Tusk Watch

Obserwujemy jak Polska zmienia się w drugą Irlandię

| |
| Log in |

Archiwum: listopad 2009

Rząd Tuska wydał 122 mln zł na swoje premie

Wysłane przez: admin w dniu: 17/11/2009

Znaleźliśmy dowód na wielki rozmach i niebywałą skuteczność ministrów. Nie mają sobie równych, gdy w grę wchodzi rozdawanie nagród dla swoich. W ciągu 2 lat do kieszeni ministerialnych urzędników wpadły 122 miliony złotych - tyle, ile starczyłoby na utrzymanie przez dwa lata średniej wielkości szpitala. Jedną trzecia tej gigantycznej kwoty pochłonęły premie w resorcie finansów, którego szef najgłośniej gardłuje za oszczędnościami.

Premier Donald Tusk być może nawet nie wie, że bezwzględny księgowy, minister Jacek Rostowski, który równo i bez litości tnie wydatki w resortach rządowych kolegów, jest taki hojny dla własnych podwładnych. W Ministerstwie Finansów, które zatrudnia aż 2400 osób, na nagrody poszło 42,7 mln zł. A to oznacza, że każdy z urzędników w ciągu dwóch lat dostał dodatkowo średnio po 18 tys. zł.

Takie pieniądze piechotą nie chodzą. Ale wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak, który na nagrody wydał 23,7 mln zł, jest jeszcze hojniejszy. W jego resorcie pracuje 920 osób. Z prostego rachunku wynika więc, że średnio każda z nich dostała extra po 25,7 tys. zł.

O swoich urzędników dbają także inny politycy Polskiego Stronnictwa Ludowego. Szefowa resortu pracy Jolanta Fedak wydała na nagrody 15,2 mln złotych, a minister rolnictwa Marek Sawicki - 8 mln zł.

Nagrody w ministerstwach, jak się dowiedzieliśmy, są wypłacane regularnie co trzy miesiące. Tylko za co urzędnicy dostają tak duże pieniądze?! - Za szczególne osiągnięcia w pracy zawodowej - kwituje ogólnikiem nasze pytania Małgorzata Książyk, rzeczniczka resortu rolnictwa.

Na czym te osiągnięcia polegają? - Chyba na samy przychodzeniu do pracy - odpowiada ironicznie Andrzej Sadowski, ekonomista z Centrum im. Adama Smitha. - Na pewno bowiem te dodatkowe pieniądze nie są związane z efektywnością urzędników - stanowczo dodaje. (Fakt)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Co tam Panie w koalicji, Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 14

Polacy nie wierzą w Platformę

Wysłane przez: admin w dniu: 16/11/2009

Nie spełnia oczekiwań, nie realizuje obietnic, kojarzy się z aferami – to ocena PO po dwóch latach rządów

Dziś upływają dwa lata od powołania gabinetu Donalda Tuska. GfK Polonia na zlecenie „Rz” zapytała Polaków, co sądzą o partii rządzącej. PO jest uważana za partię o poglądach liberalnych – tak myśli 38 proc. badanych. Poglądy konserwatywne dostrzega w niej zaledwie 3 proc. W obszarze działań publicznych partia Tuska kojarzy się Polakom głównie z prywatyzacją.

63 proc. respondentów jest zdania, że nie zapewnia obywatelom równego dostępu do opieki zdrowotnej i edukacji (29 proc. – że zapewnia), 54 proc. sądzi, że nie pomaga przedsiębiorcom w trudnej sytuacji (27 proc. – że pomaga), a 60 proc., że nie prowadzi polityki ułatwiającej start życiowy młodzieży (28 proc. ma zdanie przeciwne), 61 proc., że nie walczy z bezrobociem (odmiennego zdania jest 31 proc.).

