Tusk Watch

Obserwujemy jak Polska zmienia się w drugą Irlandię

| |
| Log in |

Archiwum: sierpień 2008

Jak Platforma nagradza stanowiskami

Wysłane przez: iskier w dniu: 31/08/2008

Były sekretarz generalny SLD Marek Dyduch dostał od Platformy Obywatelskiej miejsce w radzie nadzorczej państwowej spółki. Ma to być nagroda za to, że w marcu zagłosował za nowym marszałkiem z PO - informuje wyborcza.pl. Sprawa wywołała oburzenie opozycji, która mówi o korupcji politycznej.

Jak informuje serwis wyborcza.pl, Marek Dyduch 14 lipca dołączył do rady nadzorczej Walcowni Metali Nieżelaznych w Gliwicach, spółki zależnej od państwowego KGHM-u. Za udział w posiedzeniach rady przysługiwać mu będzie dieta w wysokości ok. 3,2 tys. zł. miesięcznie. Sam Dyduch nie ukrywa, że ma to związek z jego postawą w sejmiku.

Nie chcieli go w Sejmie, poszedł do sejmiku

Marek Dyduch to twarz SLD z epoki rządów Leszka Millera. W 2005 roku, kiedy władzę w niej przejął Wojciech Olejniczak, Dyduch nie został dopuszczony na listę wyborczą do Sejmu. W 2006 roku udało mu się jednak wywalczyć mandat radnego Sejmiku Województwa Dolnośląskiego, po czym we wrześniu 2007 roku wystąpił z SLD.

Dyduch poszedł do PSL i jest większość

Jak wyjaśnia wyborcza.pl, kiedy na początku tego roku w sejmiku doszło do przesilenia związanego z wymianą marszałka Andrzeja Łosia na Marka Łapińskiego i okazało się, że część radnych PO zmianie się sprzeciwia (ostatecznie czterech radnych odeszło z klubu), Platforma musiała szukać wsparcia u dotychczasowej opozycji. W wyniku politycznych gier Dyduch przystąpił do klubu PSL, a Jan Rymarczyk (SLD) i Elżbieta Zakrzewska (Unia Pracy) do klubu PO. Koalicja Platformy i PSL dzięki nowym nabytkom ma w sejmiku większość.

Dyduch: Propozycja wyszła od PO

Dziś, zdaniem opozycji, Platforma Obywatelska spłaca swoje długi za poparcie sprzed kilku miesięcy. - Propozycja objęcia miejsca w radzie wyszła od Platformy - przyznaje Dyduch w rozmowie z “Gazetą Wyborczą”. - Jej przedstawiciele mówili wprost, że mają ich trochę do dyspozycji i kiedy spytano mnie czy chcę radę nadzorczą, to się zgodziłem.

PO: Na zebraniach nie było o tym mowy

Przewodniczący sejmiku i członek dolnośląskich władz PO Jerzy Pokój na sugestie, że posada dla Dyducha to efekt jego politycznej wolty reaguje nerwowo: - Pierwsze słyszę, żebyśmy w ten sposób kogoś wynagradzali, na zebraniach partii w ogóle nie było o tym mowy. Zresztą on nie jest członkiem klubu PO tylko PSL. (tvn24.pl)

Kategoria: Co tam Panie w koalicji, Nasze mordy kochane | Komentarze: 17

Koszykówka obywatelska

Wysłane przez: iskier w dniu: 30/08/2008

Premier Donald Tusk słynie na cały kraj ze swojej miłości do sportu, a przede wszystkim do piłki nożnej, w którą gra przynajmniej raz w tygodniu. W obliczu tak wysportowanego polityka cała partia Platformy Obywatelskiej postanowiła stworzyć i dla siebie jakiś sport, aby nie pozostawać w tyle za swoim liderem.

Po kilku miesiącach trudu i wyjątkowo ciężkiej pracy, która uniemożliwiła jednoczesne rządzenie krajem któryś z polityków wpadł na wspaniały pomysł. PO postanowiło aktywnie grać w koszykówkę. Ale nie taką zwyczajną, z piłką i dwoma koszami. W wersji przygotowanej przez partię mamy tylko jeden kosz, a rolę piłki spełniają ustawy nadsyłane przez prezydenta.

