Tusk Watch

Obserwujemy jak Polska zmienia się w drugą Irlandię

| |
| Log in |

Archiwum: wrzesień 2009

Mąż posłanki PO chce “obić ryja” redaktorom

Wysłane przez: admin w dniu: 30/09/2009

Redaktorzy tygodnika “Wprost” obśmiali Agnieszkę Kozłowską-Rajewicz z Platformy Obywatelskiej. W odwecie posłanka postraszyła ich swoim mężem, który - jak napisała na blogu - zamierza im “obić ryja”

Rubrykę “Z życia koalicji, z życia opozycji” Igor Zalewski i Robert Mazurek prowadzą we “Wprost” od 11 lat. Od początku wzbudzała ogromne emocje - czytelnicy albo ją uwielbiają, albo nienawidzą. Cięty, momentami wulgarny humor, nie pozostawia nikogo obojętnym. TVN to dla nich “Tusk Vision Network”, Kazimierz Marcinkiewicz - Zetafon, a TVP - Telewizja Burdelnicza.

W jednym z ostatnich numerów “Wprost” Mazurek i Zalewski poświęcili notkę poznańskiej posłance Platformy Obywatelskiej Agnieszce Kozłowskiej-Rajewicz. Napisali tak: “Do polityki weszłam prosto z ulicy - wyznaje na łamach partyjnej gazetki posłanka Partii Miłości Agnieszka Kozłowska-Rajewicz. A co, na ulicy nie dało się zarobić?”

Kozłowska-Rajewicz odpowiedziała na swoim blogu. - “Nic dziwnego, że mając takie tuzy intelektu w swoich kadrach, gazeta tonie w ponadczteromilionowym deficycie” - wytknęła tygodnikowi. Wyznała też, że jej mąż zamierza… obić dziennikarzom ryja. - “Swoją drogą, rozjuszone 110 kilo to dla drobnego sejmowego redaktora konfrontacja rodem z reklamówki Sprite” - dodała.

Co Mazurek i Zalewski myślą o odpowiedzi poznańskiej posłanki? - Nasza notka była figurą retoryczną i myślę, że wpis pani poseł również nią jest. Nie zamierzamy się obrażać - mówi “Gazecie” Igor Zalewski. I dodaje: - Żyjemy w wolnym kraju, gdzie możemy się nawzajem dość ostro traktować. Byleby oczywiście… nie obijać sobie ryjów, bo to by było przegięcie. Ale jeśli pani poseł chce się powyżywać na mnie, nie używając rąk, to proszę bardzo. (gazeta.pl)

Kategoria: Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 8

Tusk: sprawę Grasia rozstrzygnie prokurator

Wysłane przez: admin w dniu: 29/09/2009

Prokuratura zajmie się sprawą domniemanych nieprawidłowości wynikających z nieodpłatnego korzystania z części willi przez rzecznika rządu Pawła Grasia - poinformował premier Donald Tusk.

Premier powiedział, że otrzymał przygotowany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne Zgodnie z oceną CBA sprawa trafi do oceny prokuratorskiej, wyjaśnienia pana ministra Grasia są inne niż sugestie zawarte w raporcie CBA. Zgodnie z oceną  CBA sprawa trafi do oceny prokuratorskiej, wyjaśnienia pana ministra Grasia są inne niż sugestie zawarte w raporcie CBA - oznajmił Tusk. Jak dodał, sugestie te dotyczą nieprawidłowości, jakich Graś miał się dopuścić, wypełniając oświadczenie majątkowe.

Szef rządu podkreślił, że przyjmuje do wiadomości, że CBA, ale także sam Graś, oczekują jak najszybszego wyjaśnienia przez prokuraturę tej kwestii. - Sprawa ma charakter powiedziałbym urzędniczy, a nie sensacyjno-kryminalny. Pan minister Graś poinformował mnie, że jemu też osobiście bardzo zależy, by prokurator jak najszybciej wyjaśnił te wątpliwości - oświadczył premier.

