Tusk Watch

Obserwujemy jak Polska zmienia się w drugą Irlandię

| |
| Log in |

Archiwum: styczeń 2010

Tusk w morzu wazeliny

Wysłane przez: admin w dniu: 31/01/2010

“Gazeta Wyborcza” próbowała utopić premiera Donalda Tuska. Co więcej, perfidnie zdecydowała się tego dokonać w morzu wazeliny. Czy nie ma kary na takie bezeceństwa?

“Gdyby Donald Tusk zechciał kandydować zostałby prezydentem i wziąłby triumfalny rewanż na Lechu Kaczyńskim. Wybrał inaczej, co budzi szacunek.” Tak redakcyjny komentarz zaczyna p.o. Michnika, Jarosław Kurski.

Niniejszym ogłasza on swoje prorocze dyspozycje. Mieć pewność kto wygra wybory na ponad pół roku przed ich terminem, przed rozpoczęciem się kampanii, to — w demokracji — deklarować swoje ponadludzkie kompetencje. W tym wypadku kompetencje “wyborcze”.

“W tym sensie Tusk jest pierwszym od czasów Tadeusza Mazowieckiego politykiem myślącym w perspektywie dłuższej niż jedna kadencja. Politykiem, który narzuca odpowiedzialny styl myślenia o polityce i państwie. To styl będący odwrotnością miałkich politycznych kłótni i płaskich PR-owskich efektów. Styl niezrozumiały dla ludzi, dla których polityka to tylko okładanie się pięściami, dopóki przeciwnik nie padnie na deski. Jak niedorzeczne są teraz ich komentarze. Mówią: ‘Tusk stchórzył’, ‘Tusk chciał przykryć komisję hazardową.’ Żałosne.” Proszę wybaczyć ten przydługi cytat, ale to nie tylko jego niewątpliwa uroda każe mi go przytaczać.

Ale naczelny to za mało. Witold Gadomski: “Donald Tusk nie po raz pierwszy pokazał, że potrafi być politykiem odważnym, który podejmuje decyzje, nie bacząc na jazgot bieżących komentarzy. Ten jazgot wczoraj rano był zupełnie nie do zniesienia.”

Paweł Wroński: “Decyzja o niekandydowaniu Donalda Tuska (…) jest decyzją racjonalną, godną tym większej pochwały…”

Rafał Kalukin: “Tak po ludzku, to Donald Tusk zaimponował mi.”

I to wszystko w jednym numerze.

Przy okazji wyjaśniam, że decyzja Tuska wydaje się właściwa. Należało ją jednak podjąć po wygranych wyborach parlamentarnych i przyjęciu stanowiska premiera. Można powiedzieć: lepiej późno niż wcale. Jednak roztrwonienie dwóch i pół roku na nieoficjalną kampanię prezydencką wymaga rozliczenia. Dokonać tego powinni dziennikarze. Dziennikarze — ale nie funkcjonariusze.

Bardzo znamienne, że chwalcy z “Wyborczej” tak wiele miejsca poświęcają dezawuowaniu tych, którzy zastanawiają się nad przyczynami zmiany decyzji Tuska. “Jazgot”, “trywialne”, “niedorzeczne komentarze” czyli “okładanie się pięściami”. Oto próbki rzeczowych i głębokich analiz. Gdyby — za nimi — przyjąć dosłownie wyjaśnienie premiera, oznaczałoby to, że elementarną wiedzę o polityce posiadł on po ponad pół kadencji rządzenia. Na tak druzgocącą ocenę nie może odważyć się nikt, kto traktuje premiera poważnie. Nic dziwnego więc, że musi zastanowić się nad przyczynami jego decyzji. (Bronisław Wildstein)

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Media (po)mogą | Komentarze: 7

Gdy myślę: Partia

Wysłane przez: admin w dniu: 30/01/2010

Dziennikarska klaka Donalda Tuska zatraciła już ostatnie resztki przyzwoitości.

