Tusk Watch

Obserwujemy jak Polska zmienia się w drugą Irlandię

| |
| Log in |

Archiwum: październik 2009

Cud mniemany czyli 5 władza sondażowa

Wysłane przez: admin w dniu: 20/10/2009

Wierzę w cuda, bo jestem katoliczką . Niemniej cud musi się wydarzyć bez ingerencji człowieka. Tymczasem coraz częściej możemy zaobserwować zjawisko cudu przyrodzonego. Ludzie coraz intensywniej zdają się wyręczać Pana Boga, który nieczęsto fatyguje się z bezpośrednim przesłaniem. Rolę współczesnych pośredników między ludem a Bogiem wzięli na siebie wszechwładni kapłani wolnego rynku, na którym można handlować wszystkim. Trzeba tylko wiedzieć jak.

Zgodnie z zasadą marketingu, jeśli potrzeby konsumenta nie odpowiadają oferowanym rzez ciebie towarom czy usługom, stwórz nowe. Do walki na froncie ideologicznym rzucono wyrocznie. Instytucje badania opinii publicznej najpierw zbierają opinie obywateli, później je opracowują i wyniki prezentują w formie prawdy objawionej. Tylko nieliczni zadają sobie pytanie czy faktycznie zaistniały przesłanki zewnętrzne mogące się przyczynić do zmiany ogłaszanej przez marketerów.I o to w największym skrócie chodzi. Wczorajsze Fakty TVN podały najnowszy sondaż , z którego wynika, że PO i osobiście pan premier Tusk, powinni podziękować Mariuszowi Kamińskiemu za wysyp afer. Oto po chwilowym wahnięciu poparcia , znów wzrosło partii rządzącej.

Dziś na portalu branżowym wirtualnemedia.pl należacym do grupy ITI , na blogu Marcina Dumy można znaleźć wpis poddający pod wątpliwość rzetelność wyniku badań. Blogujący pan Marcin jest prezesem zarządu Instytutu Homo Homini Badania Opinii & PR. (…)

Z powyższego wynika, że Polacy en masse lubią polityków korumpowanych przez podejrzanych biznesmenów, są zwolennikami ograniczenia wolności słowa , los prywatyzowanego majątku stoczniowego nie obchodzi ich w najmniejszym stopniu. Taki sposób myślenia nieobcy jest z pewnością pewnej grupie obywateli. Aby jednak nadać jej znaczenie wystarczy kilka sztuczek metodologicznych. W ten sposób , jak mawia nieoceniony spin doctor Ery Mistewicz, mamy napisaną narrację. Jeśli większość nie ma takich przekonań, to kapłani wolnego rynku mu je wykreują. Są bowiem przekonani, nie bez cienia racji, że elektorat składa się z ludzi którymi można w dowolny sposób manipulować, gdyż ma takie zdanie jakie byśmy chcieli by miał, rzadko własne.

Ściemnianie, sorry narracja trwa w najlepsze, ściemniaki pracują pełną parą. Dopiero w zderzeniu z urną okaże się czy była to para w gwizdek, a urna z prochami. Mam nadzieję, że my doczekamy tej weryfikacji w dobrym zdrowiu szczególnie psychicznym.

PS. Panu Marcinowi Dumie osobiście dziękuję za podtrzymaniu mnie w przekonaniu, że nie zwariowałam i że wzrost 9% w 8 dni , to wynik nie notowany w przyrodzie. (Irena Szafrańska)

Kategoria: Media (po)mogą | Komentarze: 11

Nie będzie ustawy antykorupcyjnej Pitery. “Cicha umowa” rządu

Wysłane przez: admin w dniu: 20/10/2009

“Dziennik Gazeta Prawna”: Nie będzie ustawy antykorupcyjnej. Projekt “Prawa antykorupcyjnego”, przygotowany przez minister Julię Piterę, wylądował po cichu w legislacyjnym koszu.

Projekt ustawy trafił do kosza, bo minister zwalczająca korupcję nie zgodziła się na blisko trzydzieści poprawek zgłoszonych przez resorty - zaznacza dziennik.