W lipcu “Super Express” napisał, że Graś za darmo mieszka w willi należącej do niemieckiego biznesmena. Media zarzucały mu, że nie wpisał tego faktu do oświadczenia majątkowego, ani rejestru korzyści, nie płacił również z tego tytułu podatku. Rzecznik rządu wyjaśniał, że jego rodzina korzysta z trzypokojowego mieszkania w willi w siedzibie spółki na mocy umowy o świadczeniu wzajemnym.

- Umowa o świadczeniu wzajemnym niepieniężnym została w polskim prawie przygotowana właśnie po to, że nie płaci się od niej podatków. Skoro jest taka forma, to z niej skorzystałem 13 lat temu, wtedy wydawało się, że na krótko i na prowizoryczny czas, ale prowizorki okazują się trwałe - mówił w lipcu Graś.

O tym, że raport CBA trafił na biuro premiera poinformował “Super Express”. Tusk zaznaczył, że dokument ten ma charakter zastrzeżony. (wp.pl)

Kategoria: Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 3

PSL: premier działa przeciw racji stanu

Wysłane przez: admin w dniu: 29/09/2009

Premier i minister skarbu działają przeciw racji stanu. Bałagan w TVP sprawia bowiem, że marnotrawiony jest majątek spółki - w tak ostrych słowach poseł PSL Janusz Piechociński krytykuje koalicyjną PO za brak działań ws. telewizji.

Piechociński ostrzega na łamach “Rzeczpospolitej”, że TVP grozi katastrofa. - Od tygodni w telewizji ciągnie się kompromitujący nas wszystkich spektakl, finansowanie mediów ulega dramatycznemu pogorszeniu, a wszystko to prowadzi do realizacji najgorszego z możliwych scenariuszy, czyli prywatyzacji mediów publicznych poprzez doprowadzenie do ich Grad idzie do sądu ws. TVP

Ministerstwo Skarbu chce trzymać rękę na pulsie sporu o zarząd TVP. Resort… czytaj więcej »
upadłości – mówi polityk PSL.

Jego zdaniem taki jest właśnie plan PO. - (Platforma) powinna wreszcie jasno to powiedzieć. Oczywiście PO może dążyć do redukcji potencjału mediów publicznych poprzez ich prywatyzację, ale nie tak, jak to aktualnie robi – mówi Piechociński.

I podkreśla: - Premier i minister skarbu, jako urzędnicy państwowi, rozliczani są między innymi z dbałości o majątek publiczny. I muszą mieć świadomość, że nikt z nich tej odpowiedzialności nie zdejmie. A co się dzieje? Przez bałagan ten majątek jest trwoniony. Takie działanie jest przeciw racji stanu. (…)

- Nasz koalicjant mówi wyraźnie, że do wyborów prezydenckich nie jest zainteresowany zmianami w mediach publicznych. I tylko rozgrywa tę sprawę marketingowo, zrzucając winę za wszystko, co się dzieje w telewizji, na byłego neonazistę Farfała – mówi Piechociński. I podkreśla, że jest tą sytuacją rozgoryczony, gdyż PSL jest w koalicji z PO i bierze na siebie część odpowiedzialności.

- Uważam, że gdyby na początku roku PSL twardo postawił Platformie warunki: albo wspólnie dokonamy pozytywnych zmian w mediach publicznych, albo my zrobimy to z udziałem innych ugrupowań, czyli bez Platformy, to dziś mielibyśmy inną sytuację – mówi. I dodaje, że wojny w koalicji się nie boi. - Jaką tam wojnę, w mediach żadna koalicja nie istnieje, chyba że mowa o tej Farfałowej.

Kategoria: Co tam Panie w koalicji | Komentarze: 3

Prezydent Warszawy rozdaje nagrody

Wysłane przez: admin w dniu: 29/09/2009

200 tysięcy złotych przyznano stołecznym urzędnikom, choć niedawno dokonano cięć w budżecie Warszawy.