Takich tonów, w jakim utrzymane są jej peany na cześć Ukochanego Przywódcy, który dał nam wszystkim najwyższy przykład patriotyzmu i poświęcenia, i mając pewną prezydenturę dobrowolnie się jej wyrzekł w imię miłości ojczyzny, nie używano w polskich mediach od czasów Gierka (bo już za Jaruzelskiego nawet zajadłym partyjniakom byłoby wstyd). Podobnie zresztą jak i wtedy peany są mocno na bakier z logiką. Jeśli Tusk powiedział prawdę, iż rzeczywista władza jest w URM, nie w Belwederze, to się niczego nie wyrzekł i nie ma czym się tak zachwycać. A jeśli jednak „duży pałac” to coś więcej od „małego”, to wypada przetłumaczyć jego argumentację z pokrętnej politycznej nowomowy na język prosty.

Inna sprawa, że pod wieloma względami sytuacja psychologiczna dzisiejszego prorządowego redaktora przypomina sytuację pracowników propagandy peerelu. W miejsce politycznego chaosu tworzy nam się oto po dwóch dekadach znowu jedna, wielka partia, Partia właściwie, która jednoczy aspiracje całego społeczeństwa i wiedzie nas do wielkiego cywilizacyjnego skoku. Jeśli kuluarowe pogłoski są prawdziwe, to w Partii owej mieści się każdy, kto nie narusza pryncypiów. Jest już ponoć gotowe miejsce i dla Włodzimierza Cimoszewicza, i dla Wojciecha Olejniczaka, i dla Wojciecha Mojzesowicza… Pasuje jej i Krzaklewski, i może znajdzie na powrót miejsce dla wyliniałego Olechowskiego, który po tym, jak prokuratury odstrzeliły mu dotychczasowego promotora, ma do wyboru albo ułożyć się szybko ze zwycięzcami, albo czekać, aż i na niego prokuratury coś znajdą (bo ludzie gadają… No, ale o kim u nas nie gadają − dopiero prokuratura musi sprawdzić, czy w tym gadaniu jest coś na rzeczy. Niekiedy, jak w wypadku Piskorskiego, potrafią sprawdzić nawet po wielu latach). „Ach, ileż w Platformie treści − w Platformie każdy się zmieści”, chciałoby się sparafrazować satyryka. Każdy, oczywiście, kto ma do rzeczywistości stosunek pozytywny. Dla sił wrogich postępowi i rozwojowi, pisowskich, w Partii miejsca nie ma. (…)

A tak poważnie − jest oczywiste, że z wyścigu prezydenckiego Tusk wycofał się wskutek afery hazardowej. Nie, nie dlatego wcale, że prędzej czy później doprowadzi ona do skompromitowania go jako źródła przecieku. Kredyt zaufania wśród wyborców ma Tusk wciąż nieograniczony, i nawet, gdyby komisja złapała go za rękę − na co przewodniczący Sekuła na pewno nie pozwoli − to i tak, gdy powie, że to nie jego ręka, ludzie mu uwierzą.

Nie o to chodzi.

Chodzi o to, że afera pokazała Tuskowi, iż jego podwładni wszystko już mieli przygotowane, żeby dać mu kopa do góry, do Belwederu, i kręcić lody po swojemu. To dlatego zmasakrował swą kancelarię. Nie mógł, jak się okazuje, ufać nawet kumplom z boiska. Tym bardziej nie zaufa już nikomu innemu − musi zostać tam gdzie jest i trzymać na wszystkim łapę. Bo inaczej rozdęta struktura Partii, w której nie chodzi już o nic poza pożytkowaniem władzy, najpierw odsunie szefa na boczny tor, a potem rozleci się i zeżre we frakcyjnych sporach.

A „plan polityczny”? Dajcie spokój. Która to już „wielka reforma” naszego ukochanego przywódcy?