Najradykalniejsza w ostatnich latach ustawa antykorupcyjna została przygotowana ponad pół roku temu. Od 12 maja czeka na dopuszczenie pod obrady komitetu stałego Rady Ministrów. Kiedy to się wreszcie stanie? “Proszę pytać minister Julii Pitery” - powiedział wczoraj “DGP” szef kancelarii premiera Tomasz Arabski. “To nie ja ustalam harmonogram pracy komitetu stałego” - odpowiada Pitera.

“Cichą umową w kancelarii jest niepodejmowanie tego tematu” - przyznaje jeden z ministrów w kancelarii premiera Tuska. Jego zdaniem, nie ma szans, by kiedykolwiek projekt w obecnej postaci stał się przedmiotem obrad komitetu stałego RM - czytamy w obszernej publikacji “Dziennika Gazety Prawnej”. (onet.pl)

Kategoria: Co tam Panie w koalicji, Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 2

Zarzuty dla “bohaterów” afery hazardowej

Wysłane przez: admin w dniu: 19/10/2009

Są pierwsze efekty śledztwa dotyczącego tzw. afery hazardowej, w której nazwiska polityków PO przewijały się w kontekście lobbingu na rzecz właścicieli kasyn i automatów do gry. Prokuratorzy postawili zarzuty dwóm naukowcom oraz przedsiębiorcy. Osoby te miały “przekręcić” Skarb Państwa na miliard złotych.

Obaj naukowcy są pracownikami jednej z politechnik. Dodatkowo mają uprawnienia Ministerstwa Finansów do certyfikowania automatów do tzw. niskich wygranych - - dowiedział się “Dziennik Gazeta Prawna”.

Każdej z tych osób postawiono po kilkanaście zarzutów. Śledczy podejrzewają, że eksperci na skalę masową poświadczali nieprawdę, opiniując automaty, dzięki czemu - po niewielkiej przeróbce - mogły one służyć do gry o wysokie stawki. Prokuratorzy nie wykluczają, że niemal wszystkie automaty w Polsce są tak przerobione.

Chodzi o ogromne pieniądze. Ocenia się, że na tych przeróbkach budżet tracił ok. miliarda złotych rocznie. Zysk trafia do kieszeni włascicieli firm hazardowych. Udowodnienie przez prokuraturę, że automaty w rzeczywistości służą do wysokich wygranych będzie drogo kosztować posiadające je firmy.

Śledczy czekają teraz na kolejne opinie dotyczące zabezpieczonych maszyn - w tym należących do Ryszarda Sobiesiaka, negatywnego bohatera afery hazardowej, znajomego Zbigniewa Chlebowskiego, Mirosława Drzewieckiego i Grzegorza Schetyny. (dziennik.pl)

Kategoria: Nasze mordy kochane, Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 6

200 stron podsłuchów „Gazety Polskiej”

Wysłane przez: admin w dniu: 19/10/2009

ABW podsłuchiwała dziennikarzy „Gazety Polskiej”, a z nagrań ich rozmów sporządzono prawie 200 stron stenogramów. – To bulwersujące informacje. Wystąpimy bezzwłocznie do ministra sprawiedliwości o wyjaśnienia w tej sprawie – mówi Wiktor Świetlik, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy.

Jak ustalił portal Niezalezna.pl, wiosną br. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego podsłuchiwała dziennikarzy „Gazety Polskiej”. Informację tę potwierdziły dwa niezależne od siebie źródła. ABW sporządziła stenogramy z nagrań ich rozmów liczące blisko 200 stron. Było to wkrótce po tym, jak „Gazeta Polska” opisała niejasności wokół szefa ABW Krzysztofa Bondaryka.

Na jakiej podstawie ABW podsłuchiwała „Gazetę Polską”? Prawdopodobnie były to tzw. podsłuchy pięciodniowe, które służby stosować mogą bez zgody sądu w bardzo ograniczony sposób, w tzw. sprawach „niecierpiących zwłoki”.

Później te niecałe 200 stron stenogramów zostało użyte przez ABW jako argument we wniosku do prokuratora generalnego Andrzeja Czumy o zgodę na założenie dziennikarzom podsłuchów trzymiesięcznych. Wobec faktu, że sprawa nie dawała najmniejszych do tego podstaw, Czuma nie wyraził zgody na założenie takiego podsłuchu. (niezalezna.pl)

Kategoria: Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 2

ABW Tuska podsłuchiwała dziennikarzy

Wysłane przez: admin w dniu: 17/10/2009

W 2008 roku ABW podsłuchiwała rozmowy dziennikarzy: Bogdana Rymanowskiego z TVN, Cezarego Gmyza z “Rzeczpospolitej” i Wojciecha Sumlińskiego z TVP. I nie chodziło tylko o to, że Sumlińskiego podejrzewano o handel aneksem do raportu o WSI. Materiały wykorzystano ponoć do prywatnej wojny szefa służb z mediami.

