Konkurs #1: “Co myśli Płemieł?”
Wysłane przez: admin w dniu: 30/04/2008
Czekamy na propozycje!
Kategoria: Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 65
Wysłane przez: admin w dniu: 30/04/2008
Czekamy na propozycje!
Kategoria: Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 65
Wysłane przez: admin w dniu: 30/04/2008

Czekamy na propozycje!
Kategoria: Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 48
Wysłane przez: admin w dniu: 30/04/2008
Czasy komunizmu to czasy łamania ludzkich charakterów. To czasy, gdy szantażem lub groźbą zmuszano ludzi do zachowań, na które w normalnym świecie nie byliby pokuszeni. To przeszłość, która szczęśliwie odeszła. Ale wraca. I teraz ważne jest nie tylko to, co wtedy się zdarzyło, ale także to, co dzieje się dziś.
Na ciężkie próby wystawieni zostali Andrzej Krawczyk, były minister w kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego i Michał Boni, minister w kancelarii Donalda Tuska. Historia postawiła ich w sytuacji ekstremalnej, której usiłowali sprostać.
Zachęcanie ich do publicznej ekspiacji i rozgrzebywania starych ran - bo przecież nie popełnili żadnej zbrodni, nikogo nie skrzywdzili - to zmuszanie ich do powtarzania i przeżywania wciąż na nowo tamtej sytuacji. Przecież to oni byli ofiarami, a nie katami. (…)
Z przeszłością można się mierzyć na różny sposób. Dotyczy to nie tylko tych, którzy przeżywają swoje prywatne piekło, ale także tych, od których dziś zależy ich przyszłość. Gdy Michał Boni wyznał swoje grzechy, wydawało się, że jego kariera publiczna została zakończona, choć trudno znaleźć lepszego specjalistę od problemów społecznych. Jednak Donald Tusk potrafił się wznieść ponad przeszłość. Nie ukrywał, że wyznanie Michała Boniego było dla niego wstrząsem. Ale nie postawił się w roli ostatecznego sędziego. Gdyby wybrał inną drogę, byłoby to zwycięstwo tamtego systemu zza grobu. Nawet zżymając się na patos, można powiedzieć, że wybrał drogę przebaczenia. (…)
Chcemy żyć w państwie sprawiedliwym i w takim, w którym zasada miłości i miłosierdzia wobec człowieka jest ważniejsza niż osobiste urazy. A tymczasem prezydent skazuje takich ludzi jak Andrzej Krawczyk na bezterminową publiczną banicję. Przecież to zwyczajnie i po ludzku okrutne. Okrutni byli esbecy zmuszający do współpracy, dziś okrucieństwo wraca, ale ubrane w inną postać.
Są różne drogi rozliczeń z przeszłością. Wybieram drogę Tuska, który daje szansę. Odrzucam okrucieństwo, ono nigdy nie prowadziło do dobra, lecz zawsze do zła. (Katarzyna Kolenda-Zaleska: “Na klęczkach we włosiennicy?”)
Kolenda-Zaleska już dawno wybrała JEDYNĄ WŁAŚCIWĄ drogę. Drogę światła, miłości, przebaczenia. Drogę Michnika, Kiszczaka, Kwaśniewskiego, Mazowieckiego, Tuska. Drogę Gazety Wybiórczej, WSI24, Polszmatu. A którą drogę TY wybierasz, drogi Czytelniku?