Proste, jak mówią w wojsku. (Rafał A. Ziemkiewicz)

Kategoria: Analiza, Donaldu, Donaldu..., Media (po)mogą | Komentarze: 9

Mężydło: “Wstydzę się za Platformę, nadużywamy władzy”

Wysłane przez: admin w dniu: 30/01/2010

Wstydzę się za Platformę Obywatelską. Jest w niej poczucie, że mamy wielką władzę. I jej nadużywamy, niebezpiecznie zbliżając się do granicy demokracji - mówi w wywiadzie dla “Polski” poseł PO Antoni Mężydło. Suchej nitki nie zostawia też na kierowanej przez partyjnego kolegę - Mirosława Sekułę - komisji hazardowej. - Nie trzyma się standardów, to kompromituje PO i jest oznaką głupoty - stwierdza Mężydło.

Poseł PO (niegdyś w PiS) ostro krytykuje własną partię, zwłaszcza za to, jak działa w komisji hazardowej, która - jak podkreśla - ma być testem prawdy dla PO. - Dlatego tym złem, kłamstwem daleko nie zajedziemy. Chociaż Donald Tusk na samym początku postanowił, że zło wycinamy i idziemy tylko dobrem - mówi Mężydło. I podkreśla, że tego w komisji hazardowej nie widać. - Może nasza ekipa jest zbyt słaba, a może Tusk nie był do końca konsekwentny - dodaje.

To, co wyprawia Sekuła z ekipą, na pewno nie trzyma tych standardów. To kompromituje PO, jest oznaką głupoty, która odbije się negatywnie na Platformie. Nie zachował się honorowo. I przegrał rozwiązanie z wyeliminowaniem Kempy i Wassermanna.

Mężydło nie szczędzi też gorzkich słów szefowi komisji hazardowej Mirosławowi Sekule. - To, co wyprawia Sekuła z ekipą, na pewno nie trzyma tych standardów. To kompromituje PO, jest oznaką głupoty, która odbije się negatywnie na Platformie - piętnuje Sekułę Mężydło. - Nie zachował się honorowo. I przegrał rozwiązanie z wyeliminowaniem Kempy i Wassermanna - wylicza potknięcia partyjnego kolegi.

I dodaje, że fatalnie zakończył też przesłuchanie Zbigniewa Chlebowskiego (ogłosił przerwę w obradach, a potem pod nieobecność posłów zamknął posiedzenie). - To była parodia - komentuje zachowanie Sekuły Mężydło. - Było mi wstyd za niego. To było żałosne. I nie wiem, gdzie byli ci wszyscy urzędnicy sejmowi, przecież nawet nie było kworum - podkreśla.

Pytany, dlaczego Sekuła tak się zachowuje, nie potrafi udzielić jednoznacznej odpowiedzi. - Jest trochę indywidualistą w PO, ale nie potrafię rozszyfrować, dlaczego on się tak zachowuje. On nie zachowuje się jak typowy platformers, może to wynikać z jego osobowości politycznej - stwierdza Mężydło. (tvn24.pl)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 10

Praca dla Polski czy zaszczyty

Wysłane przez: admin w dniu: 30/01/2010

Premier stwierdził, że nie chce być prezydentem, więc w gazetach zaroiło się od sondaży pokazujących, kto z PO może go zastąpić. Marszałek Bronisław Komorowski czy minister Radosław Sikorski? Może Hanna Gronkiewicz-Waltz? A może nawrócony na „projekt” Włodzimierz Cimoszewicz? Lub jeszcze ktoś inny? W Platformie znanych nazwisk jest legion, więc ze znalezieniem odpowiedniego następcy kłopotu być nie powinno. Chociaż…

Kiedy wsłuchać się dokładnie, jak swoją decyzję uzasadniał Donald Tusk, wychodzi na to, że PO w ogóle żadnego kandydata wystawiać nie powinna. No, panu całkiem się w głowie poprzewracało – już słyszę życzliwe głosy czytelników, szczególnie tych tropiących na każdym kroku antyrządowe odchylenia. Skądże znowu. Staram się tylko brać słowa premiera za dobrą monetę – odpowiadam.

