Tusk Watch

Obserwujemy jak Polska zmienia się w drugą Irlandię

| |
| Log in |

Archiwum: lipiec 2009

Nie otworzą drogi, bo czekają na ministrów

Wysłane przez: admin w dniu: 30/07/2009

“Otwarcie uzależniamy od wolnych terminów ministrów Grabarczyka i Schetyny” - powiedziała Joanna Wąsek, rzeczniczka wrocławskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, kiedy zapytano ją, dlaczego gotowy odcinek trasy A-4 jest ciągle zamkięty.

Chodzi o odcinek trasy A-4. “Dziś, żeby dotrzeć z Wrocławia do Zgorzelca, musimy po przejechaniu 100 kilometrów zjechać z autostrady. Dalej droga wiedzie przez wioski i miasteczka i trzeba znacznie zwolnić. Kierowcy tracą nerwy, bo stoją w korkach, widząc, że tuż obok biegnie prosta, szeroka autostrada” - pisze “Gazeta Wyborcza”

Od czterech miesięcy gotowy jest już odcinek trasy szybkiego ruchu, ale nie jeżdżą po nim auta. Joanna Wąsek, rzeczniczka wrocławskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad mówi “GW” wprost: “Otwarcie uzależniamy od wolnych terminów ministrów Grabarczyka i Schetyny.”

“Marnuję półtorej godziny, by starą drogą przejechać 50-kilometrowy odcinek z autostrady do Zgorzelca. Tam jest po drodze kilkanaście wiosek” - mówi “GW” Konrad Szczygieł, którego firma sprowadza auta z Niemiec. “Nową autostradą byłbym na miejscu w pół godziny, ale mogę sobie na nią tylko popatrzeć.” (dziennik.pl)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 37

Minister Czuma zmienił limuzynę. Na lepszą

Wysłane przez: admin w dniu: 29/07/2009

Rząd od paru tygodni trąbi o kryzysie i potrzebie szukania oszczędności. Ale nie wszyscy wezwania premiera Donalda Tuska wzięli sobie do serca. Minister sprawiedliwości Andrzej Czuma przesiadł się właśnie do nowej służbowej limuzyny za ponad 80 tysięcy złotych.

Minister Czuma porzucił “wysłużone” czteroletnie volvo na rzecz nowiutkiej skody, model comfort - pisze “Fakt”. Jaka jest jej cena? Jedyne 83 tys. złotych.

Czy volvo nie było już wystarczająco dobre? Resort sprawiedliwości tłumaczy, że ministrowie tak dużo podróżują, że już po roku czy dwóch, ich limuzyny mają ogromny przebieg.

I trzeba kupić nowe auto gwarantujące bezpieczną jazdę. (dziennik.pl)

Kategoria: Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 14

Im słabszy Tusk, tym Pawlak odważniejszy

Wysłane przez: admin w dniu: 28/07/2009

Czy Pawlak zwariował? Tusk go zabije! – tak ponoć komentowali politycy PO wyjątkowo ostry wywiad lidera PSL na łamach “Newsweeka”. Szef rządu ma powody do konsternacji. Waldemar Pawlak dotknął wielu skrywanych, ale bolesnych problemów koalicji.

Wicepremier wyśmiał choćby nabożne wpatrywanie się doradców Donalda Tuska w sondaże i podejmowanie pod ich wpływem ważnych decyzji – także gospodarczych. Ironicznie skomentował pomysł zamieniania złotego na euro w 2012 roku. Stwierdził – powtarzając wcześniejsze ostrzeżenia prezydenta Lecha Kaczyńskiego – że wspólna waluta może przynieść bezrobocie i recesję.

Kpinę z sondażowej polityki PO Tusk może potraktować pobłażliwie. Bardziej serio powinien jednak podejść do sprzeciwu PSL wobec swojej polityki podatkowej i szybkiego wprowadzenia euro. Najbardziej zaś premier powinien się zaniepokoić sugestiami, że w 2011 roku wyborom prezydenckim mogłyby towarzyszyć przyspieszone parlamentarne. W takiej sytuacji bowiem Donald Tusk, prowadząc kampanię prezydencką, nie mógłby raczej liczyć na stabilizację na zapleczu.