Jak informuje TVN Warszawa Hanna Gronkiewicz-Waltz przeznaczyła prawie 200 tysięcy złotych z budżetu miasta na nagrody dla prezesów miejskich spółek. Szefowie Tramwajów Warszawskich, Metra i SPEC-u dostaną po 46 tys. zł brutto. Kilka tysięcy mniej wpłynie na konto Ewy Kaweckiej-Włodarczak, która szefuje spółce Zarząd Pałacu Kultury i Nauki - 43 tys. zł. Najmniej, bo dokładnie 21 tys. zł brutto, dostanie prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Taksówkowego Elżbieta Wiśniewska.

Urzędnicy tłumaczą, że prezesi na pieniądze zasłużyli. - Nagrody dostali ci prezesi, których spółki wypracowały dla miasta zysk - tłumaczy w rozmowie z TVN Warszawa rzecznik ratusza, Tomasz Andryszczyk.

Decyzję Hanny Gronkiewicz-Waltz już krytykuje opozycja. Radni PiS-u, przypominają, że zaledwie kilkanaście dni temu ze względu na kryzys trzeba było ciąć wydatki na inwestycje.

- To jest jak widać polityka zaciskania pasa, która ogranicza się do obcinania pieniędzy na budowę dróg, a nie nagród dla prezesów, którzy i tak dobrze zarabiają - ocenia radny PiS-u Maciej Maciejowski. - Przykro, że warszawiakom tłumaczy się, że nie ma pieniędzy na inwestycje, ale są pieniądze na wysokie nagrody dla urzędników - dodaje radny.

To nie pierwsze w tym roku nagrody dla pracowników samorządowych. Ponad 57 mln zł poszło na wiosnę z budżetu na nagrody dla rzeszy 7 tys. miejskich urzędników. Wtedy Hannę Gronkiewicz-Waltz krytykowali nie tylko radni opozycji, ale również politycy PO. Premier Donald Tusk ostrożnie apelował o wstrzemięźliwość, dwukrotnie uwagę zwracał jej wicepremier Schetyna, z apelami występowali również Zbigniew Chlebowski i Julia Pitera. Wszyscy mieli podobne uwagi - w czasach kryzysu oszczędności trzeba zaczynać od siebie. (niezalezna.pl)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 6

Polityka realna – czyli jaka?

Wysłane przez: admin w dniu: 28/09/2009

Zachowanie suwerenności wyszło z naszego realnego zasięgu. Musimy znaleźć się w całości w jednej ze stref wpływów, należy więc zadać sobie pytanie: Rosja czy Niemcy?

Zerwanie przez USA umów dotyczących rozmieszczenia w Europie Środkowej elementów tarczy antyrakietowej nie jest wydarzeniem samym w sobie. Jest wydarzeniem symbolicznym dla zmian, które od pewnego już czasu zachodzą w geopolityce. Mniej chodzi tu o samą decyzję Waszyngtonu – być może tarcza oparta na ruchomych wyrzutniach rzeczywiście będzie sprawniejsza – bardziej o sposób potraktowania sojuszników. (…)

Być może jednak trzeba dziś wyraźnie powiedzieć, że zachowanie suwerenności wyszło z naszego realnego zasięgu. W takim razie trzeba sobie zadać pytanie o mniejsze i większe zło. Największym byłoby bez wątpienia rozdzielenie w Polsce stref wpływów pomiędzy Rosję i Niemcy, jak wielokrotnie w przeszłości. Jeśli już musimy znaleźć się w całości w jednej ze stref, należy więc zadać sobie pytanie: Rosja czy Niemcy? Wystarczy porównać Wielkopolskę z Białostockiem, żeby uznać odpowiedź za oczywistą. Tym bardziej że współczesne Niemcy nie kwestionują polskiej odrębności i prawa do państwowości – co w wypadku Rosji nie jest oczywiste.