Według więcej niż połowy wyborców (59 proc.) pod rządami PO sprawy w kraju przybierają niewłaściwy obrót, a 66 proc. jest zdania, że partia nie realizuje obietnic wyborczych. (…)

Z sondażu wynika też, że niemal połowa Polaków nie chce, by PO rządziła kolejną kadencję. Politologów to nie dziwi. – Polacy słusznie zauważają, że Platforma niewiele robi w takich sferach, jak edukacja, służba zdrowia, walka z bezrobociem czy pomoc przedsiębiorstwom – mówi Wawrzyniec Konarski z SWPS. – Jej siłą jest słaba konkurencja na scenie politycznej. PiS rządami pełnymi agresji i kłótliwości sprawiło, że dziś nie może liczyć na poparcie większe niż 30 proc. Lewica zaś nie może od wielu lat pozbierać się po swoich aferach. To wymarzona sytuacja dla PO.

Bartłomiej Biskup z UW dodaje, że większość wyborców jest też zawiedziona sposobem sprawowania władzy przez partię Tuska. – Ludzi rażą niespełnione obietnice wyborcze, brak reform, nieustanny konflikt polityczny z PiS i prezydentem. dlatego przypisują PO w większości cechy negatywne – komentuje. – Zmieniło się też postrzeganie PO, bo gdy w 2007 r. Tusk odsuwał PiS od władzy, wśród wyborców dominowały entuzjazm, nadzieja i wiara w obietnice Platformy. Obecnie obywatele nie wierzą już w PO i jest mało prawdopodobne, by znów dali się jej porwać. Traktują ją jako mniejsze zło, dlatego partia Tuska wciąż króluje w sondażach. (Rzeczpospolita)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 19

Pasmo sukcesów, czyli katastrofa

Wysłane przez: admin w dniu: 15/11/2009

Trudno powiedzieć, czy zapominanie przez Tuska o wyborczych obietnicach nie jest i tak mniejszym złem. Gorzej bowiem, gdy te obietnice spełnia

Twierdzenie, iż „rząd Tuska ma znakomity pijar”, stało się stereotypem. Protestują przeciwko niemu, i to bardziej prywatnie niż w wypowiedziach publicznych, tylko nieliczni specjaliści od public relations. Z podobnym brakiem nadziei jak ludzie zajmujący się zawodowo lobbingiem próbujący wyjaśnić, iż „lobbing” to we właściwym sensie zupełnie co innego niż łapownictwo, pijarowcy powtarzają, iż dziedzina, którą się zajmują, nie polega na wymyślaniu jednodniowych sensacji, które mają przykryć w serwisach jakieś niewygodne dla władzy wydarzenia.

Zapewne mają rację. Ale z tym błędnym użyciem słowa „pijar” nie ma co walczyć, jest to bowiem eufemizm innego słowa, które byłoby znacznie bardziej na miejscu, ale wobec premiera słusznego, popieranego i lansowanego przez środowiska opiniotwórcze używać go nie wypada. Należałoby bowiem mówić, iż Tusk ma po prostu znakomitych propagandystów.

Jakkolwiek bowiem rozumieć pojęcie pijaru, polega on na eksponowaniu pożądanych treści i tuszowaniu niepożądanych, a nie na kompletnym odwracaniu kota ogonem i kłamstwach w żywe oczy. Tymczasem od Peerelu nie było w polskich mediach takiego festiwalu propagandy sukcesu, jaki trwa od momentu dojścia do władzy przed dwoma laty Donalda Tuska. Bez Wydziału Prasy KC i cenzury, na zasadzie pospolitego ruszenia, dysponuje lider PO rzeszą pracowników mediów, którzy każdą jego klęskę i zaniechanie przedstawiają jako sukces albo odwracają od niej uwagę publiczności z nie mniejszą skutecznością, niż podwładni towarzysza Szczepańskiego przekonywali obywateli Peerelu, że ich państwo rośnie w siłę, a im samym żyje się dostatniej.

W istocie na półmetku rządów Tuska trudno znaleźć jakiekolwiek sukcesy poza odziedziczonymi po poprzednikach albo wynikłymi z okoliczności zupełnie od działań rządu niezależnych. Do załatwienia – też zresztą częściowego i kunktatorskiego – sprawy emerytur pomostowych zmusiła rząd przyjęta przez Sejm przed laty ustawa.

