Tusk w morzu wazeliny
Wysłane przez: admin w dniu: 31/01/2010
“Gazeta Wyborcza” próbowała utopić premiera Donalda Tuska. Co więcej, perfidnie zdecydowała się tego dokonać w morzu wazeliny. Czy nie ma kary na takie bezeceństwa?
“Gdyby Donald Tusk zechciał kandydować zostałby prezydentem i wziąłby triumfalny rewanż na Lechu Kaczyńskim. Wybrał inaczej, co budzi szacunek.” Tak redakcyjny komentarz zaczyna p.o. Michnika, Jarosław Kurski.
Niniejszym ogłasza on swoje prorocze dyspozycje. Mieć pewność kto wygra wybory na ponad pół roku przed ich terminem, przed rozpoczęciem się kampanii, to — w demokracji — deklarować swoje ponadludzkie kompetencje. W tym wypadku kompetencje “wyborcze”.
“W tym sensie Tusk jest pierwszym od czasów Tadeusza Mazowieckiego politykiem myślącym w perspektywie dłuższej niż jedna kadencja. Politykiem, który narzuca odpowiedzialny styl myślenia o polityce i państwie. To styl będący odwrotnością miałkich politycznych kłótni i płaskich PR-owskich efektów. Styl niezrozumiały dla ludzi, dla których polityka to tylko okładanie się pięściami, dopóki przeciwnik nie padnie na deski. Jak niedorzeczne są teraz ich komentarze. Mówią: ‘Tusk stchórzył’, ‘Tusk chciał przykryć komisję hazardową.’ Żałosne.” Proszę wybaczyć ten przydługi cytat, ale to nie tylko jego niewątpliwa uroda każe mi go przytaczać.
Ale naczelny to za mało. Witold Gadomski: “Donald Tusk nie po raz pierwszy pokazał, że potrafi być politykiem odważnym, który podejmuje decyzje, nie bacząc na jazgot bieżących komentarzy. Ten jazgot wczoraj rano był zupełnie nie do zniesienia.”
Paweł Wroński: “Decyzja o niekandydowaniu Donalda Tuska (…) jest decyzją racjonalną, godną tym większej pochwały…”
Rafał Kalukin: “Tak po ludzku, to Donald Tusk zaimponował mi.”
I to wszystko w jednym numerze.
Przy okazji wyjaśniam, że decyzja Tuska wydaje się właściwa. Należało ją jednak podjąć po wygranych wyborach parlamentarnych i przyjęciu stanowiska premiera. Można powiedzieć: lepiej późno niż wcale. Jednak roztrwonienie dwóch i pół roku na nieoficjalną kampanię prezydencką wymaga rozliczenia. Dokonać tego powinni dziennikarze. Dziennikarze — ale nie funkcjonariusze.
Bardzo znamienne, że chwalcy z “Wyborczej” tak wiele miejsca poświęcają dezawuowaniu tych, którzy zastanawiają się nad przyczynami zmiany decyzji Tuska. “Jazgot”, “trywialne”, “niedorzeczne komentarze” czyli “okładanie się pięściami”. Oto próbki rzeczowych i głębokich analiz. Gdyby — za nimi — przyjąć dosłownie wyjaśnienie premiera, oznaczałoby to, że elementarną wiedzę o polityce posiadł on po ponad pół kadencji rządzenia. Na tak druzgocącą ocenę nie może odważyć się nikt, kto traktuje premiera poważnie. Nic dziwnego więc, że musi zastanowić się nad przyczynami jego decyzji. (Bronisław Wildstein)
Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Media (po)mogą | Komentarze: 7