“Jestem w szoku” - powiedział Rymanowski “Rzeczpospolitej”. “To pierwszy materialny dowód podsłuchiwania dziennikarzy przez służby specjalne. W demokratycznym państwie to dziennikarze powinni kontrolować działalność służb, a nie na odwrót”.

ABW podsłuchiwała dziennikarzy, śledząc dramatyczne wydarzenia z lipca 2008 r. Wówczas w kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie dziennikarz (wtedy związany z TVP) Wojciech Sumliński próbował się zabić - przypomina gazeta. Dlaczego Sumliński chciał popełnić samobójstwo? Bo sąd nakazał go aresztować na trzy miesiące w związku z prowadzonym śledztwem. Chodziło o podejrzenia, że Sumliński może handlować aneksem do raportu o weryfikacji WSI.

Dziennikarz napisał o swych planach do kolegów. Gmyz i Rymanowski byli z nim w kontakcie telefonicznym, ale i tak nie udało im się zapobiec próbie samobójczej (Sumliński podciął sobie żyły w kościele).

Telefoniczne konsultacje Gmyza i Rymanowskiego z 29 i 30 lipca 2008 r. to niejedyne rozmowy dziennikarzy nagrane wówczas przez ABW. Wśród stenogramów są i takie, które dotyczą spraw prywatnych. Te, zgodnie z prawem, powinny zostać zniszczone.

Tymczasem stenogramy rozmów Gmyza i Rymanowskiego zniszczone nie zostały. Co więcej, na wniosek pełnomocnika wiceszefa ABW Jacka Mąki, który wytoczył prywatny proces “Rz”, w sposób sprzeczny z prawem prokuratura zdjęła z nich klauzulę tajności i udostępniła pełnomocnikowi w całości. (Mąka wytoczył “Rz” proces za zrelacjonowanie listu Sumlińskiego. “Rz” napisała, iż według Sumlińskiego wiceszef ABW mści się na nim, bo badał sprawę mieszkania, które Mąka dostał z zasobów MSWiA) - pisze “Rzeczpospolita”. (dziennik.pl)

Kategoria: Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 7

Pitera: Nie mam walczyć z korupcją

Wysłane przez: admin w dniu: 16/10/2009

Julia Pitera wcale nie ma walczyć z korupcją, bo wcale nie jest ministrem do spraw walki z korupcją. Wszystko to były umowne określenia - wyznała w “Kropce nad i”. Tak naprawdę Pitera ma się zajmować nieprawidłowościami w strukturach państwa. Dlatego właśnie żadną aferą zająć się nie mogła.

“Nie mam walczyć z korupcją, przyjęto umownie, że na moim stanowisku tym się głównie trzeba zajmować” - mówiła w TVN24 Julia Pitera sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i Pełnomocnik ds. Opracowania Programu Zapobiegania Nieprawidłowościom w Instytucjach Publicznych w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Piteraz podkreśliła, że zajmuje się właśnie przeciwdziałaniem nieprawidłowościom w strukturach państwowych. A obie głośne ostatnio afery - hazardowa i stoczniowa - takimi nieprawidłowościami nie są. “To, o czym mówimy to fragmenty operacyjne służb, jednej ze służb. A afery stoczniowej nawet nie było” - stwierdziła pani minister. Ucięła w ten sposób pytanie o to, dlaczego nie zareagowała na pojawiające się informacje o kontaktach polityków PO z biznesmenami z branży hazardowej i informacje o rzekomym ustawieniu przetargu na stocznie.

“Korupcja jest wtedy, kiedy ktoś przyjął korzyść. Tu było tylko jakieś namawianie. Nie wiadomo, czy coś z tego wyszło” - tłumaczyła Pitera, mówiąc o aferze hazardowej. Skomentowała też doniesienia o tym, że ma zostać jednym z członków komisji śledczej w tej sprawie. “Myślę, że dobrze bym rozpracowywała takie sprawy. Ale nie chcę w niej zasiadać, pewnie będę przez nią przesłuchiwana” - powiedziała.