Utrzymanie przez Polskę wzrostu PKB, minimalnego, ale i tak w czasie kryzysu najwyższego w Europie, to raczej zasługa polskich przedsiębiorców, przywykłych radzić sobie w nieprzyjaznych warunkach i bez bankowego kredytu. Rząd może chwalić się tylko tym, iż nie zrobił niczego, co by ich sytuację dramatycznie pogorszyło. Ale też, choć wiele obiecywał, nie zrobił nic, żeby im ulżyć. (Rafał A. Ziemkiewicz)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 3

O trudnej przyjaźni liderów Platformy

Wysłane przez: admin w dniu: 11/11/2009

“Chłopaki nie płaczą” - w ten sposób premier odpowiedział na pytanie, czy można mówić o końcu jego przyjaźni z byłym wicepremierem Grzegorzem Schetyną

- Wyznaję zasadę, którą pamiętacie z piosenki “Chłopaki nie płaczą”. Powinniśmy się trzymać tej zasady - powiedział.

Pokłosiem tzw. afery hazardowej były zmiany w rządzie - m.in. odejście Schetyny z funkcji wicepremiera i szefa MSWiA. Schetyna został nowym szefem klubu parlamentarnego Platformy.

W wywiadzie, który ukazał się w sobotnim wydaniu dziennika “Polska”, Schetyna - który przez lata był najbliższym współpracownikiem Tuska - powiedział m.in., że w związku z ostatnimi wydarzeniami, “skończyło się wspólne robienie polityki emocjonalnej, opartej na bliskich, osobistych relacjach”. Powiedział też, że on i Tusk dalej sobie ufają, ale “przeszli przez trudny czas” i to jest trudny czas dla ich przyjaźni.

Wieczorem w Polsat News premier ocenił, że “z reguły osobiste przyjaźnie nie wytrzymują próby czasu w polityce”.

- Uważam, że to jest cnota w przypadku ludzi władzy, że umieją oddzielić interes publiczny od własnych emocji, własnych sympatii - powiedział premier.

- Dlatego odradzałbym także moim przyjaciołom, partnerom, współpracownikom uprawiania takiego politycznego ekshibicjonizmu, jeśli chodzi o własne uczucia, bo ludzie wybrali nas nie po to żebyśmy zachwycali swoją przyjaźnią, tylko żebyśmy dobrze pracowali - podkreślił szef rządu.

Jak mówił, “wtedy, kiedy w polityce dochodzi do wyboru: osobista sympatia, osobista przyjaźń, a interes publiczny, to nie ma chwili zastanowienia i trzeba wybrać interes publiczny, tak jak się go rozumie, nie zawsze perfekcyjnie”.

Tusk podkreślił, że stara się być wierny tej zasadzie. “Jeśli w mojej ocenie interes publiczny wymaga poświęcenia czegoś prywatnego, to trzeba to zrobić” - powiedział. (Rzeczpospolita)

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 8

Inna wersja demokracji

Wysłane przez: admin w dniu: 10/11/2009

Marszałek Bronisław Komorowski wyraził zdziwienie, że opozycja domaga się zmiany parytetu w komisji śledczej dotyczącej sprawy hazardu.

– Wygrajcie wybory, to zmienicie parytet – powiedział z rozbrajającym uśmiechem. Pozostaje pogratulować ostentacyjnej kpiny z demokracji, jaką zademonstrowała osoba pełniąca jedną z ważniejszych funkcji w państwie.

W demokracji większość rządzi, ale nie mają to być rządy absolutne. Istnieje szereg instytucji, które powinny je kontrolować. Jedną z nich jest komisja śledcza. To, co zrobiła z niej Platforma, wygląda na szyderstwo. Nie tylko zresztą z komisją śledczą. Ostatnie zmiany w ustawie o Najwyższej Izbie Kontroli podważyły jej rację bytu, gdyż podporządkowały ją sejmowej większości. Jak w tej sytuacji pełnić będzie ona funkcje kontrolne wobec administracji państwowej? CBA, które odkryło afery w łonie partii rządzącej, zostało zdekapitowane – czyli pozbawione głowy. Działo się to przy uciesze większości mediów.

I tu jest pies pogrzebany. Gdyż, aby partia, która demokratycznie zdobyła władzę, nie zaczęła wykorzystywać jej przeciw zasadom demokracji, potrzebna jest czujność opinii publicznej, a więc mediów jako jej reprezentantów. Jeśli media angażują się w delegitymizowanie opozycji, to podważają zasadniczy mechanizm demokracji.