Otóż Donald Tusk nie startuje, bo woli realną władzę od zaszczytów, rządzenie od prestiżu, ciężką pracę od spokoju, dokonywanie zmian od gnuśnego trwania. Więcej. Jak zauważył w jednym z wywiadów, wszystko, co w ostatnich dwóch latach było pozytywne, rodziło się w rządzie, a co negatywne – w pałacu. Wniosek: pałac to niebezpieczne miejsce, gdzie gnieżdżą się najmroczniejsze moce zastoju i zwady. Kto tam przybędzie, ani chybi łacno im ulegnie. (…)

Tak czy inaczej wszystko, co mówił Tusk, wyraźnie wskazuje, że kto chce zmieniać Polskę, powinien dać sobie spokój z walką o prezydenturę. W osobliwym świetle stawia to zatem pozostałych kandydatów PO. Wygląda na to, że nie chce im się pracować dla Polski, bo wolą zaszczyty. Że zamiast trudu wybrali łatwy prestiż i zamierzają spocząć na laurach. Nie chciałbym być na ich miejscu: od razu widać, że każdy kandydat to ukryty leń, któremu zachciało się błyskotek i reprezentacji, a nie prawdziwej, ciężkiej roboty. Ale dla takich przecież w Platformie miejsca być nie może, tam sami pracusie i fachowcy.

Zastanawiam się, jakie będzie wytłumaczenie tej sprzeczności. Może takie: dla dobra Polski – powie nowy kandydat PO na prezydenta – godzę się znosić ciężar pustych zaszczytów, byle tylko premier mógł pracować. (Paweł Lisicki)

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 8

Genialny mąż szachownicy

Wysłane przez: admin w dniu: 29/01/2010

Zahuczało, zagrzmiało i zaszumiało. Chwilowy szok i pustka w głowach. A potem zaraz mózgi zapełniły się nowymi kliszami. Mąż stanu poświęcający własne ambicje dla dobra kraju i w ten sposób przechodzący do historii. Genialny strateg zadający przeciwnikom zabójcze pchnięcie. Mistrz szachownicy rozgrywający gambit i planujący partię na czterdzieści ruchów do przodu.

Jeszcze wczoraj urząd prezydenta był kluczowy, a jego zajęcie warunkiem koniecznym do rozpoczęcia jakichkolwiek reform. Dziś to już tylko „splendor”, „zaszczyty” i „zamknięcie w pałacu”. Przed chwilą trzeba było zmienić konstytucję, żeby premier mógł cokolwiek zrobić. Obecnie się okazało, że jednak to on ma prawdziwą władzę. Do niedawna trzeba było wystawiać najsilniejszego kandydata. Teraz wystawiają słabszego, żeby bardziej upokorzyć Kaczyńskiego przegraną (motyw rzeczywiście godny męża stanu).

Nie mam Wam za złe, że tak natychmiast kupujecie te nowe narracje z miejsca zapominając o starych. Po to są w końcu tworzone przez najwyższej klasy specjalistów od marketingu politycznego. Dziwi mnie tylko, że tak ochoczo się tym chwalicie. Przecież gołym okiem widać, jak z dnia na dzień zmieniacie zdanie. Rozumiem, że trzeba dać wyraz politycznemu uwielbieniu. Ale pomyślcie chociaż chwile, jak połączyć wczorajsze narracje z dzisiejszymi. Bez tego, jakoś tak głupio brzmią te Wasze najnowsze deklaracje.

A w wolnej chwili proponuję się zastanowić, dlaczego ta afera, co jej nie było, tak bardzo przetasowała Waszą ulubioną partię? Może czasem warto na chwilę zapomnieć o narracjach i przyjrzeć się prawdziwemu życiu. Można tam na przykład zobaczyć kręcenie lodów, spłacanie politycznych długów, dziwnych facetów, których trzeba słuchać, bo za dużo wiedzą i konieczność produkowania każdego dnia nowej ściemy.

