Tusk Watch

Obserwujemy jak Polska zmienia się w drugą Irlandię

| |
| Log in |

Archiwum: 24/08/2009

Teflonowy Tusk

Wysłane przez: admin w dniu: 24/08/2009

Wydaje się, że najnowsze kłopoty ze stoczniami i wojskiem nie zaszkodzą Tuskowi. Żeby zedrzeć ten teflon trzeba by skrobać znacznie mocniej.

Reaganowi od kilkunastu miesięcy rośnie polska konkurencja w postaci Donalda Tuska. Wprawdzie legendarny prezydent USA zasłużył sobie na swój przydomek przez osiem lat sprawowania urzędu, a Donald Tusk jest premierem dopiero niespełna dwa lata, ale i tak widać wyraźną różnicę w notowaniach między nim a poprzednikami, którzy po podobnym czasie w fotelu szefa rządu cieszyli się znacznie mniejszym poparciem. Tuska popierało w połowie lipca wciąż 44 proc. badanych, a w sondażach prezydenckich jego przewaga była miażdżąca.

Owszem, 44 proc. to wyraźnie mniej niż jeszcze kilka miesięcy wcześniej, ale sprawa przedstawia się inaczej, gdy wziąć pod uwagę, jakie faktyczne osiągnięcia i sukcesy ma rząd, a jakie zalicza porażki. Sukcesy to m.in. sprawy tak symboliczne i mało znaczące jak orliki. Z bardziej istotnych za relatywnie udaną można uznać jedynie reformę systemu emerytalnego, ale też nie jest to reforma przysparzająca popularności, a jej pełne skutki będą widoczne dopiero w przyszłości. Tymczasem do długiego katalogu niespełnionych zapowiedzi, czczych obietnic i wpadek dołączyły właśnie dwie nowe, bardzo spektakularne: sprawa inwestora dla stoczni w Gdyni i Szczecinie oraz zakupów dla polskich żołnierzy na zagranicznych misjach, związana ze śmiercią jednego z nich i ostrymi komentarzami dowódcy wojsk lądowych generała Skrzypczaka.

Gdyby do Donalda Tuska miały się odnosić te same reguły co do jego poprzedników, można by bez pudła prognozować, że obie te sytuacje znajdą trwałe odbicie w sondażach. Jednak w obecnej sytuacji można spokojnie założyć, że tak się nie stanie. Przyczyny są od miesięcy te same i niezmienne. Po pierwsze – słabość głównej partii opozycyjnej, która wydaje się pogrążona w marazmie i nie ma żadnego pomysłu, jak skutecznie zerwać z przyklejoną jej w okresie 2005–2007 r. fatalną gębą. Mówiąc krótko – na korzyść Tuska działa brak atrakcyjnej alternatywy.

Po drugie – wciąż trwająca bezprecedensowa przychylność większości mediów. To zresztą nieco się zmienia. Dzisiaj rząd Tuska nie może już liczyć na tak łagodne traktowanie jak w pierwszym roku swojej kadencji. Wciąż jednak sprawy, za które rząd Kaczyńskiego zostałby medialnie rozstrzelany, dla rządu Platformy kończą się jedynie reprymendą. Do takich kwestii należą wspomniane wcześniej dwie afery: z katarskim inwestorem i zakupami dla wojska. Po trzecie – względna sprawność otoczenia premiera w kreowaniu i żonglowaniu wizerunkiem, odwracaniu uwagi od istotnych spraw i tworzeniu medialnego szumu w dogodnych momentach.

Sytuacja mogłaby się zmienić, gdy Platforma zyskała potencjalnego konkurenta w postaci Stronnictwa Demokratycznego z Pawłem Piskorskim i Andrzejem Olechowskim. Nie jest tajemnicą, że liberalny warszawsko-krakowski salon, zwłaszcza ten o lewicowych inklinacjach, stawiał na Tuska nie z sympatii i przekonania, ale z konieczności – ktoś przecież musiał się przeciwstawić „tym strasznym Kaczorom”. Salon zorientował się dość szybko, że Tusk nie będzie chciał przeprowadzać zmian, które mogłyby wywołać spadek poparcia w opinii publicznej. A że Polacy są wciąż jednym z najbardziej konserwatywnych narodów Europy, rząd PO stawiał raczej na pohukiwanie o kastracji pedofilów niż zapowiedzi wprowadzenia formalnych związków homoseksualnych. Bywało też, że bliżej było przedstawicielom salonu do prezydenta niż premiera – jak w kwestii ustawy medialnej. (…)

Czy zatem najnowsze problemy zaszkodzą Tuskowi? Przecież sam zapowiadał, że za nieudaną transakcję prywatyzacyjną stoczni gdyńskiej i szczecińskiej minister Grad zapłaci głową, a tymczasem nie zanosi się, aby szef resortu skarbu miał stracić stanowisko. Z kolei życie i bezpieczeństwo naszych żołnierzy na coraz niebezpieczniejszej misji afgańskiej wydaje się problemem trafiającym do wyborców poprzez emocje. Nie ma sensu jednak widzieć tych spraw jako jakichś momentów przełomowych. Znacznie przecież poważniejszymi problemami dla przeciętnego Polaka jest choćby fatalne funkcjonowanie służby zdrowia, której rząd nie był w stanie naprawić w żadnym stopniu, albo wciąż koszmarny stan dróg przy jednoczesnym obstawianiu ich kolejnymi fotoradarami. I co? I nic. Teflon trzyma się mocno. Żeby go zedrzeć, trzeba by skrobać znacznie mocniej, niż ktokolwiek dotąd był w stanie. (Łukasz Warzecha)

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Media (po)mogą | Komentarze: 27