Jestem skłonny zgodzić się z Sikorskim, że ważna dziś jest dla nas cywilizacyjna modernizacja, a nie mesjanistyczne wizje narodu niosącego wolność ludom Wschodu. Ale pojęcie „modernizacja” wymaga ukonkretnienia. Jaka jest cena, za którą warto zapłacić ograniczenie ambicji i wejście w rolę państwa satelickiego Niemiec? Jaki stopień samodzielności jesteśmy w stanie wywalczyć?

Gdybym ja musiał ten dylemat rozstrzygać, powiedziałbym, że sprawą podstawową dla podniesienia naszego statusu w przyszłości jest rozwój infrastruktury gospodarczej, w tym zwłaszcza energetyki jądrowej. W żaden inny sposób nie jesteśmy w stanie zapewnić sobie energetycznej niezależności – a po tym, jak arcyważny dla naszej pozycji w regionie projekt „Via Baltica” został praktycznie zniszczony w imię bagiennych porostów, można być pewnym, iż zmobilizowane zostaną przeciwko polskim roszczeniom do własnej energii potężne siły medialne (rosyjskie służby mają zresztą w tym wieloletnie doświadczenie i znaczne sukcesy).

Ale to tylko pobieżny zarys odpowiedzi. Chciałbym, żeby o jej naszkicowanie pokusili się inni. Potrzebujemy w Polsce wykonania takiej pracy intelektualnej rozpaczliwie, bo czasu jest coraz mniej. (Rafał A. Ziemkiewicz)

Kategoria: Analiza | Komentarze: 11

Premier Tusk vs. Lider Tusk

Wysłane przez: admin w dniu: 27/09/2009

Od pewnego czasu nosiłem się z zamiarem spojrzenia na Donalda Tuska nie jak na premiera a jak na lidera. Premier to wielkie słowo, w nim mieści się także (teoretycznie) pojęcie lidera ale lider często staje sam na sam z problemem, mając świadomość odpowiedzialności za innych oraz tego, że decyzja zależy tylko od niego.

Premier ma od tego ministrów, wiceministrów, sekretarzy stanu, podsekretarzy, całą armię doradców, ekspertów etc. Oni są po to by doradzić ale też po to by, było na kogo zwalić niepowodzenie Premiera, lider natomiast nie dysponuje masą odpowiedzialną za jego postępowanie bo to on nią jest.

Można więc powiedzieć, że być dobrym premierem może tylko ktoś kto jest dobrym liderem. Ale dotykamy polityki a tutaj każdy może być wszystkim. Stawiam więc pytanie: Czy Donald Tusk jest dobrym liderem? Sprawdźmy to na wybranych cechach.

Pierwsza z cech dobrego lidera to samodzielność. Lider czuje się centralnym ośrodkiem myślowym danej płaszczyzny i tutaj czuje największe przywiązanie do swego “ja”, jemu stara się podporządkować podstawowe czynności i zachowania, w ramach swojej niezależności rozwija także własną inicjatywę starając się być o krok do przodu, także w przypadku sytuacji nieprzewidzianych (stresujących) acz wielkiej wagi, wymagających błyskawicznie podjętej decyzji. Przecież nie każdy dzień toczy się według wcześniej zaplanowanych scenariuszy.

Porównajmy to z bohaterem analizy: Rosja napada na Gruzję, może nie było to takie zupełnie zaskakujące, uznajmy jednak że wydarzenie to nie było też bardzo oczywiste. Jaką reakcję dało się zauważyć u Premiera Tuska? Tak tak, jedyną reakcją był brak reakcji (zapewne doskonale to pamiętacie), trudno było otrzymać jakikolwiek sygnał z obozu Premiera (słynne pytanie: gdzie jest Tusk?) jako że sztab PR-owski skutecznie go schował, wyznaczono obszar oczekiwania na reakcje innych polityków, także polskich. Długo czekać nie trzeba było, reakcja choćby Prezydenta Lecha Kaczyńskiego (także mający aspiracje lidera) była tutaj tyleż natychmiastowa co wyrazista. Zresztą nie ma co sięgać daleko po przykłady, skoro przedwczoraj Prezydent USA Barack Obama dzwoni do Premiera Tuska a ten okazuje się nieprzygotowany do rozmowy. Otóż prawdziwy lider zawsze czuje się przygotowany, nawet jeśli nie jet, po to ludzkość wymyśliła blef, by można nim było przykrywać swoje niedostatki. Teraz znów pada pytanie: gdzie jest Tusk? A przecież lider jest zawsze, lider się nie chowa i nie ucieka bo jest jednostką centralną.