Kategoria: Media (po)mogą | Komentarze: 24
Wysłane przez: admin w dniu: 30/04/2008
Interesuje mnie jak czują się wyborcy PO pół roku po wyborach. Platforma okazała się partią postkomunistyczną, sympatycy PO - jakich pamiętam - za postkomunizmem nie przepadali, można by więc przypuszczać, że czują się zawiedzeni. Takich głosów jednak nie słychać, i to mnie dziwi. (…)
Platforma dokonała zwrotu strategicznego. Niegdyś jej diagnozy III RP przypominały diagnozy PiS (a bywały ostrzejsze). A dziś? PO z roku 2005 i PO z roku 2008 to - niemal - dwie różne formacje… Piszę “niemal”, bo resztki sanacyjnej retoryki PO błąkają się gdzieś na marginesie. Od czasu, do czasu ten czy ów polityk Platformy (najczęściej Gowin) powie , że “Polska Rywina” była na najlepszej drodze, by stoczyć się w “kierunku bananowej republiki” (Rz. 27.11.2007). Są to jednak tylko słowa, do tego - padające od święta. Na co dzień, króluje raczej retoryka “powrotu do normalności”, przy tym “nienormalnością” są “ostatnie dwa lata”, wychodzi więc na to, że “normalna” była staczająca się w kierunku republiki bananowej III RP…
Ale nie to jest najdziwniejsze. Bo oto, wraz z Platformą “zwrotu retorycznego” dokonał jej elektorat. I to do tego stopnia, że, od pewnego czasu, nie jestem w stanie odróżnić sympatyka PO od sympatyka SLD. Jednych i drugich zajmuje wyłącznie wykańczanie PiS… (…)
PO zaś miała być “lepszym PiS-em”. Tacy byli platformersi jeszcze niedawno… Dziś, (jeśli pominiemy any PiS-owską furię), są to raczej “zmęczeni liberałowie” w stylu Cezarego Michalskiego… To nazwisko pojawia się nie przypadkiem. “Dziennik”, w którym Michalski jest ważną figurą, stał się wszak główną kuźnią ideologii “postideologiczności”. Odnotujmy, że ta ideologia dziwnie gładko splata się z praktyką polityczną panującego nam miłościwie reżimu. Przekonanie o “końcu ideologii” pasuje jak ulał do “krucjaty miłości” wykoncypowanej przez spindoktorów Donalda Tuska. Produkcje Michalskiego i Krasowskiego dostarczają więc “głębszego” uzasadnienia dla strategii marketingowej Platformy Obywatelskiej. Amorficzność PO, zdaniem filozofów z “Dziennika” oddaje po prostu ducha postideologicznej nowoczesności. I - co zaskakujące wobec ich wcześniejszych sanacyjnych odlotów - sympatycy PO zdają się łykać te pomysły… Wczoraj chcieli burzyć trony, dziś zadowala ich ciepła woda w kranie (plus igrzyska w stylu: “PiS dla lwów!”). (tad9)
Kategoria: 10 cudownych obietnic, Analiza, Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 15
Wysłane przez: admin w dniu: 30/04/2008
Bogusław Chrabota zastanawia się dziś nad teorią low politics i przyczynami dla których Monika Olejnik woli ostatnio Dodę niż polityków. Ostatecznie Chrabota stwierdza, że przesadzone są opinie o odchodzeniu mediów od polityki. Zauważa jednak, iż Media po prostu wyczuwając pojawiające się na różnych płaszczyznach trendy szukają nowych dróg i form wypowiedzi.Warto zauważyć, że „nowych form wypowiedzi” media zaczęły szukać nagle - w tym roku. Jeszcze kilka miesięcy temu polityka wylewała się z niemal każdego programu telewizyjnego oraz ze stron wszystkich gazet. I nagle zapanowała Miłość - którą już dobrze znamy, więc nie będę się teraz rozwodził o jej cechach.
Ta Miłość, jeśli będzie nadal kontynuowana, zada mediom potężny cios. Już można dostrzec, o czym wspomina Chrabota, spadek zainteresowania telewizyjnymi programami informacyjnymi. Chrabota tłumaczy to wiosną, ale jak w takim razie wyjaśni ogromne spadki na rynku prasy? W lutym tego roku „Gazeta Wyborcza” sprzedała się w liczbie 30 tys. egzemplarzy mniej niż w lutym 2007, a „Dziennik” - 60 tys. mniej. Tego bynajmniej nie można wyjaśnić pogodą.
To Miłość jest przyczyną. Ona i brak zrozumienia redaktorów dla natury Polaków. (Rybitzky)
Kategoria: Media (po)mogą | Komentarze: 14