Pani minister zdradziła także sposób na uporanie się z biznesmenami, którzy chcą wciągać polityków w “ciemne” interesy. “Mam to absolutnie w małym palcu. Do mnie dzwoni wielu prezesów, dyrektorów i zawsze konsekwentnie odmawiam, mówiąc, że do żadnego spotkania nie dojdzie, i proszę o zapytanie na piśmie. Wtedy może sprawa będzie rozpatrzona. Ja sygnalizowałam kolegom, aby nie rozmawiali z przedsiębiorcami przez telefon” - stwierdziła. (dziennik.pl)

Kategoria: Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 10

Premier na tarczy (antykorupcyjnej)

Wysłane przez: admin w dniu: 15/10/2009

Polski rząd jest kompletnie ślepy i głuchy – taka nauka płynie z lekcji, którą bierzemy ostatnio, dzień po dniu poznając nowe informacje o kulisach przetargu na majątek stoczni.

Jak ta, ujawniona dziś przez “Rz”, z której wynika, że Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji umożliwiło katarskiej firmie udział w przetargu na stoczniowe nieruchomości, nad wyraz łatwo dając wiarę przedstawionym przez nią nieprawdziwym informacjom.

Dlatego na usta ciśnie się pytanie: gdzie, u licha, przez ostatnie miesiące (a może raczej lata) podziewały się wszystkie nasze służby specjalne, w liczbie co najmniej kilku, które – jak jesteśmy zapewniani przez chór rządzących polityków – od rana do wieczora nie zajmowały się niczym innym, tylko dbaniem o właściwy (czyli zgodny z interesem Polski) przebieg takich właśnie procesów, jak sprzedaż majątku stoczni.

Ba, pod koniec 2008 roku premier Donald Tusk powołał do życia coś, co sam określił szumnie mianem tarczy antykorupcyjnej i przedstawił z dumą jako porozumienie “wszystkich służb specjalnych, minister Pitery i ministrów resortowych” na rzecz ochrony przed zjawiskami korupcyjnymi procesów prywatyzacyjnych oraz procedur zamówień publicznych.

A w wypadku stoczni miały obowiązywać w tej materii dodatkowe, nadzwyczajne procedury, jeśli poważnie traktować słowa rzecznika rządu Pawła Grasia, który z marsową miną zapewniał niedawno, że “przetarg stoczniowy otoczony był osłoną kontrwywiadowczą na zlecenie premiera”.

Tymczasem, jak się wydaje, żadna z owych osławionych tajnych służb aż do minionego tygodnia nie zasygnalizowała szefowi rządu żadnych nieprawidłowości związanych ze sprzedażą stoczniowego majątku. A w każdym razie przez cały ten czas Donald Tusk sprawiał wrażenie człowieka niezmiernie zadowolonego zarówno z siebie, jak też z pracy podległych sobie ludzi.

Za co w takim razie pieniądze podatników przez ten czas brali funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego? Co robili (a raczej: czego nie robili) oficerowie Agencji Wywiadu oraz Służby Kontrwywiadu Wojskowego?

Ale także: dlaczego dopiero na początku października ówczesny szef CBA Mariusz Kamiński przekazał informacje w sprawie nieprawidłowości wykrytych podczas przetargu na majątek stoczni, skoro z ujawnionych stenogramów wynika, że rozmowy w tej sprawie podsłuchano już w maju?

Przecież ślepa i głucha Polska to łatwy łup dla wszystkich, którzy oczy i uszy mają szeroko otwarte. A tych – jak uczy życie – nie brakuje. (Piotr Gabryel)

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Nasze mordy kochane | Komentarze: 22

Poplątane zeznania

Wysłane przez: admin w dniu: 14/10/2009

Tłumaczenia premiera i jego akolitów przypominają zachowanie męża, który uspokaja zazdrosną żonę: nigdy nie miałem żadnej innej kobiety, a poza tym już z nią definitywnie zerwałem.

Premier najpierw oskarżył prezydenta o to, że niepotrzebnie robi panikę i domaga się głów, po czym sam ściął owych głów więcej, niż ktokolwiek się domagał. Po to, by uparcie twierdzić, że ścięci byli całkowicie niewinni i niesłusznie oskarżani, a aktu dekapitacji dokonał na ich własną prośbę.