Pawlak doskonale wie, że wybory prezydenckie to czuły punkt Tuska, dlatego za spokój w koalicji żąda coraz wyższej ceny.

Politycy Platformy pocieszają się, że wywiad Waldemara Pawlaka dla “Newsweeka” to tylko powracające co pewien czas normalne żale słabszego koalicyjnego partnera. Kiedy jednak żale przybierają na sile, a Pawlak staje się odważniejszy, można odczytywać to jako sygnał słabnącej pozycji Tuska.

Wicepremier pozwala sobie na więcej, bo widzi, że premier nie stoi już na tak twardym gruncie, jak parę miesięcy temu. Ludowców prezydenckie ambicje Donalda Tuska nie obchodzą. Ale bardzo interesują ich wpływy PSL w koalicji. A im bliżej będzie wyborów, tym łatwiej będzie im te wpływy zdobywać. (Piotr Semka)

Kategoria: Co tam Panie w koalicji, Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 22

Niemoc rządowych słów

Wysłane przez: admin w dniu: 27/07/2009

Minister skarbu Aleksander Grad, ostrzeżony przez Donalda Tuska, że jeśli do końca wakacji nie sprzeda stoczni w Gdyni i Szczecinie, to pożegna się ze stanowiskiem, publicznie stwierdził, że premier ma dobry sposób hartowania swoich ministrów.

Niby w ten sposób ich dyscyplinuje i zmusza do bardziej wydajnej pracy. Ultimatum zabrzmiało groźnie, choć uwierzyć w jego realizację, gdyby faktycznie sprzedaż majątku dwóch zakładów tajemniczemu inwestorowi się nie powiodła, jakoś trudno. Wygląda na to, że minister Grad niespecjalnie się tym przejął. Podobne upomnienie, i to nieraz, otrzymał wszak minister infrastruktury Cezary Grabarczyk, ale wystarczyło, że obiecał tylko przyspieszenie budowy autostrad. Nie wpłynęło to znacząco na stan polskich dróg, ale zdecydowanie poprawiło relacje w łonie naszego rządu. Słowa zniosą – jak widać – wszystko.

Zresztą wygląda na to, że wakacje sprzyjają mniej lub bardziej nieprzemyślanemu słowotokowi ze strony ław rządowych. Po ogłoszeniu w ubiegłym tygodniu przyspieszenia programu prywatyzacji ustami, wydawałoby się, kompetentnego w sprawie ministra Grada, którego elementem mogłaby być sprzedaż części akcji KGHM należących do Skarbu Państwa, odezwał się inny prominentny polityk Platformy Grzegorz Schetyna. Wicepremier stwierdził, że sprzedaż KGHM w grę nie wchodzi i koniec. Ten punkt widzenia poparli radośnie związkowcy. Wydawałoby się, że rząd konsultuje ze sobą najważniejsze decyzje i kluczowe dla państwa programy, ale wygląda na to, że niespecjalnie. To zresztą niejedyny taki przykład z ostatnich dni.

Coraz mniej wierzymy w deklaracje ministrów, coraz mniej wierzymy w tupnięcia nogą i groźne miny premiera. Tyle że tą drogą daleko nie zajedziemy. Czas na działania, po którejkolwiek ze stron. (Wojciech Romański)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 7

Graś był słupem u Niemca?

Wysłane przez: admin w dniu: 25/07/2009

Czy Paweł Graś  pomógł swojemu niemieckiemu pracodawcy wykorzystać lukę w prawie? Czytając dokumenty zgromadzone w KRS, można odnieść wrażenie, że rzecznik rządu był przed laty “słupem”, czyli figurantem, przy pomocy którego niemiecki biznesmen kupił willę pod Krakowem bez wymaganego zezwolenia MSW.