Lech Kaczyński przesłał do Sejmu 8 projektów ustaw, z czego Platforma Obywatelska dwie skierowała do stosownych komisji, a kolejne trzy zostały już przez partię rzucone do kosza. Dotyczy to projektów: o spółdzielniach, o nadzorze nad rynkiem finansowym oraz o funduszu dla ofiar klęsk żywiołowych. Tak więc jest trzy do zera dla PO, a projekty wcale wadliwe nie były. Co więcej… ostatnie wydarzenia związane z huraganami w Polsce pokazały dosadnie, że projekt utworzenia funduszu był projektem, który mógł wielu rodzinom znacznie ułatwić dziś życie. A tak ustawa trafiła do kosza, rząd kombinuje skąd wziąć pieniądze, a na dodatek planuje wydać 8 mln złotych, aby stworzyć specjalne biuro, które miałoby się przypadkami klęsk zajmować. Więcej o tym projekcie można poczytać tutaj.

Rząd jednak na tym nie poprzestaje. Obecnie na celowniku jest prezydencki projekt nowelizacji ustawy o ochronie danych osobowych. I rząd planuje zarekomendować Sejmowi odrzucenie tego projektu już w pierwszym czytaniu, alternatywy jednak, ani żadnych rzeczowych argumentów przeciwko niej nie stawiając.

Złośliwi twierdzą, że jest to działanie przez PO podobne do tego, jakie ujawnił Witold Waszczykowski w sprawie tarczy antyrakietowej. Mianowicie Platforma nie chce dopuścić niczego, co może okazać się prezydenckim sukcesem. W przypadku tarczy antyrakietowej odsunięto termin podpisania umowy (rzekomo negocjując nowe, lepsze warunki). Do dziś jednak żaden specjalista różnic pomiędzy wersją umowy z lipca i sierpnia nie wykazał. W przypadku tych ustaw z kolei PO stara się najwyraźniej zablokować ustawy prezydenckie, aby umniejszyć jego działania. Jednak nie potrafią ani tych ustaw skrytykować, ani nie mają swoich, alternatywnych projektów (chociaż tak twierdzą). Przypominają mi się pierwsze miesiące rządów PiSu, kiedy Platforma Obywatelska wychodziła z obrad Sejmu, albo w najlepszym wypadku głosowała wedle starej zasady: “Nie, bo nie”.

Wielu posłów dopatruje się tu nie tylko umniejszania roli prezydenta, ale także i wojny między Prezydentem i premierem. Wszak i prezydent wetował kilka ustaw, jednak w tym meczu wyraźnie prowadzi PO. Różnica jednak polega na tym, że prezydent w każdej wetowanej ustawie potrafił wykazać uchybienia… mało tego, potrafił to zrobić nawet Grzegorz Napieralski z SLD, a za przykład można tu podać rządowy projekt nowelizacji ustawy medialnej. Platforma Obywatelska z kolei projekty prezydenckie rzuca do kosza, ale nie potrafi powiedzieć… dlaczego.

W zasadzie 9 na 10 koszykarzy także nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, dlaczego rzuca do kosza. Jedyną powtarzającą się odpowiedzią jest: “Aby wygrać mecz”.

Jednak polityka to nie sport, a tego najwyraźniej politycy Platformy zrozumieć nie potrafią. Kiedy znajdzie się ktoś, kto wyjaśni im, że interes Polski jest ważniejszy niż interes ich drużyny? (WTQ)

Kategoria: Analiza | Komentarze: 6

Moskwa przypomni Tuskowi, jaki dostał prezent

Wysłane przez: admin w dniu: 29/08/2008

Rosja powinna “rozgrywać spory między prezydentem Kaczyńskim a premierem Tuskiem”. Tak sugeruje dziennik “Kommiersant”. Najlepiej jest postraszyć Tuska odebraniem prezentu, który dostał od Moskwy, czyli zagrozić przywróceniem embarga na polskie mięso. Złamanie Polski ma służyć uzyskaniu jak najbardziej “bezzębnej” rezolucji Unii Europejskiej.