Najgorsze dla rządu jest to, że co chwila plącze się w zeznaniach. Przez cały tydzień słyszeliśmy, że szef CBA, informując premiera o sprawie nieprzekazanej prokuraturze, “zastawił na niego pułapkę”. Po czym wyszedł na jaw, wcale zresztą niespecjalnie ukrywany, dokument, który dowodzi jasno, że to sam premier kazał mu się o takich sprawach informować przed nadaniem im oficjalnego biegu.

Wielokrotnie też słyszeliśmy, że premier nakazał pisać ustawę o hazardzie od nowa po tym, jak się dowiedział o nieprawidłowościach – po czym Michał Boni z sejmowej trybuny wysypał, że premier nakazał to 30 lipca, przed informacją z CBA, co znaczy, że politycy PO załatwili Rysiowi to, o co zabiegał, wcale nie na 90 proc., ale na 100.

Przez cały dzień PO i sprzyjający jej propagandyści utrzymywali, że nie tylko nie ma afery stoczniowej, ale ministrowi Gradowi wręcz należy się medal, że tak dbał o “jedynego” oferenta, który chciał przejąć całą stocznię i produkować w niej statki. Ale z dokumentów ujawnionych na stronie ministerstwa jasno wynika, że takich oferentów było więcej, z podsłuchu zaś – że cała transakcja, o czym Grad wiedział, była przykrywką dla lewych rozliczeń z międzynarodowym handlarzem bronią.

Trzeba mieć naprawdę bardzo szeroko zamknięte oczy, by uparcie tego nie zauważać. (Rafał A. Ziemkiewicz)

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Nasze mordy kochane | Komentarze: 4

Minister Grad przez Arabów oszukany

Wysłane przez: admin w dniu: 13/10/2009

Ujawnione stenogramy CBA z podsłuchu osób odpowiedzialnych za sprzedaż stoczni potwierdzają tezę, że transakcja ta była ściśle powiązana z kontraktem na zakup gazu z Kataru. Istnienie takiego związku można było wydedukować już wcześniej - choćby zestawiając daty negocjacji i podpisania obu umów - teraz zyskujemy kolejną przekonującą poszlakę.

Co wynika z podsłuchów? Przede wszystkim ogromna determinacja urzędników, aby sprzedać stocznie spółce Stichting Particulier Fonds Greenrights. Firmie zarejestrowanej w karaibskim raju podatkowym, o nieznanej strukturze właścicielskiej i kapitale, kierowanej przez nikomu nieznanego osobnika bez większego doświadczenia menedżerskiego czy nawet stoczniowego. To pachnie na kilometr kłopotami i tylko ktoś niespełna rozumu brnąłby w podpisanie umowy z takim partnerem, chyba że… No właśnie. Chyba że byłby przekonany, iż firma SPFG to słup, za którym stoi wiarygodny inwestor, którego będzie można ujawnić, gdy tylko prasa i opozycja zaczną zadawać niewygodne pytania.

Tym wiarygodnym, prawdziwym inwestorem mieli być Katarczycy. Rząd był o tym święcie przekonany. Tłumaczy to pomyłkę ministra skarbu Aleksandra Grada, który podczas konferencji przedstawiającej zwycięzcę przetargu na stocznie powiedział, że nabywcą zakładów jest QInvest (państwowy bank inwestycyjny z Kataru). Wyjaśnia to też wspomnianą determinację przebijającą ze stenogramów CBA.

Tylko, dlaczego Katarczycy mieliby przejmować polskie stocznie? Swego czasu Witold Gadomski w “Gazecie Wyborczej” napisał, że cena, po której kupiliśmy od nich gaz, jest wyższa od rynkowej. Zastanawiał się, czy nie jest to przypadkiem okup za uratowanie polskich zakładów. Jeżeli tak było, to Arabowie zrobili świetny interes a przy okazji wystrychnęli ministra Grada na dudka. Nikt nie pociągnie Katarczykow do odpowiedzialności za fiasko sprzedaży stoczni a jeżeli włożyli oni w ten interes jakieś pieniądze, to najwyżej zafundowali SPFG wadium przetargowe. Polski rząd tymczasem nie może zerwać kontraktu gazowego, bo - pomijając to, że w ten sposób rząd anulował by swoje sukcesy w zakresie bezpieczeństwa energetycznego kraju - naraziłby na dekonspiracje cały stoczniowo-gazowy plan.