Kolejna cecha lidera to proaktywność, cechująca się tym, że odpowiedzialność za innych jest brana przez dobrego lidera całkowicie na siebie. Wszelka porażka jest tłumaczona błędem lidera (rezygnacja z nieomylności = lider staje się ludzki) a nie spychana na zewnętrzne czynniki ludzkie czy losowe. To także powiązanie z własną inicjatywą ukierunkowaną na to, że mieć będziemy to co sami stworzymy, zakładamy zatem sukces nawet w najbardziej przegranych sprawach by wykrzesać z siebie dodatkowe pokłady energii fizycznej i psychicznej.

Sprawdźmy zatem proaktywność Donalda Tuska, który swoje rządzenie zaczął od słów “jak czegoś nie można to nie można”, przez okres swojego przewodzenia Radzie Ministrów prócz paru sukcesów (niekoniecznie wynikających z jego decyzji – jednak mniejsza z tym) zanotował już cały szereg błędów i porażek, za porażki jednak odpowiedzialne były już płaszczyzny wszelkiej maści, od polityków PiS i Prezydenta po związkowców, do tego parę tych porażek dostał w ramach balastu na plecy kryzys – ten to ma zresztą najgorzej bo nawet odszczeknąć się nie ma jak. Nawet ostatnie wydarzenia związane z tarczą nie sprawiły, by Tusk otwarcie powiedział, iż to także wina jego rządu, łącznie z nim. (…)

Wniosek analizy jest tyleż prosty co smutny. Na czele polskiego rządu stoi człowiek który może dobrze się czuje w zarządzaniu ludźmi ale brakuje mu cech dzięki którym mógłby tych ludzi kierować i prowadzić. Mieć premiera który każdy krok musi mieć wyznaczony przez departament PR przypomina faceta który wie wszystko ale tylko wtedy gdy zapyta o to na stronie www.google.pl

A gdy zabraknie internetu? A gdy zabraknie PR bo trzeba będzie szybko, tu i teraz, coś powiedzieć i podjąć ważną decyzję za siebie i 40 milionów ludzi? Poprowadzić naród który zwróci swoje oczy ku “liderowi” a jego oczy zamiast skrzyżować się ze wzrokiem narodu wypatrywać będą panów od PR (Piotr Cybulski)

Kategoria: Analiza, Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 4

Wydmuszkomania

Wysłane przez: admin w dniu: 25/09/2009

Kiedyś polityka lubiła ludzi z charakterem. Winston Churchill, Abraham Lincoln, Ronald Reagan, Margaret Thatcher. Wszyscy oni skupiali swoje wysiłki na konkretnych politycznych celach. Inne sprawy nie zaprzątały ich uwagi w takiej skali jaka ma miejsce wśród dzisiejszych polityków, bo wtedy dla wyborców liczyło się jeszcze realne działanie. Dawniej świat nie pędził tak szybko jak dziś. Ludzie kupowali sobie gazetę i powoli ją czytali. Informacji, które do nich docierały było niewiele, więc mogli oni sobie ze spokojem każdą z nich przeanalizować. (…)

Dzisiaj każdy inteligentny człowiek dość szybko stwierdza, że pomimo tego, iż ma do dyspozycji 100 kanałów to tak naprawdę w żadnym z nich nie ma wartościowych treści, a jak już coś jest to zapewne jest to powtórka. (…)