“Premier Tusk wyraźnie nie jest zainteresowany wznowieniem embarga i właśnie on jest najbardziej akceptowalnym dla Moskwy rozmówcą w Polsce” - ocenia dziennik. Rozgrywanie polskich sporów powinno się, według “Kommiersanta”, opierać się na straszeniu szefa polskiego rządu szlabanem dla naszego mięsa.

W opinii rosyjskiej prasy byłoby to odebranie prezentu. Gazeta wyjaśnia, że “szefowi polskiego rządu może przypomnieć prezent, podarowany mu po tym, jak w fotelu premiera zastąpił brata-bliźniaka obecnego prezydenta - Jarosława Kaczyńskiego”.

“W imię podjęcia rozmów na temat umowy o partnerstwie i współpracy z UE Rosja zniosła wówczas embargo na polskie produkty rolne. Teraz nic nie stoi na przeszkodzie, aby Rosja znów zakazała importu polskiego mięsa, gdyż o jakimkolwiek porozumieniu o partnerstwie i współpracy z Europą i tak już nie ma mowy” - tłumaczy “Kommiersant”.

Gazeta przypomina, że “tradycyjna droga współdziałania Rosji z UE zakłada powodowanie rozłamu w szeregach Europejczyków, aby na szczycie liderzy Unii Europejskiej ugrzęźli w sporach i nie mogli przyjąć jednolitego stanowiska”. Najłatwiej zacząć od Polski, bo tu i tak jest trudno o jednomyślność. “Moskwa może też pracować z Polską, a konkretnie - rozgrywać spory między prezydentem Lechem Kaczyńskim a premierem Donaldem Tuskiem” - pisze gazeta. (dziennik.pl)

Kategoria: Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 35

Tusk dotuje Rydzyka

Wysłane przez: admin w dniu: 29/08/2008

Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska wypłaci dotację o. Tadeuszowi Rydzykowi – dowiedział się DZIENNIK. Nie będzie to jednak 27 mln zł na badania geotermalne, ale „zaledwie” 1,2 mln zł na nowy kierunek studiów w szkole medialnej redemptorysty.

W okresie rządów PiS dyrektorowi Radia Maryja zostały przyznane wielomilionowe państwowe dotacje na prowadzone przez niego dzieła. Najwięcej, bo ponad 27 mln, dostał na poszukiwania wód geotermalnych. Jego wyższa szkoła medialna miała otrzymać 15 mln dotacji z Unii Europejskiej.

Ponadto Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska postanowił współfinansować sumą 1,2 mln zł nowy kierunek studiów na uczelni o. Rydzyka. Gdy władzę objęła PO, zapowiedziała, że dokładnie przyjrzy się, czy te środki zostały przyznane zgodnie z prawem. Wkrótce odpowiednie agendy rządowe odstąpiły od wypłacenia dwóch największych dotacji, tłumacząc tę decyzję m.in. niespełnieniem wymogów przez podmioty związane z o. Rydzykiem.

Okazało się, że także najmniejsza dotacja - 1,2 mln zł na nowy kierunek studiów - nie została wypłacona. Alarm z tego powodu podniósł wczoraj w “Naszym Dzienniku” dyrektor Radia Maryja i oskarżył rząd Tuska o świadome działania “przeciwko Radiu Maryja i wszystkim dziełom przy nim powstałym”. Redemptorysta poszedł jeszcze dalej i podkreślił: “To jest gorsze w tej chwili od komunizmu”. Po czym z nostalgią wspominał: “W komunizmie ludzie mogli przynajmniej odwołać się do pierwszego sekretarza”.

Tymczasem rzecznik prasowy Funduszu Witold Maziarz wyjaśnia nam, że rzeczywiście środki nie zostały przelane, ale z powodu niespełnienia wymogów formalnych przez uczelnię, np. dopiero 7 lipca szkoła przesłała komplet niezbędnych dokumentów. Jednak przeszkody zostały pokonane. “Zarząd Funduszu podjął wczoraj decyzję, że pieniądze dla wyższej szkoły medialnej w Toruniu mogą zostać przekazane” - zapewnia Maziarz. (dziennik.pl)

Kategoria: Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 19

Ministerstwo pomyliło się w rachunkach o 2 mld zł

Wysłane przez: admin w dniu: 28/08/2008

Do końca czerwca z funduszy unijnych wydaliśmy 82,5 proc. z dostępnej puli na lata 2004 – 2006, a nie jak wcześniej podawano – 89,3 proc. - informuje “Rzeczpospolita”.