Jeśli tak właśnie było, to już jest jasne, dlaczego Paul Rogler pozwala Grasiowi mieszkać w willi za darmo od 13 lat.

Kluczowe w wyjaśnieniu ujawnionej przez “Super Express” afery Grasia są transakcje przeprowadzone przez ministra trzynaście lat temu. W 1993 roku kupił udziały w spółce Agemark działającej w branży reklamowej. Trzy lata później sprzedał je Roglerowi. Na transakcji nie zarobił ani grosza, oddał spółkę po cenie zakupu. O co tak naprawdę chodziło? “Gazeta Krakowska” sugeruje, że o to, by Rogler wraz z Agemarkiem mógł przejąć należącą do niej willę w Zabierzowie (tę samą, w której mieszka teraz Graś - red.). Co ważne, obcokrajowcy nie mogli wówczas kupować w Polsce nieruchomości bez zezwolenia MSW.

Jak więc Roglerowi się to udało? Okazuje się, że w przepisach istniała luka. Zagraniczne firmy mogły kupować spółki, do których należą nieruchomości. Rogler nie zrobiłby tego jednak bez pomocy Grasia. Tuż przed transakcją Graś (ówczesny właściciel Agemarku) zmienił przed notariuszem umowę spółki (tak, by jej sprzedaż nie wymagała zezwolenia ministerstwa).

Pikanterii dodaje fakt, że owa luka w przepisach zniknęła zaledwie kilka tygodni po przeprowadzeniu całej transakcji. A co w tej sprawie ma do powiedzenia sam minister? - Transakcja ta była całkowicie zgodna z obowiązującym ówczesnie prawem - mówi “Super Expressowi” Graś.

Jak ujawniliśmy wczoraj, jego sprawą zajmuje się już Centralne Biuro Antykorupcyjne. Premier Donald Tusk (52 l.) zapowiedział, że jeśli okaże się, że rzecznik złamał prawo, będzie musiał odejść z rządu. (Super Express)

Kategoria: Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 20

Są przecieki: Katarczycy nie kupią stoczni

Wysłane przez: admin w dniu: 24/07/2009

Zbierają się czarne chmury nad głową ministra skarbu Aleksandra Grada. Jeżeli katarski inwestor QInvest wycofa się z zakupu stoczni szczecińskiej i gdyńskiej, Grad pożegna ze stanowiskiem. Dziś po południu pojawiła się nieoficjalna informacja, że Katarczycy już zdecydowali i stoczni nie kupią.

“Jeżeli do końca sierpnia transakcja nie zostanie zrealizowana, potraktuję to jako porażkę ministra skarbu. Nie będzie tragedii, jeśli się okaże, że arabski inwestor się wycofuje. Mamy wadium i rozpoczynamy grę od nowa. Ale Aleksander Grad zostanie zdymisjonowany” - zapowiedział Donald Tusk. Podkreślił, że w jego ocenie szef resortu skarbu powinien tak przygotować transakcję, aby kontrahent nie miał żadnych wątpliwość przy zakupie.

Kilka dni temu Katarczycy, którzy mieli kupić polskie stocznie, nie przelali pieniędzy,choć minął ustalony w umowie termin. Rzekomym powodem miał być list szczecińskiego Stowarzyszenia Obrony Stoczni. Napisało do inwestora, że transakcja będzie nielegalna, bo Stocznia Szczecińska Nowa powstała na bezprawnie przejętym majątku.

Jednak już w czwartek osoby zbliżone do kierownictwa resortu skarbu w nieoficjalnych rozmowach niechętnie przyznawały, że list jest tylko pretekstem. Ewentualne decyzje o wycofaniu się z zakupu będą związane raczej z brakiem zamówień na statki produkowane w polskich stoczniach.

Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że rząd przygotowuje się na scenariusz, w którym do transakcji nie dojdzie. “Stąd konferencja premiera i stąd zapowiedź dymisji Grada. To szykowanie sobie miejsca do odwrotu” - tłumaczy nam jeden z ważnych polityków Platformy.