W konsekwencji od polityków zaczyna się wymagać coraz to mniej. Przestali się już liczyć politycy z charakterem a do głosu doszły medialne wydmuszki. Zapanowała wydmuszkomania! Stany Zjednoczone i Polska są tego najlepszym przykładem. W Ameryce wybory wygrał Barack Obama a w Polsce Donald Tusk. Postacie tego samego kalibru. Pusty przekaz i wielki sukces wyborczy. Oczekiwania wyborców przestały być wygórowane. Mało kto rozlicza polityków z ich obietnic wyborczych. Dla ludzi ważne jest tylko to aby w spokoju pozwolono im oglądać telewizor, aby nie było w nim awantur (nie ważne czy rzeczywistych czy nadmuchiwanych). Brak wygórowanych oczekiwań prowadzi do wytworzenia się chmary polityków, którzy ogromną część swojego czasu zaczynają poświęcać na ślęczenie przed kartką papieru i wpatrywanie się w słupki poparcia.

Dla przykładu - Donald Tusk nie skupia swoich wysiłków nad myśleniem jakby tu przeprowadzić reformę KRUS-u, lecz zajmuje się analizowaniem tego czy dla jego popularności bardziej opłacalne jest pokazanie się na boisku piłkarskim w czerwonych spodenkach, czy może w czarnych. Ludzie nie wymagają od niego wiele, więc po co on sam od siebie ma wymagać coś więcej? Dla współczesnych polityków zaczyna być o wiele bardziej ważne to czy zostaną oni wybrani na kolejną kadencję aniżeli to czy uda im się naprawić sytuację w państwie i podnieść jakość życia własnych obywateli. Brak reformy KRUS-u dobitnie to pokazuje. Tolerancja dla skłonności do nepotyzmu u koalicjanta również. Taka sytuacja nie prowadzi do niczego dobrego. Jakość życia ludzi nie będzie się podnosiła, bo wysiłki polityków w coraz to mniejszym stopniu skupiają się na rozwiązywaniu problemów.

Donald Tusk woli po cichu pożyczyć pieniądze za granicą, aniżeli przeprowadzić reformę KRUS-u i odciążyć nieco część społeczeństwa płacącego składki na ZUS, albo chociażby przeznaczyć dodatkowe środki na inne ważne cele. Politycy wydmuszkowi mówią tylko, że chcą coś zmieniać i rozwiązywać problemy, jednakże ich działanie pokazuje coś zupełnie innego. Takie pozorne działania polityków na dłuższą metę okażą się tragiczne w skutkach. Stracą na nich wszyscy - od zwykłych ludzi przez artystów i po dziennikarzy. Społeczeństwo zubożeje i zacznie oszczędzać na gazetach, książkach i płytach muzycznych, co już dzisiaj ma miejsce i nie tylko ze względu na kryzys i sieć P2P. Każdy problem wymaga szybkich działań, a gdy się zostawia problemy, bo tak jest korzystniej z punktu widzenia sondaży, to one zaczynają się umacniać i mnożyć. Jedne problemy przyczyniają się do powstawania drugich. Na krótką metę dla polityków to jest korzystne, ale na dłuższą okaże się to dla nich zgubne.

Pojawienie się poważnych problemów prędzej czy później doprowadzi do upadku polityków wydmuszkowych, jednakże zaprzepaszczone przez nich szanse już nie wrócą. (Spitfire)

Kategoria: Analiza, Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 11

Porwanie siatkarzy

Wysłane przez: admin w dniu: 23/09/2009

“Świetny żart, muszę pamiętać, żeby się uśmiać, jak znajdę wolną chwilę” – kpił bohater sławnych powieści Raymonda Chandlera. Ostatnimi czasy życie publiczne serwuje nam powody do śmiechu w takim tempie, że naprawdę nie starcza czasu, by na wszystko zareagować.

Ot, publicysta, który sławił “prowokacje” Palikota, plotąc, że jego chamskie zagrania wnoszą ożywczy powiew do debaty publicznej, staje się nagle przywódcą krucjaty przeciwko “chamstwu w Internecie” i jest traktowany w tej roli poważnie. Inny redaktor, równie gorliwy w propagandowej służbie establishmentowi, wywodzi, że negacjonista Niesiołowski tylko “popełnił błąd”, i to z dobrej chęci zapobieżenia politycznemu wykorzystywaniu rocznicy – a prawdziwą “podłością” jest go krytykować.