Kilka dni temu Ministerstwo Rozwoju Regionalnego poinformowało, że zmieni sposób liczenia poziomu wykorzystania funduszy unijnych na lata 2004 – 2006. Resort uznał, że dotychczasowa metoda, w związku z szybkim umacnianiem się złotego, była na tyle nieprecyzyjna, że nie było wiadomo dokładnie, ile pieniędzy zostało jeszcze do wydania. O problemach MRR z liczeniem pisała “Rzeczpospolita”.

Okazuje się, że resort dokonał stosownych przeliczeń jeszcze pod koniec lipca. Dotychczas jednak nie upublicznił swoich analiz. “Rzeczpospolita” dotarła do tego dokumentu. Wynika z niego, że skala błędu jest duża. Wedle wcześniejszych obliczeń Polska na lata 2004 – 2006 otrzymała z UE ok. 29 mld zł, według obecnych kwota ta wzrosła do 31,5 mld zł. Tym samym poziom wykorzystania funduszy spadł z 89,3 proc. podawanych wcześniej do 82,5 proc. Najnowsze rachunki MRR pokazują też, że do wydania zostało nam nie ok. 2 mld zł, jak sądzono, ale 5,5 mld zł. (onet.pl)

Kategoria: Co tam Panie w koalicji | Komentarze: 7

Razem z Tuskiem brońmy Cenckiewicza

Wysłane przez: admin w dniu: 28/08/2008

Znów słychać pomrukiwania Platformy Obywatelskiej, grożącej zmianami w ustawie o Instytucie Pamięci Narodowej. - Zapisy w ustawie o IPN dają możliwości politycznej gry wokół akt - twierdzi szef MSWiA Grzegorz Schetyna. - IPN to pisowska instytucja - basuje mu wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski.

Powtarzano to już setki razy, ale warto to zrobić raz jeszcze - Instytut Pamięci Narodowej wydaje setki bardzo różnorodnych książek, pracuje w nim wielu historyków o bardzo różnych poglądach. A szefem IPN jest historyk, którego jeśli z kimś politycznie kojarzono, to z Janem Rokitą, dawniej jednym z liderów PO.

Czołowi politycy Platformy nie dają jasnej odpowiedzi, co należy w Instytucie zmienić. Zachowują się, jakby mieli już winnego, a dopiero szukali na niego paragrafu. Deklarują, że nie zamierzają robić w ustawie rewolucji. Możliwe więc, że do ustawy zechcą dopisać tylko jeden artykuł, o następującym brzmieniu: “Publikacje IPN mogą przedstawiać Lecha Wałęsę wyłącznie w pozytywnym świetle”.

Mówiąc poważniej: w tej sprawie rzeczywiście toczy się ważna polityczna gra. Ustawa w obecnym kształcie pozwoliła ujawnić dokumenty, które budzą poważne podejrzenia, iż na początku lat 70. młody Wałęsa podjął współpracę z SB. PO zdaje się mówić: skoro pozwalają na to przepisy - tym gorzej dla przepisów. Bo Lech Wałęsa to współtwórca III Rzeczypospolitej i wspierający bliską Platformie wizję Polski polityk. Może się przydać zarówno w codziennych przepychankach, jak i w kampanii parlamentarnej oraz prezydenckiej.

Zawsze pozostaje nadzieja, że słowa Grzegorza Schetyny to tylko czcze pogróżki, w dodatku nieskonsultowane z premierem. Przecież szef rządu niedawno zapowiadał, iż “będzie walczył, aby tacy ludzie jak Cenckiewicz mogli pisać książki”.

Skoro w obronie wolności badań naukowych i Sławomira Cenckiewicza chce walczyć Donald Tusk - to wypada tylko dołączyć do premiera. Nawet jeśli jego przeciwnikiem jest wicepremier Schetyna. (Rzeczpospolita)

Kategoria: Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 19

Pijany Drzewiecki w TVP?