Jeśli 17 sierpnia pieniądze od Katarczyków nie wpłyną na konto agencji rozwoju przemysłu, to Tusk zdymisjonuje ministra skarbu. Jego następca pilnie będzie musiał rozpisać nowy przetarg na sprzedaż stoczni.

“Los Olka jest już przesądzony i nie chodzi tylko o stocznie” - przyznaje jeden z członków kierownictwa partii Tuska. “Donald kazał mu zrobić porządek z TVP, ale obrona Farfała była szyta zbyt grubymi nićmi. Poza tym, ogłaszając prywatyzacje KGHM bez konsultacji z premierem, praktycznie wykopał sobie polityczny grób. Teraz jak Katarczycy nawalą, nie będzie dla niego już ratunku” - podsumowuje nasz rozmówca.

Zdaniem posłów opozycji od takiego scenariusza nie ma już odwrotu. “Właśnie dostałem SMS-a od mojego źródła w Ministerstwie Skarbu. Inwestor się wycofał, to już pewne” - powiedział nam koło godz. 14 jeden z polityków lewicy. Po kilkunastu minutach informacje tej samej treści dostaliśmy także od jednego z posłów Platformy. Nie udało nam się ich potwierdzić w ministerstwie ani innych źródłach rządowych. Po pół godzinie spółka Polskie Stocznie zarządzająca majątkiem zakładów w Szczecinie i Gdyni wydała jednak oświadczenie. “Główny inwestor stoczni Gdynia i Szczecin - Stichting Particulier Fonds Greenrights - nie zamierza wycofać się z transakcji zakupu ich majątku” - czytamy w lakonicznym komunikacie.

Jednak, jak mówią nasi rozmówcy, to oświadczenie może nic nie oznaczać. “Jedno jest pewne, coś złego się dzieje, a słowa Tuska o nowym przetargu tylko to potwierdzają” - mówi nam osoba z kierownictwa PO. (dziennik.pl)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 16

KDT: Tusk milczał, bo grał z Maserakiem w piłkę

Wysłane przez: admin w dniu: 23/07/2009

“Super Express”: Gdy przed halą KDT trwało sprzątanie po starciach z policją, premier Donald Tusk grał w piłkę z kolegami na stołecznej Polonii.

Gazeta podkreśla, że Donald Tusk nie wypowiedział się podczas całego konfliktu wokół eksmisji kupców. Zamiast tego w tym czasie grał w piłkę na stadionie warszawskiej Polonii.

Premier wystąpił w jednej drużynie z byłym piłkarzem Legii Cezarym Kucharskim i uczestnikiem “Tańca z gwiazdami” Rafałem Maserakiem. Drużyna premiera wygrała. Jak zaznacza “Super Express” premier promieniał ze szczęścia.

Sprawę bagatelizuje minister sportu Mirosław Drzewiecki. - Co wtorek spotykamy się na boisku. Mecz był dopiero o 20.30, czyli gdy sytuacja była już opanowana - stwierdził minister na antenie TVN24, dodając, że lepiej, gdy ktoś gra w piłkę, niż gdy siedzi przed telewizorem. (onet.pl)

Płemieł jest konsekwentny: są rzeczy ważne (rządzenie) i ważniejsze (piłka).

Kategoria: Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 35

Polskie stocznie na lodzie. To sabotaż?

Wysłane przez: admin w dniu: 23/07/2009

Sukces rządu, jakim miało być uratowanie przed upadkiem stoczni w Gdyni i Szczecinie, stanął pod znakiem zapytania. Wczoraj o północy minął termin, w którym katarski fundusz QInvest miał zapłacić za oba zakłady. Nie uczynił tego. Wszystko przez list mało znanej organizacji?

Zdaniem ministra skarbu powodem był “jawny sabotaż” w postaci listu mało znanego szczecińskiego Stowarzyszenia Obrony Stoczni i Przemysłu Okrętowego w Polsce.