A pani profesor, która złożyła dymisję z rady nadzorczej TVP akurat w przeddzień głosowania, tak, że owa dymisja stała się głównym prawnym argumentem trzymającej telewizję koalicji PO – LPR przeciw szturmującej ją koalicji PiS – SLD, upiera się “z miedzianym czołem”, jak to ujmowali nasi przodkowie, że po prostu ot tak, nagle “jako profesor uniwersytetu” zdała sobie sprawę, iż nie powinna uczestniczyć w politycznych grach.

Jeśli tak w żywe oczy ściemniają przedstawiciele grupy zawodowej darzonej największym społecznym prestiżem, czegóż żądać od polityków czy dziennikarzy?

Wszystko to jednak pikuś wobec sprawy siatkarzy, którym – jak wieść dziennikarska niesie – dano do zrozumienia, że jeśli przyjmą zaproszenie do Pałacu Prezydenckiego, to nie dostaną obiecanego kasabubu od sponsora. Faktem jest, że z tego czy innego powodu siatkarze faktycznie prezydenta zignorowali. Rząd, który ma tyle sukcesów co gabinet Tuska, nie może sobie pozwolić, żeby ktokolwiek inny trzasnął sobie fotkę z “jego” medalistami. (Rafał A. Ziemkiewicz)

Kategoria: Co tam Panie w koalicji, Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 12

Narodowa Strategia Nicnierobienia na lata 2009 – 2010

Wysłane przez: admin w dniu: 21/09/2009

W rządzącej Polską od niemal dwóch lat koalicji szykuje się prawdziwie rewolucyjna, ba, wręcz – nie waham się w tym miejscu użyć tego słowa – historyczna zmiana.

Otóż główna siła tej koalicji, czyli Platforma Obywatelska, która do tej pory nie reformowała Polski, jak się wydaje, zupełnie bez strategii (a nawet wbrew własnej przedwyborczej strategii, która przecież zakładała intensywne reformowanie naszego kraju), teraz co prawda nadal nie będzie reformowała Polski, ale od tej pory będzie to już jednak czyniła całkowicie zgodnie z przyjętą strategią polityczną na najbliższy rok.

Z informacji uzyskanych przez „Rzeczpospolitą” wynika, że przed wyborami prezydenckimi na żadne reformatorskie delikatesy liczyć nie możemy, bo PO jak zwykle nie chce drażnić wyborców. A i po wyborach też sobie zbyt wiele nie obiecujmy. Większość planów – tak jak do tej pory – pozostanie w najbliższym czasie w sferze planów. Nici więc z ustawy medialnej, ustawy o ubezpieczeniach dodatkowych, ustaw zdrowotnych i ustawy reformującej KRUS. Ale za to Platforma zafunduje nam igrzyska w sprawie ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej.

Ta pieczołowicie skrywana Narodowa Strategia Nicnierobienia na lata 2009 – 2010 (zaproponowana przez PO i zapewne ciepło przyjęta przez legendarnie antyreformatorskie PSL) przepięknie się wpisuje w ogłoszoną niedawno przez ministra finansów Jacka Rostowskiego strategię dalszego, konsekwentnego niereformowania finansów publicznych. I utrzymywania się na powierzchni za pomocą prywatyzacyjnej kroplówki – dopóki jej wystarczy. A potem się zobaczy.