I nie martwcie się o miejsce Waszego idola w historii. Już sobie na nie zasłużył. „Panowie policzmy głosy!” i „Tusku musisz!” nie zostaną szybko zapomniane. (Defetyk)

Kategoria: Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 14

Donald Tusk między ucieczką a unikiem

Wysłane przez: admin w dniu: 29/01/2010

Wierzę w swoje możliwości i w swoje siły – te słowa premiera z wczorajszej konferencji prasowej, podczas której ogłosił – tak przynajmniej można mniemać – rezygnację z kandydowania na urząd prezydenta, zabrzmiały jak kiepski żart. Równie niewiarygodnie brzmiały inne deklaracje premiera, szczególnie te dotyczące potrzeby silnego rządu. Kto w nie uwierzy?

Niemal od początku swoich rządów Tusk usprawiedliwiał brak reform wrogością i niechęcią prezydenta. To dlatego – twierdzili politycy Platformy – nie doszło do reformy systemu zdrowia. Dlatego Polska nie weszła do strefy euro. Dlatego nie udało się im zrealizować złożonych w trakcie kampanii w 2007 roku obietnic.  Rzeczywiście. Poważne reformy państwa muszą mieć zapewnione poparcie, a przynajmniej życzliwą neutralność prezydenta. A na to Tusk ze strony Lecha Kaczyńskiego nie mógł liczyć.

Logiczne jest zatem, że ten, kto faktycznie chce zmieniać Polskę, musi walczyć o całość władzy wykonawczej. A prawdziwy lider zawsze ubiega się o urząd najważniejszy, czyli w polskim systemie demokracji o urząd prezydenta. To prezydent ma poparcie ponad połowy głosujących, dysponuje silnym prawem weta oraz ma zapewnioną pięcioletnią kadencję. Wyborcy, którzy poważnie potraktowali zapowiedzi Tuska, mieli prawo oczekiwać, że premier wystartuje w wyborach właśnie po to, by spełnić swe zapowiedzi.

Rezygnacja Tuska byłaby zatem nie tyle efektem troski o modernizację kraju, ile – warto to nazwać wprost – strachu. Można by mieć wrażenie, że premier się przestraszył. Świadczyłby o tym choćby moment ogłoszenia decyzji. Nie może być przypadkiem, że Tusk zdecydował się na to akurat w tym samym dniu, kiedy zaczął zeznawać przed komisją hazardową Mirosław Drzewiecki. (Paweł Lisicki)

Kategoria: Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 2

Premier się spręża, a wicepremier wypina

Wysłane przez: admin w dniu: 28/01/2010

Ten, który nic nie robi, postanowił “skutecznie zatrzymać ewentualność powrotu do władzy tych, o których on wie, że zepsują to, co jemu udało się zrobić” - w ten sposób premier polskiego rządu uzasadnia swoją rezygnację z kandydowania na prezydenta. Jednocześnie Tusk ogłosił, że się skoncentruje na wzroście gospodarczym, ale niestety nie ujawnił, na czym koncentrował się do tej pory.

Trzeba przyznać, że chyba tylko Mark Twain mógłby coś bardziej paradoksalnego na ten temat wykombinować. Jeśli jeszcze Donald Tusk poda jutro najnowszy termin wejścia Polski do strefy euro, to chyba skonam ze śmiechu. A tak coś przebąkują niektóre media, że premier ma ogłosić precyzyjny plan osiągnięcia tej nieszczęsnej strefy – piszę nieszczęsnej, bo ta kwestia powoli staje się legendą Tuska, podobnie jak równie nieszczęsny podatek liniowy.