Jest jeszcze kwestia potencjalnego uszczuplenia wpływów budżetowych. Katarski surowiec będzie kupować PGNiG. Jest to wprawdzie spółka akcyjna, notowana na giełdzie, ale kontrolowana przez Skarb Państwa, który tylko w tym roku dostał od niej tytułem dywidendy 382,5 mln zł. Skoro PGNiG będzie przepłacać za gaz, jego zysk będzie mniejszy, co powinno skutkować ograniczeniem wysokości dywidendy.

Do tego jednak urzędnicy nie mogą dopuścić i już podjęli szybkie i zdecydowane kroki. Jak pisaliśmy w ubiegłym tygodniu, trwają przymiarki do wprowadzenia tzw. opłaty dywersyfikacyjnej, którą płacić będą wszyscy korzystający z gazu. Zasilony nią PGNiG powetuje sobie koszt surowca a Skarb Państwa ściągnie ze spółki wypłatę z zysku.

Czyli - tak jak zawsze - stocznie miały być ratowane pieniędzmi podatników. (Łukasz Ruciński)

Kategoria: Nasze mordy kochane, Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 8

400 milionów za usługi firmy żony Grada

Wysłane przez: admin w dniu: 12/10/2009

Spółka MGGP - której udziałowcem był Aleksander Grad, a teraz jest jego żona - ma milionowe kontrakty od państwa, m.in. na wykonywanie map lotniczych. Z powodu nieprawidłowości przy wykorzystaniu tych map do rozdzielania unijnych dopłat, Unia nałożyła na Polskę 400 milionów złotych kary - pisze “Najwyższy Czas”

Polska musi zapłacić 400 milionów złotych kary za to, że źle przygotowała mapki lotnicze do wniosków o dopłaty rolne. Okazuje się, że najwięcej nieprawidłowości było tam, gdzie zdjęcia wykonywała spółka MGGP, założona przez Aleksandra Grada - pisze tygodnik.

Spółka MGGP zarobiła 11 milionów złotych na wykonaniu map lotniczych. Okazało się jednak, że są one nieprawidłowe, dlatego Unia ukarała Polskę. Choć resort rolnictwa zapowiedział, że Polska odwoła się od wyroku, to małe są szanse na wygranie. Według Unii najwięcej nieprawidłowości zanotowano w Małopolsce i województwie łódzkim. Tam, gdzie według “Najwyższego Czasu” działała MGGP.

Co to za spółka? Małopolska Grupa Geodezyjno - Projektowa żyje z zamówień publicznych, a jej przychody rosną w niebywałym tempie - podaje “Najwyższy Czas”. W 2003 roku - czyli wtedy, gdy Grad był już posłem - jej przychód wyniósł 15 milionów, rok później 25 milionów, a w roku 2007 już 53 miliony.

Aleksander Grad założył tę firmę na początku lat 90. Później sprzedał udziały żonie i to teoretycznie ona wygrywała przetargi.

Gdy w 2001 Grad dostał się do Sejmu, trafił do komisji rolnictwa, dziwnym trafem kontrakty na dostawę sprzętu do Agencji Modernizacji i Restrukturyzacji Rolnictwa wygrywała… MGGP - ujawnia “Najwyższy Czas”. W 2005 spółka podpisała kontrakt na wykonanie map lotniczych.

Przedsiębiorstwo rozwijało się tak samo dynamicznie, jak kariera polityczna Grada - pisze “Najwyższy Czas “. Gdy został ministrem spółka miała zdążyć podpisać z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad kontrakty o łącznej wartości 60 milionów złotych. Gdy konkurenci próbowali odwołać się od wyników przetargu na wykonanie prac, to zawsze przegrywali - twierdzi “Najwyższy Czas”.

FIrmą zainteresowała się, w 2007 prokuratura. Zawiadomienie złożył Marek Kuchciński z PiS. JEdnak w 208, gdy Aleksander Grad został ministrem śledztwo umorzono - podaje tygodnik. (dziennik.pl)

Kategoria: Nasze mordy kochane, Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 13