I, niestety – bardzo się obawiam – ten mało aktywny pomysł na życie, a właściwie na trwanie, jak nic przypadnie do gustu (bo zawsze przypadał) wcale pokaźnej liczbie Polaków. Inna sprawa, że dawnych zwolenników proreformatorskiej Platformy Obywatelskiej (pamiętają państwo?, była taka partia!) bym wśród nich już nie szukał. Ale też domyślam się, że akurat to zagadnienie w ogóle nie zaprząta uwagi liderów PO, którzy z każdym dniem coraz dobitniej udowadniają, że nic a nic nie zależy im na rodzaju własnych wyborców, tylko na ich liczbie. Inaczej mówiąc, dbają tylko o to, by się im – przed wyborami – sztuki zgadzały. (Piotr Gabryel)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Co tam Panie w koalicji, Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 29

Tarcza i błazeńska czapeczka

Wysłane przez: admin w dniu: 19/09/2009

Dziwne rzeczy dzieją się z amerykańską tarczą. Czyta człowiek i czyta, i do ładu dojść nie może.

Prezydent USA Barack Obama ogłosił, że „postanowił wzmocnić amerykańską obronę przeciwrakietową”, a inny wysoki rangą urzędnik Białego Domu dodał, że „Warszawa może odegrać równie kluczową rolę w nowym systemie jak w starym”.

Nie mniej optymistycznie brzmią głosy członków polskiego rządu. Sam premier zapewnił, że Polska w stosunkach z Ameryką może uzyskać „ekskluzywną pozycję”. Wie, co mówi, bo słowa owe wyrzekł po rozmowie z Obamą, do której przez wiele godzin się przygotowywał. Nie mniej zadowolony zdaje się minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, który stwierdził, że to „bardzo ciekawa oferta”.

Należałoby więc uznać, że koniec tarczy to najlepsze, co Polskę mogło spotkać. Choć w tym entuzjazmie drzemie jakaś wymuszoność. I tak ten sam Radosław Sikorski, który podkreślał, że oferta amerykańska jest wyśmienita, powiedział, że „uświadomił sekretarz Clinton niezręczność terminu ogłoszenia decyzji – 17 września, w 70. rocznicę najazdu ZSRR na Polskę”. Do licha, nic nie rozumiem. Jaką niezręczność? Skoro polski rząd ogłasza, że nowy system będzie lepszy niż stara tarcza, to o co chodzi z tą niezręcznością? Jaka jest prawda?

Wydaje się, że jednak inna, niż głoszą premier i rząd. Wystarczy uważnie przeczytać, jak nowe stanowisko Waszyngtonu ocenił Zbigniew Brzeziński, bądź co bądź znawca przedmiotu. Otóż jego zdaniem „Biały Dom nie ma wobec Polski specjalnej odrębnej strategii”. Co gorsza, były doradca prezydenta Cartera ds. bezpieczeństwa twierdzi, że Amerykanie ostrzegali Sikorskiego i Tuska przed zmianą planów amerykańskich. I znowu: ostrzega się przed czymś negatywnym. Podobnie Brzeziński mówi, że „Amerykanie nie przygotowali odpowiednio Polski i Czech na swoją decyzję. No i to fatalne skojarzenie dat!”. Czyli kolejny dowód, że jednak 17 września 2009 roku wydarzyło się coś dla bezpieczeństwa Polski niedobrego. Wszelkich wątpliwości można się wyzbyć, obserwując reakcję Rosji. Tam triumf. I pozytywne zaskoczenie.

Najkrócej można by to podsumować tak: prezydent Obama uznał, że bardziej zależy mu na dobrych stosunkach z Moskwą niż z Warszawą i Pragą. Okrasił swą decyzję kilkoma banałami, żeby Polakom i Czechom nie było przykro. To rozumiem doskonale. I że tak się stało, nie winię też szczególnie polskiego rządu – od początku było wiadomo, że demokraci wielkimi zwolennikami tarczy nie są, dlatego zarzuty PiS, iż to Tusk odpowiada za stratę tarczy, brzmią dość absurdalnie.

Tylko dlaczego premier Polski nie potrafi po męsku tego powiedzieć? Dlaczego, zamiast stawić czoło rzeczywistości i przyznać, że wskutek amerykańskiej decyzji pozycja Polski się pogorszyła, wkłada błazeńską czapeczkę i udaje, że nie ma się czym martwić? (Paweł Lisicki)

Kategoria: Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 22