List dotarł do Kataru kilka dni temu. Zawiera ostrzeżenie, że transakcja będzie nielegalna, bo Stocznia Szczecińska Nowa powstała z majątku przejętego w sposób bezprawny.Autorzy listu ostrzegali przyszłego inwestora m.in., że jeśli wypełni umowę z polskim rządem, złamie zasadę Koranu, która mówi, że “muzułmanin ma zakaz sprzedaży rzeczy, gdy wie, że posiada ona wady, i nie poinformuje o nich”. List podpisany jest przez stowarzyszenie, za którym według naszych informacji stoją byli członkowie zarządu byłej Stoczni Szczecińskiej SA.

O tym, że taki list istnieje, poinformowało wczoraj TVN 24. Wcześniej resort skarbu nie chciał ujawnić, czy transakcja doszła do skutku. Dopiero godzinę po informacji o istnieniu listu minister Aleksander Grad ogłosił: na prośbę inwestora data przelewu została przesunięta na 17 sierpnia.

Nie wiadomo, dlaczego minister nie alarmował o tej sytuacji wcześniej. Według naszych informacji list wysłany 15 lipca do QInvestu trafił także do resortu skarbu i premiera. Wczoraj Grad zagroził jego autorom prokuraturą i Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Dodał też, że zarzuty zawarte w piśmie są bezpodstawne. (dziennik.pl)

Kategoria: 10 cudownych obietnic | Komentarze: 6

KDT dwa lata po “Białym Miasteczku”

Wysłane przez: admin w dniu: 21/07/2009

Pamiętacie Białe Miasteczko pod kancelarią Prezesa Rady Ministrów Jarosława Kaczyńskiego w Alejach Ujazdowskich ?

Pamiętacie te pielgrzymki polityków i artystów ?  (m.in. Jolanta Kwaśniewska, Ryszard Kalisz, Hanna Gronkiewicz-Waltz, Marek Kondrat, Ewelina Flinta, Krystyna Janda, Maria Seweryn). Do protestujących w miasteczku dołączali warszawiacy i przedstawiciele innych związków zawodowych nawet z RPA. W miasteczku wychodziła gazeta Kurier Białego Miasteczka, wydawana przez zespółKrytyki Politycznej w uzgodnieniu z Zarządem Krajowym OZZPiP. Wszystko przy pełnej aprobacie i wsparciu władz Warszawy.

Cóż za wspaniała atmosfera pikniku. A wszystko to przeciwko tym wstrętnym Kaczorom co państwo zawłaszczali i z obywatelami się nie liczyli. Toż ci totalitarni władcy porównywani do Łukaszenki i nazistów strasznie brutalnie pielęgniarki traktowali. Okupującym Kancelarie Premiera tylko herbatę dano do picia, podpasek nie dostarczano i telefony zagłuszano. Biedne pielęgniarki musiały do okna podchodzić by zatelefonować. Ba nawet policja przesuneła pikietę z jezdni na chodnik o całe 2 metry.

W obronie protestujących staneła Prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz.  Gdy wojewoda zwrócił się do Prezydenta Warszawy z wnioskiem o jego rozwiązanie, Prezydent Warszawy odmówiła, uznając że protest pielęgniarek jest legalny i pokojowy, i nie zagraża zdrowiu ani życiu, co mogłoby być podstawą rozwiązania zgromadzenia.

Dzisiaj, gdzy przy władzy mamy wspaniałą Platformą Obywatelską, której tak na sercu leży dobro każdego człowieka, ludzi broniących swoich jedynych miejsc pracy GAZUJE się, pałuje i  wywleka. A włodarze miasta mają ich gdzieś, łamiąc wcześniej dane obietnice.