Wysłane przez: admin w dniu: 27/08/2008

Ogladałem dzis rano program “Kwadrans po ósmej”, w którym występował m.in. minister sportu Mirosław Drzewiecki z PO. Patrząc na jego zaczerwienioną twarz i nieco bezsensowne oraz lekko bełkotliwe wypowiedzi podejrzewałem, że to skutki zmiany klimatu z pekińskiego na warszawski, przemęczenie podróżą i zmianą czasu.

Podzieliłem się obserwacjami ze znajomym dziennikarzem i nawet nie wiedziałem, że wykona on z ciekawości kilka telefonów. Tym większe było moje zdziwienie, gdy przed chwilą zadzwonił do mnie z informacją, że od dziennikarzy TVP dowiedział się, że minister Drzewiecki był po prostu podpity.

Według relacji, przyszedł do studia chwilę przed programem i próbował wylewnie przywitac sie z E. Jakubiak, która także uczestniczyła w programie. Ta uciekła od niego a raczej od jego nieświeżego oddechu. Więc usiadł w reżyserce prosząc o wodę a kiedy po zwyczajowym pudrowaniu został zaproszony do studia żartobliwie odmówił, twierdząc, ze mu wygodnie tam gdzie siedzi.

W trakcie programu wypowiadał sie dość nieskładnie co widziałem ja a czego niestety jeszcze nie można obejrzeć na stronach iTVP. Mam nadzieje, że niedługo dzisiejszy program, pojawi sie w internecie żeby każdy mógł sie sam przekonać.

Bo jesli prawdą jest, że minister sportu przyszedł do TVP mocno “wczorajszy” to jest to skandal. Tym większy, że wpisujący sie w ciąg alkoholowych libacji działaczy olimpijskich w Pekinie oraz doniesień o pijaństwie wśród trenerów szermierki, piłkarzy i rzeszy działaczy sportowych.

W tym kontekście, potwierdzenie informacji o pijanym Drzewieckim w TVP powinno skutkowac jego natychmiastowa dymisją. Jak bowiem pijak nie wstydzący sie wystepować w telewizji po spozyciu moze zwalczac alkoholizm wśród działaczy sportowych czy wśród samych zawodników? Czy można liczyć na to, że alkoholowe ekscesy w środowisku sportowym zostana ukrócone jeśli sam szef sportu w Polsce chleje na potege?

Czy premier Tusk zachowa się jak trener Leo Beenhaker, wyrzucający z kadry najlepszych piłkarzy za alkohol czy zachowa się jak piłkarz, który wie o pijackich wyczynach kolegów z druzyny ale w imie źle pojetej solidarności nie piśnie słówkiem zamiatając sprawę pod dywan?

Bo jeśli dzisiejszy wystep był rzeczywiście w “stanie odświętnym” to juz dokładnie wiadomo, że żarty, które robią sobie z Drzewieckiego Mazurek&Zalewski we Wprost, inicjując akcję wysyłania ministrowi ogórków kiszonych na kaca nie są przypadkowe i bezzasadne.

Niestety, po rozmowie z kolegą dziennikarzem (ogólnopolskiej gazety) jestem przekonany, że dzisiejszy skandal nie zostanie nagłośniony. Zapytany bowiem czy będzie z tego tekst ciężko westchnął mówiąc: “nie spodziewam się”.

A ja czekam co takiego musi się wydarzyc żebym wreszcie dowiedział się dlaczego Drzewiecki w niektórych środowiskach ma ksywke “biały nosek”. (Clark Nova)

Kategoria: Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 19

Puste obietnice koalicji

Wysłane przez: admin w dniu: 27/08/2008

Każdy będzie mógł swobodnie dysponować kapitałem z OFE — kusiła PO w kampanii. I co? Kolejny blef.

Koniec złudzeń dla tych, którzy wierzyli, że przechodząc na emeryturę, zdecydują, czy nawet kilkaset tysięcy złotych zgromadzonych w otwartym funduszu emerytalnym (OFE) wypłacą jednorazowo, czy w postaci comiesięcznej emerytury małżeńskiej. Wczoraj rząd przyjął ustawę o funduszach dożywotnich emerytur kapitałowych, która dopełnia wizję przyszłych emerytur. Przechodzący na emeryturę nie będzie miał wyboru — dostanie tylko indywidualną emeryturę dożywotnią. Po śmierci niewykorzystany kapitał nie będzie dziedziczony. Propozycja rządu jest bardzo daleka od stanowisk, jakie prezentowały PO i PSL podczas kampanii wyborczej.