Jeśli dobrze pamiętam, to ostatni raz zabierał on głos w tej sprawie na przełomie sierpnia i września 2009 – po kilku podejściach był wyraźnie zniechęcony nietrafnością swoich poprzednich prognoz i zapowiedział, że więcej nie będzie zgadywał. Widocznie obecna sytuacja rządu stała się tak nagląca, a pod dywanem tak się kotłuje, że trzeba zaryzykować i koniecznie jakiś dym puścić. Stałe fragmenty gry Platformy to właśnie wejście do strefy euro, internet szerokopasmowy, podatek liniowy oraz wiecznie żywa reforma finansów publicznych. To są tak zwane evergreen`y partii rządzącej.

Jestem pewien, że wszystko to, jak gdyby nigdy nic, zostanie po raz tysięczny zaprezentowane jako pachnący świeżością program. Ostatnio największą popularnością cieszy się w Platformie reforma finansów publicznych, która ma tę wyższość nad innymi reformami, że można ją zaplanować na długie lata. Dla Donalda Tuska, który nie ma najmniejszego zamiaru cokolwiek zrobić przed wyborami, to jest cacuszko po prostu, taka reforma, co to ją można przez parę miesięcy eksploatować w mediach.

Zatem będzie uroczyście zapowiedziana, że to jest remedium na wszystkie bolączki, a wraz z nią strefa euro i podatek liniowy w pakiecie. Głowy bym nie dał, ale nie będzie nic o autostradach, a jeżeli już to tylko półgębkiem i króciutko. Po niedawnej spektakularnej katastrofie projektu autostrady A1 spod Łodzi na Śląsk, ten przykry dla premiera temat zostanie raczej przemilczany. (seaman)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 4

Donaldu Tusku nie kandyduje na prezydenta - polskie media w żałobie

Wysłane przez: admin w dniu: 28/01/2010

Premier Donald Tusk podczas wystąpienia na Giełdzie Papierów Wartościowych ogłosił swoją decyzję w sprawie kandydowania w wyborach prezydenckich. - Nie będę kandydował do fotela prezydenckiego - powiedział. Wybory są ważne, ale stawką jest tylko prestiż i zaszczyt, a nie instrumenty do właściwego rządzenia. Za bardzo cenię skuteczność. Rząd musi być jak skała, stabilny jak fundament - powiedział premier. Chcę mieć ten instrument w ręku.

Chcę być poważnym partnerem dla Polaków. - Dla mnie największym marzeniem jest sukces Polski. Wierzę w swoje siły. Dobry scenariusz dla Polski wymaga mojej obecności. Moja obecność w rządzie jest konieczna, bo “ja jeden, a ich jest dwóch”. Więcej trudnych zadań zrealizuję w rządzie - powiedział premier. 

Obecna decyzja Donalda Tuska oznacza, że nie zmierzy się on w pierwszej turze z: Lechem Kaczyńskim, Jerzym Szmajdzińskim i Andrzejem Olechowskim. Kto będzie z ramienia PO startował w wyborach? Pytanie na razie pozostaje bez odpowiedzi.

Jak do tej pory wyraźną deklarację startu w wyborach ogłosił Jerzy Szmajdziński jako kandydat SLD i Unii Pracy. - Jesteśmy w stanie iść do wyborów i je wygrać - mówił Szmajdziński. Szefem jego sztabu wyborczego będzie Aleksander Kwaśniewski.

Drugim kandydatem, który zgłosił swój udział w wyborach jest Andrzej Olechowski. Ogłosił to 21 grudnia i wtedy stwierdził, że po raz drugi będzie kandydował w wyborach prezydenckich. - Stanę do tych wyborów jako kandydat obywatelski - zapowiedział. Zyskał poparcie Stronnictwa Demokratycznego. - Jest potrzebny projekt prezydentury niezależnej. Widziałem taką potrzebę wśród Polaków stworzenia alternatywy dla tandemu Tusk - Kaczyński. Tej alternatywy nie stworzą kolejni kandydaci partyjni - powiedział Olechowski na specjalnie zorganizowanej konferencji prasowej.