A ja się pytam - gdzie są dzisiaj ci sami politycy, gdzie artyści. Pani Gronkiewicz proszę lecieć do strajkujących i bronić ich. Gdzie media broniące kupców ? (citisus)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 63

Największa porażka PO

Wysłane przez: admin w dniu: 21/07/2009

Kazimierz Kutz stwierdził wczoraj, że Agnieszka Holland sprzeciwia się ustawie medialnej, ponieważ chce zostać prezesem TVP, gdy PiS wróci do władzy. Jego wypowiedź świadczy nie tylko o złych emocjach w tym sporze. Także o tym, że obrońcy nowego prawa nie mają już nawet przekonujących argumentów.

Rzadko kiedy Lech Kaczyński działa w takim komforcie jak teraz, gdy sprzeciwia się forsowanej przez PO ustawie medialnej. Do tej pory każde jego weto lub odesłanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego było powodem ostrej krytyki. Teraz ta reguła przestaje działać – niezależnie od tego, czy prezydent dziś zawetuje ustawę, czy odeśle ją do TK.

Ustawa medialna to oficjalny projekt koalicji. Jednak głosy krytyczne wobec niej słychać ze strony koalicyjnego PSL, a nawet niektórych posłów PO. O ostrej krytyce ze strony opozycji nie ma nawet co przypominać. Co więcej, przeciw ustawie zbuntowali się ludzie, których nowe prawo będzie dotyczyć. Ich twarzą są reżyserzy Agnieszka Holland i Krzysztof Krauze. Pochwalić się oni mogą poparciem pierwszych postaci polskiej kultury: Andrzeja Wajdy, Krzysztofa Pendereckiego, Krzysztofa Zanussiego. Praktycznie poza oficjalnie występującymi przedstawicielami PO i rządu ustawa nie ma żadnych obrońców. Ani wśród dziennikarzy, ani ludzi kultury.

Prominentni przedstawiciele PO próbują zredukować przeciwników ustawy do roli lobbystów. Poseł PO Kazimierz Kutz, który wszystkie swoje doskonałe filmy zrobił za państwowe pieniądze, dziś żąda od młodszych reżyserów, by sami szukali sobie prywatnych sponsorów. Wczoraj stwierdził na posiedzeniu sejmowej komisji kultury, że Agnieszka Holland sprzeciwia się ustawie, ponieważ chce zostać prezesem TVP, gdy PiS wróci do władzy. I dlatego tak chętnie podaje rękę do pocałowania prezydentowi – perorował Kutz. Jego wypowiedź świadczy nie tylko o złych emocjach w tym sporze. Także o tym, że obrońcy ustawy nie mają już przekonujących argumentów.

To moment, w którym politycy powinni cofnąć się o krok, a rządzący nawet o trzy. Ustawa jest już martwa, czas na następną. Już trzecią. Przyznają to nawet ważni politycy PO, np. Jarosław Gowin. Problem w tym, że obecny Sejm nie jest zdolny do pracy nad nową ustawą. Sejmowa komisja kultury, która wypuściła już dwa gnioty, jest sparaliżowana partyjnym gierkami. Jej obrady – niestety nieznane opinii publicznej – swym poziomem przypominają awantury w komisji śledczej ds. nacisków.

Jest za to pomysł, by ustawę przygotowali twórcy. Jej założenia przedstawiło Stowarzyszenie Wolnego Słowa. Oczywiście jest tu miejsce dla polityków, choć by po to, by nowa ustawa nie była dziełem lobbystów. Ten zarzut może być postawiony, gdy ustawę będą pisać wyłącznie reżyserzy i producenci programów telewizyjnych. Rządzący jednak nie powinni spieszyć się z głoszeniem tego argumentu, bowiem promotor tego projektu, prezes Stowarzyszenia Mirosław Chojecki, był członkiem Komitetu Honorowego Donalda Tuska w wyborach prezydenckich 2005 roku. To, że dziś nie zgadza się z ustawą partii, którą popierał, nie świadczy, że jest wrogiem Platformy, lecz jest znakiem tego, że ustawa jest po prostu bardzo zła. (Piotr Gursztyn)

Kategoria: 10 cudownych obietnic, Media (po)mogą | Komentarze: 7