— Emeryt powinien swobodnie dysponować swoimi pieniędzmi. Jeśli uzna, że emerytura z I filara mu wystarczy, to powinien móc wypłacić tę z OFE i dowolnie zainwestować. Jeśli nie całość, to część kapitału — mówił na naszych łamach w kwietniu 2007 r. Zbigniew Chlebowski, ówczesny wiceprzewodniczący klubu parlamentarnego PO.

— Emeryt powinien mieć możliwość wyboru. Emerytura małżeńska niweluje niekorzystną sytuację kobiet — wtórował mu Mieczysław Kasprzak, poseł PSL.

Wiele wskazuje na to, że rządowa wersja wypłaty z OFE wywoła gniew przyszłych emerytów.

— Emerytury będą niskie, co będzie dla społeczeństwa dużym rozczarowaniem. Brak możliwości wyboru formy emerytury pogłębi rozgoryczenie. Tym bardziej że rząd nie robi nic, by zachęcić do odkładania w trzecim filarze — mówi Agnieszka Durlik-Khouri, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej.

Z naszego rozliczenia przedwyborczych obietnic wynika, że rozczarowanych rządami PO może przybywać. Partia zapowiadała obniżenie podatków, w tym zniesienie podatku Belki i wprowadzenie liniowego. Po wyborach od tego odstąpiła. Przedsiębiorcy, którym PO w dużej mierze zawdzięcza zwycięstwo, czekają na nową ustawę o VAT i wprowadzenie euro. Tu też na obietnicach się skończyło.  (Puls Biznesu)

Kategoria: 10 cudownych obietnic | Komentarze: 28

Schetyna awansował oszusta?

Wysłane przez: admin w dniu: 27/08/2008

Szef MSWiA Grzegorz Schetyna awansował policjanta, któremu prokuratura postawiła zarzut oszustwa. O nominację, mimo wiedzy o toczącym się śledztwie, wnioskował komendant lubuskiej policji.

Na początku 2007 r. biuro spraw wewnętrznych (komórka badająca nieprawidłowości w policji) rozpoczęło postępowanie wobec Wojciecha W., szefa policyjnych związków w Gorzowie Wlkp. Sprawą zajęła się też leszczyńska prokuratura. Chodziło o podejrzenia, czy W. pobierał fikcyjne delegacje, gdy w latach 2005-06 oprócz etatu związkowca, pełnił funkcję szefa komendy w Nowej Soli - wyjaśnia gazeta.

Powołany przez prokuraturę biegły uznał, że W. mógł oszukać komendę na około 20 tys. zł. Tyle miał otrzymać za przejazdy służbowe, które mu się nie należały. Miał też używać do celów prywatnych służbowego samochodu. Postępowanie wobec związkowca było w gorzowskiej komendzie tajemnicą poliszynela. Nawet on sam nie ukrywał, że biuro spraw wewnętrznych “węszy za nim”. Od początku twierdził jednak, że to spisek za jego działalność związkową.

Jak ustaliła “GW”, o możliwości postawienia policjantowi zarzutów prokuratura informowała szefostwo gorzowskiej komendy. Wiedziało o tym również biuro spraw wewnętrznych, które podlega bezpośrednio KG Policji. Jednak nieoczekiwanie w maju tego roku lubuski komendant wojewódzki Marek Bronicki wysłał do szefa MSWiA wniosek o wcześniejszy awans dla Wojciecha W.

Związkowiec miał awansować na stopień podinspektora. Skorzystał ze specjalnej procedury, bo zgodnie z wysługą lat taki awans na razie mu się nie należał. W. Dostał dzięki temu wyższe uposażenie i emeryturę po zakończeniu służby. Szef MSWiA Grzegorz Schetyna wniosek podpisał. Nominacja miała zostać wręczona pod koniec lipca.