Andrzej Olechowski ma jednak kłopot z wyłonieniem szefa swojego sztabu wyborczego, po tym, jak Paweł Piskorski zrezygnował z tej roli po zarzutach prokuratury. Poszukiwania nowego szefa trwają, rozpatrywanych jest kilka kandydatur, w tym także ze Stronnictwa Demokratycznego.  (wp.pl)

W imieniu ekipy TuskWatch’a chciałbym wyrazić szczery żal i zawód decyzją Płemieła. Będzie nam Ciebie brakowało w kampanii.

Kategoria: Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 22

Dzisiaj o godz. 11 Tusk ogłosi decyzję o kandydowaniu na prezydenta

Wysłane przez: admin w dniu: 28/01/2010

Dzisiaj o godzinie 11 premier Donald Tusk ogłosi publicznie decyzję, czy będzie się ubiegał o fotel prezydenta.

Jak do tej pory chęć ubiegania się o prezydenturę ogłosili: Tomasz Nałęcz (popierany przez Socjaldemokrację Polską i Partię Demokratyczną), Andrzej Olechowski (popierany przez działaczy Stronnictwa Demokratycznego) i Jerzy Szmajdziński (Sojusz Lewicy Demokratycznej).

W tym samym czasie od godziny 9. przed komisją hazardową będzie zeznawał były minister sportu Mirosław Drzewiecki. (onet.pl)

Kategoria: Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 2

Igrzyska w komisji. Co powie “Miro”?

Wysłane przez: admin w dniu: 28/01/2010

Już raz miał stanąć przed komisją hazardową, ale okazało się, że boli go gardło. Zwolnienie ma do końca stycznia, jednak Platforma obiecała, że się dziś pojawi. To będą prawdziwe komisyjne igrzyska. Dziś ma zeznawać Mirosław Drzewiecki - dla kolegów z branży hazardowej po prostu “Miro”.

Były minister sportu to drugi, obok byłego szefa klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego, polityk partii Donalda Tuska, który - według CBA - działał na rzecz biznesmenów z branży hazardowej, przede wszystkim Ryszarda Sobiesiaka. Obaj politycy odrzucają zarzuty.

Mirosław Drzewiecki miał też - jak zeznał przed komisją śledczą Mariusz Kamiński - pomagać w załatwieniu córce Sobiesiaka posady w zarządzie Totalizatora Sportowego. Według byłego szefa CBA, Drzewiecki mógł być również jednym z ogniw w łańcuchu przecieku o akcji CBA dotyczącej kontaktów biznesmenów z branży hazardowej z politykami PO.

Słynne już stało się zdrobnienie jego imienia “Miro”, którym posługiwano się podczas rozmów ze znajomymi z branży hazardowej.

Z materiałów CBA wynika, że w związku z pracami nad nowelizacją ustawy hazardowej biznesmenom z branży hazardowej zależało na tym, aby nie został rozszerzony katalog gier objętych dopłatami (chodziło o gry spoza monopolu państwowego, czyli np. na automatach). Pieniądze z dopłat miały być przeznaczone na cele związane z finansowaniem przygotowań do Euro 2012.

To drugie podejście do przesłuchania polityka PO. W zeszłym tygodniu Drzewiecki poprosił o przesunięcie terminu spotkania ze śledczymi. Tłumaczył to złym stanem zdrowia.

We wtorek pojawiła się wątpliwość, czy były minister sportu stawi się dzisiaj, bowiem do komisji trafiło zwolnienie lekarskie Drzewieckiego wystawione do 31 stycznia. Jednak rzecznik rządu Paweł Graś poinformował dziennikarzy, że mimo wszystko zaplanowane na dziś przesłuchanie będzie mogło się odbyć. Krótko po tym informację potwierdził przewodniczący komisji Mirosław Sekuła.  (dziennik.pl)

Kategoria: Nasze mordy kochane, Pitery, niesioły i inne palikoty | 1 Komentarz