W Polsce partia, która przeszła do opozycji, dalej jest celem ataku większości mediów. Gdybyż sprowadzał się on do polemiki z programem czy postawą jej przywódców – ale nie. Polowanie na PiS ma charakter eksterminacyjny, do czego przyznają się główni szczwacze. Ku ich zgryzocie komisje śledcze i prokuratury nie są w stanie odnaleźć nawet śladu naruszenia prawa czy demokratycznego obyczaju przez krwawy reżim Kaczyńskich, ale nagonka trwa. W tej sytuacji rząd może sobie pozwolić na wiele.

Komorowski przypomina Leszka Millera po wygranych wyborach w 2001 roku. Kiedy opozycja zarzucała mu, że upartyjnia państwo, odpowiadał: trzeba było wygrać wybory. Fakt, że postkomunista traktował państwo jak łup, a demokrację jako walkę o jego zdobycie, nie dziwi, ale Komorowski… (Bronisław Wildstein)

Kategoria: Media (po)mogą | Komentarze: 10

Miłość i cynizm

Wysłane przez: admin w dniu: 09/11/2009

Od dawna twierdzę, że uwielbienia Polaków dla Donalda Tuska nie ma sensu rozpatrywać w kategoriach racjonalnych.

Po prostu, jak to słusznie zauważyła Manuela Gretkowska, “Polska jest kobietą” – Tusk zaś tym facetem, który doskonale wie, gdzie są jej czułe punkty. A jak kobieta się zadurzy, wybacza wszystko – niech pije, niech kłamie, aby tylko pięknie, niech nawet podkrada biżuterię. Oczywiście, pewnego dnia zadurzenie się kończy. Ale na razie nic nie zmusza Tuska i jego ekipy do smucenia się, że taka chwila nadejdzie.

Przeciwnie – szybujące sondaże najwyraźniej rozzuchwaliły Platformę i przekonały ją, że może wszystko. Pokazuje to sposób, w jaki ukręciła łeb aferze hazardowej. Z jednej strony postulowaną komisję zamieniła w parodię, redukując udział w niej PiS do “loży szyderców”, z drugiej – forsuje w dzikim tempie ustawę, której założenia zupełnie unieważniają przedmiot dochodzenia komisji.

Zakochana w swym premierze Polska pewnie nie weźmie mu za złe, że po pięknych zapowiedziach nawet nie próbował długo zachowywać pozorów, jakoby zależało mu na ujawnieniu prawdy. Zresztą nawet jeśli tak brutalne “zamiecenie” afery zaszkodzi wizerunkowi władzy, to i tak przecież mniej, niż zaszkodziłaby komisja z prawdziwego zdarzenia i wnikliwe, jawne oraz długotrwałe badanie przez nią prawdziwego przebiegu zdarzeń.

W tym kontekście trzeba się zgodzić z Leszkiem Millerem, gdy twierdzi, że stracił władzę, bo przyznał, iż afery, które były, były w istocie. Gdyby twardo poszedł w zaparte i użył posiadanych sił, by nie dopuścić do żadnych śledztw ani komisji, rządziłby do dziś. (Rafał A. Ziemkiewicz)

Kategoria: Analiza, Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 11

Migalski: Donalda Tuska wykończy nuda

Wysłane przez: admin w dniu: 08/11/2009

“Donald Tusk wydaje się nieśmiertelny - nic go nie potrafi politycznie zabić. Ani afera ze Zbychem i Miro, ani nieudacznictwo jego rządów, ani bezbarwność jego ministrów. No po prostu nic, nul, zero” - pisze na blogu Marek Migalski. Europoseł PiS uważa jednak, że “jest coś, co Donalda Tuska powali na deski”.

“PiS jest trochę bezradne, bo walimy celnie w premiera, trafiamy w jego słabe punkty, a chłop stoi na nogach, nie chwieje się prawie w ogóle i jeszcze się bezczelnie odgryza. Ale jest coś, co Donalda Tuska powali na deski - to Nuda!” - przekonuje Marek Migalski.

