Tusk przechodzi do planu “B”?
Wysłane przez: admin w dniu: 07/02/2008
Tylko pozornie wyniki sondażowe z poparciem w okolicach 50% zapewniają premierowi spokój. W rzeczywistości Donald Tusk wydaje się być zmęczony rządzeniem, przerażony wizją masowych protestów i sparaliżowany zagrożeniami politycznymi. Czy nie jest tak, że już Tusk przygotowuje sobie grunt pod rezerwowy plan? Czyżby, postawię tutaj dość odważną tezę, prezydentura w 2010 przestała być jedynym rozwiązaniem branym pod uwagę?
Donald Tusk miał zapewne o sobie bardzo dobre zdanie zwyciężając w zeszłorocznych wyborach. Zdaje się dopiero teraz dostrzegać, co sam sobie zafundował. Po pierwsze nie ma żadnych ustaw, żadnych szaf nimi zapełnionych, o czym politycy Platformy nas zapewniali. Dzisiaj widać wyraźnie, było to po prostu bezczelne kłamstwo. PO wydaje się być tak bardzo sparaliżowana rządzeniem i tak mocno pochłonięta obsadzaniem stołków, że na tym wyczerpuje się cała energia, a posłowie, oraz ministrowie są przekonani o swojej „ciężkiej” pracy.
Po drugie totalną klapą zakończyło się powołanie tzw. „rządu fachowców”, które to rozwiązanie było wynikiem pierwszego problemu. Tyle, że rzekomi specjaliści też nie mają żadnych rozwiązań, więc mamy totalny zastój. Z lubością zapraszany do telewizji Kazimierz Kutz podkreśla, że „dobre ustawy się pisze kilka miesięcy”. Przesada, ale nawet jeżeli to ponawiam pytanie, co PO robiła zasiadając w ławach opozycji?
Po trzecie w rządzie dochodzi do coraz większej ilości scysji na linii PO- PSL. Tyle, że dzisiaj media takimi „głupotami” nie zaprzątają głowy Polakom. W końcu to nie PiS jest przy władzy.
Po czwarte w samej PO też nie ma spokoju. Wiele grupek mniejszych i większych jest zawiedziona, wielu pojedynczych polityków rozczarowanych, o części osób w ogóle zapomniano.
Po piąte nie da się gasić społecznych protestów tak jak to robił premier Turski z serialowej „Ekipy”. Tuskowi się trochę w głowie pomieszało, ale już zaczyna sam dostrzegać ten problem skoro w dość zabawny sposób Platforma stara się przekonać opinię publiczną, że to PiS inspiruje rzekome strajki.
Po szóste poparcie sondażowe o kilka punktów wyższe niż to z wyborów parlamentarnych jest naturalne. Przypomnę, że PiS w styczniu- lutym 2006 roku miał w sondażach czterdzieści, a nieraz ponad czterdzieści procent. Tyle, że PiS uzyskał 27%, zaś PO 41,5%. Nie ma się więc czym ekscytować i z tego również Tusk musi sobie zdawać sprawę.
To tylko najważniejsze problemy, ale przyznacie Państwo, że i one wystarczą, aby sytuację uznać za niebezpieczną. (Łukasz Schreiber)
Kategoria: Analiza, Co tam Panie w koalicji, Donaldu, Donaldu... | Komentarze: 11

