kto chyba wierzył, że znajomość Mira z Rysiem dotyczy paru lat i jest oparta tylko na relacjach sportowych. To zeznał przed komisją śledczą właśnie były minister sportu, dodając, że nigdy nie pomagał Sobiesiakowi w inwestycjach. Pytanie, czy i kiedy otrzyma zarzuty za składanie fałszywych zeznań, bo jeżeli świadek bezkarnie może kłamać przed komisją śledczą, wówczas przysięga i ewentualne konsekwencje prawne nie mają znaczenia.

W sprawie pojawiają się te same nazwiska. Drzewiecki zlecił Rosołowi, by ten załatwił “wycinkę” lasów w Zieleńcu - kluczową decyzję. O pozwolenie starał się o zgodę na wylesienie w Ministerstwie Środowiska. Drzewieckiemu Sobiesiak żalił się z trudności inwestycji, bał się, że nie zdąży otworzyć wyciągu na zimę. Chlebowski załatwiał za to wszystkie problemy z Dyrekcją Generalną Lasów Państwowych. Już dwa dni po interwencji polityka PO leśnicy podpisali z Winterpolem porozumienie. Za bezprawne wycięcie lasów i wejścia na państwowy grunt, firma Sobiesiaka musiała zapłacić 221 tys. zł decyzją DGLP 19 marca 2009r. Kiedy Rysiu zapłacił karę? Dopiero dzień przed przesłuchaniem Mariusza Kamińskiego przed komisją śledczą.

Niejasna jest rola Grzegorza Schetyny w sprawie inwestycji w Zieleńcu. Wiadomo, że ówczesny wicepremier spotkał się z Sobiesiakiem na lotnisku 28 września 2008r. Panowie mieli rozmawiać o sytuacji Śląska Wrocław. Polityk PO podkreślał, że Rysiu po rozmowie z nim dzwonił do Henryka Kalinowskiego - członka zarządu klubu - na uwiarygodnienie swoich zeznań. Problem w tym, że kierownik Stanu Cywilnego we Wrocławiu mówi Sobiesiakowi “lasy są do przełknięcia”. O czym tak naprawdę rozmawiali Schetyna z Sobiesiakiem?

Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że komisja śledcza jest potrzebna, a afera hazardowa i jej pochodne powinny zakończyć karierę wszystkich jej bohaterów. Co ciekawe - jeszcze wszystkiego nie wiemy. Stenogramy i dokumenty, jakie posiada komisja śledcza od prokuratury, są objęte tajemnicą. 

Dzisiaj przed komisją śledczą komedia czytającej z kartki Sobiesiakówny. (gw1990)

Kategoria: Nasze mordy kochane, Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 8

Co politycy PO zataili w zeznaniach?

Wysłane przez: admin w dniu: 16/02/2010

Z podsłuchów CBA wynika, że posłowie Platformy znali króla hazardu dużo lepiej, niż mówili przed komisją śledczą. “Rz” ujawnia nowe dokumenty w tej sprawie

Dotarliśmy do analizy materiałów CBA sporządzonej dla prokuratury we Wrocławiu. Prowadzi ona śledztwo w sprawie budowy wyciągu w Zieleńcu przez biznesmena Ryszarda Sobiesiaka.

Z podsłuchanych przez CBA rozmów wynika, że to dzięki interwencji Mirosława Drzewieckiego biznesmen zdobył w ekspresowym tempie dokumenty umożliwiające budowę. Gdy Sobiesiak rozpoczął prace i wyciął pół hektara lasu bez pozwoleń, to Zbigniew Chlebowski przekonał leśników, by potraktowali go łagodnie.

Przed komisją Drzewiecki zeznał, że nie pomagał Sobiesiakowi w interesach. Chlebowski mówił, że nie utrzymywał z nim bliższych relacji. (Rzeczpospolita)

Kategoria: Nasze mordy kochane, Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 7

Magdalena Sobiesiak rozszyfruje przeciek?

Wysłane przez: admin w dniu: 16/02/2010

We wtorek przed komisją śledczą, która bada tzw. aferę hazardową, zeznawać będzie córka Ryszarda Sobiesiaka, Magdalena. To o pracy dla niej jej ojciec rozmawiał z Mirosławem Drzewieckim. Były szef CBA wskazuje ją jako jedno z ogniw przecieku o działaniach Biura.

Z informacji zawartych w dokumencie CBA z września 2009 r. wynika, że Sobiesiak chciał załatwić swojej córce “intratną” posadę; kontaktował się w tym celu m.in. z ówczesnym ministrem sportu Mirosławem Drzewieckim oraz szefem jego gabinetu politycznego Marcinem Rosołem.

Biznesmen dał CV swojej córki Drzewieckiemu na przełomie kwietnia i maja 2009 r.; ten przekazał sprawę Rosołowi. Równolegle Sobiesiak rozmawiał na ten temat z byłym urzędnikiem Ministerstwa Finansów w Departamencie Gier Losowych i Zakładów Wzajemnych, byłym prezesem Totalizatora Sportowego Sławomirem Sykuckim.

W trakcie tych rozmów - jak napisało CBA - pojawia się pomysł “usadowienia” Magdaleny Sobiesiak w zarządzie Totalizatora. Sykucki i Rosół sugerują, żeby Sobiesiakówna wycofała swoje udziały z firmy hazardowej Golden Play, a także zrezygnowała ze stanowiska wiceprezesa zarządu Casino Polonia. W jednej z rozmów, która przytoczona jest w dokumentach CBA, Rosół mówi: “Jak ją wybiorą 2 września, to lepiej, żeby nie miała udziału w firmach, które są konkurencją dla Totalizatora”.

W materiałach CBA znajduje się także stenogram z podsłuchanej rozmowy Sykuckiego i Sobiesiaka, podczas której były prezes Totalizatora Sportowego mówił: “Można tak podzielić rynek, że Totalizator będzie miał pieniądze i wszyscy prywatni będą mieli, Magda tylko się musi trochę słuchać”. Były szef CBA Mariusz Kamiński zeznając w styczniu przed komisją hazardową ocenił, że chodziło o “nieformalne podzielenie rynku”.

Magdalena Sobiesiak złożyła aplikację do TS 18 sierpnia 2009 r.; przeszła pierwszy etap rekrutacji, jednak dwa dni przed decydującą rozmową z radą nadzorczą spółki zrezygnowała.

Według zeznań Mariusza Kamińskiego kluczowe było jej spotkanie z Marcinem Rosołem w warszawskiej restauracji “Pędzący królik”, do którego doszło 24 sierpnia 2009 roku. Według byłego szefa CBA to właśnie tam doszło do przecieku o działaniach CBA, który ostrzegł Ryszarda Sobiesiaka o zainteresowaniu Biura jego osobą. W konsekwencji - jak mówił Kamiński - Magdalena Sobiesiak wycofała też swoją aplikację z TS. (dziennik.pl)

Kategoria: Nasze mordy kochane | Komentarze: 2