Zdaniem polityka to właśnie znudzenie wyborców jest przyczyną tego, że “najdłużej dwóch latach każde rządy w Polsce zaczynają tracić poparcie”. “Żyjąc w kulturze obrazka, w kulturze widowiska, ludyczności i uciechy, po prostu, po ludzku zaczynają się nużyć oglądaniem tych samych aktorów. A owi aktorzy są wobec tego ziewania na widowni bezsilni” - uważa Migalski.

Europoseł PiS twierdzi, że znużenie wyborców zaczyna odczuwać Donald Tusk. “Na początku wystarczyło, że się po prostu uśmiechał, sympaciak taki milusiński. Potem zaczął czasami odgrywać rolę zafrasowanego - wyglądał trochę pociesznie marszcząc brwi i udając ojca narodu, bo jest co najwyżej sympatycznym kolegą, ale widać było, że się stara. A teraz chłopina zupełnie stracił rezon - już zupełnie nie wie, co robić” - pisze na blogu w Salonie24 Migalski.

“A to staje na głowie, a to żongluje swoimi giermkami, a to spektakularnie kastruje pedofilów. Ale publika jakby coraz bardziej znużona, jakaś taka bez entuzjazmu. Premier zaś coraz bardziej wkurzony - kiedyś wystarczyło, że zrobił małe fiku-miku a widownia zarykiwała się ze śmiechu i wiwatowała na cześć sztukmistrza. A teraz?” - zastanawia się europoseł.

Opis sytuacji z jego punktu widzenia jest dość poetycki. Otóż widownia, według Migalskiego, “jeszcze niby nie rzuca na scenę jajkami i pomidorami, ale jakby delikatnie zaczęła się rozglądać dookoła. Jeszcze nie gwiżdże, ale poziewuje sobie i wierci się w fotelach. Ktoś nawet wyszedł - niby tylko do toalety, ale widziano go w foyer palącego papierosy i gawędzącego z szatniarkami”.

Według Marka Migalskiego “premier robi co może, ma jeszcze kilka spektakularnych sztuczek w zanadrzu - wsadzi głowę do pyska lwa albo i jeszcze gdzie indziej, ale wie, że to już nikogo nie zachwyci. Co najwyżej kilku wynajętych klakierów bić będzie brawo, ale i to za pieniądze”.

Europoseł PiS ostrzega, że “nuda nadciąga nad salę”. “Główny aktor to dostrzega. W ostatniej scenie spektaklu, na kilka zaledwie chwil przed końcem przedstawienia Nuda wyjdzie na scenę i pchnie go sztyletem w plecy. Jak przed pięciu laty. Tak samo boleśnie” - prognozuje polityk. (dziennik.pl)

Kategoria: Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 11

Doradca Kopacz opłacany przez koncerny

Wysłane przez: admin w dniu: 06/11/2009

Jakub Gołąb, bliski doradca minister zdrowia Ewy Kopacz, jest właścicielem firmy, do której trafiają pieniądze z koncernów farmaceutycznych - alarmują “Wydarzenia” Polsatu. Jego firma Med PR organizuje szkolenia, debaty i konferencje. Także na temat świńskiej grypy.

“Mamy do czynienia z konfliktem interesów” - nie ma wątpliwości były minister zdrowia Marek Balicki, obecnie poseł niezrzeszony.

Jakub Gołąb jest prawą ręką Ewy Kopacz. Siedział nawet dziś w ławach rządowych, tuż obok minister zdrowia, na debacie sejmowej, gdy szefowa resortu wyjaśniała posłom, dlaczego nie kupiła szczepionki na grypę A/H1N1. Łączy pensję z ministerstwa z pieniędzmi od prywatnych firm, dla których jego firma Med PR przygotowuje szkolenia i konferencje.

Jak sprawdziły “Wydarzenia” Polsatu, Med PR zorganizowała ostatnio cztery konferencje. Jedną z nich, o grypie - sezonowej i świńskiej A/H1N1, sponsorowały dwa duże koncerny medyczne - Sandoz i US Pharmacia.

