Wysłane przez: admin w dniu: 04/04/2008
„Nasz Dziennik” informuje, że aż dziewięciu dziennikarzom tego pisma odmówiono wydania stałych przepustek umożliwiających pracę w parlamencie. Wstępu w kuluary, najatrakcyjniejsze miejsce pracy każdego sejmowego fotoreportera, odmówiono m.in. Markowi Borawskiemu, który od dziesięciu lat codziennie dokumentował pracę posłów i senatorów, oraz Arturowi Kowalskiemu, analizującemu najważniejsze wydarzenia polityczne. Podobnie potraktowano reporterów i operatorów Telewizji Trwam. Wszystko pod pretekstem zmian w regulaminie Kancelarii Sejmu, określającym zasady pracy dziennikarzy. I tu cisza zapanowała – nie słychać głosów solidarności ze strony innych dziennikarzy.Decyzję podjął Jarosław Szczepański, szef Biura Prasowego Kancelarii Sejmu. Brak stałej przepustki oznacza ograniczenie do przepustki jednorazowej – wydawanej zwykłym gościom w Sejmie i dającej dostęp tylko do pokoju dziennikarskiego i do galerii. Takich ograniczeń nie wprowadziły ani AWS ani SLD ani PiS wobec przedstawiciela żadnego z mediów. Pamiętam opowieści lewicowo-liberalnych redaktorów jak to prześladowano ich rzekomo za rządów PiS. Największą represją było ujawnienie współpracy z agenturą PRL Milana Suboticia, dyrektora programowego TVN.
Wszyscy widzieli pokazówki jak znani dziennikarze zamykali się w klatce by bronić jednego redaktora pisma lokalnego skazanego na karę więzienia za odmowę wykonania wyroku sądowego. A ten niesamowity jazgot gdy raz media Ojca Dyrektora dostały newsa na wyłączność przy podpisywaniu paktu stabilizacyjnego. Przejrzałem portale „Gazety Wyborczej” i TVN 24 – i nic. Również na stronie „Dzienika” nie widziałem wiadomości. No tak – wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre zwierzęta są równiejsze od innych. (ZaPiS Śląski)
Kategoria: Media (po)mogą | Komentarze: 35
Wysłane przez: admin w dniu: 04/04/2008
Mamy kraj prawników, którzy zagwarantowali sobie przywileje materialne, a kiedy ktoś chce ich zmusić do obrony sprawiedliwości, podnoszą krzyk, że to zamach na demokrację” - mówi w “Fakcie” rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski. Czy zatem minister Ćwiąkalski będzie miał dość determinacji, by wystąpić przeciw patologiom? “Trudno takiej determinacji oczekiwać od kogoś, kto się wywodzi ze środowiska” - opdowiada rzecznik.
Czy minister Ćwiąkalski, który do niedawna sam był członkiem korporacji adwokackiej, będzie miał dość determinacji, żeby wystąpić przeciwko tym patologiom?
Wątpię. Trudno takiej determinacji oczekiwać od kogoś, kto się wywodzi ze środowiska. Zwłaszcza że przecież do tej korporacji powróci. Testem stosunku ministra Ćwiąkalskiego do patologicznej sytuacji będzie jego reakcja na moje pisma dotyczące zapowiadanego strajku sędziów czy przewlekłości niektórych postępowań. (…)
Tymczasem minister Ćwiąkalski storpedował plany, aby doradcom prawnym przyznać uprawnienia do występowania przed sądami.
Nic dziwnego - to by była konkurencja dla korporacji adwokackiej. Korporacje prawnicze są przeciwne każdemu upowszechnieniu dostępu do usług prawniczych, ale na to nie można się godzić. Chodzi nie tylko o dostęp do zawodu, ale także o dostępność usług prawniczych, o które w Polsce jest wyjątkowo trudno. I tutaj zapowiadam swoje działania. (dziennik.pl)
Kategoria: Analiza, Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 15
Wysłane przez: admin w dniu: 04/04/2008
Według projektu PO firmy ubezpieczeniowe będa mogły kupić informacje o stanie zdrowia pacjentów. “Przecież wielu pracodawców zapłąci za tego typu wiedze wielkie pieniądze - ostrzega opozycja.Przychodnie, szpitale i prywatni lekarze będą mogli handlować informacjami o naszym zdrowiu z firmami ubezpieczeniowymi. Ubezpieczyciele dowiedzą się, na co się leczymy albo jakie przeszliśmy operacje. Przewiduje to projekt ustawy o dobrowolnych ubezpieczeniach zdrowotnych, który zgłosili posłowie PO. W przyszłym tygodniu zajmie się nimi sejmowa komisja.
Opozycja już zapowiada, że nie zgodzi się na taki pomysł: “Co chwila słyszy się, że skądś wyciekają dane. Tymczasem chodzi tu o niezwykle wrażliwe dane, a zarazem cenne np. dla pracodawców. Wielu z nich gotowych jest zapłacić wielkie pieniądze za tego typu wiedzę o nas” - mówi Marek Balicki poseł LiD. Poseł zwraca uwagę, że firmy będą przechowywały nasze dane nawet wtedy, gdy nie podpiszemy umowy albo wycofamy się z niej po krótkim czasie.
“Choroby są różne, m.in. intymne. Nie może być tak, że firmy ubezpieczeniowe przechowują te dane latami” - dodaje równie sceptyczny do pomysłu Andrzej Sośnierz, poseł PiS. Według niego, handel danymi zdrowotnymi nie jest potrzebny. “Firmom powinna wystarczyć sama ankieta dotycząca stanu zdrowia” - mówi.
Posłowie opozycji domagają się wyjaśnień od ministra zdrowia Ewy Kopacz. Chcą wiedzieć, jak resort zamierza chronić informacje o stanie zdrowia pacjentów. Ale resort w kontrowersyjnych zapisach nie dostrzega zagrożenia. (dziennik.pl)
Kategoria: 10 cudownych obietnic | Komentarze: 12