Tymczasem prokuratura już na początku lipca była gotowa do postawienia zarzutów W. Lista długa: oszustwo, poświadczenie nieprawdy i przekroczenie uprawnień. Ale ten nie odbierał wezwań, a 29 lipca pojechał na Święto Policji, gdzie odebrał awans. W prokuraturze pojawił się dopiero dwa dni później. Po usłyszeniu zarzutów zgodnie z przepisami został zawieszony w pracy przez tego samego komendanta, który wnioskował o jego awans. (dziennik.pl)

Kategoria: Nasze mordy kochane | Komentarze: 22

Kaczyński zawsze o krok przed Tuskiem

Wysłane przez: admin w dniu: 26/08/2008

W ostatnich tygodniach Lech Kaczyński radykalnie zmienił swój wizerunek. Nie chodzi tylko o to, że prezydent stał się bardziej otwarty na media i udziela wywiadów, z których dowiadujemy się, że nikt inny a właśnie on rządził od początku kadencji polską polityką zagraniczną, a premier Marcinkiewicz był tylko “malowanym premierem”, bo i tak o wszystkim decydujące zdanie miał Lech Kaczyński.

W ostatnich tygodniach Lech Kaczyński radykalnie zmienił swój wizerunek. Nie chodzi tylko o to, że prezydent stał się bardziej otwarty na media i udziela wywiadów, z których dowiadujemy się, że nikt inny a właśnie on rządził od początku kadencji polską polityką zagraniczną, a premier Marcinkiewicz był tylko “malowanym premierem”, bo i tak o wszystkim decydujące zdanie miał Lech Kaczyński.

Chodzi raczej o to, że od jakiegoś czasu prezydenta rzeczywiście niewątpliwie najbardziej interesuje polityka zagraniczna. Swoje mocne zdanie na temat Gruzji wyraził na wiecu w Tbilisi, jednocześnie stara się być liderem państw wschodnich na europejskiej scenie politycznej. Słowem - zaangażowanie Lecha Kaczyńskiego na arenie międzynarodowej stało się bardzo widoczne. (…)

A w ostatnich tygodniach udaje mu się nawet robić ze swych politycznych konkurentów małych chłopców i zarazem skutecznie podkreślać własną ważność. Lech Kaczyński dość zręcznie przypina łatki swoim politycznym przeciwnikom - wygłaszając odważne teorie, że np. premier Tusk w ogóle nie nadaje się na polityka, a minister spraw zagranicznych ma prorosyjski punkt widzenia.

Widzimy więc, że tak jak do niedawna Lech Kaczyński nie ukrywał, że prezydentura go męczy, tak teraz polubił tę funkcję i pewnym krokiem rusza do kolejnych wyborów prezydenckich. Mimo że obecne sondaże - jak ten opublikowany wczoraj przez DZIENNIK - ujawniają spory sceptycyzm Polaków wobec odmiany wizerunku prezydenta, trzeba wziąć pod uwagę, że nastroje społeczne są zmienne.

Tak samo było z nastawieniem społeczeństwa do instalacji amerykańskiej tarczy antyrakietowej. Podobnie było także z ostatnimi wyborami prezydenckimi, przed którymi Donald Tusk bił w sondażach na głowę Lecha Kaczyńskiego, a jednak w drodze głosowania ostatecznie z nim przegrał.

Z pewnością w ostatnich dniach dzięki swojemu zaangażowaniu w sprawie Gruzji Lech Kaczyński znacznie podniósł swoje notowania. Ciągle pozostaje jednak problem dość dużej niechęci Polaków do jego brata - Jarosława Kaczyńskiego - co pewnie w jakimś stopniu przekłada się na osobę prezydenta. Mimo wszystko uważam, że jeśli tylko Lech Kaczyński wyraźnie udowodni swoją samodzielność, zaistnieje szansa, że nastroje wobec jego osoby ulegną zmianie na lepsze.

W tej chwili bowiem prezydent Kaczyński jest w kwestiach dotyczących polityki międzynarodowej niemal zawsze o krok przed premierem Donaldem Tuskiem. (Monika Olejnik)

Monika, ach Monika… masz przechlapane na Dworze Słońca Peru. Wielki Don(ald) nie przebacza zdrady.

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Media (po)mogą | Komentarze: 32