Wśród gości - oprócz przedstawicieli producentów leków - byli także wiceminister zdrowia i przewodniczący Krajowego Komitetu do spraw Pandemii Grypy Adam Fronczak, zastępca Głównego Inspektora Sanitarnego Jan Orgelbrand oraz profesor Lidia Brydak, kierownik krajowego ośrodka do spraw pandemii grypy.

“Nie dostaję pieniędzy wprost od firm farmaceutycznych. Nie rozmawiam z tymi firmami. Zapraszam przede wszystkim przedstawicieli administracji, urzędów” - tłumaczy Jakub Gołąb. (dziennik.pl)

Kategoria: Nasze mordy kochane, Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 17

Tusk nie jest już najfajniejszym z premierów

Wysłane przez: admin w dniu: 05/11/2009

Premier nadal traci pozytywne oceny swojej pracy, ale Platforma Obywatelska zyskuje. Notowania premiera pomału “urealniają się” - Donald Tusk zaczyna płacić także osobistą popularnością za swe rządy - pisze w komentarzu dla Wirtualnej Polski Joanna Lichocka.

Do tej pory było tak, i trochę nadal tak jest, że premier Donald Tusk był postrzegany jako osoba, która wprawdzie stoi na czele rządu, ale właściwie za poczynania gabinetu nie odpowiada. Miękka charyzma Tuska sprawiająca, że udatnie buduje wizerunek najfajniejszego z premierów procentowała niezwykle wysokimi notowaniami na tle tego jakimi ocenami może pochwalić się rząd, który stworzył i którym kieruje. Gabinet PO-PSL od wielu miesięcy w sondażach Wirtualnej Polski jest najgorzej ocenianą instytucją władzy w Polsce. Przytłaczająca większość respondentów wystawia mu złe lub bardzo złe oceny. Dziś to 72% Polaków, przy zaledwie 24% oceniających rząd pozytywnie.

Tymczasem tak fatalnie oceniane dokonania rządu jakby w ogóle nie wpływały na popularność premiera. Zazwyczaj większość badanych oceniała premiera dobrze i bardzo dobrze, tak jakby nie miał wiele wspólnego z kiepskim rządem i był raczej swoistym politykiem celebrytą, znanym z tego, że jest znany i lubianym za to, że jest. To się jednak zdecydowanie zmienia. Od kilku tygodni trwa urzeczywistnianie pozycji szefa rządu. Jeszcze w czerwcu tego roku badania pokazywały przewagę ocen pozytywnych nad negatywnymi. Generalnie do niedawna Donalda Tuska pozytywnie oceniało znacznie ponad 40% respondentów – była to reguła rządząca kolejnymi badaniami – a jeśli zdarzało się, że krytyczne oceny przeważały nad pozytywnymi to niewielką różnicą. Teraz to już nieaktualne. Dziś znacznie więcej Polaków patrzy na premiera krytycznie – 47% - niż pozytywnie, tych ostatnich jest już tylko 35%.

W ciągu dwóch tygodni premier, mimo że jego rząd trochę nawet zyskał (o 3 punkty procentowe ubyło tych, którzy oceniają gabinet źle, o jeden przybyło ocen pozytywnych) sam premier nadal traci. Mimo zatem zabiegów spin doktorów PO, by premiera skutecznie oddzielać od odpowiedzialności za działania rządu, Polacy zaczynają tę odpowiedzialność dostrzegać. Przyczyniła się zapewne do tego ofensywa samego premiera – przeprowadzone po wybuchu afery hazardowej dymisje w rządzie, a także odwołanie szefa CBA Mariusza Kamińskiego, to działania za które premier jest w odbiorze publicznym jednoznacznie odpowiedzialny. Nie jest wykluczone jednak, że znaczna część opinii publicznej dostrzega też odpowiedzialność premiera w kontekście samej afery hazardowej. Pytanie o to, w jaki sposób podsłuchiwani biznesmeni lobby hazardowego zostali ostrzeżeni o akcji CBA, wciąż nie znalazło odpowiedzi.

Przypomnę, że rozmówcy Zbigniewa Chlebowskiego zorientowali się, że są podsłuchiwani w niecałe dziesięć dni po tym, jak o akcji poinformował premiera szef CBA Mariusz Kamiński. Także odwołanie Kamińskiego obarcza bezpośrednio premiera Tuska. Platforma robi wprawdzie co może, by byłego szefa CBA zdyskredytować, ale dla części opinii publicznej może być bardziej wiarygodny przekaz, że Kamiński został odwołany, bo zagroził interesom polityków Platformy i zapłacił głową za ujawnienie afery na szczytach władzy. Samo odwołanie, do którego pretekstem było postawienie przez prokuraturę rzeszowską zarzutów, też budzi wątpliwości. Media (np. Dziennik) informowały bowiem o tym, że prokurator stawiający zarzuty Kamińskiemu skarżył się na naciski polityczne w tej sprawie i są ponoć świadkowie w rzeszowskiej prokuraturze, którzy mogą to potwierdzić. To w oczach opinii publicznej może bezpośrednio obarczać odpowiedzialnością właśnie Donalda Tuska.

To wszystko jednak nie przeszkadza, by Polacy nadal uważali, że warto głosować na Platformę Obywatelską. PO właśnie zyskuje i to znacznie, bo cztery punkty procentowe, gdy poparcie dla opozycji ani drgnie. Na Platformę chce głosować 42% Polaków, na PiS 17%. Przewaga jest znów bardzo znaczna i nie widać by wyborcy uważali, że mają w tej chwili inną niż Platforma siłę, której chcą oddać rządy. Negatywny stereotyp PiS stale na nowo odświeżany przez polityków PO i znaczną część mediów wciąż paraliżuje możliwości partii Jarosława Kaczyńskiego. A ponieważ nikogo innego jednak na scenie politycznej zdolnego do stworzenia silnej alternatywy dla Platformy nie widać – partia Tuska długo jeszcze może mieć dominującą pozycję. (Joanna Lichocka)

Kategoria: Analiza, Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 16

Kudrycka bawi się w Rio za nasze!

Wysłane przez: admin w dniu: 04/11/2009

Aż 43 tysiące złotych kosztowała podróż minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbary Kudryckiej (53 l.) do Brazylii. Urzędniczka rządu Donalda Tuska (52 l.) odwiedziła m.in. Rio de Janeiro, gdzie nocowała w ekskluzywnym hotelu z widokiem na Atlantyk.

Resort twierdzi, że pojechała tam rozmawiać o zwiększeniu wymiany studenckiej między Brazylią i Polską. Problem w tym, że trudno mówić o zwiększaniu wymiany, skoro na uczelniach w Brazylii… nie ma w ogóle studentów z Polski.

Kudrycka spędziła w Brazylii pięć dni. W Rio de Janeiro do jej dyspozycji był luksusowy, pięciogwiazdkowy hotel Pestana Rio Atlantica.

Warunki do wypoczynku urzędniczka miała wprost idealne! Pokoje z widokami na błękitne fale oceanu, duży odkryty basen, siłownia, sauna i gabinet masażu. I dwa kroki do najsłynniejszej plaży w Rio - Copacabany. Rezerwację hotelu zrobiono jeszcze przed wyjazdem do Brazylii. Nocleg w nim kosztował prawie 4,5 tys. zł. W sumie za podróż w odległy zakątek świata minister Kudryckiej podatnicy zapłacili 43 tys. zł. Kiedy zapytaliśmy o uzasadnienie kosztownej wyprawy do Brazylii, resort nauki przekonywał nas, że pani minister podczas podróży “podejmowała działania na rzecz zwiększenia wymiany studenckiej pomiędzy oboma państwami”.

- W tym zwłaszcza zlikwidowania aktualnej różnicy na niekorzyść Polski przez zwiększenie liczby Polaków odbywających studia w uczelniach brazylijskich - dodaje Bartosz Loba (32 l.), rzecznik prasowy ministerstwa. Jaka to różnica? Według danych ministerstwa, w roku akademickim 2008/2009 w Polsce studiowało 31 osób z Brazylii (w większości z polskim pochodzeniem), a w Brazylii nie było studentów z Polski! Aktualnych danych resort nam nie przekazał. Ale, według naszych informacji, sytuacja nie uległa zmianie. (Super-Express)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 19